- Leire ! - mimo tego, że wołano jedną z nich, odwróciły się wszystkie, ale tylko jednej serce wręcz stanęło. Stanęła jak wryta patrząc na zbliżającą się do nich grupę mężczyzn. Stojące przed nią Leire, Margot i Sofie znacznie zawężały jej pole widzenia. Rozpoczęła swoją modlitwę o to, by nie było go z nimi.
- No proszę...- brunetka z uśmiechem od ucha do ucha złapała się pod boki czekając, aż podejdą bliżej. Musiała zagrać zaskoczoną. Przez cały dzisiejszy dzień ściskała w dłoni swój telefon, będąc gotową w każdej chwili odwołać tą bezsensowną ustawkę. Bała się. Nie wiedziała co zaszło między nimi tamtego wieczoru po otwarciu lokalu Margot. Oboje milczeli jak zaklęci. Naprawdę nie chciała skrzywdzić Ainohi.
- Cześć dziewczyny ! - usłyszała radosny okrzyk mężczyzny, którego spotkała ledwie parę tygodni temu na targu. Uśmiechnęła się na jego widok. Usłyszała dźwięczny śmiech Margot tonącej w objęciach Sergio.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy jeden z grupki wystawił rozpostarte ramiona w jej stronę. Kiedyś się uwielbiali, a później wszystko się zmieniło...
- Cześć Ney- uśmiechnęła się, gdy ją puścił. Przyglądnęła mu się uważniej. Nie był jej dłużny. Lustrował wzrokiem każdy milimetr ciała. Starał się ocenić czy od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni zaszły jakieś zmiany. Z dziecięcą radością zarzucił jej rękę na karku i obrócił w taki sposób, że teraz stali do wszystkich przodem. Uniosła wzrok natrafiając prosto na czekoladowe tęczówki. Witał się z Lei. Dlaczego poczuła to bezsensowne ukłucie zazdrości w sercu, gdy zobaczyła ją w jego objęciach. Aż tak bardzo za nim tęskniła ? Aż tak bardzo chciałaby znaleźć się w jego ramionach ? Serce wykręciło jej koziołka. W dalszym ciągu był taki sam, był jej...
Nie znalazłby słów, by opisać moment, w którym na niego spojrzała. Kolejny raz uzmysłowił sobie jak bardzo mu jej brakowało, jak za nią tęsknił. Z radością stwierdził, że jest sama, bez "ogona", tego by nie zniósł. Mimowolnie jego dłonie znajdujące się na tali Leire opadły. Miał wrażenie, że wszyscy czekają na ich reakcję.
- Ainoha ! - zza jego pleców wyskoczył Roberto obejmując dziewczynę w talii i okręcając się z nią parę razy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy usłyszał jej dźwięczny śmiech, zobaczył radość na twarzy. Nie wiedział czy specjalnie, czy przez zupełny przypadek, ale kumpel odstawił drobną blondynkę niemalże wprost w jego ramiona. Uśmiechnął się szczerze. Speszyła się, gdy zauważyła że jej się przygląda. Stali od siebie w naprawdę bliskiej odległości. Wiedziała, że wszyscy czekają na ich reakcję. Wszystko w niej odżyło. Wróciło ze zdwojoną siłą. To nie był jednak czas na robienie scen. Ten już nie nadejdzie. Musiała zacisnąć zęby, powstrzymać buzujące w niej emocje i wyłączyć wciąż zranione serce.
