niedziela, 23 kwietnia 2017

decimoquinto



Pełen stadion.
Wrzawa na trybunach. 
Wiadomo było, że zwycięstwa, które decyduje o mistrzostwie, nikt im już nie wydrze. Świętujący kibice wyśpiewujący hymn a`capella. Wykrzykiwane nazwiska poszczególnych piłkarzy. Zachwyty. Ta atmosfera udzieliła się również jej. Zapomniała w jakich okolicznościach pojawiła się w tych okolicach po raz pierwszy. Przeszła jej złość na Leire i Neymara za ukartowanie tego wyjścia, wciągnięcie ją na trybuny niemalże siłą. Zapomniała, że była zła na niego, zapomniała o żalu. Wszystko to rekompensował jego szczery uśmiech. Widziała jak dużo radości czerpie z gry. Widziała jak cieszy się, z tego że już za chwilę zapewni sobie wygraną w lidze. Była z niego dumna. Pierwszy raz widziała jak gra. Pierwszy raz miała okazję oglądać prawdziwego Rafaela. Gdzieś w środku zaczęła żałować, że nie chciał by była tego częścią. Choć prawdopodobnie nigdy nie powie tego ani Lei ani Meli, była im wdzięczna, że ją tutaj przyprowadziły. Ponad 90 tysięcy ludzi czekało już tylko na końcowy gwizdek. Większa połowa z tego czekała, by eksplodować radością. Melisa przytuliła ją gratulując pierwszego triumfu. Obie się zaśmiały. Naprawdę dawno na jej ustach nie gościł równie szczery uśmiech. 

89 minuta. 

Jęk zawodu ogarnia cały stadion. 


Nastaje cisza...


 Odwróciła się z uśmiechem na ustach w stronę murawy. Szybko zszedł on jednak z jej ust. Zamarła. Wypatrywała go na murawie. Leżał niemal ją przygryzając. Zwijał się z bólu. Ogarniał całe jego ciało. Mimo sporej odległości dostrzega łzy w jego oczach. 



- Rafa !- jęknęła. Strach zawładnął jej ciałem. Poczuła dodającą otuchy dłoń, siedzącej nad nią Melisy, na ramieniu. Obserwowała krzyczącego w stronę ławki Neymara, żywiołowo reagującego Sergiego i chodzącego w kółko zdezorientowanego Marca. Spojrzała na ławkę rezerwowych. Wszyscy stali, cały sztab trenerski chodził wokół wyznaczonej linii, starając się dostrzec co się dzieje z ich graczem. Czuła, że jest źle. Mimo zachowania wszystkich obecnych na murawie modliła się, by nie stało się nic poważnego. Poczuła piekące pod powiekami łzy, gdy na płytę stadionu wbiegły służby medyczne. To co między nimi zaszło właśnie przestało mieć znaczenie. Musiała przy nim być. Wybiegła z sektora, w którym siedzieli. Wszystko wokół znikło. Widziała tylko jego. Ogarnął ją paraliżujący wręcz strach. Zbiegała po schodkach do bramki prowadzącej na murawę. Szok- jedyne słowo opisujące sytuację na stadionie. Dobiegła do barierek przy ławce rezerwowych, w chwili gdy zabierali go na nosze. Kibice wstali z miejsc bijąc brawa. Twarz miał schowaną w dłonie, ale i tak widziała ten grymas bólu. Ciężko oddychał. Nie mogła go zostawić, nie było takiej opcji.
- Tutaj nie można przejść !- znikąd wyrósł przed nią ochroniarz tamując drogę.
- Jestem jego dziewczyną ! - wydarła się, przekrzykując nasilające się oklaski. Nawet nie patrzyła na mężczyznę w kuloodpornej kamizelce. Teraz ważny był tylko Rafa. Nigdy nie myślała, że można się o kogoś tak bać.
- Przepuśćcie ją !- krzyknął Sergi, a osoba ze sztabu trenerskiego po konsultacji z zawodnikiem z numerem 20 nakazał ją puścić. Popatrzyli po sobie z pomocnikiem, widziała tą troskę w jego oczach. Nie czuła, że po policzku niekontrolowanie spłynęła jej pierwsza łza. Ochroniarz ustąpił a ona pobiegła za ekipą medyczną do tunelu, gdzie akurat wnoszono piłkarza.
- Rafael ! - krzyknęła rozpaczliwie biegnąc za noszami. Mimo potwornego bólu uniósł się na łokciach. Myślał, że zbliżająca się do niego w czarnej koszulce blondynka, jest wytworem jego wyobraźni. Była ostatnią osobą, której spodziewałby się zobaczyć. Teraz nawet ból wydał mu się mniejszy. Zatrzymali ją jakiś metr od niego. Nie zdążył zareagować.
- Puść mnie ! Jestem jego dziewczyną ! - warknęła na jednego z fizjoterapeutów. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z sensu wypowiadanych słów. Serce mu zabiło szybciej, gdy usłyszał to co wykrzyczała, gdy zobaczył jej upór.
- Ainoha...- uwierzył. Była tu. Ścisnęła mocno jego dłoń, gładząc jego lekko zarośnięty policzek. -Co tu robisz ?- uśmiechnął się lekko. Oczy miała pełne łez. Poczuł się winny.- Wszystko będzie dobrze...- uśmiechnął się pocieszająco i splótł ich palce. Naprawdę w to uwierzył. Uwierzył, że od teraz wszystko będzie tak, jak być powinno.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz ! - szepnęła. Zmuszona była puścić jego dłoń. Oddaliła się, dała działać lekarzom. Ona się tam na nic nie zda. Oparła się o ścianę tuż przy drzwiach, za którymi parę minut temu zniknął Rafael. Nie myślała o niczym. Modliła się, by wszystko było w porządku.
- Ainoha ! - usłyszała swoje imię, a chwilę później tkwiła w ramionach Bartry. Spojrzała po grupie mężczyzn stojących wokół. Patrzyli na nią nieco podejrzliwie.
- Co z nim ?- wzruszyła ramionami. Skąd ma wiedzieć ? Nie jest lekarzem ! Chłopak potarł przyjaźnie jej ramię, zapukał i wraz z Neymarem zniknęli za drzwiami. 
- Będzie dobrze...- uśmiechnął się pokrzepiająco Roberto.- dziewczyno piłkarza...- puścił jej oczko. Zignorowała go. Chyba nigdy się tak o nikogo nie bała.
- Koniec zbiegowiska ! Do szatni ! Pique, Roberto na konferencję !- krzyknął wchodzący na korytarz mężczyzna w białej koszuli. Po tym jak szybko wykonali rozkazy domyśliła się, że jest trenerem. Skinął do niej głową, gdy przechodził obok. Blado się uśmiechnęła, obserwując jak on także znika za drzwiami gabinetu lekarskiego.
Wariowała siedząc na bordowym korytarzu. Czekała. Nie wiedziała na co, ale czekała. Musiała się dowiedzieć co z nim. Musiała się upewnić, że jest ok. Docierały do niej jakieś strzępki rozmów pracowników i zagłuszany szum ze stadionu. 
Nagle poczuła się głupio... Przecież nie była jego rodziną, dziewczyną, nawet nie wie czy była koleżanką... Nie powinno jej tu być. Podniosła swoją torebkę z ziemi, zdecydowała, że idzie w momencie, gdy z gabinetu wyszły dwie osoby. Zatrzymała się widząc ich miny. Stało się coś złego.... Widziała te pełne bólu spojrzenia
- Co jest... ?- bardziej wyszeptała niż wypowiedziała. Głos jej się łamał, a narastająca w gardle gula znacznie utrudniała komunikowanie się.
- Zerwane wiązadła... - mruknął Marc. Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała co to oznacza.
- Kurwa mać ! - ryknął Neymar uderzając pięścią w ścianę. Wzdrygnęła się, a w oczach ponownie zalśniły jej łzy.
- Co najmniej pół roku bez piłki...-wytłumaczył Marc, zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie do końca może wiedzieć o co chodzi. To co dla niej zabrzmiało jak wyrok, dla nich było prawdziwym wyrokiem. Mogła tylko domyślać się, w jakim stanie psychicznym jest Rafael. - Prosił żebyś na niego zaczekała... - Stchórzyła. Starła pojedynczą łzę i zebrała w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie siły.
- Życzcie mu zdrowia...- wyszeptała. Odwróciła się pokonując drżenie wargi. Stali osłupiali. Zupełnie nie rozumieli jakim cudem tych dwoje nie potrafiło się dogadać. Nie zdążyła odejść za daleko. Starała się nie słyszeć otwieranych drzwi. Głosów. Chciała się nie zatrzymać, naprawdę bardzo tego chciała.
- Ainoha !- zawołał ją. Nie chciała się odwracać. Wiedziała, że pęknie jej serce. Nie miała prawa tu być. Być przy nim... On ją tego prawa pozbawił. Dlaczego więc to zrobiła ? Jego przepełnione fizycznym bólem oczy, teraz wyrażały dodatkowo niedowierzanie. Nie wiedział jak to się stało, że była na meczu, ale wiedział, że musiał coś dla niej znaczyć. Inaczej nie biegła by za nim, nie miałaby łez w oczach. Spojrzała na jego zabandażowane kolano, na kule którymi się odpychał kuśtykając w jej stronę. Marc, Ney i dwóch mężczyzn uważnie przyglądali się tej sytuacji. Uśmiechnęła się blado, gdy podszedł. Robiła wszystko by powstrzymać łzy. Czuła, że powie jej coś z czym nie poradzi sobie przez następne miesiące. Musiała być szybsza.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia...- wyszeptała przez zaciśnięte gardło, patrząc mu prosto w oczy. Chciała go przytulić, ale w ostatniej chwili cofnęła się, pocieszająco pocierając jego ramię. Miała oczy pełne łez i robiła wszystko by żadna nie spłynęła po jej twarzy.
- Chyba nie dane było mi jeszcze poznać dziewczyny mojego syna...- usłyszała coś co rozbiło ją doszczętnie. Dostała obuchem w głowę... W serce... Poczuła jakby nagle zabrakło jej powietrza. Spojrzała ponad piłkarza, na zmierzającego ku nim średniego wieku mężczyznę. Ney i Marc stojący jeszcze dalej spuścili wzrok. Przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na Rafaela.
- Przepraszam, powinnam już pójść...- wyszeptała i przyspieszonym krokiem uciekła opustoszałego korytarza. Parę minut później wraz z ostatnimi wiwatującymi kibicami opuszczała stadion. Nikt nie zwracał uwagi na zapłakaną drobną blondynkę.




