środa, 18 stycznia 2017

SEXTO





- Stary gdzie masz... O cholera ! - Hugo jak poparzony odskoczył od siedzącej na blacie blondynki by jak najnormalniej w świecie otworzyć lodówkę wyjmując z niej piwa. Dlaczego Marc zawsze musiał poruszać się bezszelestnie ?! Ona jak gdyby nigdy nic się nie stało wciąż siedziała na blacie w Hugowej kuchni z zawziętością przyglądała się swoim paznokciom chichocząc pod nosem. Naprawdę bawiła ją ta sytuacja. Odkąd przyszła, Hugo co chwila zaciągał ją w różne miejsca w mieszkaniu, byle tylko móc ją pocałować. Nie chcieli robić sensacji przed znajomymi, którą sądząc po minie Marca właśnie wywołali- Przepraszam Was ! - niemal pisnął rozanielony wymykając się czym prędzej do salonu, gdzie siedziała cała reszta zgrai. Gdy tylko wyszedł Ainoha parsknęła śmiechem. Brunet popatrzył na nią spod uniesionych brwi. Spodziewał się bardziej wstydu, pochodnych złości (?) a nawet porażającej wściekłości, na pewno nie rozbawienia. Podszedł do niej usadowiając się ponownie między jej udami. Objęła jego szyję, muskając lekko jego wargi.
- Ty się tłumaczysz ! - wycelowała palcem prosto w jego tors. Zaśmiał się. 
- Przecież oni nam nie dadzą żyć ! - trącił swoim nosem jej. Czuł się fantastycznie, jakby się unosił. Kiedyś wydawało mu się nie do pomyślenia, że dziewczyna może dać aż tyle radości. Do wszystkiego trzeba dorosnąć. On dorósł do momentu, w którym mógł śmiało powiedzieć...
- Kocham Cię Ainoha...- wymruczał z lekko przymkniętymi oczami. Nigdy w życiu nie był tak pewny swoich słów jak w tej chwili. Wyczuł, że nieco zesztywniała. Wstrzymała oddech. Jej z natury duże oczy teraz wydawały się być ogromne. Zaskoczył ją ? Naprawdę mogła nie zauważyć, że jej rola w jego życiu, z dnia na dzień staje się większa ? Nie oczekiwał od niej podobnego wyznania, a nawet więcej ! wiedział na pewno, że go nie usłyszy. Ona nie była taka. Nie należała do tych wylewnych, ale samym swoim zachowaniem podkreślała ile dla niej znaczy. Wystarczało mu to w zupełności. Po chwilowym szoku spowodowanym jego nagłym wyznaniem uraczyła go najpiękniejszym uśmiechem jaki miał okazję dotychczas podziwiać. Z prawdziwą pasją przywarła do jego ust. 
- Już i tak wszystko wiemy ! Nie musicie się chować po kątach ! - dotarł do nich donośny krzyk roześmianej Lerie. Parsknęli śmiechem. Ainoha zeskoczyła z blatu, przelotnie muskając jeszcze pełne wargi Hugo, zabrała jeden z trzech przygotowanych czteropaków piwa i wyszła do znajomych. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby nie przywitali jej gwizdami, głupimi minami i innymi odchyłami od normy. Gdy w zasięgu ich wzroku pojawił się Hugo dopiero zaczął się cyrk. 
- Zupełnie nie wiem o co Wam chodzi...- zaśmiała się pakując sobie do buzi pokaźną porcję popcornu. Wskoczyła na kanapę pomiędzy Leire a Michaela. Starała się nie reagować na palący wzrok brunetki i szturchanie pod żebra przyjaciela. 
- Zdrajca !- przechodzący obok Hugo trzepnął w głowę niczego nieświadomego Marca. 
- Ej !- fuknął zły, co wcale nie przeszkodziło mu w naśladowaniu całujących się młodych- Lepiej się przyznajcie od kiedy się tak cwaniaczycie ?! - uśmiechnął się, po czym ryknął potężnie ganiąc ich- I dlaczego nikt z nas nic nie wie !
- Ślepi jesteście i tyle ! - puścił przyjacielowi oczko Hugo, który zupełnie nie przejmując się jakimikolwiek komentarzami tudzież spojrzeniami, najspokojniej w świecie wyszukiwał swojej ulubionej piosenki z playlisty. 