- Cześć Rafael- starała się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie. Nie zareagował. Znów sprawiła, że zapomniał języka w gębie. Wzięła głęboki wdech. - Ze mną się nie przywitasz ?- zagadnęła i uśmiechnęła się kokieteryjnie patrząc na niego spod rzęs. Starała się zatuszować to jak bardzo speszona była. Zastanawiała się jakim cudem to przeszło jej przez zaciśnięte do granic możliwości gardło. Uśmiechnął się. Sam nie miałby na to odwagi. Nie miał prawa. Podszedł do niej ostrożnie, przytulił tak delikatnie jakby się bał, że się rozpadnie... że zniknie... Poczuł jak zaciska dłonie w pięści na jego plecach, poluźnia uścisk. Nie wróżyło to niczego dobrego. Zganił się za to, że pomyślał, że mogłoby być inaczej. Odsuwała się od niego. Na usta znów cisnęło się szczere 'przepraszam', które przywróciło by im stracone trzy lata. Wiedział jednak, że jest już za późno.
- Minęło strasznie dużo czasu...- zatonął w jej oczach. Robił to za każdym razem, gdy je widział. Liczył na to, że mu powie. Przez wzgląd na ich dawną zażyłość... Tak, był sadystą. Chciał to od niej usłyszeć. Nie odezwała się, skinęła głową potwierdzając jego słowa. Zagryzła policzek od środka, przyglądała mu się z pewną nostalgią. Zdawała sobie sprawę z tego jaką cenę zapłaci za to dzisiejsze spotkanie. Jednak teraz musiała być dzielna. - Coś się zmieniło ?- zdziwił się swoim ostrym tonem. Nie mógł jej przecież winić za to, że ruszyła z miejsca. Minęły trzy lata. A wszystko co się wydarzyło było tylko i wyłącznie z jego winy. - Zmieniłaś fryzurę...- zauważył. Zganił się za to spostrzeżenie. Nie widział jej tyle czasu i jedyne co ma jej do powiedzenia, to to że ładnie jej w nowych włosach ?! Zobaczył blady uśmiech na jej twarzy, nie było go w oczach. Miał wrażenie, że jej spojrzenie było stęsknione, a może po prostu bardzo chciał by tak było ? - Co słychać ?- zadał kolejne kretyńskie pytanie. Widział jak Neymar przewraca oczami. Jakby miał szansę, to pewnie zdzieliłby go po głowie.
- Od tamtego czasu... nic się nie zmieniło... - bardzo chciała by wyczytał między słowami to, co tak bardzo chciała mu powiedzieć. Nie zrobił tego. W pierwszej chwili uderzył go ton jej głosu. Trochę oskarżycielski ? Po zastanowieniu uznał, że miała do tego pełne prawo. A ona ? Czuła się fatalnie. Wszyscy, absolutnie wszyscy się w nich wpatrywali. Przejechała wzrokiem po twarzach przyjaciół. Została na dłużej przy Leire następnie stojącym obok Neymarze. Oboje spuścili wzrok. To był ten moment, w którym zrozumiała, że to 'przypadkowe' spotkanie zostało szczegółowo zaplanowane. Nie radziła sobie z tą sytuacją zupełnie. Poczuła się jakby znów miała 10 lat i zgubiła z pola widzenia rodziców. Gdziekolwiek popatrzyła czuła na sobie dziwnie obce, palące spojrzenia, wywołujące najgorsze uczucia stało niespełna pół metra od niej. Straciła resztki pewności siebie, a grunt usuwał jej się spod nóg. Na szczęście w porę zauważyła to Leire.
- Gdzie się wybieracie chłopaki ?- zaświergotała pozornie radośnie, byleby odwrócić uwagę od przyjaciółki, z której nie spuszczała zatroskanego spojrzenia. Blondynka objęła się dłońmi i wzięła głęboki oddech jakby miało jej to pomóc w przetrwaniu w jednym kawałku.
- W jedyne słuszne miejsce...- zaśmiał się Marc puszczając jej oczko. Początkowo pytanie Leire kierowane było do Neymara, który pod wpływem zachowania Ainohi nie był w stanie odpowiedzieć. Miał poczucie winy. Dlaczego miał wrażenie, że ją zranili ? On, Leire i Marc ? Ainoha, którą znał była najtwardszą babką na świecie, naprawdę nie znał drugiej tak silnej osobowości. Ainoha, która stała na przeciw niego była zagubioną delikatną i kruchą dziewczyną w niczym nie przypominającą tej którą znał. Drżała, z niepokojem przyglądała się każdemu z osobna, skutecznie pomijając stojącego przy niej Rafę. Bał się, że zraz się rozpadnie...
