sobota, 27 maja 2017

decimoctavo



- Halo ?- burknął nieprzytomnie do słuchawki nie otwierając w ogóle oczu. Nawet nie popatrzył kto do niego dzwoni, ale był pewien jednego... jakiś skończony idiota ! Jest trzecia nad ranem !
- Przepraszam za porę...- męski głos był trochę zagłuszany przez dudniącą muzykę. Myślał, że ktoś robi sobie z niego jaja. Przytulił twarz do poduszki- jestem narzeczonym Leire...- Leire ! gdy usłyszał jej imię od razu się obudził. Telefon od faceta brunetki nie zwiastował niczego dobrego, zwłaszcza o tej porze. - Xavi Arragones. Wiem, że to kiepski moment, ale Leire kazała mi po Ciebie zadzwonić- serce mu przyspieszyło. Stało się coś złego. Usiadł na łóżku. Już i tak całkowicie się rozbudził.
- Coś się stało ?- nerwowo przetarł twarz dłońmi. Modlił się, by żadna z jego czarnych wizji nie stała się faktem.
- Potrzebuję pomocy... Ainoha...- serce mu zamarło.
- Gdzie jesteście ?- naciągał właśnie na siebie ciemnoszarą koszulkę, zabrał klucze z szafki i zbiegł do garażu po samochód.

Pod Opium dotarł po niespełna 15 minutach. Przywitał się ze znajomym ochroniarzem i wszedł do środka, gdzie jak zwykle panował zaduch. Zastanawiał się jak w tym tłumie odnajdzie kolesia, którego nigdy w życiu nie widział na oczy. Obchodził po kolei wszystkie loże w nadziei spotkania Ainohi bądź Leire, gdy ktoś szarpnął go za ramię.
- Xavi, to ja po Ciebie dzwoniłem.
- Rafael - uścisnął jego dłoń.
- Przepraszam, że Cię tutaj ściągnąłem. Dziewczyny trochę nabroiły, nie dałem sobie rady z nimi sam, a gdy chciałem zadzwonić po kolegę usłyszałem, że Ainoha pójdzie tylko i wyłącznie z Tobą. - ściągnął brwi. W tym momencie paraliżujący strach o dziewczynę niemal całkowicie zniknął. Co więcej zaczęło go to bawić.- Leire mówi,że pije przez Ciebie, więc to Ty masz zabrać ją do domu- parsknął śmiechem- Miałem o tym wspominać ?- Rafa pokręcił głową, śmiejąc się. Czy to dziwne, że po tych słowach poczuł się bardzo dobrze ? Że poczuł ciepło w okolicach serca ?- przepraszam, ale naprawdę nie jestem w stanie ich ogarnąć. Takich numerów jeszcze nie wykręcały...- westchnął.
- To gdzie te nasze imprezowiczki ?- piłkarz roześmiał się patrząc na nieco zagubionego kolegę.
- Siedzą w loży...- wskazał dłonią na boks nieopodal.
- O ! Rafa ! - pisnęła radośnie Leire na widok Brazylijczyka. Uśmiechnęła się uroczo domagając się powitania. Zaśmiał się widząc ją taką nieporadną. Pochylił się całując jej policzki. Śmierdziało od niej wódą jak z gorzelni. Dopiero teraz spostrzegł, że nie ma z nią blondynki.
- Lei, gdzie Ainoha ?- brunetka ściągnęła usta w dziubek.- Tańczy...- zaśmiała się dźwięcznie i wskazała palcem, gdzieś w tłumie. Oboje panowie podążyli wzrokiem w tym kierunku. Gdy ujrzał blondynkę w ramionach jakiegoś podpitego fagasa, wstrząsnęło nim. Zacisnął dłonie w piersi.
- Dasz sobie radę ?- krzyknął mu do ucha narzeczony koleżanki, by przekrzyczeć głośną muzykę.
- Dam, dam. Dzięki, raz jeszcze !- przybili piątki i patrzył jak facet próbuje okiełznać swoją przyszłą żonę. Odebrał jeszcze od nich rzeczy blondynki i wrócił z powrotem wzrokiem na Hiszpankę. Zauważył, że dłonie jej 'kolegi' zeszły znacznie za nisko, a jego twarz w zastraszającym tempie zbliżała się do jej ust. Zacisnął szczęki, przepychając się przez parkiet wśród innych tańczących. Zdążył nim oblech zdążył dotrzeć do malinowych warg dziewczyny. Była drobniutka i sporo niższa od niego, więc niemalże bez problemu ją uniósł.

