Pół
roku później...
Czuła,
że coś jest nie tak jak powinno. Z dnia na dzień coś się między
nimi zmieniło. Jak to się stało, że wcześniej nie zauważyła
żadnych symptomów zwiastujących kryzys ? Nie wie. Myślała, że
była czujna. Ilekroć pytała ukochanego co się dzieje dostawała
podobne odpowiedzi a to problemy z dostawcami klubu, a to znów z
pracownikami. Rozumiała i wierzyła. Dlaczego miałaby nie ?
Zarządzał najmodniejszym i jednym z największych klubów w tym
mieście. Miał prawo mieć problemy. Tylko, że Ona coraz częściej
miała wrażenie, że głównym problemem jest ona sama... A przecież
nie należała do tych absorbujących swoją osobą partnerek. Każde
z nich miało swoje życie oraz wspólną część, którą dzielili.
Te dwie części przenikały się, ale nigdy żadna nie oddziaływała
negatywnie na drugą. A teraz tak właśnie się działo. Jeszcze
parę lat temu znajdując się w takiej sytuacji uciekłaby w pracę,
teraz po prostu nie mogła... Czy to był właśnie znak, że dorosła
do wspólnego życia ? Że on to właśnie TEN ? Miała na głowie
klientów, raporty, masę przygotowań a przez cały dzień nie
zrobiła nic. Cały jej umysł pogrążony jest w nim. Martwiła się.
O niego, o nich, o to co się między nimi dzieje...
Wparował
do jej gabinetu bez żadnego ostrzeżenia. Była zaskoczona jego
obecnością w jej biurze, sprowadziła go chyba swoimi myślami.
Radość z jego przybycia szybko przerodziła się w strach.
Wiedziała, że stało się coś złego.
-
Jak nie zrobię tego teraz nie zrobię już nigdy...- wydusił z
siebie. Wiedział, że musi jej w końcu wyznać prawdę. Zakochał
się i po prostu nie mógł jej dłużej okłamywać. Wystraszył
ją. Wyczytał to z jej oczu. Zacisnęła wargi w cienką linię.-
Możesz ze mną pojechać w jedno miejsce ? - przymknął na sekundę
oczy. Była to dla niego najtrudniejsza rzecz w życiu. Tak bardzo
bał się, że może ją stracić... Znów na nią spojrzał. Odkąd
wszedł nie odezwała się do niego ani słowem. Przeszyło go jej
spojrzenie. Nic nie rozumiała, ale postanowiła stawić temu czoła.
Zaufała mu. Zamknęła laptopa, wzięła do ręki swoją torebkę i
wyszła z gabinetu, On zaraz za nią. Zaczekał przy windach, gdy
weszła do Leire.
-
Nie będzie mnie już dziś...- powiedziała półgłosem.
-
Ainoha, wszystko w porządku ?- wyraźnie się zaniepokoiła.
Blondynka pokiwała bezwiednie głową.
-
Zadzwonię wieczorem- oznajmiła bez emocji i wyszła. Ani razu nie
popatrzył jej w oczy. Odniosła wrażenie, że się bał. Co mogło
się stać ? W czasie, gdy zjeżdżali windą na parking, wymyśliła
jakieś pięćset przyczyn jego zachowania. Otworzył jej drzwi ze
strony pasażera w jego Audi, a nim wsiadła ucałował jej skroń.
Popatrzyła mu niepewnie w oczy i wsiadła do środka. Całą drogę
milczeli. Przyglądała się jak nerwowo zaciska dłonie na
kierownicy i jak patrzy na nią z troską, gdy myśli, że tego nie
widzi. Nie podobało jej się to. Dojechali do
otoczonych wysokimi płotami boisk. Zatrzymali się na chwilę przy
budce z ochroną. Hugo skinął głową do starszego mężczyzny i
wjechali na zamknięty teren.
"FC BARCELONA" taki napis dostrzegła na jedynym budynku w pobliżu. Ona i piłka ?! Kategoryczne NIE. Nie lubiła, nie interesowała się, nie skłamałaby gdyby powiedziała, że nigdy w życiu nie widziała żadnego meczu.