- Możemy Wam potowarzyszyć ?- z obserwowania byłej dziewczyny kumpla wyrwał go bardzo niepewny głos Leire. Też czuła, że ich plan był najgłupszym z możliwych i w tym momencie najchętniej zabrała by Ai pod pachę i uciekła do domu. Żadne z nich tak naprawdę nie zdawało sobie sprawy jak silne i potwornie trudne jest to co dzieje się między ich przyjaciółmi. Znów spojrzał na blondynkę a ona na niego. Niemo błagała go o pomoc. Oczy zalśniły jej łzami. Spuściła wzrok na ziemię. Musiał zadziałać. Podszedł czule ją obejmując. Miał wrażenie, że robił to w ostatniej chwili.
- Nie ma nawet mowy żeby było inaczej- uśmiechnął się szczerze.- Tym razem nie damy wam odejść od tak...- mruknął. Zdawała sobie sprawę, że te słowa kierowane były pod jej adresem. Spojrzała na niego niepewnie. Puścił jej oczko dla dodania otuchy.- Panie i Panowie Sutton Club czeka ! - oznajmił pozornie radośnie.
- Przepraszam...- mruknął do dziewczyny, którą nadal obejmował. Domyślił się, że połapała się w ich gierce.
- Nic się nie stało...- mruknęła, ale on wiedział że to nie prawda. Zdał sobie sprawę z tego jak wiele czasu minęło i jak niewiele się zmieniło. Odwrócił się sprawdzając czy wszyscy za nimi idą. Szli. Roześmiani, w grupkach. Dwie osoby nie pasowały do tego radosnego obrazka. Jedną obejmował w talii, druga szła obok pogrążonych w dyskusji Sofi i Marca. Dłonie trzymał w kieszeni spodni. Nie uczestniczył w ich konwersacji, nawet się nie starał. Jego myśli w całości były pochłonięte drobną blondynką, którą to on trzymał w ramionach.
***
Ukradkowe spojrzenia. Coraz śmielsze próby zagadania, za każdym razem kończące się klęską. Dźwięczny śmiech. Pamiętne iskierki w oczach. Łobuzerski uśmiech, którego zapomnieć nie sposób. Wspomnienia. Czy sądziła, że ponowne spotkanie wzbudzi w niej takie uczucia ? Tak. Że pobudzi takie wspomnienia ? Tak silne? Nie.
Po przebudzeniu czuła się jak na kacu gigancie mimo, że poprzedniego wieczora wypiła naprawdę niewiele. Kac moralny ? Nie miała powodu by go mieć. Więc co powodowało te wręcz fatalne poczucie ? Poczucie winy ? Żalu... Zerwała się z łóżka, gdy pierwsze łzy zalśniły jej w oczach. Wyciągnęła z szafy strój do biegania, włosy związała w wysokiego kucyka i wybiegła z mieszkania. Parę minut później wbiegała do parku. Mijała innych biegaczy, ludzi z psami, pary z dziećmi... To chore, że absolutnie w każdej jednej osobie widziała jego. Starała się wyrzucić ze swojej głowy wszystkie wspomnienia. Tak jak sobie obiecała. Chciała sprawić żeby zniknął. Bieganie Ci pomoże- powtarzała sobie w myślach jak mantrę. Gdy brakło jej sił przysiadła na ławce odsuniętej od głównych ścieżek. Wyciągnęła nogi, oparła głowę o zagłówek przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech delektując się promieniami słonecznymi. Ze stanu letargu wyciągnął ją dźwięczy kobiecy śmiech. Główną alejką na którą miała idealny widok szła para młodych ludzi. Zakochanych do szaleństwa należałoby dodać. Śmiali się. Chłopak uniósł ich splecione dłonie, a dziewczyna wykonała perfekcyjnego pirueta. Obserwując tych dwoje na jej ustach pojawił się uśmiech. Przypomniała sobie jak pierwszy raz spacerowali po tym parku...