***

Świetnie się bawiła nagle poczuła, że ktoś ją łapie i przewiesza sobie przez ramię. Zdezorientowana widziała jak oddala się od chyba Alvaro i wszystkiego innego. Mimo pijanego widu rozpoznała zapach perfum, rozpoznała dotyk. Zaczęła się szarpać i krzyczeć, ale nie przyniosło to skutku. Nie potrzebowała żadnego pieprzonego królewicza ! A już na pewno nie jego !
- Rafa ! Puść mnie ! Natychmiast postaw mnie na ziemi ! - darła się w niebo głosy, gdy wyszli na zewnątrz. A gdy wreszcie to zrobił napadła na niego z pięściami. - Co Ty sobie do cholery wyobrażasz, co ?!- waliła w jego tors.
- Pomagam Ci ?!- złapał obie jej dłonie patrząc jej wymownie w oczy.- Co Ty wyprawiasz Ainoha ?- spojrzał na nią z politowaniem. Naprawdę się martwił. Kochał ją.
- Co Cię to w ogóle interesuje, co ?
- Interesujesz mnie bardziej niż myślisz !
- Jestem dorosła, wolna, a z tego co pamiętam to był Twój wybór... i mogę robić co chcę ! - jej słowa kolejny raz miały zaboleć i zabolały. Dostał 'policzek'.
- Nawet jeśli wiązało by się to z przelizaniem się z tamtym kolesiem ?!- uniósł głos. Zagrał vabank. Tak nie powinno być i musiał jej to w końcu uświadomić. Powinni być teraz razem. Powinni spać, a jeżeli już się bawić to RAZEM !
- Nawet jeśli...- wyszeptała. Jej pełen rozpaczy głos wyrażał więcej niż chciała. - Co Ty tu w ogóle robisz, co ?!
- Xavi po mnie zadzwonił...- przetarł twarz dłońmi. Zbierał myśli. Wiedział, że nakłonienie blondynki do czegokolwiek, nie będzie spacerkiem.
- Jego już nie ma... - rozglądnęła się dookoła rozkładając ręce - A ja Cię nie potrzebuje ! Więc Wielki Panie Piłkarzu, może już idź zanim Cię ktoś ze mną zobaczy i zrobi zdjęcie !- patrzyła mu w oczy z nieudawaną nienawiścią. Odwróciła się na pięcie kierując się w stronę wejścia do klubu. Miała go zranić i widziała, że jej się to udało, ale opłakiwać będzie to dopiero jutro. Dlaczego więc znów szarpnął ją za rękę ?
- Puść mnie do cholery ! Nie jesteś mi potrzebny, rozumiesz ?!- krzyknęła tak głośno i tak rozpaczliwie jak chyba jeszcze nigdy. Może to kwestia alkoholu, że w jej oczach zalśniły łzy. Może niekoniecznie.
- Wsiadaj do samochodu ! - uniósł głos. Nie dlatego, że był na nią zły. Martwił się. Bał się, że może zrobić coś czego będzie żałować.
- Nie jestem Twoją własnością ! Nie możesz mi niczego kazać !
- Ainoha, proszę Cię wsiądź do samochodu...
- Po co to robisz, co ?! - podeszła do niego. Jej wzrok wyrażał to jak bardzo go nienawidzi. - Chcesz się zrehabilitować we własnym sumieniu ? A może jednak myślisz, że jeszcze coś na tym ugrasz ?!- aż się gotowała we wściekłości- Zapewnienie o tym, że Cię wtedy kochałam to za mało ?! - teraz to dopiero zabolało - Chcesz więcej ? Będzie Ci lepiej jak Ci dziś ulegnę ?! Osiągniesz kolejny cel ?! Idź do diabła !- syknęła-  Nie potrzebuję Cię, zrozum to wreszcie ! - chyba chciał ją przytulić, ale strząsnęła jego zbliżające się dłonie. - Znajdź sobie inną zabawkę, bo ja już nie mam na to siły...
- Wsiądziesz do samochodu sama czy mam Ci w tym pomóc ?- spojrzał na nią wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu. Chwilę jeszcze się szamotała. Była pijana, wiedziała, że teraz z nim nie wygra. Wybrała mniejsze zło. Wzięła od niego swoją kurtkę zarzucając sobie na ramiona. Otworzył jej drzwi od pieprzonego 'czołgu'. Wsiadła spojrzeniem ciskając w niego nożami.
- Żeby było jasne- spojrzała na niego- Nie potrzebuję żadnego pierdolonego rycerza ! A już na pewno nie Ciebie ! -  prychnął pod nosem, skupiając się całkowicie na drodze. Nie wydawała mu się być aż tak pijana tym bardziej zdziwiło go, po pięciu minutach jazdy zasnęła, mamrocząc coś pod nosem. Zapomniał już jak reagowała na nadmierne ilości alkoholu. Stanął na czerwonym świetle. Mógł wreszcie, na spokojnie uważnie jej się przylgnąć. Falowane włosy opadły jej na twarz, więc odgarnął je delikatnie tak by jej nie zbudzić. Poruszyła się nieznacznie pocierając wierzchem dłoni nos. Postanowił, że zawiezie ją do siebie. Było w tym wiele pozytywów. Po pierwsze nie musiał grzebać w jej rzeczach żeby znaleźć klucze, po drugie nie zostanie sama na resztę nocy, po trzecie nie będzie sama po przebudzeniu i będzie jej mógł podać tabletkę od bólu głowy, która na pewno się przyda.
Było ledwo przed czwartą, gdy zaparkował na swoim miejscu w garażu. Odpiął blondynce pas, przewiesił sobie jej torebkę przez ramię i delikatnie wziął ją na ręce.  Mimo snu przewiesiła dłonie przez jego szyję i wtuliła twarz w jego tors. Po cichu wszedł do mieszkania. Odłożył jej rzeczy w salonie i zaniósł ją do swojej sypialni. Ułożył na łóżku. Bardzo odpowiadało mu to zadanie i bardzo odpowiadał mu widok Ainohi w jego sypialni. Zabrał sobie jedną poduszkę i koc z szafy. Pochylił się i pocałował ją w czoło. Zgasił lampkę nocą i już miał zamykać drzwi, gdy usłyszał swoje imię. Z błyszczącymi brylancikami przyglądał się kobiecie.
- Kocham Cię...- mruknęła, wtulając się w jego pościel. Wiedział, że jest pijana, że śpi, ale nie mógł pokonać fali radości, która go ogarnęła.
- Ja Ciebie też Ai...- wyszeptał zamykając drzwi. Z uśmiechem na ustach zasnął na sofie w salonie.