środa, 19 kwietnia 2017

decimocuarto


- Leire ! - mimo tego, że wołano jedną z nich, odwróciły się wszystkie, ale tylko jednej serce wręcz stanęło. Stanęła jak wryta patrząc na zbliżającą się do nich grupę mężczyzn. Stojące przed nią Leire, Margot i Sofie znacznie zawężały jej pole widzenia. Rozpoczęła swoją modlitwę o to, by nie było go z nimi.
- No proszę...- brunetka z uśmiechem od ucha do ucha złapała się pod boki czekając, aż podejdą bliżej. Musiała zagrać zaskoczoną. Przez cały dzisiejszy dzień ściskała w dłoni swój telefon, będąc gotową w każdej chwili odwołać tą bezsensowną ustawkę. Bała się. Nie wiedziała co zaszło między nimi tamtego wieczoru po otwarciu lokalu Margot. Oboje milczeli jak zaklęci. Naprawdę nie chciała skrzywdzić Ainohi.
- Cześć dziewczyny ! - usłyszała radosny okrzyk mężczyzny, którego spotkała ledwie parę tygodni temu na targu. Uśmiechnęła się na jego widok. Usłyszała dźwięczny śmiech Margot tonącej w objęciach Sergio.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy jeden z grupki wystawił rozpostarte ramiona w jej stronę. Kiedyś się uwielbiali, a później wszystko się zmieniło...
- Cześć Ney- uśmiechnęła się, gdy ją puścił. Przyglądnęła mu się uważniej. Nie był jej dłużny. Lustrował wzrokiem każdy milimetr ciała. Starał się ocenić czy od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni zaszły jakieś zmiany. Z dziecięcą radością zarzucił jej rękę na karku i obrócił w taki sposób, że teraz stali do wszystkich przodem. Uniosła wzrok natrafiając prosto na czekoladowe tęczówki. Witał się z Lei. Dlaczego poczuła to bezsensowne ukłucie zazdrości w sercu, gdy zobaczyła ją w jego objęciach. Aż tak bardzo za nim tęskniła ? Aż tak bardzo chciałaby znaleźć się w jego ramionach ? Serce wykręciło jej koziołka. W dalszym ciągu był taki sam, był jej...
Nie znalazłby słów, by opisać moment, w którym na niego spojrzała. Kolejny raz uzmysłowił sobie jak bardzo mu jej brakowało, jak za nią tęsknił. Z radością stwierdził, że jest sama, bez "ogona", tego by nie zniósł. Mimowolnie jego dłonie znajdujące się na tali Leire opadły. Miał wrażenie, że wszyscy czekają na ich reakcję.
- Ainoha ! - zza jego pleców wyskoczył Roberto obejmując dziewczynę w talii i okręcając się z nią parę razy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy usłyszał jej dźwięczny śmiech, zobaczył radość na twarzy. Nie wiedział czy specjalnie, czy przez zupełny przypadek, ale kumpel odstawił drobną blondynkę niemalże wprost w jego ramiona. Uśmiechnął się szczerze. Speszyła się, gdy zauważyła że jej się przygląda. Stali od siebie w naprawdę bliskiej odległości. Wiedziała, że wszyscy czekają na ich reakcję. Wszystko w niej odżyło. Wróciło ze zdwojoną siłą. To nie był jednak czas na robienie scen. Ten już nie nadejdzie. Musiała zacisnąć zęby, powstrzymać buzujące w niej emocje i wyłączyć wciąż zranione serce.
- Cześć Rafael- starała się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie. Nie zareagował. Znów sprawiła, że zapomniał języka w gębie. Wzięła głęboki wdech. - Ze mną się nie przywitasz ?- zagadnęła i uśmiechnęła się kokieteryjnie patrząc na niego spod rzęs. Starała się zatuszować to jak bardzo speszona była. Zastanawiała się jakim cudem to przeszło jej przez zaciśnięte do granic możliwości gardło. Uśmiechnął się. Sam nie miałby na to odwagi. Nie miał prawa. Podszedł do niej ostrożnie, przytulił tak delikatnie jakby się bał, że się rozpadnie... że zniknie... Poczuł jak zaciska dłonie w pięści na jego plecach, poluźnia uścisk. Nie wróżyło to niczego dobrego. Zganił się za to, że pomyślał, że mogłoby być inaczej. Odsuwała się od niego. Na usta znów cisnęło się szczere 'przepraszam', które przywróciło by im stracone trzy lata. Wiedział jednak, że jest już za późno.
- Minęło strasznie dużo czasu...- zatonął w jej oczach. Robił to za każdym razem, gdy je widział. Liczył na to, że mu powie. Przez wzgląd na ich dawną zażyłość... Tak, był sadystą. Chciał to od niej usłyszeć. Nie odezwała się, skinęła głową potwierdzając jego słowa. Zagryzła policzek od środka, przyglądała mu się z pewną nostalgią. Zdawała sobie sprawę z tego jaką cenę zapłaci za to dzisiejsze spotkanie. Jednak teraz musiała być dzielna. - Coś się zmieniło ?- zdziwił się swoim ostrym tonem. Nie mógł jej przecież winić za to, że ruszyła z miejsca. Minęły trzy lata. A wszystko co się wydarzyło było tylko i wyłącznie z jego winy. - Zmieniłaś fryzurę...- zauważył. Zganił się za to spostrzeżenie. Nie widział jej tyle czasu i jedyne co ma jej do powiedzenia, to to że ładnie jej w nowych włosach ?! Zobaczył blady uśmiech na jej twarzy, nie było go w oczach. Miał wrażenie, że jej spojrzenie było stęsknione, a może po prostu bardzo chciał by tak było ? - Co słychać ?- zadał kolejne kretyńskie pytanie. Widział jak Neymar przewraca oczami. Jakby miał szansę, to pewnie zdzieliłby go po głowie.
- Od tamtego czasu... nic się nie zmieniło... - bardzo chciała by wyczytał między słowami to, co tak bardzo chciała mu powiedzieć. Nie zrobił tego. W pierwszej chwili uderzył go ton jej głosu. Trochę oskarżycielski ? Po zastanowieniu uznał, że miała do tego pełne prawo. A ona ? Czuła się fatalnie. Wszyscy, absolutnie wszyscy się w nich wpatrywali. Przejechała wzrokiem po twarzach przyjaciół. Została na dłużej przy Leire następnie stojącym obok Neymarze. Oboje spuścili wzrok. To był ten moment, w którym zrozumiała, że to 'przypadkowe' spotkanie zostało szczegółowo zaplanowane. Nie radziła sobie z tą sytuacją zupełnie. Poczuła się jakby znów miała 10 lat i zgubiła z pola widzenia rodziców. Gdziekolwiek popatrzyła czuła na sobie dziwnie obce, palące spojrzenia, wywołujące najgorsze uczucia stało niespełna pół metra od niej. Straciła resztki pewności siebie, a grunt usuwał jej się spod nóg. Na szczęście w porę zauważyła to Leire.
- Gdzie się wybieracie chłopaki ?- zaświergotała pozornie radośnie, byleby odwrócić uwagę od przyjaciółki, z której nie spuszczała zatroskanego spojrzenia. Blondynka objęła się dłońmi i wzięła głęboki oddech jakby miało jej to pomóc w przetrwaniu w jednym kawałku.
- W jedyne słuszne miejsce...- zaśmiał się Marc puszczając jej oczko. Początkowo pytanie Leire kierowane było do Neymara, który pod wpływem zachowania Ainohi nie był w stanie odpowiedzieć. Miał poczucie winy. Dlaczego miał wrażenie, że ją zranili ? On, Leire i Marc ? Ainoha, którą znał była najtwardszą babką na świecie, naprawdę nie znał drugiej tak silnej osobowości. Ainoha, która stała na przeciw niego była zagubioną delikatną i kruchą dziewczyną w niczym nie przypominającą tej którą znał. Drżała, z niepokojem przyglądała się każdemu z osobna, skutecznie pomijając stojącego przy niej Rafę. Bał się, że zraz się rozpadnie...
- Możemy Wam potowarzyszyć ?- z obserwowania byłej dziewczyny kumpla wyrwał go bardzo niepewny głos Leire. Też czuła, że ich plan był najgłupszym z możliwych i w tym momencie najchętniej zabrała by Ai pod pachę i uciekła do domu. Żadne z nich tak naprawdę nie zdawało sobie sprawy jak silne i potwornie trudne jest to co dzieje się między ich przyjaciółmi. Znów spojrzał na blondynkę a ona na niego. Niemo błagała go o pomoc. Oczy zalśniły jej łzami. Spuściła wzrok na ziemię. Musiał zadziałać. Podszedł czule ją obejmując. Miał wrażenie, że robił to w ostatniej chwili.
- Nie ma nawet mowy żeby było inaczej- uśmiechnął się szczerze.- Tym razem nie damy wam odejść od tak...- mruknął. Zdawała sobie sprawę, że te słowa kierowane były pod jej adresem. Spojrzała na niego niepewnie. Puścił jej oczko dla dodania otuchy.- Panie i Panowie Sutton Club czeka ! - oznajmił pozornie radośnie.
- Przepraszam...- mruknął do dziewczyny, którą nadal obejmował. Domyślił się, że połapała się w ich gierce.
- Nic się nie stało...- mruknęła, ale on wiedział że to nie prawda. Zdał sobie sprawę z tego jak wiele czasu minęło i jak niewiele się zmieniło. Odwrócił się sprawdzając czy wszyscy za nimi idą. Szli. Roześmiani, w grupkach. Dwie osoby nie pasowały do tego radosnego obrazka. Jedną obejmował w talii, druga szła obok pogrążonych w dyskusji Sofi i Marca. Dłonie trzymał w kieszeni spodni. Nie uczestniczył w ich konwersacji, nawet się nie starał. Jego myśli w całości były pochłonięte drobną blondynką, którą to on trzymał w ramionach.
***
Ukradkowe spojrzenia. Coraz śmielsze próby zagadania, za każdym razem kończące się klęską. Dźwięczny śmiech. Pamiętne iskierki w oczach. Łobuzerski uśmiech, którego zapomnieć nie sposób. Wspomnienia. Czy sądziła, że ponowne spotkanie wzbudzi w niej takie uczucia ? Tak. Że pobudzi takie wspomnienia ? Tak silne? Nie.
Po przebudzeniu czuła się jak na kacu gigancie mimo, że poprzedniego wieczora wypiła naprawdę niewiele. Kac moralny ? Nie miała powodu by go mieć. Więc co powodowało te wręcz fatalne poczucie ? Poczucie winy ? Żalu... Zerwała się z łóżka, gdy pierwsze łzy zalśniły jej w oczach. Wyciągnęła z szafy strój do biegania, włosy związała w wysokiego kucyka i wybiegła z mieszkania. Parę minut później wbiegała do parku. Mijała innych biegaczy, ludzi z psami, pary z dziećmi... To chore, że absolutnie w każdej jednej osobie widziała jego. Starała się wyrzucić ze swojej głowy wszystkie wspomnienia. Tak jak sobie obiecała. Chciała sprawić żeby zniknął. Bieganie Ci pomoże- powtarzała sobie w myślach jak mantrę. Gdy brakło jej sił przysiadła na ławce odsuniętej od głównych ścieżek. Wyciągnęła nogi, oparła głowę o zagłówek przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech delektując się promieniami słonecznymi. Ze stanu letargu wyciągnął ją dźwięczy kobiecy śmiech. Główną alejką na którą miała idealny widok szła para młodych ludzi. Zakochanych do szaleństwa należałoby dodać. Śmiali się. Chłopak uniósł ich splecione dłonie, a dziewczyna wykonała perfekcyjnego pirueta. Obserwując tych dwoje na jej ustach pojawił się uśmiech. Przypomniała sobie jak pierwszy raz spacerowali po tym parku...
