Od paru dobrych dni cała ich paczka żyła otwarciem klubo-baro-restauracji Margot. Był to pierwszy samodzielny tak duży projekt ich przyjaciółki zakończony pełnym sukcesem. Nikogo nie dziwiło, że z okazji zbliżającego się otwarcia Mar rozesłała dziesiątki jeśli nie setki zaproszeń do znanych i lubianych nie pomijając w tym znamienitym gronie najbliższych przyjaciółek.
Otwarcia z taką pompą chyba nikt się nie spodziewał. Podobnie jak sukcesu, który prawdopodobnie zaskoczył nawet samą właścicielkę. Dygocząca ze stresu i radości jednocześnie Margot co chwila odbierała gratulacje. Kuchnia pracowała nieprzerwanie na najwyższych obrotach a kelnerzy i barmani uwijali się jak w ukropie, by zadowolić absolutnie każdą jedną osobę.
- Moi honorowi goście ! Honorowe drinki ! - krzyknęła świeżo upieczona właścicielka baru, podchodząc do ich grupki zgromadzonej przy jednym z wolno stojących wysokich stolików, z tacą wypełnioną kolorowymi trunkami. Dotychczas nie mieli nawet możliwości zamienić zdania.- Nawet sobie nie wyobrażacie jaki to stres...- westchnęła, zaraz po wzniesieniu toastu.
- Co Ty nie powiesz...- zaśmiała się Leiere szturchając Ainohę lekko w ramię.
- Ja nie wiem jak Wy możecie wyprawiać te wesela... - przewróciła oczami- W głowie mi się to nie mieści... To tak jakby otwierać nową knajpę co weekend ! - jęknęła przerażona szatynka. - Straszne !
- Margo rozejrzyj się ! To miejsce jest skazane na sukces ! Popatrz ile ludzi udało Ci się zgromadzić ! - zaśmiała się dźwięcznie Ainoha obiegając wzrokiem wypełnioną po brzegi salę . Gdziekolwiek nie spojrzała wszędzie były tłumy ludzi. Zgromadzeni w większe lub mniejsze grupki porozrzucani po całej przestrzeni, okupujący wolne boksy, krzesła przy barach lub tak jak oni niezależne stoliki. Przyglądała się roześmianym twarzom gości. Odwróciła się, by sprawdzić jak ma się sytuacja w drugiej części lokalu. Od dobrych paru chwil towarzyszyło jej dziwne wrażenie, że ktoś się jej przygląda. Nie kończąc obserwacji uniosła swoją wypełnioną do połowy szklankę i upiła znacznego łyka. Jej wzrok zatrzymał się na wysokim brunecie o ciemniejszej karnacji z krótko przystrzyżonymi włosami. Trochę trwało nim zorientowała się na kogo patrzy... Kto patrzy na nią. Nogi się pod nią ugięły. Zabrakło jej powietrza. Nagle zrobiło się duszno i ciemno przed oczami, mimo że wcale nie było gorąco. Spuściła wzrok. Wrócił... Był w tym samym miejscu co ona, niespełna paręnaście metrów od niej. Czuła na sobie jego wzrok. Nie mogła nie spojrzeć kolejny raz. Musiała... chciała upewnić się czy aby na pewno się nie myli. Nie, był tutaj. Jej Rafael. Jak zwykle otoczony znajomymi. Stał i patrzył. Równie zdziwiony jak ona. Traciła pewność siebie. Traciła wszystko co nad czym pracowała przez ostatni czas. Spanikowała. Kolejny raz spuściła wzrok starając się skupić na trwającej wokół niej rozmowie. Przestała być sobą. Robiła co mogła, żeby nic nie dać po sobie poznać. Stłumić wszystkie uczucia, które pojawiły się w tej sekundzie, gdy ich spojrzenia się spotkały. Miał się dla niej nie liczyć. Miał przestać mieć znaczenie. Miał... Znów spojrzała na niego kątem oka. Tym razem to on pierwszy spuścił zawstydzony wzrok.