***

Strasznie chciało jej się pić. Miała wrażenie, że zaraz uschnie. Przewróciła się z brzucha na plecy i poczuła rozrywający ból głowy. Leniwie otworzyła jedno oko. Panował półmrok. Wtuliła twarz w poduszkę. Poduszkę pachnącą perfumami. Męskimi perfumami !  Otworzyła natychmiast oczy rozglądając się po pomieszczeniu. Nie była u siebie. Nie znała tego miejsca. Ostrożnie i bez gwałtownych ruchów usiadła w pościeli. Starała sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora, ale nie pamiętała niczego po tym jak weszły z Leire do Opium. Sen ! Miała sen... przypomniała sobie. Świetnie się bawiła, gdy nagle znikąd pojawił się Rafael.... Wyniósł ją z klubu, wsadził do samochodu... Zaniósł do łóżka, pocałował w czoło... Powiedziała, że go kocha !  Rozglądnęła się po pokoju, nie stwierdziła obecności kogokolwiek.  Powolutku zeszła z łóżka. Zimna podłoga była teraz ukojeniem dla jej zmęczonych stóp. Wisząca na ścianie połączona klubowa koszulka Fc Barcelony i Bayernu tylko upewniła ją, co do tego gdzie a właściwie u kogo się znajduje. Zrobiło jej się niedobrze i to wcale nie od nadmiaru alkoholu. Teraz w dodatku jeszcze i zimno. Na fotelu leżała bordowa bluza, którą pozwoliła sobie pożyczyć. Otuliła się miękkim materiałem, pachnącym tymi samymi perfumami co poduszka. Tym razem poczuła ten przyjemny uścisk w żołądku. Bardzo dobrze je znała. Nacisnęła klamkę i po cichu wyszła z pokoju. Na palcach dotarła do salonu, w którym cichutko grał telewizor. Serce podeszło jej do gardła. Jak miała się teraz
zachować ?! Co miała robić, skoro nie do końca pamiętała co się wczoraj stało ?!
- Dzień dobry...- wzdrygnęła się, gdy wychylił się z kuchni. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył ją w swoich ciuchach. Jest coś takiego, że niemal każdy facet marzy o zobaczeniu swojej ukochanej w swoim T-shircie, koszuli, bluzie... czymkolwiek. Potargana, z rozmytym makijażem, dla niego nadal najpiękniejsza. - Ładnie Ci...- puścił jej oczko.
- Dzień dobry...- mruknęła nieco zawstydzona. Przyglądnęła mu się. Dawno nie miała okazji widzieć go takiego. Zawsze mówiła, że zaraz po wstaniu, z rozczochranymi włosami wyglądał przeuroczo. Kiedyś potrafiła godzinami leżeć na boku i patrzeć jak śpi, jak się budzi... Wyrzuciła w głowy te wspomnienia. Przyjrzała się Rafaelowi uważnie. Nie wyglądał teraz ani na złego ani nad zbyt uradowanego, więc istniała szansa, że niczego wielkiego nie nawywijała. Modliła się o to, by tak było.
- Zrobiłem śniadanie- skrzywiła się na samą myśl, a on głośno się zaśmiał. Stanowczo za głośno ! Skuliła się.
- Zapomniałem, że jedzenie jest bleee- wyszeptał z uśmiechem na ustach, wskazując na krzesło, by usiadła. - Duża, czarna i bez cukru ?- spytał retorycznie uśmiechając się. Skinęła głową, co było błędem, bo ból niemal ją rozrywał od środka. Nie sądziła, że pamięta takie rzeczy.- Powinno pomóc- uśmiechnęła się wdzięcznie biorąc od niego wodę i dwie tabletki. Dziwnie się czuła siedząc w jego kuchni, w jego mieszkaniu... Krzątał się po kuchni radośnie nucąc pod nosem, co powodowało że czuła się jeszcze gorzej. Nie odzywał się, a cisza która między nimi panowała wyraźnie ją uwierała. Nie wiedziała co ma mówić. W jaki sposób. Przecież kompletnie nie pamiętała co się tej nocy wydarzyło ! Usiadł przy stole na przeciw niej z jajecznicą na talerzu, od której skręciło jej żołądek. Zanurzyła usta w gorącej czarnej cieczy bez której nie wyobrażała sobie życia, zwłaszcza poranków jak ten... Spojrzał na nią spod brwi. Pewnie czuł na sobie jej wzrok, którego w ogóle z niego nie spuszczała.
- Wydaje mi się, że chyba powinnam Cię przeprosić...-mruknęła zawstydzona. Ściągnął brwi, albo nie załapał o co chodzi, albo bardzo chciał to usłyszeć z jej ust. Odłożyła kubek z kawą i spojrzała mu w oczy. Zawahała się przygryzając wargę-... przepraszam...
Uśmiechnął się szczerze, więc wiedziała już na pewno, że wiele nie nawywijała i nie jest na nią zły.
- Za co ?- zaśmiał się, pakując sobie kolejną porcję jajka do ust. Znała ten ton. Śmiał się z niej ! Wiedział, że niewiele nie pamięta i perfidnie to wykorzystywał. Uraczył ją tym swoim firmowym łobuzerskim spojrzeniem.
- Nic nie pamiętam...- jęknęła podpierając głowę. Spojrzała na niego w nadziei, że czegoś się dowie, ale on tylko uśmiechał się chytrze pod nosem.
- Tego, że biegałaś po promenadzie krzycząc jak bardzo mnie kochasz też nie ?- powiedział z taką powagą, że poczuła jak w sekundzie staje się purpurowa. Mogła zrobić coś takiego ? Oczywiście, że tak ! Bała się na niego spojrzeć. Serce podchodziło jej do gardła, policzki płonęły, a dłonie zaczęły się pocić. Wtedy parsknął śmiechem.
- Rafinha ! - pisnęła patrząc na niego z rządzą mordu. A on ? Uśmiechnął się dumnie. Po pierwsze miał potwierdzenie tego, że taka sytuacja naprawdę mogłaby mieć miejsce, po drugie pierwszy raz powiedziała do niego 'Rafinha' i zabrzmiało to absolutnie uroczo.
- Dziękuję...- wyszeptała, gdy kolor jej twarzy powrócił do naturalnego. Skinął głową.