- Dlaczego nie masz dziewczyny ?- spytała kokieteryjnie. Nie, wcale nie chciała nią zostać, była po prostu cholernie ciekawa. Był w miarę sympatyczny, dość przystojny, dało się z nim pogadać na różne tematy... Szukała tego niewłaściwego pierwiastka mogącego odpychać potencjalne kandydatki.
- To takie oczywiste ?- spojrzał na nią nieco z dołu. Złapała się na tym, że wprost uwielbiała gdy przymrużał oczy.
- I to jak ! - zaśmiała się perliście, dźgając go lekko w bok.
- A gdzie Twój chłopak ?- znów starał się przewiercić ją na wylot. Uśmiechnęła się zakładając złocisty pukiel za ucho. Spojrzała na niego. Serce waliło mu jak młot, nie mógł w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego zjawiska. Nie wiedział, dlaczego ten błękit aż tak na niego działał.
- Może przeczytasz o tym w mojej nowej książce "Dlaczego związki są do bani ?"
Pokręciła energicznie głową starając się wyrzucić te wspomnienia z głowy. Wzięła głęboki oddech i truchtem pobiegła z powrotem do mieszkania. Zrezygnowała z windy uznając, że schody będą idealnym zakończeniem porannego treningu.
- Leire ?- zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła siedzącą na schodach przyjaciółkę. - Dlaczego nie weszłaś ?
- Cześć Ainoha...- usłyszała za sobą. Zmierzyła wzrokiem Neymara przenosząc zdziwiony wzrok na przyjaciółkę. Czuła, że ta wizyta nie wróży niczego dobrego. Otworzyła drzwi i weszła do środka, a zaraz za nią Leire i Ney. Pierwsze swoje kroki skierowała do lodówki, wyciągając z niej wodę. Przyglądała się jak przyjaciele zajmują krzesła przy wyspie kuchennej. Czuła się jak w sądzie. Ona była oskarżonym a oni oboje oskarżycielami. Uniosła zdziwione brwi patrząc na nich. Nic. Zero reakcji z ich strony.
- Dowiem się czemu zawdzięczam tę wizytę ? - obie spojrzały wymownie na piłkarza.
- Chcieliśmy Cię...- zmroził go wzrok Leire- To znaczy... głównie ja...- wytłumaczył- chciałbym Cię przeprosić... To był mój pomysł, ale wykonanie było wspólne !- przedszkolnym tonem współoskarżył dziewczynę.
- Chodzi o to, że chcieliśmy Wam pomóc... - zaczęła się tłumaczyć Lei, a Ainoha parsknęła śmiechem. Spojrzeli na nią jak na kosmitkę.
- W czym ? - popatrzyła na nich wymownie.- W czym ?!- powtórzyła dosadniej, gdy nie otrzymała odpowiedzi.
- Ainoha...- zaczęła łagodnie jej przyjaciółka.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi i skoro podjęliśmy taką decyzję...
- To Ty ją podjęłaś ! - uniósł się Neymar. Twardo mierzył się z morderczym wzrokiem blondynki.
- Podjęliśmy taką decyzję... Nie macie prawa się w to mieszać ! - Leire spuściła wzrok, czuła się winna. Neymar natomiast z kieszeni spodni wyciągnął złożoną na pół kartkę.
- Bilet na jutrzejszy mecz...- przysunął Ainohi prostokątny kawałek sztywnego papieru- To dla niego ważne. A nawet jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć ze względu na niego, to pamiętaj że Sergio, Marc i ja także gramy w tej drużynie...
Nie spojrzała na niego. Wiedziała, że jak to zrobi, przepadnie. Prychnęła pod nosem kręcąc lekceważąco głową.