- Komu Ty się tak przyglądasz ?- zaśmiała się Leire, szturchając przyjaciółkę przyjaźnie w ramię. Uśmiech szybko zszedł jej z twarzy.
- Wszystko w porządku ?- popatrzyła na przyjaciółkę niepewnie, badawczo. Ta skinęła głową. Zachowanie tej dwójki wzbudziło zainteresowanie reszty. Leire, Margot, Sofia i Ainoha popatrzyły po sobie porozumiewawczo. Chwilę później wszystkie zrozumiały nagłą zmianę zachowania jedynej blondynki w paczce.
- Przecież go nie zapraszałam. Musiał przyjść z kimś...- fuknęła Margot. Wyraźnie przestraszyła ją reakcja Ainohi na piłkarza. Chyba nikt nie spodziewał się, że po tylu latach mogą wywoływać u siebie tak silne emocje. - Ai wszystko ok ?- przyglądnęła jej się opiekuńczo. Czyli działo się to czego tak bardzo nie lubiła, czego tak bardzo chciała uniknąć. Nie chciała litości !
- Jest dobrze...- uśmiechnęła się pewnie. Bardziej niż przyjaciółki chciała przekonać samą siebie. To był moment, w którym zrozumiała, że ta cała jej lista, zabawa w odwiedzanie tych wszystkich miejsc w mieście była tylko przysłowiowym picem na wodę. Chciała wmówić sobie, że nic do niego nie czuła i że to wszystko przestało mieć dla niej znaczenie. Że On przestał mieć znaczenie. Wyłączyła się. Obecna była tylko ciałem... Cała reszta kręciła się wokół Alcantary. Chciała mieć silną wolę. Chciała się nie odwrócić ponownie. Naprawdę chciała, ale nie mogła... On był magnesem, ona metalem. Przyciągał ją, nie mogła z tym walczyć. Spojrzała. Zmężniał od ich ostatniego spotkania. Wyostrzyły mu się rysy. Wydoroślał. Mimo to teraz też sprawiał wrażenie nieco zagubionego. Może jej się wydawało, ale mogłaby przysiąc, że dostrzegła na jego ustach cień uśmiechu. Widzi go pierwszy raz od trzech lat... Pierwszy raz od wesela Julii i Thiago . Wtedy w Carreterze to nie miało aż takiego wydźwięku. Tutaj oboje są świadomi swojej osoby. Założyła za ucho sięgające obojczyków kręcone włosy. Kolejna rzecz, która się zmieniła przez ten czas. Usłyszała swoje imię co spowodowało, że 'powróciła' do przyjaciół. Spojrzała zdezorientowana na Leire. Wzięła głęboki oddech. Nie złamie jej. Nie uda mu się to.
Śmiała się mając świadomość, że na nią patrzy. Mówiła, mając tą świadomość. Nawet przestępując z nogi na nogę czuła na sobie jego wzrok. Parę osób od nich odeszło, parę doszło, później musieli się nieco odsunąć... zorientowała się, że teraz stoi do niego bokiem. Przez cały czas był w zasięgu jej wzroku. Jego spojrzenia stawały się coraz bardziej nieustępliwe, coraz bardziej peszące. Szybko spuszczała wzrok, niemalże w tej samej sekundzie. Gdy mimowolnie śmiejąc się z historii opowiadanej przez Sergio odwróciła się z powrotem w jego kierunku dostrzegła iskrzące się brylanciki w jego oczach stchórzyła. Uśmiech zszedł jej z twarzy. Nie była gotowa. Przerosło ją to. Ogarnęła ją panika. Odłożyła kolejną, pustą już szklankę na blat zwracając tym samym na siebie uwagę przyjaciół.
- Ainoha...
- Pójdę już. - uśmiechnęła się blado do Leire, rozumiały się niemal bez słów. -Zadzwonię z mieszkania, ok ?- robiła co mogła powstrzymując łzy, była w tym niekwestionowanym mistrzem. Uznała, że nie wytrzyma tutaj ani chwili dłużej. Pożegnała się ze wszystkimi buziakiem w policzek i bez sprzeciwów przyjaciół opuściła lokal. Uciekała. Robiła to ostatnio coraz częściej.