Dlaczego nie masz dziewczyny ?- spytała kokieteryjnie. Nie, wcale nie chciała nią zostać, była po prostu cholernie ciekawa. Był w miarę sympatyczny, dość przystojny, dało się z nim pogadać na różne tematy... Szukała tego niewłaściwego pierwiastka mogącego odpychać potencjalne kandydatki.
- To takie oczywiste ?- spojrzał na nią nieco z dołu. Złapała się na tymże wprost uwielbiała gdy przymrużał oczy.
- I to jak ! - zaśmiała się perliście, dźgając go lekko w bok.
- A gdzie Twój chłopak ?- znów starał się przewiercić ją na wylot. Uśmiechnęła się zakładając złocisty pukiel za ucho. Spojrzała na niego. Serce waliło mu jak młot, nie mógł w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego zjawiska. Nie wiedział, dlaczego ten błękit aż tak na niego działał.
- Może przeczytasz o tym w mojej nowej książce "Dlaczego związki są do bani ?"
Pokręciła energicznie głową starając się wyrzucić te wspomnienia z głowy. Wzięła głęboki oddech i truchtem pobiegła z powrotem do mieszkania. Zrezygnowała z windy uznając, że schody będą idealnym zakończeniem porannego treningu.
- Leire ?- zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła siedzącą na schodach przyjaciółkę. - Dlaczego nie weszłaś ?
- Cześć Ainoha...- usłyszała za sobą. Zmierzyła wzrokiem Neymara przenosząc zdziwiony wzrok na przyjaciółkę. Czuła, że ta wizyta nie wróży niczego dobrego. Otworzyła drzwi i weszła do środka, a zaraz za nią Leire i Ney. Pierwsze swoje kroki skierowała do lodówki, wyciągając z niej wodę. Przyglądała się jak przyjaciele zajmują krzesła przy wyspie kuchennej. Czuła się jak w sądzie. Ona była oskarżonym a oni oboje oskarżycielami. Uniosła zdziwione brwi patrząc na nich. Nic. Zero reakcji z ich strony.
- Dowiem się czemu zawdzięczam tę wizytę ? - obie spojrzały wymownie na piłkarza.
- Chcieliśmy Cię...- zmroził go wzrok Leire- To znaczy... głównie ja...- wytłumaczył- chciałbym Cię przeprosić... To był mój pomysł, ale wykonanie było wspólne !- przedszkolnym tonem współoskarżył dziewczynę.
- Chodzi o to, że chcieliśmy Wam pomóc... - zaczęła się tłumaczyć Lei, a Ainoha parsknęła śmiechem. Spojrzeli na nią jak na kosmitkę.
- W czym ? - popatrzyła na nich wymownie.- W czym ?!- powtórzyła dosadniej, gdy nie otrzymała odpowiedzi.
- Ainoha...- zaczęła łagodnie jej przyjaciółka.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi i skoro podjęliśmy taką decyzję...
- To Ty ją podjęłaś ! - uniósł się Neymar. Twardo mierzył się z morderczym wzrokiem blondynki.
- Podjęliśmy taką decyzję... Nie macie prawa się w to mieszać ! - Leire spuściła wzrok, czuła się winna. Neymar natomiast z kieszeni spodni wyciągnął złożoną na pół kartkę.
- Bilet na jutrzejszy mecz...- przysunął Ainohi prostokątny kawałek sztywnego papieru- To dla niego ważne. A nawet jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć ze względu na niego, to pamiętaj że Sergio, Marc i ja także gramy w tej drużynie...
Nie spojrzała na niego. Wiedziała, że jak to zrobi, przepadnie. Prychnęła pod nosem kręcąc lekceważąco głową.
- Muszę się wykąpać...- mruknęła i chwilę później zniknęła w łazience. Neymar spojrzał na Leire, znały się lepiej, miał nadzieję, że ona cokolwiek z tego zrozumiała. Brunetka pokręciła bezsilnie głową. Zabrała z blatu swoją torebkę i razem z Neyem opuścili mieszkanie Sanchez.
***
- Leire ?- zdziwiła się, gdy otworzyła drzwi, w których stała brunetka. Cały wczorajszy wieczór upłynął jej na ignorowaniu połączeń od niej, Neymara i Marca. - Wejdź...- przepuściła ją w wejściu. - Tylko się nie zabij na tych szpilach, podłoga jest mokra- zaśmiała się. Nieczęsto zdarzyło jej się widzieć przyjaciółkę na obcasach.
- Sprzątasz ?!- popatrzyła na nią jak na wariatkę. Racja, nie lubiła sprzątać, ale znów bez przesady...
- Czasami trzeba- puściła jej oczko- Napijesz się czegoś ?
- Myłaś okna ?!- wybałuszyła oczy gdy weszły do salonu- Ainoha wszystko w porządku ?!- podeszła do niej by dotknąć jej czoła w celu sprawdzenia czy nie ma temperatury. Blondynka zignorowała zachowanie przyjaciółki, przewróciła oczami.
- Więc... kawa ?- odłożyła szmatki, które trzymała w dłoni na blat.
- Kawa, kawa - odnosiła wrażenie, od momentu przekroczenia progu mieszkania, Hiszpanka nie spuszcza z niej opiekuńczego wzroku- Wszystko w porządku ?- zagadnęła z miną, której tak bardzo nie lubiła, gdy przyszła do salonu z dwoma kubkami wypełnionymi aromatyczną cieczą.
- A co ma być nie w porządku ?- uśmiechnęła się sztucznie mając nadzieję, że tym razem uda jej się zagrać przed Lei skuteczniej niż ostatnio.
- Przemyślałaś propozycję Neya ?- Leire przyglądnęła się blondynce uważniej, chcąc zaobserwować jej reakcję w najdrobniejszym szczególe. Wzięła głęboki oddech. Od wczoraj nie myślała o niczym innym. Niemalże w ogóle nie spała, nie mówiąc już nawet o tym, że jest niedziela a ona od światu biega po mieszkaniu ze szmatkami. Wszystko byle by tylko nie myśleć...
Dobrze wiesz, że nie jestem fanką piłki nożnej...- starała się jakoś wybrnąć.
- Ainoha...- chciała coś powiedzieć, ale mordercze spojrzenie przyjaciółki tylko upewniło ją w fakcie, że nie należy. Westchnęła. Zrozumiała, że nic nie zrobi. Nie może jej przecież do niczego zmusić.
- Kiedy wraca Xavi ?- blondynka sprytnie czym prędzej zmieniła temat, odwodząc przyjaciółkę od dalszego przekonywania. I w ten oto sposób na luźnej rozmowie minęły im dobre dwie godziny. Ainoha zajmowała się czymś w kuchni, gdy Leire dostała smsa.
" Mam plan idealny. Za dwie godziny macie być z Ainohą w Tapas24. Będzie na tym meczu czy chce czy nie. Do zobaczenia ! Neymar."
Czy bała się pomysłu Brazylijczyka ? Oczywiście, zawsze się ich bała ale teraz również uważała, że Ainoha powinna się znaleźć na tym meczu. Nawet nie chciała myśleć o tym, co by im zrobiła, gdyby dowiedziała się o ich spisku.
Jakimś jednak cudem Ainoha z nieudawaną radością przyjęła propozycję Leire i zgodnie z umową dwie godziny później wchodziły do restauracji.
***
- Melissa ?- uśmiechnęła się promiennie do dziennikarki stojącej przed restauracją.
- Ainoha ! - krzyknęła hiszpanka serdecznie ją przytulając - Tyle lat... Nie spodziewałam się, że Cię tutaj spotkam ! Co słychać ?- zagadnęła wesoło Melisa Jimenez. Skąd się znały ? Chodziły do tej samej klasy od przedszkola aż do liceum, dodatkowo były wtedy swoimi bardzo bliskimi sąsiadkami.
- Wszystko dobrze. Dużo się nie zmieniło. Wieki się nie widziałyśmy ! - uśmiechnęła się - Mów lepiej co u Ciebie ?
- Lepiej niż kiedykolwiek- co było widać na pierwszy rzut oka, cała promieniała- Moja córka, Gala- wskazała na wózek, w którym grzecznie siedziała malutka dziewczynka i pewnie rozpływały by się nad nią w nieskończoność, gdyby nie koniecznie subtelne chrząknięcie Leire, przypominające o swojej obecności.
- Ah, tak ! - zaśmiała się blondynka- Meli, poznaj to Leire Monterno, moja przyjaciółka i zarazem wspólniczka. Leire, Melissa Jimenez, dziennikarka, prywatnie narzeczona Marca- brunetka bardzo starała się nie zaśmiać, gdy pokojarzyła fakt niespodziewanego spotkania Melissy z smsem Neymara. Hiszpanka uścisnęła jej dłoń puszczając oczko, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że mają tutaj do wykonania misję.
- Wchodzicie czy wychodzicie ?- Ai naprawdę cieszyła się ze spotkania z Melissą. Nie miały ze sobą kontaktu kupę lat, a kiedyś bardzo się lubiły. Chwilę później siedziały w czwórkę przy stoliku na patio.  
- Musimy nabrać sił przed meczem...- zwróciła się Meli 'po dziecięcemu' do córeczki, którą trzymała na kolanach.
- Przed meczem ? - zagadnęła Leire, wyczuwając że jest to właśnie jej moment. Dziennikarka pokiwała energicznie głową. Ainoha znacznie się spięła. Wolała się trzymać jak najdalej od rzeczy mogących wywołać potencjalne wspomnienia.
- Barca - Althelic Bilbao...- rozpoczęły swoją grę z przejęciem. - Wiecie... jeśli chłopaki dziś wygrają, to już nic nie wyrwie im ligii z rąk, a co za tym idzie Tryplet coraz bliżej- uśmiechnęła się promiennie. Blondynka wyłączyła się obserwując dziennikarkę. Wyglądała na zastraszaną ? Nie. Przez kogoś śledzoną ? Nie. Była normalną osobą. Niemalże anonimową, przy całej swojej nie-anonimowości. A przede wszystkim szczęśliwą. Zastanawiała się, co wobec tego było tym głównym czynnikiem, przed którym tak bardzo chciał ją chronić Rafael.
- Ainoha...- zamachała jej przed oczami Leire. Była zupełnie nieobecna.- Słuchasz nas ?- brunetka zmarszczyła brwi.
- Słucham, słucham- ogarnęła się.
- Więc co Ty na to ?- pałeczkę przejęła Melissa.
- A na co ?- uśmiechnęła się blado.
Podobno macie od Neya bilety na ten mecz... Będzie nam bardzo miło, jeśli nam potowarzyszycie w oby- zaśmiała się- świętowaniu mistrzostwa. 
- Nie, nie, nie...- pokiwała energicznie głową. Zaśmiała się biorąc propozycję koleżanki za żart. Z każdą sekundą upewniała się, że absolutnie nikt z niczego nie żartuje. Serce zaczęło jej walić jak młot, a dłonie zaczęły się pocić. Chciała uciekać. Ainoha Sanchez po raz kolejny robiła coś czego wprost nienawidziła ! Wychodziła ze swojej strefy bezpieczeństwa ! Znów traciła grunt pod nogami, co do tej pory nigdy nie kończyło się dobrze. 