- Muszę się wykąpać...- mruknęła i chwilę później zniknęła w łazience. Neymar spojrzał na Leire, znały się lepiej, miał nadzieję, że ona cokolwiek z tego zrozumiała. Brunetka pokręciła bezsilnie głową. Zabrała z blatu swoją torebkę i razem z Neyem opuścili mieszkanie Sanchez.
***
- Leire ?- zdziwiła się, gdy otworzyła drzwi, w których stała brunetka. Cały wczorajszy wieczór upłynął jej na ignorowaniu połączeń od niej, Neymara i Marca. - Wejdź...- przepuściła ją w wejściu. - Tylko się nie zabij na tych szpilach, podłoga jest mokra- zaśmiała się. Nieczęsto zdarzyło jej się widzieć przyjaciółkę na obcasach.
- Sprzątasz ?!- popatrzyła na nią jak na wariatkę. Racja, nie lubiła sprzątać, ale znów bez przesady...
- Czasami trzeba- puściła jej oczko- Napijesz się czegoś ?
- Myłaś okna ?!- wybałuszyła oczy gdy weszły do salonu- Ainoha wszystko w porządku ?!- podeszła do niej by dotknąć jej czoła w celu sprawdzenia czy nie ma temperatury. Blondynka zignorowała zachowanie przyjaciółki, przewróciła oczami.
- Więc... kawa ?- odłożyła szmatki, które trzymała w dłoni na blat.
- Kawa, kawa - odnosiła wrażenie, od momentu przekroczenia progu mieszkania, Hiszpanka nie spuszcza z niej opiekuńczego wzroku- Wszystko w porządku ?- zagadnęła z miną, której tak bardzo nie lubiła, gdy przyszła do salonu z dwoma kubkami wypełnionymi aromatyczną cieczą.
- A co ma być nie w porządku ?- uśmiechnęła się sztucznie mając nadzieję, że tym razem uda jej się zagrać przed Lei skuteczniej niż ostatnio.
- Przemyślałaś propozycję Neya ?- Leire przyglądnęła się blondynce uważniej, chcąc zaobserwować jej reakcję w najdrobniejszym szczególe. Wzięła głęboki oddech. Od wczoraj nie myślała o niczym innym. Niemalże w ogóle nie spała, nie mówiąc już nawet o tym, że jest niedziela a ona od światu biega po mieszkaniu ze szmatkami. Wszystko byle by tylko nie myśleć...
- Dobrze wiesz, że nie jestem fanką piłki nożnej...- starała się jakoś wybrnąć.
- Ainoha...- chciała coś powiedzieć, ale mordercze spojrzenie przyjaciółki tylko upewniło ją w fakcie, że nie należy. Westchnęła. Zrozumiała, że nic nie zrobi. Nie może jej przecież do niczego zmusić.
- Kiedy wraca Xavi ?- blondynka sprytnie czym prędzej zmieniła temat, odwodząc przyjaciółkę od dalszego przekonywania. I w ten oto sposób na luźnej rozmowie minęły im dobre dwie godziny. Ainoha zajmowała się czymś w kuchni, gdy Leire dostała smsa.
" Mam plan idealny. Za dwie godziny macie być z Ainohą w Tapas24. Będzie na tym meczu czy chce czy nie. Do zobaczenia ! Neymar."
Czy bała się pomysłu Brazylijczyka ? Oczywiście, zawsze się ich bała ale teraz również uważała, że Ainoha powinna się znaleźć na tym meczu. Nawet nie chciała myśleć o tym, co by im zrobiła, gdyby dowiedziała się o ich spisku.
Jakimś jednak cudem Ainoha z nieudawaną radością przyjęła propozycję Leire i zgodnie z umową dwie godziny później wchodziły do restauracji.
***
- Melissa ?- uśmiechnęła się promiennie do dziennikarki stojącej przed restauracją.