***
Przyszedł z Mario i Pere. Nie miał pojęcia, że bar, na otwarcie którego jego przyjaciel otrzymał zaproszenie był barem Margot. Mignęła mu w tłumie po dobrej godzinie od przyjścia. Wtedy dowiedział się, że to jej 'dziecko'. Celowo zaczął szukać jej w tłumie ? Czuł, że nie mogło jej zabraknąć w tak ważnym dniu. Przeszukał niemal każdy zakamarek tego miejsca. Widział Margot i Sergio z Sofie, żadne z nich go nie poznało, a może było to celowe i zamierzone ? Po kolejnych godzinach 'poszukiwań' zwyczajnie się poddał. Pogodził się z myślą, że jej nie ma. Uśpił budzącą się w nim ekscytację. Minęło sporo czasu, wiele mogło się zmienić. Wiele zmieniło się już na zawsze.
- Rafinha...- zobaczył błyszczące jak latarnie oczy młodego chłopaka. Zaśmiał się. Były dni, kiedy naprawdę kochał całą tą otoczkę związaną z piłką. Lubił, gdy ludzie reagowali na niego właśnie tak jak ten chłopak. Lubił patrzeć na ich radość ze wspólnego zdjęcia, na wdzięczność po otrzymaniu autografu, albo na szok spowodowany luźną wymianą zdań. - Przepraszam, mógłbym...- wydukał nieskładnie wyciągając komórkę.
- Pewnie- uśmiechnął się szerzej. Chłopak podał telefon Mario, który pstryknął parę fotek.
- Jestem Pana wielkim fanem ! - młody aż pisnął. - Visca el Barca !- krzyknął rozentuzjazmowany. Zawsze go to bawiło. Uwielbiał to uczucie, to przywiązanie kibiców do klubu, poczucie, że cokolwiek by się nie stało, stoją za Tobą murem.
- Trzymaj kciuki za mecz z Granadą !- przybił z młodym piątki na odchodne. Dzieciak odwracał się jeszcze z pięć razy upewniając się, że to co przed chwilą się wydarzyło nie było złudzeniem. Przyglądał się jak znika w tłumie przeglądając w telefonie przed chwilą zrobione zdjęcia. Upił ze szklanki swojego drinka, jedynego, na którego mógł sobie pozwolić, gdy zalała go fala gorąca. Była tu ! Zmieniła się, ale to na pewno była ona. Stała z dziewczynami i paroma innymi osobami, których nie znał. Nie można było mówić o pomyłce, wymyśle jego wyobraźni. Był pewien, że stojącą do niego tyłem blondynką z sięgającymi ramion kręconymi włosami była Ainoha. Jego Ai. Odwróciła się twarzą do niego. Rozglądała się po clubie. Mógł jej się przyjrzeć uważniej. Nic się nie zmieniła. Włosy miała znacznie jaśniejsze i krótsze, ale oczy pozostały bez zmian. Przenikliwie niebieskie. Zatrzymała na nim swoje spojrzenie. Miał wrażenie jakby serce miało mu zaraz wyskoczyć z piersi. Poznała go. Widział to w jej oczach. Szybko spuściła wzrok. Zabolało. Przez trzy lata czekał na ten moment, a gdy nadszedł nie może nic zrobić. Jednak nie mógł się powstrzymać. Wyłączył się. Nie mógłby powtórzyć ani jednego słowa z rozmowy, w której rzekomo uczestniczył. Jego umysł skupiony był na drobnej blondynce stojącej przy stoliku parę metrów od niego. Nic innego nie miało znaczenia, nic innego nie istniało. Spojrzał drugi raz. Ponownie ich spojrzenia spotkały się na parę chwil. Uzmysłowił sobie właśnie jak bardzo mu jej brakowało. Wziął głęboki oddech. Starał się uspokoić. To już nie był jego czas. Jednak obojętność wcale nie była taka łatwa. Popatrzył w jej stronę kolejny raz. Nie potrafił oderwać od niej wzroku! Po prostu nie mógł ! W ich grupce zrobiło się małe zamieszanie. Stracił ją z pola widzenia. Dostrzegł dopiero, gdy zmierzała ku wyjściu. Nie potrafił powiedzieć sobie, że to koniec, że już nic więcej nie może zrobić. Zadziałał impuls. Chwila. Wiedział, że musi. Ostatni raz. Zaryzykował. Odłożył swoją szklankę na wysoki stolik, przy którym stali.
