poniedziałek, 3 kwietnia 2017

duodécimo


Drogę z centrum do mieszkania miała niemalże wyciętą z życiorysu. Prowadziła machinalnie, prawie bezmyślnie zupełnie pogrążona w przeszłości. Trzeźwość umysłu odzyskała w momencie, gdy na podziemnym parkingu jej apartamentowca zobaczyła samochód przyjaciółki. Wiedziała, że nie może pokazać Leire jak wiele kosztowało ją przypadkowe spotkanie z Bartrą. Trzy głębokie wdechy i prawdziwa Ainoha wraca do życia.
- Wytłumacz mi jeszcze raz dlaczego dałam Ci moje klucze ?- krzyknęła wchodząc do mieszkania. Zawsze żartowała, teraz może nieco wymuszenie, ale musiała w innym wypadku Leire od razu po kojarzyłaby, że coś jest nie tak.
- Też się cieszę, że Cie widzę ! - zaśmiała się Leire wychylając się z kuchni.
Ainoha weszła do kuchni i z ulgą odłożyła siatki z zakupami na wyspie kuchennej.
- Gdzieś Ty tyle czasu była ?- westchnęła brunetka opierając się o blat kuchenny. 'Kradnąc' z jednej z siatek nektarynę.
- Na Boquerii...- mruknęła. Starała wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu.
- Jej Ainoha jakaż pełnia życia...- zironizowała - Stało się coś ?- spojrzała na przyjaciółkę spod rzęs. Czuła, że coś jest nie tak. Coś się wydarzyło... coś złego. Blondynka wyraźnie się zmieszała. Potarła twarz dłońmi i przybrała bardziej pozytywną postawę. Dziwnie sztuczną postawę....
- Spotkałam Marca... Kazał serdecznie Cię pozdrowić- chciała zabrzmieć jak najradośniej, bez kropli zwątpienia.
- Marca...- przeciągnęła Leire wyraźnie szukając w głowie jakiegoś znanego jej Marca. - Bartre ?! - wypaliła ni stąd ni zowąd. Skinęła głową.
- Rany tyle czasu go nie widziałam...- rozmarzyła się Leire- Jak się spotkaliście ? Co u niego ? Zmienił się ?- trajkotała jak katarynka, zasypując ją pytaniami, a Ainoha wyraźnie się zamyśliła.
- Wydoroślał- mruknęła dopiero po odchrząknięciu brunetki. Nie znalazłaby odpowiedniejszego określenia na piłkarza w tej chwili. Uśmiechnęła się lekko i wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Zrobiłaby teraz wszystko żeby tylko nie siedzieć dłużej z Leire twarzą w twarz. Prędzej czy później musiałaby wyśpiewać jej wszystko , opowiedzieć o emocjach jakie jej towarzyszyły przy spotkaniu młodego stopera oraz o wszystkim co się w niej teraz dzieje, a po prostu tego nie chciała. Miała nadzieję, że ten jeden jedyny raz Leire odpuści, że może tym razem perfekcyjnie odegrała swoją rolę.
- A teraz powiesz mi co się dzieje ?- usłyszała to czego słyszeć nie chciała. - Ainoha...
Nigdy nie pogodziła się do końca z decyzją Rafinhi, swoją zresztą również, ale cały czas utrzymywała że tak dla nich obojga będzie lepiej. Nie miała z nim kontaktu od trzech lat, od dwóch prawie w ogóle o nim nie myślała, nie zastanawiała się na każdym kroku co robi, gdzie jest i jak się czuje. Nie wariowała, gdy stojąc na światłach obok podjeżdżało stalowo-szare Audi Q7. Nie czekała na moment, gdy zapuka do jej drzwi. Uszanował jej prośbę. I mimo tego, że było jej z tym cholernie źle, była mu wdzięczna.
- Dzisiaj to w sobie przetrawię i jutro będzie dobrze, obiecuję.- uśmiechnęła się promiennie, ale odniosła wrażenie że Leire wcale nie kupiła tej radości.