- Ainoha ! - krzyknęła hiszpanka serdecznie ją przytulając - Tyle lat... Nie spodziewałam się, że Cię tutaj spotkam ! Co słychać ?- zagadnęła wesoło Melisa Jimenez. Skąd się znały ? Chodziły do tej samej klasy od przedszkola aż do liceum, dodatkowo były wtedy swoimi bardzo bliskimi sąsiadkami.
- Wszystko dobrze. Dużo się nie zmieniło. Wieki się nie widziałyśmy ! - uśmiechnęła się - Mów lepiej co u Ciebie ?
- Lepiej niż kiedykolwiek- co było widać na pierwszy rzut oka, cała promieniała- Moja córka, Gala- wskazała na wózek, w którym grzecznie siedziała malutka dziewczynka i pewnie rozpływały by się nad nią w nieskończoność, gdyby nie koniecznie subtelne chrząknięcie Leire, przypominające o swojej obecności.
- Ah, tak ! - zaśmiała się blondynka- Meli, poznaj to Leire Monterno, moja przyjaciółka i zarazem wspólniczka. Leire, Melissa Jimenez, dziennikarka, prywatnie narzeczona Marca- brunetka bardzo starała się nie zaśmiać, gdy pokojarzyła fakt niespodziewanego spotkania Melissy z smsem Neymara. Hiszpanka uścisnęła jej dłoń puszczając oczko, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że mają tutaj do wykonania misję.
- Wchodzicie czy wychodzicie ?- Ai naprawdę cieszyła się ze spotkania z Melissą. Nie miały ze sobą kontaktu kupę lat, a kiedyś bardzo się lubiły. Chwilę później siedziały w czwórkę przy stoliku na patio.
- Musimy nabrać sił przed meczem...- zwróciła się Meli 'po dziecięcemu' do córeczki, którą trzymała na kolanach.
- Przed meczem ? - zagadnęła Leire, wyczuwając że jest to właśnie jej moment. Dziennikarka pokiwała energicznie głową. Ainoha znacznie się spięła. Wolała się trzymać jak najdalej od rzeczy mogących wywołać potencjalne wspomnienia.
- Barca - Althelic Bilbao...- rozpoczęły swoją grę z przejęciem. - Wiecie... jeśli chłopaki dziś wygrają, to już nic nie wyrwie im ligii z rąk, a co za tym idzie Tryplet coraz bliżej- uśmiechnęła się promiennie. Blondynka wyłączyła się obserwując dziennikarkę. Wyglądała na zastraszaną ? Nie. Przez kogoś śledzoną ? Nie. Była normalną osobą. Niemalże anonimową, przy całej swojej nie-anonimowości. A przede wszystkim szczęśliwą. Zastanawiała się, co wobec tego było tym głównym czynnikiem, przed którym tak bardzo chciał ją chronić Rafael.
- Ainoha...- zamachała jej przed oczami Leire. Była zupełnie nieobecna.- Słuchasz nas ?- brunetka zmarszczyła brwi.
- Słucham, słucham- ogarnęła się.
- Więc co Ty na to ?- pałeczkę przejęła Melissa.
- A na co ?- uśmiechnęła się blado.
- Podobno macie od Neya bilety na ten mecz... Będzie nam bardzo miło, jeśli nam potowarzyszycie w oby- zaśmiała się- świętowaniu mistrzostwa.
- Nie, nie, nie...- pokiwała energicznie głową. Zaśmiała się biorąc propozycję koleżanki za żart. Z każdą sekundą upewniała się, że absolutnie nikt z niczego nie żartuje. Serce zaczęło jej walić jak młot, a dłonie zaczęły się pocić. Chciała uciekać. Ainoha Sanchez po raz kolejny robiła coś czego wprost nienawidziła ! Wychodziła ze swojej strefy bezpieczeństwa ! Znów traciła grunt pod nogami, co do tej pory nigdy nie kończyło się dobrze.
Tylko jedno...
Dzisiaj wszystko jest możliwe.
Ve a por tus sueños !