- Muszę iść...- mruknął.
- Rafa ! - zawołali za nim zdezorientowani kumple, ale wtedy to nie miało znaczenia. Minął grupkę jej przyjaciół bez słowa. Spojrzał jedynie przelotem niepewnie na Leire. To, że nie próbowała go zatrzymać uznał za dobry znak. Czuł na sobie wzrok całej ich paczki. Opuszczając klub rozejrzał się wokół. Dostrzegł ją idącą chodnikiem w pośpiechu zakładającą płaszcz. Uciekała przed nim. Wziął głęboki wdech, ruszył za blondynką. Czuła, że za nią pójdzie. Słyszała jak podbiega. Chciał zdążyć. Zatrzymała się tuż przed czekającą na nią taksówką, nie mogła postąpić inaczej. Podszedł dość blisko. Czekał na jej reakcję. Odwróciła się niepewnie. Bardzo niepewnie. Stała dobre dwa, trzy metry od niego a i tak dostrzegł strach w jej oczach. Jej serce ? Miała wrażenie, że właśnie przestało bić.
W jego głowie i sercu teraz za dużo się działo. Miał kompletny mętlik. Nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Skąd wiedział, że kobieta, która przed nim stoi była tą jedyną ? Poczuł się jak w tych wszystkich filmach, do oglądania których zmuszała go Thaisa. Drżenie rąk, kołatanie serca, nogi jak z waty, kłucie w dołku... Zaobserwował u siebie wszystkie przedstawiane w nich objawy. Objawy absolutnego zakochania. Tylko, że życie to nie film. Tutaj 3 lata odgrywały kolosalną rolę... Przepaść nie do przeskoczenia. Denerwowała się. Skąd wiedział ? Bawiła się dłońmi, robiła to za każdym razem, gdy nie mogła sobie z czymś poradzić. Przypomniał sobie rozmowę z Marciem sprzed paru tygodni. Serce zaczęło walić mu jak młot. Modlił się, by go nie było. Spojrzał na jej prawą dłoń. Był... Błyszczał w świetle ulicznych latarni. Jeśli wcześniej tliła się w nim jakakolwiek nadzieja, to właśnie zgasła bezpowrotnie.
Nie była głupia. Zorientowała się, że patrzy na jej dłoń. Sama spojrzała. Zaczynała rozumieć. Spojrzała mu w oczy. Dostrzegł w nich lśniące zalążki łez. Zdawały się mówić 'przepraszam'. Co wyrażały jego ? Żal ? Smutek ? Przegrał. Uśmiechnął się blado. Chciał się upewnić, że Marc mówił prawdę. Upewnił się. Teoretycznie miało mu to pomóc ruszyć z miejsca, dać kopa do działania, do poskładania swojego życia na nowo. Miało. Nie wiedział co robić. Potarł twarz dłońmi, przejechał po włosach, starał się jakoś pozbierać. W założeniach miało mu to jakoś pomóc. Zrozumiał, że stracił ją bezpowrotnie. Teraz uderzyło to w niego z siłą atomu. Nie mógł poradzić sobie ze zbierającymi się w oczach łzami, te zbierające się w jej oczach wcale mu nie pomagały. Był facetem. Nie mógł pozwolić sobie na słabości. Zmusił się. Spojrzał na nią raz jeszcze. Ponownie zatonął w jej szklistych oczach. Były niejakim potwierdzeniem jego niemego pytania. Zapamiętał je. Tak nieziemsko nierealne jak piękne. Zapamięta je na zawsze. Pokręciła bezradnie głową, spojrzała na niego, miał wrażenie po raz ostatni. Dosłownie sekundy później zamknęły się za nią drzwi taksówki. Mógł tylko stać i bezczynnie przyglądać się jak samochód, z nią w środku, znika z jego pola widzenia. Stało się to czego bał się najbardziej. Stracił ją bezpowrotnie.