- A ja naprawdę myślałam, że już o nim zapomniałaś ! - szepnęła niby do siebie. Podeszła do przyjaciółki. - Ainoha...- zaczęła łagodnym tonem.
- Leire dość ! - odsunęła się gwałtownie, bo wiedziała że prędzej czy później skończy się to łzawym dramatem. Już raz to przeżyła, nie chciała tego powtarzać tutaj w jej obecności. - Po prostu po spotkaniu Marca wiele rzeczy do mnie wróciło... Dużo sobie przypomniałam...
- Widzieliście się ?- pokiwała przecząco głową, dzięki Bogu dodając w duchu. - Ainoha a może...
- Może nie Lei.
- Wiesz jak bardzo się przyjaźnią, naprawdę myślisz, że Bartra utrzyma język za zębami ? Jak nie Rafie to komuś innemu wyklepie, że spotkał swoją ulubienicę... A prędzej czy później...
- Wtedy to już kompeltnie nie będzie miało dla niego znaczenia- popatrzyła smutno na przyjaciółkę.
- Co zrobiłaś ?- zmrużyła oczy. Blondynka wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, na którą Leire spojrzała. W oczy rzucił jej się oczywiście pierścionek, który Ainoha dostała od całej paczki na urodziny. Sytuacja zaczęła jej się klarować. - Nie zrobiłaś tego...- zaśmiała się z niedowierzaniem.
- Nie miałam innego wyjścia.
***
Jak pozbyć się powracających wspomnień ? Już raz myślała, że uporała się z przeszłością, spotkanie z Bartrą uzmysłowiło jej jak bardzo się myliła. Liczyła się z tym, że prędzej czy później kogoś z nich spotka. Barcelona to wbrew pozorom nie jest takie duże miasto. Ale czy przypuszczała, że wspomnienia wrócą z taką siłą ? Nie. Znów zaczęła się zastanawiać co u niego, jak sobie radzi, ma kogoś, myśli o niej czasem... ? Dziś naprawdę poczuła, że chciałaby posiedzieć z nim dłużej, wypytać o wszystko co mogło ją ominąć przez te trzy lata, zobaczyć się z Alvesem żeby pośmiać się z jego żartów, pogadać z Sergio, powygłupiać się z Neymarem... Poznała ich wszystkich jako innych ludzi, oni też ją okłamali... ale... ale do nich nie miała takiego żalu. Oni jej nie wmawiali miłości... Zdecydowała. Musiała naprawdę raz na zawsze zakończyć ten etap w swoim życiu. Etap pt. 'Alcantara' musiał przestać tlić się w jej sercu. Jak to zrobić ? Placa Catalunya, La Rambla, Parc Guell, Tibidabo, La Barcelonetta... wszystko jej go przypominało. On był wszędzie. Zawarła ze sobą pakt. Stopniowo będzie odwiedzać wszytkie miejsca, których do tej pory trochę podświadomie unikała, by na zawsze pozbyć się go z życia. By nigdy nie powtórzyła się historia z dziś. By jak następnym razem spotka Bartrę, Da Silvę, Alvesa, Roberto czy kogokolwiek mogła normalnie porozmawiać. By nie musiała pilnować tego co mówi, by nie musiała ukrywać uczuć. Miała nadzieję, że ich już wtedy nie będzie...
***
Wróciła z Rambli... Miejsca, które może najmniej przypominało jej Rafę, ale była na jej liście, a obiecała sobie, że odfajkuje wszystkie pozycje. Usiadła na sofie w salonie i podciągnęła kolana pod brodę. Plan był taki, że miała poczuć się lepiej, lżej...