"FC BARCELONA" taki napis dostrzegła na jedynym budynku w pobliżu. Ona i piłka ?! Kategoryczne NIE. Nie lubiła, nie interesowała się, nie skłamałaby gdyby powiedziała, że nigdy w życiu nie widziała żadnego meczu.
-
Boisko ?- wydusiła, nie doczekała się odpowiedzi lub
jakiejkolwiek innej reakcji- Centrum treningowe ?!- naciskała. Miał
wrażenie, że jej spojrzenie parzy. Znów zamknął oczy, zaciskając
dłonie z całej siły na kierownicy. Wziął głęboki oddech.
Zachodziła w głowę co wspólnego mogli mieć ze stadionem
piłkarskim. Był zbyt poważny by zrobić sobie z niej żart, prawda
? Wyszedł z samochodu i niemal natychmiast otworzył jej drzwi. Znów
spojrzała na niego niepewnie. Złapał jej dłoń i zaczął
prowadzić do wejścia. Przystanęła patrząc na niego wymownie.
-
Robisz sobie ze mnie jaja ? Co mam wspólnego ze szkółką piłkarską
?! Chciałeś zabierać mnie na trening tej drużyny, a atmosfera,
którą tworzysz od kilkunastu dni miała sprawić, że przyjdę tu
chętniej ?! Przyjdę tu ze strachu !? Powiedz coś do cholery ! -
krzyknęła. Nie czekał podszedł do niej i wpił się w jej usta.
Nie oddawała pocałunków, była na niego wściekła. Bała się i
była zła, jednocześnie.
-
Niezależnie od tego, co się stanie...- walczył sam ze sobą, ale
zaszedł już za daleko by się wycofać. -... pamiętaj, że Cię
kocham i wszystko co robię, robiłem... - westchnął- wszystko dla
Ciebie...- dlaczego miał wrażenie, że właśnie się z nią
pożegnał ? Nie chciał tego kończyć. To nie mógł być koniec...
Splótł ich dłonie wchodząc do przeszklonego budynku. Skinieniem
głowy przywitał się z pracownikami. Serce waliło mu jak młot,
gdy weszli do ostatniego korytarza, prowadzącego bezpośrednio na
boisko. Jeszcze przed samym wyjściem przystanął i pocałował ją.
Jemu właśnie pękało serce, a ona parsknęła śmiechem, który
rozniósł się po całym ośrodku.
-
I po to ten cały cyrk ? Te zapewnienia o miłości ? Żeby pograć w
piłkę ?!- nawet po nim nie spodziewałaby się takiej akcji.
Zdurniał. Nie wiedział co się dzieje. Podążył wzrokiem w
miejsce, gdzie była wpatrzona. Minęła go i weszła na murawę,
gdzie w jaskrawych strojach z herbem klubu na piersi stali Marc,
Arian, Ian i Michael.- Nie mogłeś mi po prostu powiedzieć, że
chcecie pograć ? Coście się tak jednakowo ubrali ?- zaśmiała
się- Nie musiałeś mnie z pracy wyrywać...- odetchnęła,
przyglądając się jak się zbliża. Zarzuciła mu ramiona na
szyję.- Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłeś... - wspięła się
na palce i przytknęła swoje czoło do jego. Zaniepokoiła ją jedna
rzecz... wyraz jego oczu. Odsunęła się nieznacznie. - Co się
dzieje ?- zaśmiała się nerwowo- Spojrzała na chłopaków. Stali
jak do odstrzału. Żaden z nich nie miał odwagi by spojrzeć jej w
oczy. - Hugo...- zwróciła się do chłopaka. Głos jej zadrżał.
-
Mam na imię Rafael...- powiedział bez cienia emocji. Zaśmiała
się. Nie, to nie był żart. - Rafael Alcantara...- Łzy zaczęły
piec ją pod powiekami. Przygotowywał się na tą rozmowę tyle
czasu, miał opracowanych tyle wariantów, ale nie przewidział
jednego. Bólu jaki dostrzeże w jej oczach.- Nie jestem właścicielem
klubu...- z każdym wypowiadanym przez niego słowem rozpadała się
na kawałeczki. Na zmianę otwierała i zamykała usta. - Jestem
piłkarzem...- wraz z tym wyznaniem poczuła, że brakuje jej
powietrza. Wzniosła oczy ku górze walcząc ze łzami. Zbliżył się
do niej, jednak ona zrobiła dwa kroki w tył. Bała się go ?- Ian
to Sergio Roberto, pomocnik- spojrzała na kolegów swojego chłopaka
z niedowierzaniem- Arian, to tak naprawdę Neymar, napastnik. Michael
to Dani Alves, obrońca, a Marc...