- Albo tak dobrze się kamuflowaliście...- spojrzała na niego podejrzliwie Blanca. Uśmiechnął się pod nosem, w sposób jaki Ainoha lubiła najbardziej, jakby lekko lekceważący. 
- To od kiedy jesteście razem ? - spojrzenia Iana wędrowało między nową parę, która popatrzyła po sobie porozumiewawczo.- Musimy wiedzieć kiedy świętować rocznicę ! - przybił sobie z Marciem piątki. Co jak co, ale imprezy to było to co oboje lubili najbardziej.
- Mamy jakąś datę ?- spojrzała na bruneta zadziornie. Udał, że się zastanawia. 
- 10 listopad - puścił jej oczko powracając do poprzedniej czynności. Wgapiała się tępo w jego plecy. Zaskoczył ją... 10 listopada zabrał ją do Guella. Tego dnia przestała na niego patrzeć jak na kolegę. Czyżby był to również dzień, w którym ona przestała być przypadkową koleżanką ?
- Dwa miesiące ?!- ryknął Marc odwracając jej uwagę od bruneta przy konsoli. Zaśmiała się- Utrzymywaliście to przed nami w tajemnicy przez sześćdziesiąt dwa dni ?!
- To ile razy widzieliście się sami ? Bez nas ? Nikomu o tym nie mówiąc ?!- szturchnęła ją ramieniem siedząca najbliżej, świetnie udająca obrażoną Leire. 
- Paręnaście...- od odpowiedzi wyręczył ją Hugo- parędziesiąt...- puścił jej oczko zajmując miejsce na przeciw dziewczyn. Popatrzyła mu w oczy, ponownie w nich zatonęła, nigdy nie sądziła, że znajdzie kogoś kto samym spojrzeniem sprawi, że będzie się czuła bezpiecznie i bezgranicznie szczęśliwie. 

***

- Hugo, pomożesz mi przynieść...- na prośbę Brazylijczyka podniósł się z kanapy, na której siedział z Ainohą. Pocałował dziewczynę w głowę i wyszedł. Zauważył, że odkąd na jaw wyszło, że spotyka się z Ainohą, gadatliwy dotąd przyjaciel nagle zamilkł. Zdziwiło go to, że kumpel zaprowadził go na taras, gdzie już siedział Marc, Dani i Sergi. Zamknął za sobą przesuwne drzwi, wolał żeby żadna z dziewczyn nie słyszała ich rozmowy. 
- Co zamierzasz ?- zapytał na wstępie Dani, nadzwyczaj poważny. Uśmiechnął się pod nosem. 
- Zakochałem się...- przyznał szczerze. Naprawdę był tego pewny jak jeszcze niczego w życiu. 
- Co Ty odwalasz ?!- nieco ściszonym ale nadal groźnym głosem warknął Ney. Zmarszczył brwi. Początkowo zdziwił go ten ton. Wziął głęboki oddech przejeżdżając dłonią po twarzy. 
- Musimy im powiedzieć...- rozglądnął się po twarzach wszystkich Sergi, szukając absolutnej akceptacji. 
- Jeszcze nie...- mruknął, bardzo powoli zwracając się twarzą do przyjaciół. 
- Co ?!- wybałuszył oczy Neymar.- Możesz powtórzyć to co powiedziałeś minutę temu ?! 
- Kocham ją, ale nie mogę jej jeszcze powiedzieć...- bał się, po prostu się bał. Panicznie. Wariował na samą myśl, że miałby jej przyznać prawdę. 
- Rafa, czy Ty się słyszysz ? Jak długo masz zamiar to ciągnąć ?! Powinniśmy im powiedzieć już dawno temu ! Zwłaszcza Ty !
- Ney ma rację...- do dyskusji włączył się Marc.- Powinny wiedzieć już dawno temu. Wymknęło nam się to spod kontroli... Za długo to trwa.- wiedział, że prawdopodobnie mają rację, ale on także miał swoje obawy. - Postaw się w jej sytuacji...
- Właśnie Marc... postaw się w jej sytuacji...- przerwał mu- Gdy jej powiem w bardzo krótkim czasie stanie się sensacją... świeżynką. Nie utrzymamy jej w cieniu przez dłuższy czas. Myślisz, że da sobie z tym radę ? Z ciągłą obecnością w mediach, z całą tą nagonką ?! Że przejdzie z tym do porządku dziennego ? 