Jak było ? Tak samo. Nie, skłamała było gorzej...znacznie gorzej. Zerknęła na leżącą na szklanym stoliku kartę papieru. Zostały dwie pozycje. Na ostatnią nawet nie patrzyła, wiedziała, że nie jest gotowa. Miała więc tylko jedną opcję... Zerwała się na równe nogi i poszła się przebrać. Wystrojona w legginsy i dłuższą bluzę wyszła z klatki. Za każdym razem jak sobie z czymś nie radziła wychodziła pobiegać, przewietrzyć głowę. On ją tego nauczył, jemu pomagało, jej także. Tym razem jednak nie wybrała parku w pobliżu, tym razem wsiadła do samochodu, który umożliwi jej dostanie się na drugi kraniec Barcelony. Pierwszy raz od trzech lat chciała się tam znaleźć. Gdy dotarła na miejsce zapadał zmrok. Ucieszył ją fakt, że na parkingu było pusto. Była sama i mogła spokojnie wyrzucić z głowy balast w postaci zawodników lokalnego klubu. Zaparkowała samochód i niemal natychmiast pobiegła przed siebie po szutrowej drodze. Biegła ile sił w nogach. Sama siebie nie poznawała, nogi same ją niosły. W głowie cały czas odtwarzała sceny sprzed paru lat. To on pokazał jej to miejsce, to tutaj zmuszał ją do biegania, to tutaj dzięki niemu stała się zapaloną biegaczką, na samym początku to tutaj się spotykali. Przebiegła całą zamierzoną trasę na pełnym biegu. Poczuła to wszystko w momencie, gdy dobiegła na szczyt. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, zsunęła się na ziemię nie mogąc złapać oddechu. Miała wrażenie, że rozrywa jej płuca. Tylko sobie znanym sposobem wdrapała się na murek odgradzający ścieżkę od urwiska, usiadła nim obejmując dłońmi kolana. U jej stóp malowała się nocna panorama Barcelony. Stała się przywrócić w sobie "funkcje życiowe". Czuła jak jej umysł pomału się oczyszcza, jak pozbywa się chęci pozabijania wszystkich wokół. Czuła, że ma coraz mniejszą potrzebę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo kochała i jak bardzo została zraniona. Patrząc przed siebie kasowała wszystkie wspomnienia z Alcantarą związane z tym miejscem. Przy tych ważniejszych, milszych lub po prostu najprzyjemniejszych w oczach zalśniły jej łzy. Tę, która akurat spływała po jej policzku starła rękawem szarej bluzy. Usłyszała szmery za sobą, odwróciła się w stronę biegacza, który tak jak ona chwilę wcześniej wyczerpany dotarł na szczyt. Pochylił się opierając łokcie o kolana. Zaczerpnął głośno powietrza. Normalnie pewnie byłaby przerażona obecnością jakiegoś faceta w ciemnym lesie, ale teraz miała prawie 100 % pewność, że jej nie dostrzegł i pełne poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tego miejsca. Miała odwracać wzrok, gdy mężczyzna wyprostował się a z głowy zsunął kaptur. Serce jej zamarło. Poznałaby go wszędzie. Nie było mowy o pomyłce. Zmierzał w jej kierunku, więc czym prędzej wróciła do kontemplacji panoramy miasta modląc się już chyba na głos żeby jednak zmienił plany i obrał sobie inny cel odpoczynku. Poruszyła się nieznacznie naciągając szczelniej na twarz kaptur. Usiała w takiej pozycji by w każdej chwili móc uciec bez okazania mężczyźnie twarzy. 
- O rany ale mnie Pani wystraszyła...- usłyszała tą chrypę, którą tak bardzo kochała i za którą tak bardzo tęskniła. Z oczu spłynęła jej pojedyncza łza. - Nie spodziewałem się tutaj nikogo o tej porze...- nie podchodź bliżej, jęknęła w sobie. Zacisnęła dłonie w piąstki. - Siedzi pani w moim ulubionym miejscu...- nie dawał za wygraną, mimo tego że ona nie wydobyła z siebie ani jednego dźwięku. Cała się trzęsła. Co tutaj robił ? Wiedziała, że biegał wieczorami tylko wtedy, gdy go coś gryzło. Marc się wygadał ?!