-
Też nie jest sobą...- szepnęła pogardliwie. Nie wierzyła, w to
co się dzieje. Jak można być aż takim chamem. Jak można było
zrobić coś takiego ?! Spojrzała z powrotem na mężczyznę, w
którym jeszcze godzinę temu była zakochana... Teraz ? Teraz nie
wiedziała kim jest.- Dobrze się bawiłeś ?! - krzyknęła - Mam
nadzieję, że wszyscy mieliście ubaw... - Pokręciła z
niedowierzaniem głową. Musiał zrobić wszystko by uwierzyła, że
naprawdę zrobił to dla niej.
-
Chciałem Cię w ten sposób chronić ! Nie rozumiesz z czym wiąże
się nasze życie... Popatrzyła na niego z
najbardziej bolesny sposób jaki mógł sobie wyobrazić.
-
Kocham Cię, słyszysz ? - oznajmił. Mówił szczerze ? Możliwe,
ale ona nie mogła mu zaufać. Nie znała go zupełnie, a obcym się
nie ufa. Zbliżył się do niej znacznie. Złapał jej bezwiedne
dłonie. - Kocham Cię - powtórzył patrząc jej prosto w oczy z
miną człowieka, który właśnie traci wszystko co ma.
-
Dość...- szepnęła przymykając powieki. Nadal nie do końca zdawała
sobie sprawę z tego co zrobił i jakie to będzie niosło za sobą
konsekwencje.- Mam tylko jedną prośbę...- za wszelką cenę
starała się nie pokazywać tego co naprawdę teraz czuje. Po
padnięciu tych słów z jej ust, zobaczył światełko w tunelu,
usłyszał nutkę nadziei. - zawieź mnie do domu...- wyszeptała
najspokojniej jak się dało, jakby nic wcześniej się nie
wydarzyło. Ostatni raz przejechała przybitym, nieco nieobecnym
wzrokiem, po twarzach mężczyzn, których jeszcze chwilę temu
uznawała za przyjaciół i mężczyzny, którego kochała. Na
miękkich nogach opuściła murawę, ponownie znajdując się w
mrocznym korytarzu prowadzącym na zewnątrz. Dopiero teraz zauważyła,
że cała się trzęsie. Modliła się, by był to tylko zły sen...
***
Patrzył
jak jedyna dziewczyna, którą naprawdę kocha schodzi z boiska. Jak
odchodzi. W oczach zalśniły mu łzy. Jeszcze nie wiedział jak, ale
wiedział, że na pewno udowodni jej, że to wszystko było tylko i
wyłącznie dla jej dobra, wszystko co zrobił, zrobił dla niej...
Spojrzał po twarzach przyjaciół. Na smutny wzrok zawsze wesołego
Daniego, na kucającego na murawie Neymara, na pocierającego nerwowo
twarz Marca... Na początku naprawdę nie wiedzieli, że ta niewinna
zabawa w klubie poniesie takie żniwo. Ale wszystko zaszło zbyt
daleko. Dlaczego nie powiedział jej wtedy po rozmowie z chłopakami
?! Za nic w świecie nie wiedział jak... Początkowo chciał chronić
siebie, nawet nie wiedział w którym momencie Ona stała się
wszystkim co miał i co chciał ochraniać. Pokochał ją. Naprawdę
pokochał. A skoro kochał to musiał walczyć ! Musiał jej
wszystko wyjaśnić. Musiała mu wybaczyć !
Była
całkowicie zagubiona. Próbowała sobie to jakoś ułożyć,
zrozumieć ? ale zupełnie nie wiedziała jak. Nic z tego nie
rozumiała. Zaczęła obwiniać samą siebie, ale to przecież nie
ona podawała się za inną osobę. Nie ona stworzyła równoległe
życie. Dotarło do niej, że musiała się pogodzić, z tym że dla
niego przez cały ten czas była zabawką. Głupią blondynką, którą
łatwo było wkręcić i wykorzystać. Zarzucała sobie to, że ich
nie znała ! Jak mogła mu aż tak zaufać ? Jak mogła się w nim
tak beznadziejnie zakochać... ? Zastanawiała się jak zdołał się
tak kamuflować ? Jak to się stało, że nie było ich w mediach ?