- Nie do końca boisz się o nią... Mam rację ?- napastnik spojrzał na niego z ukosa. Ponownie przetarł twarz dłońmi. Trochę trwało nim, sam przed sobą przyznał się, że ma rację.
- Boję się, że gdy jej powiem odwróci się ode mnie... Boję się, że odejdzie. Że nie da sobie wytłumaczyć... Że nie zrozumie... - przeniósł wzrok na Brazylijczyka- Nie boisz się, że Leire zrobi to samo ?
- Musimy im powiedzieć ! - podniósł nieco głos Marc. Widział, że Rafa pomału przekonuje swoimi racjami Neymara, musiał temu zapobiec. 
- Leire i ja tylko się przyjaźnimy.- wiedział, ale musiał użyć tego argumentu, miał nadzieję, że podziała- Kochasz ją ? Szczerze.- bez chwili zastanowienia skinął głową. 
- To jej powiedz zanim będzie za późno ! Albo zrobię to ja...- pierwszy raz zachował się wobec niego w ten sposób. Nie był z siebie dumny, ale wiedział, że inaczej na niego nie wpłynie. Chciał wyjść, ale Rafa szarpnął go za ramię. 
- Nie zrobisz tego ! - syknął. 
- To jej powiedz, bo najlepsza dziewczyna, z jaką do tej pory miałeś do czynienia odejdzie i to z Twojej winy ! A poza tym... nie chcę żeby cierpiały jeszcze bardziej. Za bardzo je polubiłem... 












A Rafa nadal tkwi w kłamstwie...



<3 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

QUINTO



To tylko zwykłe wyjście do restauracji. Wchodzisz, uśmiechasz się, starasz się być w miarę miła, jesz i wychodzisz... Zwykła kolacja Ainoha- tłukła sobie do głowy od samego rana. Nie mogła sobie poradzić z paraliżującym strachem i chęcią jak najszybszego odwołania spotkania oraz ekscytacją, która gdzieś w niej się tliła, nie dając o sobie zapomnieć. Gdyby tego było mało to od samiuteńkiego rana musiała się użerać z palącym wręcz wzrokiem przyjaciółki. Czy ona nie mogła zrozumieć, że umówiła się z tym Hugo tylko po to by dał jej spokój ?! Przecież taka była prawda, więc zupełnie nie rozumiała dlaczego coraz częściej łapała się na tym, że w gruncie rzeczy cieszy się na to spotkanie. Przez spotkanie oczywiście rozumiała wyjście kumpli nie wyjście potencjalnej pary. Piątki miała dość luźne, potrafiła sobie tak zorganizować obowiązki, że zwykle w okolicach 13 była już w swoim mieszkaniu, zwyczajowo szykując się na jakieś piątkowe wyjście. Tak było tym razem, z tym że nigdy nie miała problemów z wyborem stylizacji. A dziś ? Stała już masę czasu przeszukując niemal wszystkie półki z ciuchami. Sukienki, spódnice, spodnie, koszule... nic nie wydawało jej się odpowiednie na spotkanie nieznajomych znajomych. Jeszcze ta niepewność gdzie pójdą. Zawsze miała kontrolę nad swoim życiem. Swoim i innych. Uwielbiała kontrolować sytuację, a teraz nawet nie wiedziała gdzie idzie, więc skąd mogła wiedzieć jak ma się ubrać.
 Po całych latach świetlnych spędzonych przed szafami, po zrobieniu z mieszkania istnego śmietnika wystrojona i pachnąca punkt 19 wyszła ze swojej klatki. Nie musiała się rozglądać, przyciągnął jej spojrzenie. Stał oparty o stalowo-szare audi, biała koszula z rozpiętymi trzema pierwszymi guzikami podkreślała jego ciemniejszą karnację i dodawała mu nieco zadziorności. Złapała małą torebeczkę w obie dłonie i niepewnie podeszła do mężczyzny, któremu oczy wręcz zaświeciły się na jej widok. Długie blond włosy podkręcone na końcach unosiły się i opadały z każdym jej krokiem. Który to już raz tonął w błękicie jej oczu ? Jej wygląd ? Ścięło go z nóg. Przez chwilę zapomniał jak się oddycha. Jedno jest pewne, jeśli ona naprawdę zdecyduje, że to ich pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie to po nim...