Tylko jedno...
Dzisiaj wszystko jest możliwe.

Ve a por tus sueños ! 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

decimotercero




Od paru dobrych dni cała ich paczka żyła otwarciem klubo-baro-restauracji Margot. Był to pierwszy samodzielny tak duży projekt ich przyjaciółki zakończony pełnym sukcesem. Nikogo nie dziwiło, że z okazji zbliżającego się otwarcia Mar rozesłała dziesiątki jeśli nie setki zaproszeń do znanych i lubianych nie pomijając w tym znamienitym gronie najbliższych przyjaciółek. 
Otwarcia z taką pompą chyba nikt się nie spodziewał. Podobnie jak sukcesu, który prawdopodobnie zaskoczył nawet samą właścicielkę. Dygocząca ze stresu i radości jednocześnie Margot co chwila odbierała gratulacje. Kuchnia pracowała nieprzerwanie na najwyższych obrotach a kelnerzy i barmani uwijali się jak w ukropie, by zadowolić absolutnie każdą jedną osobę. 
- Moi honorowi goście ! Honorowe drinki ! - krzyknęła świeżo upieczona właścicielka baru, podchodząc do ich grupki zgromadzonej przy jednym z wolno stojących wysokich stolików, z tacą wypełnioną kolorowymi trunkami. Dotychczas nie mieli nawet możliwości zamienić zdania.- Nawet sobie nie wyobrażacie jaki to stres...- westchnęła, zaraz po wzniesieniu toastu. 
- Co Ty nie powiesz...- zaśmiała się Leiere szturchając Ainohę lekko w ramię.
- Ja nie wiem jak Wy możecie wyprawiać te wesela... - przewróciła oczami- W głowie mi się to nie mieści... To tak jakby otwierać nową knajpę co weekend ! - jęknęła przerażona szatynka. - Straszne !
- Margo rozejrzyj się ! To miejsce jest skazane na sukces ! Popatrz ile ludzi udało Ci się zgromadzić ! - zaśmiała się dźwięcznie Ainoha obiegając wzrokiem wypełnioną po brzegi salę . Gdziekolwiek nie spojrzała wszędzie były tłumy ludzi. Zgromadzeni w większe lub mniejsze grupki porozrzucani po całej przestrzeni, okupujący wolne boksy, krzesła przy barach lub tak jak oni niezależne stoliki. Przyglądała się roześmianym twarzom gości. Odwróciła się, by sprawdzić jak ma się sytuacja w drugiej części lokalu. Od dobrych paru chwil towarzyszyło jej dziwne wrażenie, że ktoś się jej przygląda. Nie kończąc obserwacji uniosła swoją wypełnioną do połowy szklankę i upiła znacznego łyka. Jej wzrok zatrzymał się na wysokim brunecie o ciemniejszej karnacji z krótko przystrzyżonymi włosami. Trochę trwało nim zorientowała się na kogo patrzy... Kto patrzy na nią. Nogi się pod nią ugięły. Zabrakło jej powietrza. Nagle zrobiło się duszno i ciemno przed oczami, mimo że wcale nie było gorąco. Spuściła wzrok. Wrócił... Był w tym samym miejscu co ona, niespełna paręnaście metrów od niej. Czuła na sobie jego wzrok. Nie mogła nie spojrzeć kolejny raz. Musiała... chciała upewnić się czy aby na pewno się nie myli. Nie, był tutaj. Jej Rafael. Jak zwykle otoczony znajomymi. Stał i patrzył. Równie zdziwiony jak ona. Traciła pewność siebie. Traciła wszystko co nad czym pracowała przez ostatni czas. Spanikowała. Kolejny raz spuściła wzrok starając się skupić na trwającej wokół niej rozmowie. Przestała być sobą.  Robiła co mogła, żeby nic nie dać po sobie poznać. Stłumić wszystkie uczucia, które pojawiły się w tej sekundzie, gdy ich spojrzenia się spotkały. Miał się dla niej nie liczyć. Miał przestać mieć znaczenie. Miał... Znów spojrzała na niego kątem oka. Tym razem to on pierwszy spuścił zawstydzony wzrok.
- Komu Ty się tak przyglądasz ?- zaśmiała się Leire, szturchając przyjaciółkę przyjaźnie w ramię. Uśmiech szybko zszedł jej z twarzy. 
- Wszystko w porządku ?- popatrzyła na przyjaciółkę niepewnie, badawczo. Ta skinęła głową. Zachowanie tej dwójki wzbudziło zainteresowanie reszty. Leire, Margot, Sofia i Ainoha popatrzyły po sobie porozumiewawczo. Chwilę później wszystkie zrozumiały nagłą zmianę zachowania jedynej blondynki w paczce.  
- Przecież go nie zapraszałam. Musiał przyjść z kimś...- fuknęła Margot. Wyraźnie przestraszyła ją reakcja Ainohi na piłkarza. Chyba nikt nie spodziewał się, że po tylu latach mogą wywoływać u siebie tak silne emocje. - Ai wszystko ok ?- przyglądnęła jej się opiekuńczo. Czyli działo się to czego tak bardzo nie lubiła, czego tak bardzo chciała uniknąć. Nie chciała litości ! 
- Jest dobrze...- uśmiechnęła się pewnie. Bardziej niż przyjaciółki chciała przekonać samą siebie. To był moment, w którym zrozumiała, że ta cała jej lista, zabawa w odwiedzanie tych wszystkich miejsc w mieście była tylko przysłowiowym picem na wodę. Chciała wmówić sobie, że nic do niego nie czuła i że to wszystko przestało mieć dla niej znaczenie. Że On przestał mieć znaczenie. Wyłączyła się. Obecna była tylko ciałem... Cała reszta kręciła się wokół Alcantary. Chciała mieć silną wolę. Chciała się nie odwrócić ponownie. Naprawdę chciała, ale nie mogła... On był magnesem, ona metalem. Przyciągał ją, nie mogła z tym walczyć. Spojrzała. Zmężniał od ich ostatniego spotkania. Wyostrzyły mu się rysy. Wydoroślał. Mimo to teraz też sprawiał wrażenie nieco zagubionego. Może jej się wydawało, ale mogłaby przysiąc, że dostrzegła na jego ustach cień uśmiechu. Widzi go pierwszy raz od trzech lat... Pierwszy raz od wesela Julii i Thiago . Wtedy w Carreterze to nie miało aż takiego wydźwięku. Tutaj oboje są świadomi swojej osoby. Założyła za ucho sięgające obojczyków kręcone włosy. Kolejna rzecz, która się zmieniła przez ten czas. Usłyszała swoje imię co spowodowało, że 'powróciła' do przyjaciół. Spojrzała zdezorientowana na Leire. Wzięła głęboki oddech. Nie złamie jej. Nie uda mu się to. 
Śmiała się mając świadomość, że na nią patrzy. Mówiła, mając tą świadomość. Nawet przestępując z nogi na nogę czuła na sobie jego wzrok. Parę osób od nich odeszło, parę doszło, później musieli się nieco odsunąć... zorientowała się, że teraz stoi do niego bokiem. Przez cały czas był w zasięgu jej wzroku. Jego spojrzenia stawały się coraz bardziej nieustępliwe, coraz bardziej peszące. Szybko spuszczała wzrok, niemalże w tej samej sekundzie. Gdy mimowolnie śmiejąc się z historii opowiadanej przez Sergio odwróciła się z powrotem w jego kierunku dostrzegła iskrzące się brylanciki w jego oczach stchórzyła. Uśmiech zszedł jej z twarzy. Nie była gotowa. Przerosło ją to. Ogarnęła ją panika. Odłożyła kolejną, pustą już szklankę na blat zwracając tym samym na siebie uwagę przyjaciół.
- Ainoha...
- Pójdę już. - uśmiechnęła się blado do Leire, rozumiały się niemal bez słów. -Zadzwonię z mieszkania, ok ?- robiła co mogła powstrzymując łzy, była w tym niekwestionowanym mistrzem. Uznała, że nie wytrzyma tutaj ani chwili dłużej. Pożegnała się ze wszystkimi buziakiem w policzek i bez sprzeciwów przyjaciół opuściła lokal. Uciekała. Robiła to ostatnio coraz częściej. 