 - Mogę ?- usłyszała pytanie, nawet na niego nie popatrzyła, wiedziała że chodzi mu o to, żeby usiąść obok. Skinęła głową, w dalszym ciągu milcząc. Usiadł plecami do niej. Po szmerze podłoża uznała, że musiał wyprostować nogi. Miała nadzieję, że posiedzi sobie chwilę i pójdzie. Zbyt dużo czasu minęło by mógł ją poznać. W przeciwieństwie do niego, zmieniła się - Pięknie jest, co nie ? - czuła na sobie jego wzrok. Nie wiedzieć skąd miała pewność, że jej nie rozpozna. Z jednej strony bardzo zmieniła się fizycznie od ich ostatniego spotkania, po drugie znaczną część jej twarzy zasłaniał kaptur, po trzecie było na tyle ciemno, że mogła czuć się w miarę bezpiecznie. Zmusiła się tylko do wydobycia z siebie cichego "yhm". Wiedziała, że się uśmiechnął. Oczami wyobraźni zobaczyła te skrzące brylanciki w jego oczach. - Carretera de les aigues to nietypowe miejsce na bieganie o tej porze. Zwłaszcza dla kobiety...- znów się odezwał wbijając w jej ciało mnóstwo igiełek. Znów skinęła głową. Uniosła dłoń, by zetrzeć mimowolnie spływające po jej twarzy łzy.
- Matko coś się stało ?!- prawie krzyknął przestraszony. Musiał się jej przyglądać. Pokiwała przecząco głową. - Też tak mam... - nie zareagowała więc kontynuował- Jak coś leży na sercu albo w głowie to najlepiej iść pobiegać... Też przyszedłem oczyścić głowę. Normalnie o tej porze nie biegam...- uśmiechnęła się. Dobrze go znała. - Czasami lepiej jest się wygadać nieznajomym...- westchnął- Nawet nie wiesz... mogę do Ciebie mówić na 'Ty' ? - skinęła głową. Nie wiedział czemu do niej zagaduje, skoro nie było żadnego odzewu, ale skinięcie głową odebrał jako znak do kontynuacji. Nie miał po prostu z kim o tym pogadać, wyżalić się... Kumple go nie rozumieją... od trzech lat nikt go nie rozumie, więc czemu miałby nie zrobić tego przed kompletnie nieznajomą kobietą pośrodku niczego ? - Myślałaś kiedyś żeby cofnąć czas ? - kolejne skinięcie. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to zrobić...- uśmiechnął się pod nosem. - Tak w ogóle... jak już wysłuchujesz moich żali to jestem Rafael...- zobaczyła dłoń podsuniętą niemal pod samą jej twarz. Zadziałał impuls. Nieposkromiona chęć zobaczenia go. Utonięcia w tych czekoladowych oczach. Pożegnania... Ale uznała, że po prostu nie może. Zignorowała przyjaźnie wystawioną do niej dłoń. Odwróciła się plecami do niego zeskakując z murka, naciągnęła kaptur szczelniej i bez słowa odeszła. Modliła się by za nią nie pobiegł, by nie dociekał co mogło się stać 'nieznajomej' kobiecie. Była już dobry kawałek drogi od szczytu, gdy wreszcie dała upust emocjom i po prostu się popłakała. Droga powrotna zajęła jej mniej czasu. Na parkingu stały dwa samochody. Jej białe Audi i, była tego pewna, jego stalowo-szara Q7. Wsiadła do środka mocno zaciskając dłonie na kierownicy. Wzięła dwa głębokie oddechy i przedostatnie miejsce na jej liście zostało odznaczone. Ainoha Sanchez jest już prawie wolna. Miała nadzieję uwolnić się od duchów przeszłości aby w jej życiu już nigdy nie było miejsca dla Rafaela Alcantary.
***
Zaniepokoiło go zachowanie tej dziewczyny. W pierwszej chwili, gdy odeszła uznał, że przecież nie będzie biegł za jakąś obcą babką ciemną nocą, ale po chwili dotarło do niego, że mogło jej się coś stać. Nienawidził, gdy budziła się w nim chęć niesienia pomocy wszystkim wokół. Żył w zakłamaniu... nie potrafisz pomóc sobie, pomóż innym... Potruchtał więc w kierunku, w którym biegła dziewczyna. W głowie wciąż odtwarzał dzisiejszą rozmowę z Bartrą. Właśnie dzięki niemu znalazł się tutaj, w takim a nie innym stanie... właściwie wszystko dzięki niej...