- Nie masz za co- jego wzrok... aż ścisnęło ją w dołku. Dobrze, że siedziała, bo w tym momencie na pewno wyłożyłaby się jak długa.
- Możesz mi powiedzieć jak bardzo nawywijałam ?- ściągnęła brwi. Było jej najzwyczajniej w świecie wstyd, ale chciała wiedzieć czego ma się wstydzić najbardziej. - I jak to się w ogóle stało, że się tu znalazłam ?- rozejrzała się po pomieszczeniu naciągając rękawy bluzy na dłonie.
- Nic nie pamiętasz ?- uniósł brew. Miał nadzieję, że pamięta choć te dwa słowa, które wypowiedziała, gdy kładł ją do łóżka. Byłoby mu znacznie łatwiej. Pokiwała przecząco głową, na co tylko się uśmiechnął.
- Zadzwonił po mnie Xavi, nie mógł sobie z Wami poradzić, a nie pozwoliłyście mu dzwonić po kogo innego jak mnie... - uśmiechnął się pod nosem, gdy Ainoha chowała się coraz bardziej w jego bordowej bluzie. - Jak przyjechałem bawiłaś się z jakimś niezbyt fajnym kolesiem...- przetarła twarz dłońmi. Spojrzała na niego spod rzęs. Z każdym jego słowem upewniała się, że jej 'sen' był rzeczywistością.
- Miałam sen...- mruknęła- Śniło mi się, że wyniosłeś mnie z klubu, krzyczałeś na mnie na zewnątrz, a później wywiozłeś gdzieś czołgiem- celowo pominęła wątek 'Kocham Cię Rafa' mając nadzieję, że to jedno okaże się wytworem jej wyobraźni. Spojrzała na niego szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń.
- To Ty krzyczałaś na mnie, a do samochodu weszłaś sama. Nie szczędząc mi przy tym paru miłych - zrobił cudzysłów w powietrzu - słów.
- Strasznie Cię przepraszam. W ogóle nikt nie powinien do Ciebie dzwonić. To nie powinno się wydarzyć. Przepraszam...- wstała- Skorzystam tylko z łazienki, 20 minut i znikam z Twojego życia...- mruknęła. Robiła wszystko żeby tylko nie złapać z nim kontaktu wzrokowego. Wiedziała jak tragicznie może się to skończyć.
- Nie musisz mnie przepraszać... Zrobiłaś to już w nocy...- stanęła jak wryta, chyba jak nigdy. Powiedział to wiedząc, że inaczej jej nie zatrzyma. Wiedziała o czym mówił. A on wiedział, że mówiła to wtedy szczerze. Wstał i jak gdyby nigdy nic minął ją w przejściu. Wrócił dosłownie po sekundzie z koszulką i dresowymi spodniami w ręce.
- To moje spodnie...- mruknęła odbierając ciuchy.
- Trochę na Ciebie czekały...- wszedł do pomieszczenia znajdującego się po drodze z sypialni do salonu. - W kabinie zostawiłem Ci kosmetyki Thaisy myślę, że będą lepsze niż moje- uśmiechnął się blado. Stał w otwartych na oścież drzwiach. Wpatrywała się w niego nie bardzo wiedząc co teraz ze sobą zrobić. Wszystko zaczynało ją pomału przytłaczać.
- Rafa...- zebrała się w końcu w sobie i z trudem wyszeptała jego imię.
- Na pralce są ręczniki...- mruknął mijając ją w przejściu. Jak dobrze liczył miał maksymalnie pół godziny na wymyślenie sposobu by ją zatrzymać.
Oparła dłonie na umywalce przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.
- Co Ty wyprawiasz ?!- wariowała. Mówiła sama do siebie. Miała wrażenie jakby teraz znów w jej ciele mieszkały dwie osoby. Dwie Ainohe. Ta, która chciała zostać, wszystko z Rafą wyjaśnić, walczyć i żyć u jego boku oraz ta, która chciała jak najszybciej zniknąć, wymazać wszystko i zacząć układać sobie życie na nowo. Ta która się bała odpowiedzialności, rozpoznawalności, jego niestandardowego życia, którego miałaby zostać częścią...
Prysznic przyniósł ukojenie jedynie fizyczne. Jego lekko przyduża na nią koszulka pachniała proszkiem do prania i resztką jego perfum. Zacisnęło jej gardło. Zachowała się jak wariatka gdy ze łzami w oczach zaciągała się wonią stojącego na umywalce flakonu Paco Rabanne. Forma pożegnania ? Strach wygrywał ? Wyszła z łazienki opierając się plecami o jej drzwi. W mieszkaniu panowała cisza. Przeraźliwa. Siedział na sofie z dłońmi opartymi na kolanach. Pocierał twarz. Szukał rozsądnego wyjścia z sytuacji ?
- Pamiętasz co powiedziałaś w nocy... - Stwierdził, a czekoladowe tęczówki przewiercały ją na wylot. Warga zaczęła jej drgać.- Podejrzewam, że...
- To prawda...- wyszeptała. Zaskoczyła go. Tego nie przewidział. Natychmiast wstał z kanapy. Przyciągnął ją do siebie stanowczo. Wypuściła z rąk sukienkę, którą jeszcze niedawno miała na sobie. Wplótł dłonie w jej włosy. Napawał się widokiem jej przerażonych tym co może się wydarzyć tęczówek. Drżącą dłonią przejechała po jego lekko zarośniętym policzku. Rozczulał ją. Wstrzymała oddech, gdy znacznie zbliżył swoją twarz. Wtedy do głosu doszła ta druga Ainoha.
- Nie mogę...- szepnęła, ale się nie odsunęła.
- Nie możesz czy nie chcesz, co ?- zetknął ich czoła. Niepewnie uniosła wzrok. Znał już odpowiedź- Czego Ty się boisz ?- wyplątała się z jego objęć. Usiadła na sofie podkurczając nogi pod brodę.