*** 

Przyszedł z Mario i Pere. Nie miał pojęcia, że bar, na otwarcie którego jego przyjaciel otrzymał zaproszenie był barem Margot. Mignęła mu w tłumie po dobrej godzinie od przyjścia. Wtedy dowiedział się, że to jej 'dziecko'. Celowo zaczął szukać jej w tłumie ? Czuł, że nie mogło jej zabraknąć w tak ważnym dniu. Przeszukał niemal każdy zakamarek tego miejsca. Widział Margot i Sergio z Sofie, żadne z nich go nie poznało, a może było to celowe i zamierzone ? Po kolejnych godzinach 'poszukiwań' zwyczajnie się poddał. Pogodził się z myślą, że jej nie ma. Uśpił budzącą się w nim ekscytację. Minęło sporo czasu, wiele mogło się zmienić. Wiele zmieniło się już na zawsze. 
- Rafinha...- zobaczył błyszczące jak latarnie oczy młodego chłopaka. Zaśmiał się. Były dni, kiedy naprawdę kochał całą tą otoczkę związaną z piłką. Lubił, gdy ludzie reagowali na niego właśnie tak jak ten chłopak. Lubił patrzeć na ich radość ze wspólnego zdjęcia, na wdzięczność po otrzymaniu autografu, albo na szok spowodowany luźną wymianą zdań. - Przepraszam, mógłbym...- wydukał nieskładnie wyciągając komórkę. 
- Pewnie- uśmiechnął się szerzej. Chłopak podał telefon Mario, który pstryknął parę fotek. 
- Jestem Pana wielkim fanem ! - młody aż pisnął. - Visca el Barca !- krzyknął rozentuzjazmowany. Zawsze go to bawiło. Uwielbiał to uczucie, to przywiązanie kibiców do klubu, poczucie, że cokolwiek by się nie stało, stoją za Tobą murem. 
- Trzymaj kciuki za mecz z Granadą !- przybił z młodym piątki na odchodne. Dzieciak odwracał się jeszcze z pięć razy upewniając się, że to co przed chwilą się wydarzyło nie było złudzeniem. Przyglądał się jak znika w tłumie przeglądając w telefonie przed chwilą zrobione zdjęcia. Upił ze szklanki swojego drinka, jedynego, na którego mógł sobie pozwolić, gdy zalała go fala gorąca. Była tu ! Zmieniła się, ale to na pewno była ona. Stała z dziewczynami i paroma innymi osobami, których nie znał. Nie można było mówić o pomyłce, wymyśle jego wyobraźni. Był pewien, że stojącą do niego tyłem blondynką z sięgającymi ramion kręconymi włosami była Ainoha. Jego Ai. Odwróciła się twarzą do niego. Rozglądała się po clubie. Mógł jej się przyjrzeć uważniej. Nic się nie zmieniła. Włosy miała znacznie jaśniejsze i krótsze, ale oczy pozostały bez zmian. Przenikliwie niebieskie. Zatrzymała na nim swoje spojrzenie. Miał wrażenie jakby serce miało mu zaraz wyskoczyć z piersi. Poznała go. Widział to w jej oczach. Szybko spuściła wzrok. Zabolało. Przez trzy lata czekał na ten moment, a gdy nadszedł nie może nic zrobić. Jednak nie mógł się powstrzymać. Wyłączył się. Nie mógłby powtórzyć ani jednego słowa z rozmowy, w której rzekomo uczestniczył. Jego umysł skupiony był na drobnej blondynce stojącej przy stoliku parę metrów od niego. Nic innego nie miało znaczenia, nic innego nie istniało. Spojrzał drugi raz. Ponownie ich spojrzenia spotkały się na parę chwil. Uzmysłowił sobie właśnie jak bardzo mu jej brakowało. Wziął głęboki oddech. Starał się uspokoić. To już nie był jego czas. Jednak obojętność wcale nie była taka łatwa. Popatrzył w jej stronę kolejny raz. Nie potrafił oderwać od niej wzroku! Po prostu nie mógł ! W ich grupce zrobiło się małe zamieszanie. Stracił ją z pola widzenia. Dostrzegł dopiero, gdy zmierzała ku wyjściu. Nie potrafił powiedzieć sobie, że to koniec, że już nic więcej nie może zrobić. Zadziałał impuls. Chwila. Wiedział, że musi. Ostatni raz. Zaryzykował. Odłożył swoją szklankę na wysoki stolik, przy którym stali. 
- Muszę iść...- mruknął. 
- Rafa ! - zawołali za nim zdezorientowani kumple, ale wtedy to nie miało znaczenia. Minął grupkę jej przyjaciół bez słowa. Spojrzał jedynie przelotem niepewnie na Leire. To, że nie próbowała go zatrzymać uznał za dobry znak. Czuł na sobie wzrok całej ich paczki. Opuszczając klub rozejrzał się wokół. Dostrzegł ją idącą chodnikiem w pośpiechu zakładającą płaszcz. Uciekała przed nim. Wziął głęboki wdech, ruszył za blondynką. Czuła, że za nią pójdzie. Słyszała jak podbiega. Chciał zdążyć. Zatrzymała się tuż przed czekającą na nią taksówką, nie mogła postąpić inaczej. Podszedł dość blisko. Czekał na jej reakcję. Odwróciła się niepewnie. Bardzo niepewnie. Stała dobre dwa, trzy metry od niego a i tak dostrzegł strach w jej oczach. Jej serce ? Miała wrażenie, że właśnie przestało bić. 
W jego głowie i sercu teraz za dużo się działo. Miał kompletny mętlik. Nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Skąd wiedział, że kobieta, która przed nim stoi była tą jedyną ? Poczuł się jak w tych wszystkich filmach, do oglądania których zmuszała go Thaisa. Drżenie rąk, kołatanie serca, nogi jak z waty, kłucie w dołku... Zaobserwował u siebie wszystkie przedstawiane w nich objawy. Objawy absolutnego zakochania. Tylko, że życie to nie film. Tutaj 3 lata odgrywały kolosalną rolę... Przepaść nie do przeskoczenia. Denerwowała się. Skąd wiedział ? Bawiła się dłońmi, robiła to za każdym razem, gdy nie mogła sobie z czymś poradzić. Przypomniał sobie rozmowę z Marciem sprzed paru tygodni. Serce zaczęło walić mu jak młot. Modlił się, by go nie było. Spojrzał na jej prawą dłoń. Był...  Błyszczał w świetle ulicznych latarni.  Jeśli wcześniej tliła się w nim jakakolwiek nadzieja, to właśnie zgasła bezpowrotnie. 
Nie była głupia. Zorientowała się, że patrzy na jej dłoń. Sama spojrzała. Zaczynała rozumieć. Spojrzała mu w oczy. Dostrzegł w nich lśniące zalążki łez. Zdawały się mówić 'przepraszam'.  Co wyrażały jego ? Żal ? Smutek ? Przegrał. Uśmiechnął się blado. Chciał się upewnić, że Marc mówił prawdę. Upewnił się. Teoretycznie miało mu to pomóc ruszyć z miejsca, dać kopa do działania, do poskładania swojego życia na nowo. Miało. Nie wiedział co robić. Potarł twarz dłońmi, przejechał po włosach, starał się jakoś pozbierać. W założeniach miało mu to jakoś pomóc. Zrozumiał, że stracił ją bezpowrotnie. Teraz uderzyło to w niego z siłą atomu. Nie mógł poradzić sobie ze zbierającymi się w oczach łzami, te zbierające się w jej oczach wcale mu nie pomagały. Był facetem. Nie mógł pozwolić sobie na słabości. Zmusił się. Spojrzał na nią raz jeszcze. Ponownie zatonął w jej szklistych oczach. Były niejakim potwierdzeniem jego niemego pytania. Zapamiętał je. Tak nieziemsko nierealne jak piękne. Zapamięta je na zawsze. Pokręciła bezradnie głową, spojrzała na niego, miał wrażenie po raz ostatni. Dosłownie sekundy później zamknęły się za nią drzwi taksówki. Mógł tylko stać i bezczynnie przyglądać się jak samochód, z nią w środku, znika z jego pola widzenia. Stało się to czego bał się najbardziej. Stracił ją bezpowrotnie.  