***
- Kim jest ten fagas Ainohy, hm ?- spojrzał na nią tym swoim firmowym spojrzeniem, od którego kiedyś miękły jej kolana. Roześmiała się. Wcześniej zastanawiała się dlaczego poprosił ją o spotkanie po tylu latach milczenia. Słysząc to pytanie wyobraziła sobie Ainohę, która urywa jej głowę za samo to, że tutaj siedzi.
- Fagas ?- spytała kokieteryjnie. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie co zrobił by jej Xavi widząc ją w takim stanie w klubie z byłym niedoszłym chłopakiem.
- Za kogoś za mąż wychodzi, nie ? Przez kolesia prawie straciłem kumpla, więc chciałbym wiedzieć... Wiesz zrobię sobie jakiś mały research...- szumiało mu nieźle w głowie, ale nie na tyle żeby zapomnieć po co tak naprawdę spotkał się z Leire, bo sama jej obecność była tylko bardzo przyjemnym dodatkiem. Zdziwiło go rozbawienie brunetki. Nachyliła się nad stolikiem przy którym siedzieli uprzednio upewniając się czy aby na pewno nikt ich nie podsłuchuje. Przywołała go skinieniem palca do siebie bliżej.
- A nikomu nie powiesz ?- szepnęła, patrząc piłkarzowi prosto w oczy.
- Nikomu- uśmiechnął się. Musiał przyznać, że trochę bawiła go ta jej chwilowa nieporadność.
- Na mały paluszek ?- uniosła zadziornie brew. Splótł swój palec z jej wyczekując odpowiedzi.
- Ainoha nie wychodzi za mąż... Od czasu Hugo... - klepnęła się w czoło- Rafy ! nie spotykała się z nikim dłużej niż 3 dni ! - najpierw popatrzył na nią jak na wariatkę, ale poważna mina dziewczyny potwierdzała prawdziwość tego wyznania.
- Marc i Rafa widzieli pierścionek...
- Który ja kupiłam... Dostała od nas na urodziny, wiesz taki wymarzony model... Puściła Bartrze tą bajeczkę, bo tak było jej wygodniej, a Rafa...- wzruszyła ramionami- sam rozumiesz...
- Dlaczego nie powiedziała mu prawdy ? Chłopak się załamał ! - przewróciła oczami.
- Mam cytować ? - spytała retorycznie- 'Związku nie da się zbudować na kłamstwie.' 'Nie nadaję się na życie na świeczniku', 'Oszukał mnie, nie mogę mu zaufać.' , ' Tak dla obojga nas będzie lepiej.', ' To nic, że go kocham, tak będzie lepiej...' - przedrzeźniała przyjaciółkę. - Neymar naprawdę nic z tym nie zrobisz... Taka już jest. Do tego ten ich cały pakt...
- Pakt ?- uniósł zdziwiony brwi.
- Dzień czy dwa po tym jak ten dureń zabrał ją na stadion powiadamiając, że jednak nie jest właścicielem klubu a piłkarzem spotkali się w jakimś pubie. On zapewniał o swojej miłości, ona uparcie trwała przy swoim, że się nią zabawił. Poprosiła żeby za nią nie szedł, nie walczył i nie próbował jej przekonać... A on jej posłuchał. "Daj mi spokój ! Ok dam Ci spokój." Prosta zasada.
- On ją kocha Leire. Musimy pomóc im się zejść !
- Odpuść Ney...- mruknęła- To naprawdę już nic nie da... Niech Rafa ułoży sobie życie bez Ainohy...- musnęła jego policzek i opuściła pub. Dopiero na zewnątrz dotarło do niej co właśnie powiedziała piłkarzowi. Odwróciła się gwałtownie wpadając wprost w jego ramiona. Przecież nie mogła wiedzieć, że wyszedł zaraz za nią. Z dłońmi ułożonymi na jego klatce piersiowej spojrzała w górę napotykając jego spojrzenie.