Parę dobrych dni temu na treningu zauważył, że z Marciem jest coś nie tak. Chodził taki zamyślony... zupełnie jak nie on. Cała drużyna zachodziła w głowę co mogło się stać. Jednak Marc milczał jak zaklęty. On się nie poddawał, byli kumplami, mógł się nawet pokusić o stwierdzenie, że najlepszymi. Musiał wyciągnąć od przyjaciela co się dzieje. Koniec końców, po wielu próbach rozmów przyznał, że martwi go stan zdrowia Gali. Czy to kupił ? Oczywiście ! Widział przecież, że kumpel świata poza córką nie widzi i wcale nie zdziwiło go, że grypa malutkiej mogła go tak przestraszyć. On sam był w małej Gali zakochany do szaleństwa i choć nigdy tego nie przyznał zazdrościł Marcowi rodziny. Dziś, późnym popołudniem pojawił się pod domem obrońcy z ogromnym misiem dla swojej ulubienicy. Spędził miły wieczór w towarzystwie przyjaciół, upewnił się, że z Galą już dobrze i wrócił do siebie. Tym bardziej zdziwiła go wieczorna wizyta przyjaciela w jego domu. Zasiadł struty na sofie i kazał mu również usiąść. Opowiedział o niedawnym spotkaniu z Ainohą Sanchez. Na sam dźwięk jej imienia i nazwiska zrobiło mu się gorąco. Wspomnienia nie musiały wracać, one w nim żyły cały czas. Okłamał ją, oszukał, dla jej dobra, ale to nie miało znaczenia. Ona twierdziła, że się nią zabawił. Nie dała mu dojść do słowa. Nie dała wytłumaczyć. Nie chciała słuchać zapewnień o jego miłości. Wtedy właśnie wyciągnął od przyjaciela prawdziwy pobyt jego wizyty.
'Ainoha jest zaręczona, przykro mi Rafa...' dźwięczało w jego uszach. Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Zostawił kumpla samego. Czego się spodziewał ? Że taka piękna dziewczyna spędzi życie samotnie ? Musiał się liczyć z tym, że pewnego dnia wyjdzie za mąż, założy rodzinę... Liczył się z tym. Ale gdzieś w nim cały czas żyło przekonanie, że kiedyś mu wybaczy. Mimo tego, że minęły trzy lata, wciąż nie mógł zapomnieć... Nie mógł sobie wybaczyć... Miał nadzieje, że kiedyś porozmawiają, czekał na to, aż będzie gotowa, liczył, że zrozumie. Że jeszcze kiedyś znów będą szczęśliwi...
Błąkał się jakiś czas po okolicy nie wiedząc co ze sobą zrobić. Serce samo zaprowadziło go w to miejsce. Na parkingu stał jeden samochód, zaparkował obok. Ubrał swoją bluzę, zarzucił kaptur na głowę, po czym zerwał się sprintem i ruszył przed siebie. W ich miejsce. I tak właśnie znalazł się tutaj... Bieganie miało mu pomóc oczyścić umysł. Nie pomogło... Dotarł na parking, w stronę którego zmierzała również nieznajoma dokładnie w momencie, gdy białe Audi wjeżdżało na pustą ulicę. Uznał, że kobieta jest bezpieczna. Rozejrzał się jeszcze dookoła, postanowił, że jest gotowy wrócić do domu. Stanąć oko w oko z życiem.
***
Wpadła do domu jak tornado. Zatrzasnęła drzwi na wszystkie możliwe zamki po czym bezwiednie zsunęła się na podłogę. Zupełnie nie kontrolowała swojego ciała. Z jednej strony była niesamowicie dumna z tego, że nie dała mu się rozpoznać, że nie rozsypała się na kawałeczki, z drugiej...