***

- Kim jest ten fagas Ainohy, hm ?- spojrzał na nią tym swoim firmowym spojrzeniem, od którego kiedyś miękły jej kolana. Roześmiała się. Wcześniej zastanawiała się dlaczego poprosił ją o spotkanie po tylu latach milczenia. Słysząc to pytanie wyobraziła sobie Ainohę, która urywa jej głowę za samo to, że tutaj siedzi. 
- Fagas ?- spytała kokieteryjnie. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie co zrobił by jej Xavi widząc ją w takim stanie w klubie z byłym niedoszłym chłopakiem.
- Za kogoś za mąż wychodzi, nie ? Przez kolesia prawie straciłem kumpla, więc chciałbym wiedzieć... Wiesz zrobię sobie jakiś mały research...- szumiało mu nieźle w głowie, ale nie na tyle żeby zapomnieć po co tak naprawdę spotkał się z Leire, bo sama jej obecność była tylko bardzo przyjemnym dodatkiem. Zdziwiło go rozbawienie brunetki. Nachyliła się nad stolikiem przy którym siedzieli uprzednio upewniając się czy aby na pewno nikt ich nie podsłuchuje. Przywołała go skinieniem palca do siebie bliżej. 
- A nikomu nie powiesz ?- szepnęła, patrząc piłkarzowi prosto w oczy. 
- Nikomu- uśmiechnął się. Musiał przyznać, że trochę bawiła go ta jej chwilowa nieporadność. 
- Na mały paluszek ?- uniosła zadziornie brew. Splótł swój palec z jej wyczekując odpowiedzi.
- Ainoha nie wychodzi za mąż... Od czasu Hugo... - klepnęła się w czoło- Rafy ! nie spotykała się z nikim dłużej niż 3 dni ! - najpierw popatrzył na nią jak na wariatkę, ale poważna mina dziewczyny potwierdzała prawdziwość tego wyznania. 
- Marc i Rafa widzieli pierścionek...
- Który ja kupiłam... Dostała od nas na urodziny, wiesz taki wymarzony model... Puściła Bartrze tą bajeczkę, bo tak było jej wygodniej, a Rafa...- wzruszyła ramionami- sam rozumiesz...
- Dlaczego nie powiedziała mu prawdy ? Chłopak się załamał ! - przewróciła oczami. 
- Mam cytować ? - spytała retorycznie- 'Związku nie da się  zbudować na kłamstwie.' 'Nie nadaję się na życie na świeczniku', 'Oszukał mnie, nie mogę mu zaufać.'  , ' Tak dla obojga nas będzie lepiej.', ' To nic, że go kocham, tak będzie lepiej...' - przedrzeźniała przyjaciółkę. - Neymar naprawdę nic z tym nie zrobisz... Taka już jest. Do tego ten ich cały pakt...
- Pakt ?- uniósł zdziwiony brwi.
- Dzień czy dwa po tym jak ten dureń zabrał ją na stadion powiadamiając, że jednak nie jest właścicielem klubu a piłkarzem spotkali się w jakimś pubie. On zapewniał o swojej miłości, ona uparcie trwała przy swoim, że się nią zabawił. Poprosiła żeby za nią nie szedł, nie walczył i nie próbował jej przekonać... A on jej posłuchał. "Daj mi spokój ! Ok dam Ci spokój." Prosta zasada. 
- On ją kocha Leire. Musimy pomóc im się zejść ! 
- Odpuść Ney...- mruknęła- To naprawdę już nic nie da... Niech Rafa ułoży sobie życie bez Ainohy...- musnęła jego policzek i opuściła pub. Dopiero na zewnątrz dotarło do niej co właśnie powiedziała piłkarzowi. Odwróciła się gwałtownie wpadając wprost w jego ramiona. Przecież nie mogła wiedzieć, że wyszedł zaraz za nią. Z dłońmi ułożonymi na jego klatce piersiowej spojrzała w górę napotykając jego spojrzenie. 
- Boże co ja robię- odsunęła się od piłkarza poprawiając włosy. - Neymar...- spojrzała na brazylijczyka- ta rozmowa nie miała miejsca, rozumiesz ? Nic Ci nie powiedziałam..- odczekała, aż napastnik skinie głową i odeszła. 
- Leire ! - zawołał za nią. Raz kozie śmierć. Odwróciła się. - Mogę zadzwonić na dobranoc ?- spytał z nutką nadziei. Nigdy nie byli razem, ale kiedyś coś się między nimi działo. Pamięcią wrócił do tamtych czasów. Zawsze gdy się widywali, sami czy w większej grupie, przed snem dzwonił do dziewczyny. Rozmawiali, śmiali się, przekomarzali do momentu, aż któreś z nich nie usnęło. Zwykle była to hiszpanka. 
- Ja w przeciwieństwie do Ainohy ja za pół roku wychodzę za mąż... Dzwonić możesz, ale może niekoniecznie na dobranoc- uśmiechnęła się przyjaźnie. - Pa Ney...- cicho mruknęła wchodząc do taksówki. Olśniło go. 
- Mam plan! - zawołał nim jeszcze wsiadła do środka. Musiał spróbować. Podbiegł do samochodu biorąc dawną przyjaciółkę za rękę. 
- Jeszcze chwileczka...- powiedział do niecierpliwiącego się kierowcy. Patrzyła na niego jak na wariata. Bała się tego co mógł wymyślić. 
- Muszą się spotkać !- wypalił, a oczy świeciły mu niczym małe brylanciki. Parsknęła śmiechem. Jakoś tego nie widziała. Ona, widać w przeciwieństwie do chłopaka pogodziła się z decyzją Ainohi. 
- Mam wpakować najlepszą przyjaciółkę prosto w ramiona Rafy ? - uśmiechnęła się- Wiem...- zaczęła z przejęciem- zorganizujemy spotkanie w Guellu. Ja wyciągnę Ainohę na spacer, a Ty zupełnie przypadkowo będziesz tam siedział z Rafą. Najlepiej byłoby to zrobić nocą, żeby byli sami...- prychnęła. Spojrzała na piłkarza - Neymar, oni są dorośli. Postanowili...
- Nie, to Ainoha postanowiła...- wtrącił. Skinęła głową. 
- On nie dał jej wyboru...- uśmiechnęła się blado. 
- Lei, proszę... to mój kumpel- wiedział, że jest to jedyna szansa, by ją przekonać. Ostatnia szansa.
- A moja przyjaciółka. - uśmiechnęła się blado - Daj temu spokój...- pocałowała go w policzek na pożegnanie i wsiadła do samochodu, który zawiózł ją do domu. 