- Boże co ja robię- odsunęła się od piłkarza poprawiając włosy. - Neymar...- spojrzała na brazylijczyka- ta rozmowa nie miała miejsca, rozumiesz ? Nic Ci nie powiedziałam..- odczekała, aż napastnik skinie głową i odeszła.
- Leire ! - zawołał za nią. Raz kozie śmierć. Odwróciła się. - Mogę zadzwonić na dobranoc ?- spytał z nutką nadziei. Nigdy nie byli razem, ale kiedyś coś się między nimi działo. Pamięcią wrócił do tamtych czasów. Zawsze gdy się widywali, sami czy w większej grupie, przed snem dzwonił do dziewczyny. Rozmawiali, śmiali się, przekomarzali do momentu, aż któreś z nich nie usnęło. Zwykle była to hiszpanka.
- Ja w przeciwieństwie do Ainohy ja za pół roku wychodzę za mąż... Dzwonić możesz, ale może niekoniecznie na dobranoc- uśmiechnęła się przyjaźnie. - Pa Ney...- cicho mruknęła wchodząc do taksówki. Olśniło go.
- Mam plan! - zawołał nim jeszcze wsiadła do środka. Musiał spróbować. Podbiegł do samochodu biorąc dawną przyjaciółkę za rękę.
- Jeszcze chwileczka...- powiedział do niecierpliwiącego się kierowcy. Patrzyła na niego jak na wariata. Bała się tego co mógł wymyślić.
- Muszą się spotkać !- wypalił, a oczy świeciły mu niczym małe brylanciki. Parsknęła śmiechem. Jakoś tego nie widziała. Ona, widać w przeciwieństwie do chłopaka pogodziła się z decyzją Ainohi.
- Mam wpakować najlepszą przyjaciółkę prosto w ramiona Rafy ? - uśmiechnęła się- Wiem...- zaczęła z przejęciem- zorganizujemy spotkanie w Guellu. Ja wyciągnę Ainohę na spacer, a Ty zupełnie przypadkowo będziesz tam siedział z Rafą. Najlepiej byłoby to zrobić nocą, żeby byli sami...- prychnęła. Spojrzała na piłkarza - Neymar, oni są dorośli. Postanowili...
- Nie, to Ainoha postanowiła...- wtrącił. Skinęła głową.
- On nie dał jej wyboru...- uśmiechnęła się blado.
- Lei, proszę... to mój kumpel- wiedział, że jest to jedyna szansa, by ją przekonać. Ostatnia szansa.
- A moja przyjaciółka. - uśmiechnęła się blado - Daj temu spokój...- pocałowała go w policzek na pożegnanie i wsiadła do samochodu, który zawiózł ją do domu.
O nie! Po moim trupie! Żadnego spokoju nie będzie! Oni MUSZĄ się spotkać! MUSZĄ, rozumiesz?
OdpowiedzUsuńI znowu się poryczałam, wiesz? Och, ja sądzę, że Ty już dobrze wiesz. :p
Czekam na kolejny - mam nadzieję szybki - rozdział. Buziaki! <3
No nie.. Tak nie może być! Ja się nie zgadzam żeby to tak po prostu przepadło.. Normalnie siedzę i ryczę tylko nie wiem kogo mi bardziej szkoda.. Z niecierpliwością czekam na next <3
OdpowiedzUsuńCzy ja mam się obrazić?! Tak być przecież nie może!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Neymar jednak nie da temu spokoju i doprowadzi do happy end'u :D Ktoś tutaj musi wykonać tę czarną robotę, a skoro Ney się zaoferował ^^
Także (mam ogromną nadzieję) nic tutaj nie przepadnie i za chwilę będziemy czytały jacy to Ainoha i Rafa są szczęśliwi i zakochani :D
Rozdział oczywiście świetny :P
Weny ♥
Jeżeli Leire nie chce pomóc, to Ney sam powinien wziąć sprawy w swoje ręce :D Niech działa! I sprawi, że jego przyjaciel znów będzie szczęśliwy!
OdpowiedzUsuńBo przecież tak musi być!
Czekam na kolejny!