- Nie bez powodu nie powiedziałeś mi wtedy kim jesteś...- zaczęła niepewnie. Usiadł obok niej. Pozwoliła mu się objąć. Wszystko działo się samo. Z każdą sekundą nieznacznie wtulała się w jego tors. Czuła się coraz bezpieczniej. - Pomijając już to wszystko co się stało... Zrozumiałam... - uniosła wzrok- Rafa mnie nie interesuje miano WAG. Nikogo nie oceniam, ale ja nie jestem jak tamte dziewczyny... Nie bawią mnie modne imprezy, pozowanie na ściankach... i nie wyobrażam sobie życia pod obstrzałem mediów... Po ślubie Twojego brata spędziłam masę czasu przeszukując internet. Wiążąc się z piłkarzem stajesz się częścią nie tylko jego życia, stajesz się częścią chorej gry, w której najważniejsze jest to gdzie mieszkasz, co jadasz, w co jesteś ubrany i z kim się przyjaźnisz. Ja się w tym nie odnajdę...
- Popełniłem błąd i zrozumiałem to właśnie po rozmowie z Thiago na weselu. Wmówiłem sobie, że chcę Cię chronić przed tym światem, a nie wziąłem pod uwagę tego, że w ten sposób naturalnie odsuwam Cię od siebie. Nie wziąłem pod uwagę tego, że Ty w tym świecie możesz fantastycznie prosperować. To o czym mówiłaś wcześniej zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Nie chcesz uczestniczyć w meczach ? Nie musisz. Nie musisz pozować do zdjęć. Nie musisz siedzieć w loży. Nie musimy publikować naszych zdjęć w sieci. Nie musimy się udzielać w mediach. Przyglądałem się jak budował się związek mojego brata. A powstawał bez udziału mediów. To prawda, że żadne z nich w tym momencie nie jest anonimowe, ale w ogóle z tego powodu nie cierpią. Jak tylko Julia chce gdzieś wyjść, wychodzi. Nie musi się obawiać wianuszka fotografów kroczących za nią. Zbudowali normalną fajną relację. Tworzą normalną rodzinę !
- Rafa...
- Ainoha, posłuchaj... Ja nie zmienię swojego życia. W to co robię, w mój zawód, wpisane jest takie a nie inne ryzyko. Ale można w tym funkcjonować zupełnie normalnie...- pocałował ją w czoło. Który to już raz mówiła, że sytuacja ją przerasta. Odsunęła się. Chciała by dobrze ją zrozumiał. Żeby nie było między nimi niedomówień. - Co Cię powstrzymuje ?- szukał ostatniej deski ratunku.
- Co mnie powstrzymuje ? - jęknęła. Szukała w sobie wewnętrznej siły, na dalszą dyskusję. Wiele ją to kosztowało. Naprawdę wiele....- Ja chyba boję się zobowiązań... Nie chcę Ci nic obiecywać, niczego na siłę nazywać.- zastanowiła się-  Mogę być blisko, mogę być dobrym słuchaczem albo poprawiaczem nastroju, mogę być kim chcesz...
- Wiesz kim bym chciał... - przerwał jej uśmiechając się cwanie. Zorientował się, że to był zły moment, gdy spojrzał w jej oczy.
- Nie czyń mnie zbyt ważną... Zdaję sobie sprawę z tego jak dramatycznie to zabrzmi, ale...- uśmiechnęła się pod nosem, mimo że wcale do śmiechu jej nie było- ale... nie jestem dobra w byciu czyimś wszystkim...- uniosła wzrok. Badała jego reakcję. Sprawdzała czy zrozumiał o co jej chodzi.
- Od co najmniej czterech lat jesteś moim wszystkim...- wyszeptał. Czuł, że wbija jej tym szpilki, ale szukał jakiegoś  wstrząsu. Czegoś co sprawi, że przestanie analizować. Przestanie się zastanawiać.
- Rafael...- jej oczy były pełne łez.
- Zawsze to lepsze niż zostańmy przyjaciółmi....- uśmiechnął się pokrzepiająco. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło. Poruszyła się lekko ocierając mokre policzki.
- No i dlaczego płaczesz...- spytał łagodnie, z lekkim uśmiechem na ustach. Serce waliło mu jak oszalałe. Łzy hiszpanki potwierdziły, że właśnie się pogodzili. - Przepraszam...- wyszeptał. Wiedziała za co ją znów przeprasza. Uśmiechnęła się blado.
- Który to już raz ?- popatrzyła na niego. Zachowywali się jak obrażone na siebie przedszkolaki. Ona się tak zachowywała. Zrozumiała. Objęła go, co w pierwszej chwili było dla niego zaskoczeniem. Przyciągnął ją do siebie mocniej, szczelnie oplatając jej ciało dłońmi, bał się, że zaraz mu ucieknie. Poczuła te mistyczne motylki w brzuchu. Była w miejscu jej przeznaczonym. Skąd wiedziała ? Takie rzeczy się czuje. Nie wróżyła im wiecznej miłości i tym podobnych bzdet, ale czuła, że jest szansa na odzyskanie przyjaciela.
- Będzie już dobrze ?- jej głowa spoczywała na jego klatce. Widział jak się uśmiecha i kiwa z przekonaniem głową. - I mogę się Tobą oficjalnie chwalić ?- trzepnęła go w ramię. Dając do zrozumienia, że niekoniecznie.- A na randkę się ze mną jutro umówisz ?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Pod warunkiem, że najpierw zabierzesz mnie do Guella- zaśmiała się przez łzy.
- Powtórka z rozrywki ?
- Nowy początek... - Nie wiedziała czy dobrze robi. Nie chciała się teraz nad tym zastanawiać. Kochała go i tego jednego była pewna. Przez trzy lata zastanawiała się jak wygląda jego życie. Teraz po części mogła stać się jego częścią. Nie odzywali się dobrych paręnaście minut. Obojgu im było po prostu dobrze. Nie mieli potrzeby mówić.
- O czym myślisz ?- uśmiechnęła się nieznacznie, opierając dłonie o jego klatkę.
- O tym jak bardzo chciałbym Cię teraz pocałować...- uśmiechnął się cwanie. Czekał na uderzenie, prychnięcie cokolwiek ! A co zobaczył ? Wyraźne pozwolenie w jej błyszczących jak diamenciki tęczówkach. Nie czekał dłużej. Uśmiechnęła się, gdy musnął jej usta. Tego właśnie było jej trzeba. To za tym tak tęskniła !