poniedziałek, 3 kwietnia 2017

duodécimo


Drogę z centrum do mieszkania miała niemalże wyciętą z życiorysu. Prowadziła machinalnie, prawie bezmyślnie zupełnie pogrążona w przeszłości. Trzeźwość umysłu odzyskała w momencie, gdy na podziemnym parkingu jej apartamentowca zobaczyła samochód przyjaciółki. Wiedziała, że nie może pokazać Leire jak wiele kosztowało ją przypadkowe spotkanie z Bartrą. Trzy głębokie wdechy i prawdziwa Ainoha wraca do życia.
- Wytłumacz mi jeszcze raz dlaczego dałam Ci moje klucze ?- krzyknęła wchodząc do mieszkania. Zawsze żartowała, teraz może nieco wymuszenie, ale musiała w innym wypadku Leire od razu po kojarzyłaby, że coś jest nie tak.
- Też się cieszę, że Cie widzę ! - zaśmiała się Leire wychylając się z kuchni.
Ainoha weszła do kuchni i z ulgą odłożyła siatki z zakupami na wyspie kuchennej.
- Gdzieś Ty tyle czasu była ?- westchnęła brunetka opierając się o blat kuchenny. 'Kradnąc' z jednej z siatek nektarynę.
- Na Boquerii...- mruknęła. Starała wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu.
- Jej Ainoha jakaż pełnia życia...- zironizowała - Stało się coś ?- spojrzała na przyjaciółkę spod rzęs. Czuła, że coś jest nie tak. Coś się wydarzyło... coś złego. Blondynka wyraźnie się zmieszała. Potarła twarz dłońmi i przybrała bardziej pozytywną postawę. Dziwnie sztuczną postawę....
- Spotkałam Marca... Kazał serdecznie Cię pozdrowić- chciała zabrzmieć jak najradośniej, bez kropli zwątpienia.
- Marca...- przeciągnęła Leire wyraźnie szukając w głowie jakiegoś znanego jej Marca. - Bartre ?! - wypaliła ni stąd ni zowąd. Skinęła głową.
- Rany tyle czasu go nie widziałam...- rozmarzyła się Leire- Jak się spotkaliście ? Co u niego ? Zmienił się ?- trajkotała jak katarynka, zasypując ją pytaniami, a Ainoha wyraźnie się zamyśliła.
- Wydoroślał- mruknęła dopiero po odchrząknięciu brunetki. Nie znalazłaby odpowiedniejszego określenia na piłkarza w tej chwili. Uśmiechnęła się lekko i wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Zrobiłaby teraz wszystko żeby tylko nie siedzieć dłużej z Leire twarzą w twarz. Prędzej czy później musiałaby wyśpiewać jej wszystko , opowiedzieć o emocjach jakie jej towarzyszyły przy spotkaniu młodego stopera oraz o wszystkim co się w niej teraz dzieje, a po prostu tego nie chciała. Miała nadzieję, że ten jeden jedyny raz Leire odpuści, że może tym razem perfekcyjnie odegrała swoją rolę.
- A teraz powiesz mi co się dzieje ?- usłyszała to czego słyszeć nie chciała. - Ainoha...
Nigdy nie pogodziła się do końca z decyzją Rafinhi, swoją zresztą również, ale cały czas utrzymywała że tak dla nich obojga będzie lepiej. Nie miała z nim kontaktu od trzech lat, od dwóch prawie w ogóle o nim nie myślała, nie zastanawiała się na każdym kroku co robi, gdzie jest i jak się czuje. Nie wariowała, gdy stojąc na światłach obok podjeżdżało stalowo-szare Audi Q7. Nie czekała na moment, gdy zapuka do jej drzwi. Uszanował jej prośbę. I mimo tego, że było jej z tym cholernie źle, była mu wdzięczna.
- Dzisiaj to w sobie przetrawię i jutro będzie dobrze, obiecuję.- uśmiechnęła się promiennie, ale odniosła wrażenie że Leire wcale nie kupiła tej radości.
- A ja naprawdę myślałam, że już o nim zapomniałaś ! - szepnęła niby do siebie. Podeszła do przyjaciółki. - Ainoha...- zaczęła łagodnym tonem.
- Leire dość ! - odsunęła się gwałtownie, bo wiedziała że prędzej czy później skończy się to łzawym dramatem. Już raz to przeżyła, nie chciała tego powtarzać tutaj w jej obecności. - Po prostu po spotkaniu Marca wiele rzeczy do mnie wróciło... Dużo sobie przypomniałam...
- Widzieliście się ?- pokiwała przecząco głową, dzięki Bogu dodając w duchu. - Ainoha a może...
- Może nie Lei.
- Wiesz jak bardzo się przyjaźnią, naprawdę myślisz, że Bartra utrzyma język za zębami ? Jak nie Rafie to komuś innemu wyklepie, że spotkał swoją ulubienicę... A prędzej czy później...
- Wtedy to już kompeltnie nie będzie miało dla niego znaczenia- popatrzyła smutno na przyjaciółkę.
- Co zrobiłaś ?- zmrużyła oczy. Blondynka wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, na którą Leire spojrzała. W oczy rzucił jej się oczywiście pierścionek, który Ainoha dostała od całej paczki na urodziny. Sytuacja zaczęła jej się klarować. - Nie zrobiłaś tego...- zaśmiała się z niedowierzaniem.
- Nie miałam innego wyjścia.
***
Jak pozbyć się powracających wspomnień ? Już raz myślała, że uporała się z przeszłością, spotkanie z Bartrą uzmysłowiło jej jak bardzo się myliła. Liczyła się z tym, że prędzej czy później kogoś z nich spotka. Barcelona to wbrew pozorom nie jest takie duże miasto. Ale czy przypuszczała, że wspomnienia wrócą z taką siłą ? Nie. Znów zaczęła się zastanawiać co u niego, jak sobie radzi, ma kogoś, myśli o niej czasem... ? Dziś naprawdę poczuła, że chciałaby posiedzieć z nim dłużej, wypytać o wszystko co mogło ją ominąć przez te trzy lata, zobaczyć się z Alvesem żeby pośmiać się z jego żartów, pogadać z Sergio, powygłupiać się z Neymarem... Poznała ich wszystkich jako innych ludzi, oni też ją okłamali... ale... ale do nich nie miała takiego żalu. Oni jej nie wmawiali miłości... Zdecydowała. Musiała naprawdę raz na zawsze zakończyć ten etap w swoim życiu. Etap pt. 'Alcantara' musiał przestać tlić się w jej sercu. Jak to zrobić ? Placa Catalunya, La Rambla, Parc Guell, Tibidabo, La Barcelonetta... wszystko jej go przypominało. On był wszędzie. Zawarła ze sobą pakt. Stopniowo będzie odwiedzać wszytkie miejsca, których do tej pory trochę podświadomie unikała, by na zawsze pozbyć się go z życia. By nigdy nie powtórzyła się historia z dziś. By jak następnym razem spotka Bartrę, Da Silvę, Alvesa, Roberto czy kogokolwiek mogła normalnie porozmawiać. By nie musiała pilnować tego co mówi, by nie musiała ukrywać uczuć. Miała nadzieję, że ich już wtedy nie będzie...
***
Wróciła z Rambli... Miejsca, które może najmniej przypominało jej Rafę, ale była na jej liście, a obiecała sobie, że odfajkuje wszystkie pozycje. Usiadła na sofie w salonie i podciągnęła kolana pod brodę. Plan był taki, że miała poczuć się lepiej, lżej...
Jak było ? Tak samo. Nie, skłamała było gorzej...znacznie gorzej. Zerknęła na leżącą na szklanym stoliku kartę papieru. Zostały dwie pozycje. Na ostatnią nawet nie patrzyła, wiedziała, że nie jest gotowa. Miała więc tylko jedną opcję... Zerwała się na równe nogi i poszła się przebrać. Wystrojona w legginsy i dłuższą bluzę wyszła z klatki. Za każdym razem jak sobie z czymś nie radziła wychodziła pobiegać, przewietrzyć głowę. On ją tego nauczył, jemu pomagało, jej także. Tym razem jednak nie wybrała parku w pobliżu, tym razem wsiadła do samochodu, który umożliwi jej dostanie się na drugi kraniec Barcelony. Pierwszy raz od trzech lat chciała się tam znaleźć. Gdy dotarła na miejsce zapadał zmrok. Ucieszył ją fakt, że na parkingu było pusto. Była sama i mogła spokojnie wyrzucić z głowy balast w postaci zawodników lokalnego klubu. Zaparkowała samochód i niemal natychmiast pobiegła przed siebie po szutrowej drodze. Biegła ile sił w nogach. Sama siebie nie poznawała, nogi same ją niosły. W głowie cały czas odtwarzała sceny sprzed paru lat. To on pokazał jej to miejsce, to tutaj zmuszał ją do biegania, to tutaj dzięki niemu stała się zapaloną biegaczką, na samym początku to tutaj się spotykali. Przebiegła całą zamierzoną trasę na pełnym biegu. Poczuła to wszystko w momencie, gdy dobiegła na szczyt. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, zsunęła się na ziemię nie mogąc złapać oddechu. Miała wrażenie, że rozrywa jej płuca. Tylko sobie znanym sposobem wdrapała się na murek odgradzający ścieżkę od urwiska, usiadła nim obejmując dłońmi kolana. U jej stóp malowała się nocna panorama Barcelony. Stała się przywrócić w sobie "funkcje życiowe". Czuła jak jej umysł pomału się oczyszcza, jak pozbywa się chęci pozabijania wszystkich wokół. Czuła, że ma coraz mniejszą potrzebę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo kochała i jak bardzo została zraniona. Patrząc przed siebie kasowała wszystkie wspomnienia z Alcantarą związane z tym miejscem. Przy tych ważniejszych, milszych lub po prostu najprzyjemniejszych w oczach zalśniły jej łzy. Tę, która akurat spływała po jej policzku starła rękawem szarej bluzy. Usłyszała szmery za sobą, odwróciła się w stronę biegacza, który tak jak ona chwilę wcześniej wyczerpany dotarł na szczyt. Pochylił się opierając łokcie o kolana. Zaczerpnął głośno powietrza. Normalnie pewnie byłaby przerażona obecnością jakiegoś faceta w ciemnym lesie, ale teraz miała prawie 100 % pewność, że jej nie dostrzegł i pełne poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tego miejsca. Miała odwracać wzrok, gdy mężczyzna wyprostował się a z głowy zsunął kaptur. Serce jej zamarło. Poznałaby go wszędzie. Nie było mowy o pomyłce. Zmierzał w jej kierunku, więc czym prędzej wróciła do kontemplacji panoramy miasta modląc się już chyba na głos żeby jednak zmienił plany i obrał sobie inny cel odpoczynku. Poruszyła się nieznacznie naciągając szczelniej na twarz kaptur. Usiała w takiej pozycji by w każdej chwili móc uciec bez okazania mężczyźnie twarzy. 
- O rany ale mnie Pani wystraszyła...- usłyszała tą chrypę, którą tak bardzo kochała i za którą tak bardzo tęskniła. Z oczu spłynęła jej pojedyncza łza. - Nie spodziewałem się tutaj nikogo o tej porze...- nie podchodź bliżej, jęknęła w sobie. Zacisnęła dłonie w piąstki. - Siedzi pani w moim ulubionym miejscu...- nie dawał za wygraną, mimo tego że ona nie wydobyła z siebie ani jednego dźwięku. Cała się trzęsła. Co tutaj robił ? Wiedziała, że biegał wieczorami tylko wtedy, gdy go coś gryzło. Marc się wygadał ?!
 - Mogę ?- usłyszała pytanie, nawet na niego nie popatrzyła, wiedziała że chodzi mu o to, żeby usiąść obok. Skinęła głową, w dalszym ciągu milcząc. Usiadł plecami do niej. Po szmerze podłoża uznała, że musiał wyprostować nogi. Miała nadzieję, że posiedzi sobie chwilę i pójdzie. Zbyt dużo czasu minęło by mógł ją poznać. W przeciwieństwie do niego, zmieniła się - Pięknie jest, co nie ? - czuła na sobie jego wzrok. Nie wiedzieć skąd miała pewność, że jej nie rozpozna. Z jednej strony bardzo zmieniła się fizycznie od ich ostatniego spotkania, po drugie znaczną część jej twarzy zasłaniał kaptur, po trzecie było na tyle ciemno, że mogła czuć się w miarę bezpiecznie. Zmusiła się tylko do wydobycia z siebie cichego "yhm". Wiedziała, że się uśmiechnął. Oczami wyobraźni zobaczyła te skrzące brylanciki w jego oczach. - Carretera de les aigues to nietypowe miejsce na bieganie o tej porze. Zwłaszcza dla kobiety...- znów się odezwał wbijając w jej ciało mnóstwo igiełek. Znów skinęła głową. Uniosła dłoń, by zetrzeć mimowolnie spływające po jej twarzy łzy.