- Ślinisz się...- oznajmiła jak gdyby nigdy nic, gdy podeszła bliżej. Wystawiła dłoń w geście powitania. Mówi ślinisz się na mój widok jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie !- pomyślał. Zastanawiał się na ile to jej pewność siebie na ile gra pozorów.
- Pięknie wyglądasz...- udał, że nie słyszał jej wcześniejszej uwagi. Minął także jej wystawioną w jego kierunku dłoń kierując się bezpośrednio w kierunku jej policzka. Nie zdążyła zareagować, musnął je ustami. Zauważył, że jego zachowanie zdecydowanie jej się nie spodobało. Zauważył, że nie lubiła tracić kontroli. Teraz miała jeszcze gorzej. W ogóle nie miała kontroli nad sytuacją. Widział to w jej oczach. nie wiedziała czy wsiąść z nim do samochodu czy może lepiej wziąć nogi za pas.
- Ty też niczego sobie...- mruknęła lekko zawstydzona. Ooo czyżby udało mu się ją zawstydzić ? Punkt dla niego ! Odchrząknęła. Znów złapała go na tym jak się na nią gapi. Wiedziała, że powinna wiać gdzie pieprz rośnie, bo przecież nie wiadomo kim on do cholery jest, ale jakoś ją to bawiło... Mogłaby nawet pokusić się o zdecydowanie przesadzone na chwilę obecną wyrażenie, że między nimi wyraźnie iskrzy. Zreflektował się i otworzył jej drzwi od samochodu. W czterech susach pokonał jego długość i zasiadł za kierownicą. Chwilę później wyjeżdżali z ulicy blondynki.
- Jak już i tak zamknąłeś mnie w tym żelaznym czołgu...- rozglądnęła się po samochodzie, palcami delikatnie przesuwając po kokpicie udając brak satysfakcji. Droczyła się. Spojrzała na niego kątem oka, wiedziała że faceci nie lubią jak ktoś niepochlebnie wypowiada się o ich samochodzie. Żelazna zasada, którą nauczył ją tata - skoro kupił taki samochód to był to najlepszy samochód z możliwych. Niemal niezauważalnie się wzdrygnął i napiął. Trafiła w punkt !- ... i nie mam jak z tego zwiać... to może powiesz mi teraz gdzie mnie zabierasz ? - uniósł zadziornie brew.
- Po Twoim wyznaniu najchętniej gdzieś na klify, żebym miał pewność, że AUĆ ! - nie dane mu było dokończyć, blondynka ile sił w rękach trzepnęła jego ramię, patrząc z miną mordercy. - Kochaniutka zapamiętaj... Jeśli facet kupił samochód, to znaczy że jest to najlepszy samochód na Ziemi ! - zaśmiała się dźwięcznie. Bingo ! On również nieznacznie uniósł końcówki ust. - Nie wiem czego od niego chcesz... - pogładził z troską kierownicę.- Ma ładny, niepowtarzalny kolor, jest postawny, ma ciekawą sylwetkę... A w ogóle widziałaś światła ?! w nocy to jest KOSMOS !- zwrócił uwagę na te bardziej wizualne zalety swojego 'dziecka'. Wiele razy słyszał rozmowę kobiet o samochodach, zawsze skupiały się na wyglądzie samochodów. Wydawało mu się, że na innych rzeczach się po prostu nie znały... Pokiwała głową ze zrozumieniem. Po czym parsknęła śmiechem.
- Serio ?! Jeździsz najnowszą SQ7, masz silnik co najmniej V8 i dwie turbiny ! Koleś ! Prawie 450 KM a Ty mi o jakimś lakierze mówisz ?! - trajkotała jak nakręcona nie zważając nawet na to, że stoją na światłach, a mężczyzna wgapia się w nią pożądliwie. Spojrzała na niego i natychmiast się speszyła. Opadła miękko na siedzenie unikając jego spojrzenia.
- Ogólnie tak dużo wiesz czy tylko na temat tego danego modelu ?- wcale nie zmienił sposobu swojego patrzenia. Czuła, że płonie.
- Wiem trochę więcej niż przeciętny samochodowy laik...- mruknęła ledwo słyszalnie. Poczuła się nieco pewniej.