wtorek, 23 maja 2017

decimoséptimo





- Cześć Ainoha - aż podskoczyła, gdy usłyszała jego głos i poczuła jego oddech na swojej szyi. Ta sytuacja coś jej przypominała. Odgoniła wspomnienie o ich pierwszym spotkaniu w tym sklepie. Zacisnęła zęby, jednak nie odwróciła się.
- Cześć Rafa...- wypowiedziała najobojętniej jak tylko się dało mając nadzieje, że mężczyzna da sobie i jej spokój. Wspięła się na palcach sięgając po pudełko z sałatką zastanawiając się dlaczego jej ulubiona zawsze znajduje się na najwyższej półce, gdy zza niej wyrosła męska dłoń. Wzięła głęboki oddech odwracając się do niego przodem. Starała się być obojętna, starała się w niego nie wgapiać, nie dostrzegać tego palącego spojrzenia, starała się nie okazywać mu więcej swoich uczuć, starała się... jak jej wychodziło ? Sądząc po jego przepełnionej troską minie raczej słabo.
- Twoja ulubiona...- mruknął podając jej plastikowe pudełko.
- Dziękuję...- mruknęła nieśmiało.
- Znów się tutaj spotykamy- uśmiechnął się, widziała jak bardzo się starał, ale nie mogła. Po prostu nie mogła.
- Cóż za zbieg okoliczności- prychnęła. Nie wysilała się na bycie miłą, raczej bardzo starała się brzmieć najmniej sympatycznie jak się dało.
- Porozmawiamy ?- zastąpił jej drogę, patrząc dokładnie TYM wzrokiem. Przełknęła głośno ślinę zupełnie ignorując przyjemny ścisk w podbrzuszu.
- Chyba nam to nie wychodzi...- spojrzała mu prosto w oczy. Czuła, że jest to kolejne spotkanie, które będzie musiała odchorować.- Cześć, Rafa- rzuciła znikając w kolejnej alejce. Odwracała się raz po raz z ulgą przyjmując fakt, że piłkarz odpuścił. A może jednak to nie była ulga ? Może jednak było w tym trochę żalu... ? Zrobiła zamierzone zakupy i wyszła ze sklepu kierując się w stronę swojego mieszkania. Nasunęła na nos duże okulary przeciwsłoneczne i rozkoszowała się promieniami padającymi na jej skórę.

Ciężko opisać to co poczuła, gdy zobaczyła go radośnie siedzącego pod jej drzwiami. Wściekłość ? Chęć wybicia całej męskiej populacji tego świata ? Spotęgowaną złość ? A może nieopisaną radość ? Dumę i poniekąd wdzięczność ? Nie, nie... już nie.
- Osiedla Ci się pomyliły ! - warknęła siłując się z zamkiem. Zastanawiała się jakim cudem wszedł na prywatne strzeżone osiedle ? Musiał skubany zapamiętać kod do wejścia. Przyglądał jej się z wyraźnym rozbawieniem.
- Nie odejdę dopóki ze mną nie porozmawiasz...- był wyjątkowo stanowczy. Wstał a gdy otworzyła drzwi, zebrał leżące na posadzce torby z zakupami i bez ceregieli wszedł do środka kładąc zakupy na wyspie kuchennej. Przyglądał się jej wyczekująco. Weszła zaraz za nim z miną żądną mordu. Tak wyglądała jej postawa obronna, bez niej rozpadła by się na kawałeczki. Znów traciła grunt, a on bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że działa to na jego korzyść.
- Co ? Już się nie boisz, że nasze zdjęcia wypłyną do prasy ? - syknęła złośliwie, chowając zakupy. Miało zaboleć i spełniło swoją rolę.
- Ainoha proszę...
- Czego chcesz ?!- nie wytrzymała, krzyknęła zakładając ręce na piersi. Stała dokładnie na przeciw niego. Dzieliła ich tylko kuchenna wyspa.
- Nie odbierasz połączeń, nie odpisujesz na smsy, rzekomo nie ma Cię w firmie- faktycznie dzwonił parę razy, ale prosiła albo Leire albo Marię, żeby mówiły że jej nie ma- wysłałem Ci jakiś trilion maili... Tak samo ignorujesz Marca i Neymara. Chcę wiedzieć co się dzieje ?- 'mam dość- cisnęło jej się na usta, ale nie byłaby w stanie aż tak skłamać. Dlaczego nie rozumiał, że nie chciała z nim rozmawiać ? Dlaczego nie rozumiał, że bardzo chce zamknąć ten rozdział i zacząć żyć ?! Dlaczego nie mógł po prostu uszanować jej decyzji ? Westchnęła z nadzieją, że skończą to dziś raz na zawsze.
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. Miałam strasznie dużo pracy. Byłam zabiegana...
- W związku ze ślubem...- przerwał jej. Ton jego głosu był wyraźnie ściszony i bardziej niepewny niż zwykle. Przyglądnął jej się uważniej. Chciał dostrzec zachodzącą w niej każdą, nawet najmniejszą zmianę. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest to cios poniżej pasa, ale musiał zaryzykować. Była to ostatnia deska ratunku. Spoważniała. Uniosła wzrok napotykając na ciemne czekoladowe tęczówki. Serce zaczęło jej szybciej bić. Wystraszyła się. Czekał na jej odpowiedź, a ona po prostu nie mogła mu tego powiedzieć prosto w oczy. Spuściła wzrok. Wstała i podeszła do dużego okna w salonie. Było pozbawione firan, a żaluzje były odsłonięte. Miała stąd przepiękny widok na panoramę miasta.
- Nie ma żadnego ślubu, prawda ?- znacznie zmienił ton głosu, teraz wydawał się bardziej przytulny. Zdziwiła się, gdy to usłyszała. Z przerażeniem odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na niego spod rzęs. Śmiał się. Bezczelnie się uśmiechał !
- Alcantara przysięgam, że kiedyś Cię zabiję- jęknęła. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bliska płaczu była. Jak bardzo się tego bała. Wtedy mężczyzna kolejny raz zaniósł się donośnym śmiechem. - Skąd wiesz ?- szepnęła.
- O ślubie ? Od Marca...- pokiwała przecząc głową, uniósł brew- o braku ślubu ?- skinęła - domyśliłem się. A niedawno Neymar te domysły potwierdził.- ściągnęła brwi. To, że Marc to oczywiste, ale co Neymar miał do tego ?!
- Neymar ?
- Widział się z Leire...- Tego mogła się domyślić, przecież wiedziała jak oboje kombinowali. - Nawet nie wiesz jak się wtedy wystraszyłem...- popatrzył na nią właśnie w TEN sposób. Popatrzył jak człowiek, który odzyskał nadzieję. Zignorowała go. Co miała zrobić ? Odwróciła się twarzą do okna. Ponownie zatonęła w krajobrazie malującym się przed nią... o ile łatwiejszą opcję wybrała... - Dlaczego to zrobiłaś ?- czuła, że w końcu zada to pytanie, ale miała nadzieje może jednak... Zrobiło jej się wstyd. Żeby udowodnić sobie, że nic do Ciebie nie czuję !- krzyczało jej serce.
- Zawiodłeś mnie...- obwiniała go o wszystko i bardzo dobrze wiedział, że miała do tego prawo.
- Wiem, ale bardzo tego nie chciałem... -  spojrzała mu w oczy. Uwierzyła. W jej właśnie zalśniły łzy, które pospiesznie ścierała odwracając twarz. - Przepraszam. Nie wiem, który to już raz, ale będę przepraszał Cię do skutku-  Podszedł do niej, kładąc dłoń na jej talii. Odwróciła się przodem, niepewnie przyciągał ją do siebie. Czekał na pozwolenie z jej strony. Czekał na jakikolwiek ruch.
- Nie oczekuję od Ciebie przeprosin, Rafa. - spojrzała prosto w jego oczy. Żegnała się.- To nic między nami nie zmienia...- wyszeptała najbardziej raniące słowa. Czuł jej oddech na swoich ustach i widział ten żal w oczach. Odsunął się lekko. Jego dłonie bezwiednie zjechały po jej talii, na ułamek sekundy zatrzymując się na biodrach.  Chwilę trwało nim przetrawił w sobie jej słowa, nim dotarło do niego, że to już nie jest gra, że to nie są żarty. Patrzył jak spuszcza pełne łez spojrzenie, jak subtelnie wyplątuje się z jego objęć... jak ponownie odwraca się twarzą w stronę okna. Patrzył na to jak się od niego oddala. Przyglądał się jej drobnemu ciału zwróconemu ku oknie i nie mógł zrobić kroku. Musiał ją przecież przekonać ! Musiał znaleźć jakieś wyjście ! Nie mógł jej znów stracić !  Wiedziała, że tak łatwo nie odpuści. Musiała zadziałać.
- To wszystko co miałam Ci do powiedzenia. Myślę, że powinieneś już iść...-mruknęła, bardzo starając się, by jej głos brzmiał w miarę normalnie. Chciała ukryć przed nim swoje cierpienie. Słowa, które wypowiedziała dobitnie dały mu do zrozumienia, że nie ma tu czego szukać. Że nie ma co liczyć na to, że mu wybaczy. Zrozumiał, że to koniec. Definitywny. Pocałował ją w skroń. Ostatni raz. Na pożegnanie. Na zawsze. Czym prędzej opuścił jej mieszkanie. Nie czuł nic. Kompletnie nic. Pustkę.
Zalana łzami zsunęła się na podłogę, gdy zamknął za sobą drzwi. Chciała to skończyć ? Skończyła. Chciała by wreszcie dał jej spokój. Dał. I wcale nie było jej z tym lepiej... Rozrywało ją od środka. To nie było rozstanie na które pomogłaby butelka wina i komedie romantyczne, teraz nie pomoże nawet nieśmiertelny popcorn z lodami. Potrzebowała pomocy. Wiedziała, że tym razem sama nie da sobie rady. Sięgnęła do kieszeni spodni po swój telefon. Miała ją na szybkim wybieraniu. Odebrała niemal natychmiast. Jej radosny głos spowodował kolejną falę łez.
- Leire pomóż mi...- tylko tyle zdążyła wydukać nim zaniosła się płaczem.