- Matko coś się stało ?!- prawie krzyknął przestraszony. Musiał się jej przyglądać. Pokiwała przecząco głową. - Też tak mam... - nie zareagowała więc kontynuował- Jak coś leży na sercu albo w głowie to najlepiej iść pobiegać... Też przyszedłem oczyścić głowę. Normalnie o tej porze nie biegam...- uśmiechnęła się. Dobrze go znała. - Czasami lepiej jest się wygadać nieznajomym...- westchnął- Nawet nie wiesz... mogę do Ciebie mówić na 'Ty' ? - skinęła głową. Nie wiedział czemu do niej zagaduje, skoro nie było żadnego odzewu, ale skinięcie głową odebrał jako znak do kontynuacji. Nie miał po prostu z kim o tym pogadać, wyżalić się... Kumple go nie rozumieją... od trzech lat nikt go nie rozumie, więc czemu miałby nie zrobić tego przed kompletnie nieznajomą kobietą pośrodku niczego ? - Myślałaś kiedyś żeby cofnąć czas ? - kolejne skinięcie. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to zrobić...- uśmiechnął się pod nosem. - Tak w ogóle... jak już wysłuchujesz moich żali to jestem Rafael...- zobaczyła dłoń podsuniętą niemal pod samą jej twarz. Zadziałał impuls. Nieposkromiona chęć zobaczenia go. Utonięcia w tych czekoladowych oczach. Pożegnania... Ale uznała, że po prostu nie może. Zignorowała przyjaźnie wystawioną do niej dłoń. Odwróciła się plecami do niego zeskakując z murka, naciągnęła kaptur szczelniej i bez słowa odeszła. Modliła się by za nią nie pobiegł, by nie dociekał co mogło się stać 'nieznajomej' kobiecie. Była już dobry kawałek drogi od szczytu, gdy wreszcie dała upust emocjom i po prostu się popłakała. Droga powrotna zajęła jej mniej czasu. Na parkingu stały dwa samochody. Jej białe Audi i, była tego pewna, jego stalowo-szara Q7. Wsiadła do środka mocno zaciskając dłonie na kierownicy. Wzięła dwa głębokie oddechy i przedostatnie miejsce na jej liście zostało odznaczone. Ainoha Sanchez jest już prawie wolna. Miała nadzieję uwolnić się od duchów przeszłości aby w jej życiu już nigdy nie było miejsca dla Rafaela Alcantary.
***
Zaniepokoiło go zachowanie tej dziewczyny. W pierwszej chwili, gdy odeszła uznał, że przecież nie będzie biegł za jakąś obcą babką ciemną nocą, ale po chwili dotarło do niego, że mogło jej się coś stać. Nienawidził, gdy budziła się w nim chęć niesienia pomocy wszystkim wokół. Żył w zakłamaniu... nie potrafisz pomóc sobie, pomóż innym... Potruchtał więc w kierunku, w którym biegła dziewczyna. W głowie wciąż odtwarzał dzisiejszą rozmowę z Bartrą. Właśnie dzięki niemu znalazł się tutaj, w takim a nie innym stanie... właściwie wszystko dzięki niej...
Parę dobrych dni temu na treningu zauważył, że z Marciem jest coś nie tak. Chodził taki zamyślony... zupełnie jak nie on. Cała drużyna zachodziła w głowę co mogło się stać. Jednak Marc milczał jak zaklęty. On się nie poddawał, byli kumplami, mógł się nawet pokusić o stwierdzenie, że najlepszymi. Musiał wyciągnąć od przyjaciela co się dzieje. Koniec końców, po wielu próbach rozmów przyznał, że martwi go stan zdrowia Gali. Czy to kupił ? Oczywiście ! Widział przecież, że kumpel świata poza córką nie widzi i wcale nie zdziwiło go, że grypa malutkiej mogła go tak przestraszyć. On sam był w małej Gali zakochany do szaleństwa i choć nigdy tego nie przyznał zazdrościł Marcowi rodziny. Dziś, późnym popołudniem pojawił się pod domem obrońcy z ogromnym misiem dla swojej ulubienicy. Spędził miły wieczór w towarzystwie przyjaciół, upewnił się, że z Galą już dobrze i wrócił do siebie. Tym bardziej zdziwiła go wieczorna wizyta przyjaciela w jego domu. Zasiadł struty na sofie i kazał mu również usiąść. Opowiedział o niedawnym spotkaniu z Ainohą Sanchez. Na sam dźwięk jej imienia i nazwiska zrobiło mu się gorąco. Wspomnienia nie musiały wracać, one w nim żyły cały czas. Okłamał ją, oszukał, dla jej dobra, ale to nie miało znaczenia. Ona twierdziła, że się nią zabawił. Nie dała mu dojść do słowa. Nie dała wytłumaczyć. Nie chciała słuchać zapewnień o jego miłości. Wtedy właśnie wyciągnął od przyjaciela prawdziwy pobyt jego wizyty.
'Ainoha jest zaręczona, przykro mi Rafa...' dźwięczało w jego uszach. Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Zostawił kumpla samego. Czego się spodziewał ? Że taka piękna dziewczyna spędzi życie samotnie ? Musiał się liczyć z tym, że pewnego dnia wyjdzie za mąż, założy rodzinę... Liczył się z tym. Ale gdzieś w nim cały czas żyło przekonanie, że kiedyś mu wybaczy. Mimo tego, że minęły trzy lata, wciąż nie mógł zapomnieć... Nie mógł sobie wybaczyć... Miał nadzieje, że kiedyś porozmawiają, czekał na to, aż będzie gotowa, liczył, że zrozumie. Że jeszcze kiedyś znów będą szczęśliwi...
Błąkał się jakiś czas po okolicy nie wiedząc co ze sobą zrobić. Serce samo zaprowadziło go w to miejsce. Na parkingu stał jeden samochód, zaparkował obok. Ubrał swoją bluzę, zarzucił kaptur na głowę, po czym zerwał się sprintem i ruszył przed siebie. W ich miejsce. I tak właśnie znalazł się tutaj... Bieganie miało mu pomóc oczyścić umysł. Nie pomogło... Dotarł na parking, w stronę którego zmierzała również nieznajoma dokładnie w momencie, gdy białe Audi wjeżdżało na pustą ulicę. Uznał, że kobieta jest bezpieczna. Rozejrzał się jeszcze dookoła, postanowił, że jest gotowy wrócić do domu. Stanąć oko w oko z życiem.
***
Wpadła do domu jak tornado. Zatrzasnęła drzwi na wszystkie możliwe zamki po czym bezwiednie zsunęła się na podłogę. Zupełnie nie kontrolowała swojego ciała. Z jednej strony była niesamowicie dumna z tego, że nie dała mu się rozpoznać, że nie rozsypała się na kawałeczki, z drugiej...
Starała się stłamsić buzujące w niej emocje. Nie mogła dopuścić do tego by wszystko rozpoczęło się na nowo. Musiała się z tego wyleczyć. Wyleczyć z miłości, o której końcu sama zadecydowała. Gdy nieco ochłonęła weszła do ciemnego salonu. Jej wzrok powędrował na małą karteczkę złożoną na stole. Przypomniała sobie dlaczego w ogóle to robiła... Miała poczuć się lepiej, uwolnić od przeszłości. Jednak nie czuła się lepiej... Jej perfekcyjny plan się nie powiódł. Czuła się coraz gorzej... Ale przecież sobie obiecała. Musiała to zrobić. Odfajkowała wzrokiem listę miejsc, które już odwiedziła. Przy niektórych zatrzymała się pamięcią na dłużej. Przecież poszczególnych miejsca unikała nie bez przyczyny w końcu ! Zamiast pozbyć się wspomnień, tylko je w sobie ożywiła. Na liście pozostał ostatni odnośnik. Najgorszy. Najbardziej kojarzący się z nim. Miejsce, w którym naprawdę nie była ani razu od ich rozstania. Nie była nawet w jego pobliżu. Musi to zrobić szybko, jak zrywa się plaster. Wiedziała, że bez ostatniego przystanku nie ruszy z miejsca. Te ostatnie pięć liter działało jak żrąca substancja bezlitośnie wdzierająca się do jej serca. Jutro czas na GUELL- powiedziała sama do siebie.
Na miejsce postanowiła przyjechać autobusem. Przeciskała się przez tłumy rozentuzjazmowanych turystów chcących zwiedzić bajkowy świat Gaudiego. Dla niej samej to było coś więcej niż tylko park. To miejsce znaczyło dla niej więcej niż jakiekolwiek inne w Barcelonie. Miała z nim związanych masę wspomnień... To między innymi tutaj zabrał ją na ich pierwsze prawdziwe spotkanie. To On zaprowadził ją tutaj ciemną nocą, by pokazać prawdziwą magię tego miejsca... Usiadła na ławce na uboczu. Miała widok na centralną część parku. Mózg zafundował jej film z przeszłości...
- Guell ?! - wybałuszyła oczy, gdy podjechał na parking. - W nocy ?!- popatrzyła na niego jak na wariata. Wystawił rękę w jej kierunku. Myślał, że ją złapie, ale oczywiście nie... zamiast złapać jego dłoń blondynka splotła swoje ręce na piersi patrząc na niego wyczekująco. - Kim Ty jesteś albo komu zapłaciłeś za to, że możesz późną nocą wchodzić do Parku ?!- zaśmiał się.
- Ma się znajomości- uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął pierś. - Zakładam, że nigdy nie widziałaś Guella w blasku księżyca i bez tłumów turystów... - wyczytał z jej błyszczących jak diamenciki oczu, że jej zaimponował, chociaż prawdopodobnie nigdy tego nie przyzna.- Zapraszam...- ukłonił się nisko, powtórnie podając jej dłoń. Tym razem niepewnie ją złapała. Triumfował.
Szli główną ścieżką prowadzącą do najdłuższej ławki na świcie. Spacerowali powoli. Ona napawała się otaczającą ją rzeczywistością, wszechobecną ciszą, pustym parkiem skąpanym w blasku księżyca. On napawał się jej widokiem. Niespecjalnie wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony rozpierała ją duma (?), radość... Nikt nigdy nie zaprowadził jej w takie miejsce.
- Okłamałeś mnie... - wyrwała go z kompletnego letargu. Spojrzał na nią zdziwiony. O dziwo na jej ustach malował się piękny uśmiech. - To miała nie być randka...- powiedziała oskarżycielskim tonem. Parsknął śmiechem.
- Myślisz, że zabrałbym Cię na randkę do Parku, do którego możesz pójść w każdej chwili ?
- A nie ?
- Nie. Na randkę zabrałbym Cię w jakieś odjazdowe miejsce.
- Parku, przez który w ciągu dnia przewija się jakiś triliard ludzi, a po którym teraz spacerujemy sami i to w nocnej scenerii nie nazwiesz odjazdowym miejscem ?! - zaśmiała się. Nie była pewna czy tylko się z nią droczy, czy może mówi na poważnie. Pokiwał przecząco głową.- No to uważaj, bo jeszcze chwila i ja się na tą randkę wproszę ! - jej dźwięczny śmiech rozniósł się echem po okolicy.
- Na to właśnie liczyłem...- mruknął poważnie powodując, że z jej ust zszedł uśmiech.
Zamrugała parę razy. Zabierał ja tutaj jeszcze wielokrotnie, a ona za każdym razem zakochiwała się w tym miejscu na nowo. Mimo tego, że na każdej randce starał się ją zaskakiwać chyba nigdy nie zrobił na niej takiego wrażenia jak tamtej nocy. I to chyba właśnie wtedy przestała na niego patrzeć jak na kolegę... To był dzień, w którym przepadła.
Wychyliła się ze swojego bezpiecznego miejsca. Musiała zderzyć się z elementami parku. Z arkadami, które pamiętają niezliczoną ilość ich pocałunków i uścisków, schodami, które pamiętają jedną z ich naprawdę nielicznych kłótni i w końcu tą cholerną najdłuższą ławkę świata, na której po raz pierwszy usłyszała zapewnienie o miłości. Otaczał ją ogrom ludzi, ogrom wakacyjnego szczęścia i spełnienia a ona czuła się samotna. Para młodych ludzi, pewnie niewiele młodszych niż oni wtedy przebiegła obok niej. Zupełnie nie przejmowali się otoczeniem. Wszechobecni turyści zdawali się dla nich zupełnie nie istnieć. Trzymali się za ręce, śmiali się w głos, świata poza sobą nie widzieli... Niespełna cztery lata temu Oni wyglądali tak samo a ich randka nie randka zakończyła się w tym samym miejscu. Gdy ten chłopak pocałował dziewczynę, podświadomość przypomniała jej co czuła gdy On całował ją. Dotknęła swoich ust. Dla niej to koniec. Guell właśnie stracił całą swoją magię. Ostatni raz spojrzała na panoramę miasta. Jeszcze raz przypomniała sobie wszystkie chwile jakie tutaj spędziła i bezwzględnie 'wcisnęła' delete w swoim mózgu kasując wszystko. Letni wiatr wiejący od morza rozwiał jej włosy, przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Poczuła jakby właśnie otrzymała błogosławieństwo od bogów do rozpoczęcia nowego życia.  




LIPA.

tekst kursywą, to wspomnienia Ainohi