- Wyjdź za mnie ! - krzyknął, a ona się zaśmiała. Przybliżyła się, opierając oba łokcie na dzielącym ich podłokietniku. Spojrzała mu w oczy, które naprawdę były blisko !
- Zielone... - szepnęła i zaśmiała się dźwięcznie widząc najpierw zahipnotyzowane spojrzenie Hugo, a później jego zakłopotanie.
- El Barco...- mruknął wcale na nią nie patrząc.
- Hm ?- zapatrzyła się na mijany krajobraz, niespecjalnie wiedziała o czym mówi jej nowy kolega.
- Jedziemy do El Barco...- Uśmiechnęła się. Kolejny punkt dla niej ! W starciu kto kogo zawstydzi szli łeb w łeb. W bezpośrednim starciu osobowościowym Hugo wysiadł mniej więcej, gdy zobaczył ją wtedy w klubie, Ainoha właśnie zaczynała swoją drogę w otchłań Pana Gonzaleza.
***
- Przepraszam Państwa bardzo, ale Państwo ze stolika obok nie mogą zjeść w spokoju posiłku, mogliby... mogliby Państwo zachowywać się nieco ciszej... ? - parsknęli śmiechem i wcale nie chodziło im o tego biednego zestresowanego młodego kelnera, którego wydelegowano do ucieszenia ich. Zupełnie nie wiedział co się z nim dzieje, ta dziewczyna miała w sobie coś w czymś się zatracał. Tracił kontakt z otaczającym go światem. Byli tylko oni. On i ta piękna blondynka. Jako, że Hugo nie reagował skinęła głową, po czym uśmiechnęła się przepraszająco do starszej pary siedzącej nieopodal ich. Zjedli już dawno temu, teraz po prostu oddali się rozmowie. Może ciut przygłośnej jak się okazało.
- Idziemy ?- spojrzał na nią spod rzęs. Ale spojrzał na nią w taki sposób, że zrobiło jej się gorąco.
- Idziemy- oznajmiła tonąc w jego oczach. Nie zdążyła zareagować a mężczyzna już stał za nią odsuwając jej krzesło. Speszyła się, ale miała nadzieję, że tego nie zauważył. Puścił ją przodem, oboje jeszcze raz przeprosili staruszków za zakłócanie kolacji i wyszli śmiejąc się w najlepsze.
Z restauracji na parking prowadziła dość długa, urocza alejka pełna kwiatów i światełek. Złapał ją za dłoń. Spuściła wzrok uśmiechając się lekko. On zagryzł wargę. To, że nie wyrwała swojej dłoni potraktował jako sukces. Testował ją. Chciał wiedzieć na ile może sobie pozwolić. Na ile może z nią zagrać. A ona za wszelką cenę starała się uspokoić. Wyluzować... Nic się przecież nie działo. Splotła ich palce w silniejszym uścisku. Do tej pory to on trzymał ją. Odeszła od niego na odległość ich rąk. Odwróciła się, gdy zorientowała się, że stoi w miejscu i się jej przygląda. Uśmiechnęła się.
- No i co teraz Panie Hugo... ?- uniosła zadziornie brew. Naprawdę była ciekawa dalszego planu młodego Hiszpana. Mówił, że El Barco to początek ich spotkania. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmiało. Nie uzyskała odpowiedzi. Przynajmniej nie taką o jakiej myślała. Przyciągnął ją do siebie i nie czekając na pozwolenie musnął jej usta. Liczył na to, że go spoliczkuje. Chciał to zrobić zaraz po tym jak ją zobaczył, a teraz... teraz już czuł, że musiał ! Pierwszy raz czuje się w ten sposób w obecności dziewczyny ! Zesztywniała. Nie rozumiała co się dzieje. Działo się samo. Jej dłoń powędrowała na jego policzek, a chwilę później jej wargi muskały jego. Skończyło się równie szybko i niespodziewanie jak się zaczęło. Nie puszczając jego dłoni odwróciła się i pociągnęła zdezorientowanego mężczyznę za sobą. To miało być spotkanie po którym uwolni się od natręta. Jak więc mogła sobie wytłumaczyć radość jaką sprawił jej tym pocałunkiem i generalnie swoją obecnością ?! Ainoha Sanchez pierwszy raz w życiu nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Pierwszy raz zupełnie straciła kontrolę !