Jak myślicie co zrobi Ainoha ?
Leire będzie w stanie jej pomóc ?
I w końcu co z Rafaelem ?
Zbliżamy się do końca...
Jeszcze jeden rozdział i epilog ;)
L.

piątek, 5 maja 2017

decimosexto



Obładowany siatami próbował dostać się do mieszkania przyjaciela. Mieli harmonogram i dziś przypadał jego dzień z Rafaelem. Nogę, po operacji miał włożoną w stabilizator, więc wszyscy dwoili się i troili, by pomóc mu w codziennym funkcjonowaniu. Nie narzekał. Przyjaźnili się już kupę czasu i nie traktował tej pomocy jak przykrego obowiązku.
- Jestem ! - krzyknął z korytarza. Wyłożył wszystkie siaty na wyspę kuchenną, rzucając w pół-kalekę paczką chipsów, o które tak go prosił.
- Neymar z Roberto przyjadą... Coral ma jakąś sesje, Bruna wyjechała, a Carolina zabrała Daviego do zoo, więc uznali, że nie będą siedzieli sami... - zaśmiał się zwracając tym samym na siebie uwagę gospodarza.
- Skąd wiedziałem ?- z dziecięcym uśmiechem, uniósł dwa czteropaki piwa, które niemal natychmiast wylądowały w lodówce.
- Szybki meczyk ? Nie mogę wyjść z wprawy- zaśmiał się pomocnik sięgając po pilota od konsoli. - Bayern?- pytanie retoryczne. Zawsze grali Barcelona : Bayern, ewentualnie Arsenal lub Real. Na tyle na ile pozwalało mu kolano, ustawił sprzęt czekając aż Marc przyniesie piwo. Postawił dwie puszki na stoliku, gdy rozdzwonił się jego telefon. Posłał kumplowi pytające spojrzenie.
- Ainoha...- mruknął, a jemu serce zabiło mocniej. Nie odezwała się do niego od czasu meczu, nie odbierała jego telefonów, nie odpisywała na smsy, maile... Tym bardziej był zaskoczony jej telefonem do Bartry. Przecież powiedziałby mu, jeśli mieliby ze sobą jakikolwiek kontakt, prawda ? Nic nie robiąc sobie z jego morderczo-pytającego spojrzenia obrońca najzwyczajniej w świecie wyszedł na taras.
Dobrze wiedział, że Rafa na razie nie może wstawać, więc dokuśtykanie do tarasu nie wchodziło w grę. Mógł spokojnie przeprowadzić rozmowę z Hiszpanką, bez uporczywego spojrzenia kolegi. Wiedział, że powinni mu powiedzieć, że to Leire z Neymarem zaaranżowali przypadkowe spotkanie pod Sutton, że to oni sprowadzili ją wtedy na stadion i powiedzieliby mu to już dawno temu, gdyby sprawy między tą dwójką nie były bardziej beznadziejne niż wcześniej. Z byłą dziewczyną kumpla od feralnego dnia meczu jest w ciągłym kontakcie. Ona dzwoni głównie po to by dowiedzieć się co z Rafą, on natarczywie próbuje ją przekonać, by z nim szczerze porozmawiała. Prosi by się spróbowali dogadać. Widział ją, gdy Rafinha doznał kontuzji. Widział jak odpycha ochroniarza, by dostać się na murawę. Widział jej przerażone oczy. Może mu wmawiać cokolwiek chce... Wie, że ona go kocha. Wie też, że została zraniona i zrobi wszystko by tych dwoje było jeszcze razem.
- Jak z nim ?- usłyszał pytanie, które słyszy zawsze zaraz po 'hej'. Dziś jej głos brzmiał gorzej niż wczoraj. Była wyraźnie przybita. Z powodu Rafy ?
- Jak długo będę Cię prosił byś się z nim spotkała ? Przyjedź choć na chwilę... Odwiedź go. Nie musisz nawet słuchać co ma do powiedzenia...- zaczął swoją standardową śpiewkę. Dziewczyna głośno westchnęła, czyli jak zwykle.
- Co mówią lekarze ? Kiedy będzie mógł iść na rehabilitację ?- jak zwykle puściła jego prośby mimo uszu. Mógłby przysiąc, że nigdy nie spotkał tak upartej osoby jak Ainoha. Może miała swoje racje... Na pewno miała, ale widział jak cierpi. Jak cierpią oboje.
- Jutro ma zdjęcie szwów, zobaczymy co powiedzą... O 13 w klubie... - zaczął.
- Marc, proszę...
- To ja Cię proszę Ainoha ! Po co ta bezsensowna szarpanina ? Zamiast mnie i chłopaków to Ty tutaj powinnaś być. On nie potrzebuje nas, ojca wyrzuca, bo od meczu wspomina ciągle o Tobie, potrzebuje Ciebie... Zadręcza się myślą, że naprawdę wychodzisz za mąż !
- Nie powiedziałeś mu ! - spanikowała. Przewrócił oczami. Jakże oni go denerwowali ! Jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że wychodzi się za mąż ?! Dla niego niepojęte ! Ale z drugiej strony... jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że jest się kimś innym niż się jest...
- Nie powiedziałem...- potarł twarz dłońmi. Uznał, że może musi zadziałać inaczej, skoro Ainoha najbardziej się boi, że Rafa pozna prawdę o braku narzeczonego. Najlepszym działaniem będzie szantaż ! - Ale powiem, jeśli sama tego nie zrobisz... To jest  bez sensu !
- Nie zrobisz tego...- syknęła. Miała racje, on nie, ale za Da Silvę już pewny nie był.
- Pozdrów go ode mnie...- złagodniała. W pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał. Ona sama przestraszyła się wypowiedzianych słów.- Nie ! Nie słuchaj mnie... Nie chcę żeby wiedział, że mamy ze sobą kontakt...- za późno pomyślał, patrząc w stronę drzwi wejściowych. W salonie jakby się zaludniło. Skinął głową do Neymara. Jako jedyny był wtajemniczony w jego akcje z Leire, jak Da Silva w jego stałe kontakty z dziewczyną.
- Ainoha proszę Cię...
- Marc, nie ! Naprawdę przestanę dzwonić, jeśli za każdym razem nasza rozmowa będzie przebiegała w ten sam sposób...
- Nie przestaniesz. Za bardzo się o niego martwisz... - cisza. Trafił. Nie była nawet w stanie zaprzeczyć.
- Dbajcie o niego... Buziaki.- mruknęła kończąc połączenie.
Wszedł do salonu, gdzie na sofie wyłożony, z usztywnioną nogą ułożoną na poduszce leżał jego najlepszy przyjaciel. Niepotrzebnie mówił mu kto dzwoni. Nie musiałby teraz ignorować jego spojrzenia.
- Masz z nią kontakt...- miało być pytanie, wyszło bardziej oskarżenie. Spojrzał na Da Silvę, ten na Roberto. Już był pewny, że Ney wyklepał wszystko Sergiemu. Utrzymywanie tego w tajemnicy przed Rafą przestało mieć sens. Prędzej czy później i tak się dowie. Spojrzał na napastnika, który lekko skinął głową, dając mu pozwolenie na działanie. Pokiwał głową.
- Martwi się o Ciebie...- usiadł na fotelu na przeciwko klubowego kolegi. Sięgnął po swoje piwo upijając solidny łyk. Spojrzenie Rafy dosłownie go paliło.
- Nie odbiera ode mnie telefonów, nie odpisuje na smsy to nazywasz troską ?- zamilkli. Co miał powiedzieć ? Każda odpowiedź była do bani. A poza tym cała trójka czuła się współwinna sytuacji panującej między parą. Pomocnik schował twarz w dłoniach, przejeżdżając po niej parę razy, wypuścił ciężko powietrze z płuc. - Wiecie, że po meczu miałem nadzieję na to, że wszystko będzie dobrze ? Myślałem, że mi wybaczyła...- prychnął- Ból mi chyba sparaliżował pewne części mózgu....
Patrzyli po sobie, jeden na drugiego. Czas mu powiedzieć... Padło na Neymara. On wymyślił, on powie.
- Rafa... um... Ainoha nie przyszła na stadion z własnej woli...- skrzywił się- Ona nawet nie wiedziała o tym meczu. Zaplanowaliśmy to z Leire...- piłkarz uśmiechnął się.
- Łzy w jej oczach i wykrzyczenie lekarzom, niechcącym jej do mnie dopuścić, że jest moją dziewczyną też ?- spojrzał na nich spod brwi. Spuścili głowy. O tym, co powiedziała nie wiedzieli. Pojawił się płomyk nadziei ?- Tak myślałem... Nie jestem idiotą. Wiem, że nie przyszła na stadion sama z siebie. Podejrzewam, że Sutton też było ustawione, mam rację ?- spojrzał na nich, kiwając głową-...mam.
- Narzeczony też nie istnieje, co ?- mruknął. Sergio parsknął śmiechem. Pozostała dwójka nie. Blondyn spoważniał. Czyli jednak nie był do końca wtajemniczony. Pozostałą dwójkę wcięło. Tego się nie spodziewali. Uśmiechnął się pod nosem, ale był to raczej pusty uśmiech. Oczy nadal miał przybite.
- Skąd wiesz ?- niepewnie odezwał się Marc.
- Była w klubie sama. W przeciwieństwie do zaręczonej Leire nie wisiała na telefonie. W niedzielne popołudnie dała się wkręcić w mecz. Miała łzy w oczach jak zobaczyła mnie na noszach. Słowa 'nigdy więcej mnie tak nie strasz' też jakoś niespecjalnie pasują wypowiadane pod adresem byłego chłopaka, mając w zanadrzu ślub....Wykłóciła się, że jest moją dziewczyną... Wystarczy ?
- Dwa razy...- spojrzeli wszyscy na Roberto.- Wykłóciła się o Ciebie dwa razy... Jak leżałeś na murawie przepychała się przez całe trybuny, by dotrzeć do tunelu. Zatrzymała ją ochrona. Wydarła się, że jest Twoją dziewczyną i jej miejsce jest przy Tobie. Byłem przy tym Rafa. To nie była gra. Tak realistycznie nie da się zagrać... Trzęsła się jak galareta a oczy miała przepełnione panicznym strachem i łzami- słowa Sergiego przybiły go jeszcze bardziej.
- Naprawdę zrobiłem już chyba wszystko co można było...- mruknął zachrypniętym głosem szukając potwierdzenia swoich słów w twarzach kolegów.