Starała się stłamsić buzujące w niej emocje. Nie mogła dopuścić do tego by wszystko rozpoczęło się na nowo. Musiała się z tego wyleczyć. Wyleczyć z miłości, o której końcu sama zadecydowała. Gdy nieco ochłonęła weszła do ciemnego salonu. Jej wzrok powędrował na małą karteczkę złożoną na stole. Przypomniała sobie dlaczego w ogóle to robiła... Miała poczuć się lepiej, uwolnić od przeszłości. Jednak nie czuła się lepiej... Jej perfekcyjny plan się nie powiódł. Czuła się coraz gorzej... Ale przecież sobie obiecała. Musiała to zrobić. Odfajkowała wzrokiem listę miejsc, które już odwiedziła. Przy niektórych zatrzymała się pamięcią na dłużej. Przecież poszczególnych miejsca unikała nie bez przyczyny w końcu ! Zamiast pozbyć się wspomnień, tylko je w sobie ożywiła. Na liście pozostał ostatni odnośnik. Najgorszy. Najbardziej kojarzący się z nim. Miejsce, w którym naprawdę nie była ani razu od ich rozstania. Nie była nawet w jego pobliżu. Musi to zrobić szybko, jak zrywa się plaster. Wiedziała, że bez ostatniego przystanku nie ruszy z miejsca. Te ostatnie pięć liter działało jak żrąca substancja bezlitośnie wdzierająca się do jej serca. Jutro czas na GUELL- powiedziała sama do siebie.
Na miejsce postanowiła przyjechać autobusem. Przeciskała się przez tłumy rozentuzjazmowanych turystów chcących zwiedzić bajkowy świat Gaudiego. Dla niej samej to było coś więcej niż tylko park. To miejsce znaczyło dla niej więcej niż jakiekolwiek inne w Barcelonie. Miała z nim związanych masę wspomnień... To między innymi tutaj zabrał ją na ich pierwsze prawdziwe spotkanie. To On zaprowadził ją tutaj ciemną nocą, by pokazać prawdziwą magię tego miejsca... Usiadła na ławce na uboczu. Miała widok na centralną część parku. Mózg zafundował jej film z przeszłości...
- Guell ?! - wybałuszyła oczy, gdy podjechał na parking. - W nocy ?!- popatrzyła na niego jak na wariata. Wystawił rękę w jej kierunku. Myślał, że ją złapie, ale oczywiście nie... zamiast złapać jego dłoń blondynka splotła swoje ręce na piersi patrząc na niego wyczekująco. - Kim Ty jesteś albo komu zapłaciłeś za to, że możesz późną nocą wchodzić do Parku ?!- zaśmiał się.
- Ma się znajomości- uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął pierś. - Zakładam, że nigdy nie widziałaś Guella w blasku księżyca i bez tłumów turystów... - wyczytał z jej błyszczących jak diamenciki oczu, że jej zaimponował, chociaż prawdopodobnie nigdy tego nie przyzna.- Zapraszam...- ukłonił się nisko, powtórnie podając jej dłoń. Tym razem niepewnie ją złapała. Triumfował.
Szli główną ścieżką prowadzącą do najdłuższej ławki na świcie. Spacerowali powoli. Ona napawała się otaczającą ją rzeczywistością, wszechobecną ciszą, pustym parkiem skąpanym w blasku księżyca. On napawał się jej widokiem. Niespecjalnie wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony rozpierała ją duma (?), radość... Nikt nigdy nie zaprowadził jej w takie miejsce.
- Okłamałeś mnie... - wyrwała go z kompletnego letargu. Spojrzał na nią zdziwiony. O dziwo na jej ustach malował się piękny uśmiech. - To miała nie być randka...- powiedziała oskarżycielskim tonem. Parsknął śmiechem.
- Myślisz, że zabrałbym Cię na randkę do Parku, do którego możesz pójść w każdej chwili ?
- A nie ?
- Nie. Na randkę zabrałbym Cię w jakieś odjazdowe miejsce.