Nikt nigdy nie poprosił go o zdjęcie, autograf... Zrozumiała jak
wiele pracy musiał włożyć w to, by jego sekret nie ujrzał
światła dziennego. Dotarło do niej jaka była głupia...
szczęśliwa... jaka była w nim zakochana.... Jeszcze nim doszedł
do samochodu, siedziała w środku. Oczy zaszły jej łzami, więc
robiła co mogła, by nie ujrzały światła dziennego.
Całą
drogę spędzili w całkowitej ciszy. Nie wybiegła z auta w
pośpiechu jak sobie to wcześniej wyobraził, gdy podjechał na
parking naziemny pod jej blokiem. Siedziała patrząc przed siebie.
Uznał, że daje mu szansę na wytłumaczenie.
-
Dlaczego ?- szepnęła zerkając na niego z ukosa.
-
Nie chciałem Cię skrzywdzić...- zaczął zachrypłym głosem. - O
tym, że będę Hugiem Gonzalezem dowiedziałem się zaraz po tym jak
wyszłaś wtedy z klubu. Byliśmy dla Was całkowicie anonimowi...
-
Więc to nasza wina...- wtrąciła, nie patrząc na niego. Każde
jego słowo wypalało ją od środka. Nie wierzyła mu, w żadne
słowo. Oszukał ją. Potraktował jak maskotkę...
-
Tego nie powiedziałem... Nie wiesz jakie jest życie u boku
piłkarza. Nigdy nie wiem, czy dziewczyna spotyka się ze mną ze
względu na nazwisko i sławę czy może faktycznie jej się
podobam... a Ty...- w tym momencie pierwszy raz na niego spojrzała.
W jego ukochanych oczach nie było już błysku... światełko
jakby nagle zgasło. Uśmiechnęła się, z całych sił starając
się powstrzymać łzy.
-
Nie sądziłam, że masz o mnie takie zdanie...
-
To nie tak ! - bardzo się myliła. Chciał złapać jej dłoń, ale
się odsunęła.
-
Nie wiem kto przez ten czas ze mną przebywał... Rafael ? Hugo ? Kim
był ten, którego poznałam wtedy w klubie, który był tak
upierdliwy następnego dnia w sklepie, który wystawał pod moją
klatką licząc na spotkanie, wreszcie ten, który mnie pocałował
przed restauracją, zabrał do Guella, który trzymał mnie za rękę
podczas tych wszystkich zachodów słońca na Tibidabo, który
zmuszał mnie do biegania na Carreterze, ten który sprawiał, że
się śmiałam jak małe dziecko, powodując że pierwszy raz
poczułam się naprawdę kochana i bezgranicznie szczęśliwa... -
powstrzymywał łzy, gdy to mówiła. Zrozumiał, że ją traci.
Zrozumiał jak ją skrzywdził.- Kim był facet, w którym się
zakochałam ? - popatrzyła na niego błagalnie. Zdawała sobie
sprawę z tego, co po raz pierwszy przyznała. Po raz pierwszy
przyznała to wprost. Po prostu chciała żeby mimo wszystko
wiedział. Może żeby poczuł się teraz gorzej ? Równie źle jak
ona ? Teraz już nie ukrywała łez. Poczuł jakby ktoś z całej
siły uderzył go w okolicy klatki piersiowej. Zabrakło mu przez
chwilę powietrza. Nie mógł sobie wybaczyć tego, co zrobił. Jak
zaprzepaścił swoje szanse. Nie mógł wybaczyć sobie tego jak ją
skrzywdził. Wiedział, jak wiele kosztowało ją to wyznanie i był
w 100 % przekonany o tym, że było szczere. To, że Hugo Gonzalez
nie był jego zabawą, zrozumiała w chwili, gdy zobaczyła w jego
oczach łzy. Zrozumiał. Ona także. Jednak nic nie mogli już
zrobić. Wszystko co mieli, w tej sekundzie runęło niczym domek z
kart.