Odkąd wsiedli do samochodu żadne się nie odezwało. Blondynce było po prostu głupio. Czuła, że brnie w coś co nie ma żadnego sensu i że to dla chłopaka skończy się tragicznie.
- Nie odzywasz się...- mruknął, patrząc cały czas na pogrążoną w ciemności drogę.
- Faktycznie te światła to kosmos...- uśmiechnęła się. Musiała zejść z tematu i zrobić coś by rozluźnić atmosferę, bo inaczej chyba by się podusili. Zaśmiał się... Skąd wiedział, że na pewno nie poruszy tego co stało się parę chwil temu. Rozbrajała go ta dziewczyna.
- Mam Cię przeprosić ?- zaśmiał się patrząc na nią kątem oka. Tym razem to ona uśmiechnęła się cwanie.
- Za co ? Stało się coś ?- spojrzała na niego zadziornie. No i przepadłeś- mruknął w sobie.
- Nic...- szepnął półszeptem karcąc się w myślach za to, że przeszło mu przez myśl, że reakcja Ainohy może być inna.
- No właśnie. Nic nie było, więc nie mamy za co się przepraszać...- oparła łokieć o drzwi. - To jakie plany na teraz ? Bo z tego co się orientuję, to mieszkam w drugiej części miasta...- zauważył cień szczerego uśmiechu na jej ustach.
- Zobaczysz kocie...
- Nie jestem Twoim kotem.- odparła stanowczo.
- Jeszcze nie wiesz, że kiedyś będziesz...- puścił jej oczko. Podczas gdy ona myślała, że tylko żartuje on mówił całkowicie szczerze. Takiej chemii i iskry nie było między żadnymi 'znajomymi'.
***
- Guell ?! - wybałuszyła oczy, gdy podjechał na parking. - Wiesz, która jest godzina ?!- popatrzyła na niego jak na wariata. Wystawił rękę w jej kierunku. Myślał, że ją złapie, ale oczywiście nie... zamiast złapać jego dłoń blondynka splotła swoje ręce na piersi patrząc na niego wyczekująco. - Kim Ty jesteś albo komu zapłaciłeś za to, że możesz późną nocą wchodzić do Parku ?!- zaśmiał się.
- Ma się znajomości- uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął pierś. - Zakładam, że nigdy nie widziałaś Guella w blasku księżyca i bez tłumów turystów... - wyczytał z jej błyszczących jak diamenciki oczu, że jej zaimponował, chociaż prawdopodobnie nigdy tego nie przyzna.- Zapraszam...- ukłonił się nisko, powtórnie podając jej dłoń. Tym razem niepewnie ją złapała. Triumfował.
Szli główną ścieżką prowadzącą do najdłuższej ławki na świecie. Spacerowali powoli. Ona napawała się otaczającą ją rzeczywistością, wszechobecną ciszą, pustym parkiem skąpanym w blasku księżyca. On napawał się jej widokiem. Niespecjalnie wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony rozpierała ją duma (?), radość... Nikt nigdy nie zaprowadził jej w takie miejsce.
- Okłamałeś mnie... - wyrwała go z kompletnego letargu. Spojrzał na nią zdziwiony. O dziwo na jej ustach malował się piękny uśmiech. - To miała nie być randka...- powiedziała oskarżycielskim tonem. Parsknął śmiechem.
- Myślisz, że zabrałbym Cię na randkę do Parku, do którego możesz pójść w każdej chwili ?
- A nie ?
- Nie. Na randkę zabrałbym Cię w jakieś odjazdowe miejsce.
- Parku, przez który w ciągu dnia przewija się jakiś triliard ludzi, a po którym teraz spacerujemy sami i to w nocnej scenerii nie nazwiesz odjazdowym miejscem ?! - zaśmiała się. Nie była pewna czy tylko się z nią droczy, czy może mówi na poważnie. Pokiwał przecząco głową.- No to uważaj, bo jeszcze chwila i ja się na tą randkę wproszę ! - jej dźwięczny śmiech rozniósł się echem po okolicy.
- Na to właśnie liczyłem...- mruknął poważnie powodując, że z jej ust zszedł uśmiech.





*********************************************************************************

Jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów,
więc jestem bardzo ciekawa Waszych opinii :)