- Parku, przez który w ciągu dnia przewija się jakiś triliard ludzi, a po którym teraz spacerujemy sami i to w nocnej scenerii nie nazwiesz odjazdowym miejscem ?! - zaśmiała się. Nie była pewna czy tylko się z nią droczy, czy może mówi na poważnie. Pokiwał przecząco głową.- No to uważaj, bo jeszcze chwila i ja się na tą randkę wproszę ! - jej dźwięczny śmiech rozniósł się echem po okolicy.
- Na to właśnie liczyłem...- mruknął poważnie powodując, że z jej ust zszedł uśmiech.
Zamrugała parę razy. Zabierał ja tutaj jeszcze wielokrotnie, a ona za każdym razem zakochiwała się w tym miejscu na nowo. Mimo tego, że na każdej randce starał się ją zaskakiwać chyba nigdy nie zrobił na niej takiego wrażenia jak tamtej nocy. I to chyba właśnie wtedy przestała na niego patrzeć jak na kolegę... To był dzień, w którym przepadła.
Wychyliła się ze swojego bezpiecznego miejsca. Musiała zderzyć się z elementami parku. Z arkadami, które pamiętają niezliczoną ilość ich pocałunków i uścisków, schodami, które pamiętają jedną z ich naprawdę nielicznych kłótni i w końcu tą cholerną najdłuższą ławkę świata, na której po raz pierwszy usłyszała zapewnienie o miłości. Otaczał ją ogrom ludzi, ogrom wakacyjnego szczęścia i spełnienia a ona czuła się samotna. Para młodych ludzi, pewnie niewiele młodszych niż oni wtedy przebiegła obok niej. Zupełnie nie przejmowali się otoczeniem. Wszechobecni turyści zdawali się dla nich zupełnie nie istnieć. Trzymali się za ręce, śmiali się w głos, świata poza sobą nie widzieli... Niespełna cztery lata temu Oni wyglądali tak samo a ich randka nie randka zakończyła się w tym samym miejscu. Gdy ten chłopak pocałował dziewczynę, podświadomość przypomniała jej co czuła gdy On całował ją. Dotknęła swoich ust. Dla niej to koniec. Guell właśnie stracił całą swoją magię. Ostatni raz spojrzała na panoramę miasta. Jeszcze raz przypomniała sobie wszystkie chwile jakie tutaj spędziła i bezwzględnie 'wcisnęła' delete w swoim mózgu kasując wszystko. Letni wiatr wiejący od morza rozwiał jej włosy, przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Poczuła jakby właśnie otrzymała błogosławieństwo od bogów do rozpoczęcia nowego życia.  




LIPA.

tekst kursywą, to wspomnienia Ainohi 

6 komentarzy:

  1. Lipa to może w tym lesie była, a nie tu! Rozdział był świetny, bo był Rafa :D Zawsze miałam go za szaleńca z duszą romantyka i wrażliwca :D
    Jednak żałuję, że wtedy nie zdał sobie sprawy, że to ona! Nadal czekam na ich konfrontację :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Lipa? Nawet tego komentować nie będę xd
    Ja tam naszej bohaterce nie wierzę. Nie wierzę w to, że usunęła wspomnienia. Tak się nie da. I nie da się "odkochać". Bo jeśli się kocha to na zawsze. Także czekam na ich spotkanie - i oby tym razem porozmawiać i żeby Rafa ją poznał, a ona przyznała, że nie jest zaręczona.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle zaległości, które miałam do nadrobienia musiały okazać się zwyczajnie fantastyczne :-) już jestem ciekawa co będzie dalej:-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Łee tam, nie da się tak po prostu zapomnieć... można na chwile wyciszyć myśli, ale co jak wrócą ze zdwojoną siłą? xd
    Jedno spotkanie już zaliczone... szkoda, że się Rafa to ciul i nie przypatrzył się lepiej z kim rozmawia XDD
    Ale no cóż... Trzeba czekać dalej :P
    Weny ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do Milagros ♥ http://ekghymsbkdjs.blogspot.com/2017/04/noveno-anhelo.html

      Usuń