***

Siedziała w samochodzie pod apartamentowcem w centrum miasta. W dłoni miętoliła karteczkę z adresem, który dostała od uszczęśliwionego Marca dziś rano. Dlaczego nie wyszła ? Przecież była tylko zwykłą znajomą chcącą odwiedzić kontuzjowanego kolegę... Bała się, że te zwykłe odwiedziny dla niej nie będą takie zwykłe, że odegrają w jej życiu większą rolę niż powinny. Zmobilizowała się, wzięła głęboki oddech, pozbierała wszystkie swoje rzeczy i wyszła z samochodu. Do klatki zmierzała na miękkich nogach. Już miała dzwonić domofonem do mieszkania 36, gdy młody chłopak wyszedł z klatki, przepuszczając ją w drzwiach. Uśmiechnęła się wdzięcznie i skierowała się do windy. Jazda na 10 piętro dłużyła się w nieskończoność. Nawet się nie zawahała pukając do ciemnych dębowych drzwi. Przyszłaś tylko zobaczyć jak się czuje nic więcej- powtarzała sobie w głowie jak mantrę czekając na gospodarza. 
Skakał po kanałach w TV. Zastanawiał się jak to jest, że wykupujesz pełny pakiet, masz 300 kanałów, a nie masz co oglądać ?! Od tej zajmującej czynności oderwało go pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar wiszący za sobą. Chłopaki weszli by jak do siebie, ojciec miał klucze, a innych gości się nie spodziewał. Pomału zwlókł się z kanapy, sięgąjąc po kule pokuśtykał do wejścia. Oparł jedną z kul o szafkę na buty tuż przy drzwiach, by móc otworzyć. 
- Ainoha...- otworzył szerzej oczy. Była ostatnią osobą jakiej by się tu spodziewał. Nie przypuszczał nawet, że zna jego nowy adres. 
- Nie przeszkadzam ?- mruknęła lekko zawstydzona. Spojrzała na niego spod wachlarza długich rzęs w taki sposób, że zrobiło mu się gorąco. 
- Nie, no coś Ty. Wejdź, zapraszam...  - Uśmiechnął się szeroko, starając się umożliwić jej wejście do środka. Nie mógł nawet określić jak bardzo się ucieszył, gdy ją zobaczył. Blondynka nieco niepewnie przekroczyła próg mieszkania. Zaprowadził ją do salonu. Rozglądnęła się po pomieszczeniu. Musiała przyznać, że było bardzo ładnie. Przestronnie. Spojrzała na jego włożone w stabilizator prawe kolano.
- Przyszłam zobaczyć jak się trzymasz...- zaschło jej w gardle, stąd chrypka w jej głosie. Czuła na sobie piekące spojrzenie piłkarza, co powodowało, że poziom jej zawstydzenia osiągał swoje maximum, co było dziwne chociażby przez wzgląd na to, że trochę czasu ze sobą spędzili. - Nie patrz tak na mnie, peszysz mnie...- burknęła, a on bezczelnie parsknął śmiechem. 
- To Ainohę Sanchez można zawstydzić ?  Tęskniłem za Tobą...- oznajmił. Spojrzała na niego ze strachem, a on w zamian popatrzył na nią jak kiedyś... Starała się nie zwracać na to uwagi, ale naprawdę się nie dało. Spuściła wzrok.
- Rafa...
- Napijesz się czegoś ?- uśmiechnął się. Czuł, że jak da jej skończyć, nie będzie przyjemnie. - Kawy, herbaty ,wody, coli, soku, wina, piwa, wódki ?- zaśmiała się. Zaczynała się powoli rozluźniać. Może jednak potrafili ze sobą normalnie rozmawiać ?
- Coli.- widziała jakie problemy sprawia mu jeszcze poruszanie się. Zrobiło jej się go żal. Chciała mu pomóc.- Rafa, może mi powiedz gdzie co masz, a ja się obsłużę...
- Jesteś moim gościem- sprzeciwił się. Puściła mu oczko mijając w drodze do kuchni. Miał ją łączoną z salonem, więc spokojnie mógł ją nawigować. Wiedział, że nie wygra. - W lodówce z prawej strony są puszki, trzecia szafka po lewej szklanki.
- Jak noga ?- zagadnęła krzątając się po kuchni mężczyzny. 
- Ściągnęli mi gips, zdjęli szwy, karzą czekać... Za dwa tygodnie zaczynam rehabilitację. Ale mówią, że sezon już skończyłem...- posmutniał.
- Poddajesz się ? Niemożliwe...- prychnęła, a on się zaśmiał. O to właśnie jej chodziło. Serce by jej pękło jakby siedział tu przybity. Chwilę później wróciła do salonu z napojami, usiadła na dwuosobowej kanapie na przeciwko piłkarza, który znów intensywnie się w nią wpatrywał. Uśmiechnęła się.
- Co ?- spojrzała zaczepnie. Zdecydowanie zaczynała się czuć lepiej. Tęskniła za nim. Jakikolwiek by nie był po prostu za nim tęskniła. Wzruszył ramionami.
- Po tym co się stało na meczu nie odbierałaś ode mnie telefonów, nie odpisywałaś na smsy...- otworzyła swoją Colę, sobie nie przyniosła szklanki, zawsze najbardziej smakowało jej prosto z puszki. 
- Miałam dużo pracy...- próbowała się jakoś wywinąć. Skinął głową. Znał ją na tyle by wiedzieć, że jest to jedynie dobra wymówka. 
- Długo się nie widzieliśmy...- pochylił się nieco nad dzielącym ich stolikiem. Wpatrywał się w nią intensywnie. Sprawdzał czy było coś co się zmieniło. A może chciał utrwalić sobie jej twarz w pamięci na następne lata ? Popatrzyła na niego oskarżycielsko. Znał to spojrzenie ! Może była dla niego jeszcze jakaś szansa ?- Przepraszam...- miał nadzieję, że kiedyś zrozumie, że pewnego dnia to szczere przepraszam wszystko naprawi. Zauważył jak zaczyna drgać jej warga. Już wiedział, że o nim nie zapomniała. Przyglądał się uważnie jak wstaje z sofy i podchodzi do ciągnącego się przez całą długość salonu okna. Zaplotła dłonie na piersi. Znów podburzył jej pewność siebie. Znów udało mu się ją złamać. 
- Piękny masz tutaj widok...- uśmiechnął się pod nosem. Tego akurat mógł się spodziewać. O niewygodnych tematach się nie rozmawia. 
- Ainoha możemy wreszcie porozmawiać ?- spojrzał na nią z ukosa. Odwróciła się po chwili przyglądając mu się niepewnie. Całkowicie wyszła ze swojej strefy bezpieczeństwa. 
- Przecież rozmawiamy...- mruknęła, na powrót tonąc w malującej się u jej stóp Barcelonie. 
- Nie tak jak kiedyś...- mruknął przeczesując dłonią włosy. Zastygła. Poczuła jak znacznie zwęża jej się gardło. Zacisnęła dłonie w pięści jakby ta czynność miała dodać jej odwagi.
- Minęły trzy lata. Już nic nie będzie jak kiedyś...-uśmiechnęła się blado. Bardzo starała się przekonać go, że absolutnie nic nie czuje. Z marnym skutkiem... Dawniej wszyscy wokół śmiali się, że nie musieli rozmawiać, wystarczyło, że spojrzał w jej oczy i wiedział o wiele więcej niż chciały przekazać słowa. 
- Ai, przepraszam....
- Który raz ? - wyczuł ten wyrzut w jej głosie - Rafa minęły trzy lata...- oznajmiła dobitniej, jakby wcześniej miał nie zrozumieć. 
- I nic się nie zmieniło...- w dalszym ciągu była zajęta tym co działo się na zewnątrz. Dostrzegł jednak cień kpiącego uśmiechu na jej ustach. 
- Zmieniło się... Już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi...- starała się nieco złagodzić jego zapał. Nie mogła dopuścić by się rozhuśtał, bo wtedy przepadliby oboje. Nie wytrzymał dłużej.
- Pamiętam jak biegłaś tunelem za noszami na Camp Nou. Słyszałem co powiedziałaś lekarzowi, wiem też że to samo usłyszał ochroniarz...- przestraszyła się. Bardzo nie chciała by jej oczy zaczęły się szklić, ale ciężko było jej to powstrzymać. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Po jaką cholerę to roztrząsał ?!- Po co to wszystko ? Po co była ta szopka ?!- uniósł głos. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy.
- Szopka ?! Bałam się o Ciebie ! - krzyknęła, zaskakując tym wyznaniem samą siebie. Mimo tego, że serce mu pękało na widok jej załzawionych oczu, na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Poczuł dumę. - Pomimo tego jakim kretynem jesteś...- dodała ciszej, półszeptem.
- Ai...
- Kaleko jesteśmy ! - dobiegł do nich głos Marca i trzask drzwiami. Nim się spostrzegli w salonie stali ich znajomi. Pospiesznie odwróciła twarz do okna ścierając pojedyncze łzy. On schował twarz w dłoniach. Nie tak to miało wyglądać. Z ust Marca, Neymara i Sergio również zszedł początkowy szok spowodowany widokiem Ainohi ale także późniejsze promienne uśmiechy. Chyba wybrali sobie najgorszy moment z możliwych. Marc dając dziś hiszpance adres Rafinhi nie przypuszczał, że zjawi się tego samego dnia, o ile można mówić, że przypuszczał że zjawi się kiedykolwiek. 
- Chyba przyszliśmy nie w porę...- szturchnął kolegów dając znak do ewakuacji. 
- Nie, zostańcie. - zareagowała natychmiast blondynka - Ja i tak już wychodzę...-podeszła do sofy zabierając z niej kurtkę i torebkę. 
- Ainoha, proszę Cię...- niemalże jęknął błagalnie, przecierając kolejny już raz twarz.
- Przyszłam tylko sprawdzić jak się masz.- zareagowała dość ostro, ale trzeba byłby być ślepym żeby nie widzieć jak tych dwoje do siebie ciągnie. - Jak widzę wszystko jest w porządku...- spojrzała na niego czekając na jakąkolwiek reakcję. Nie doczekała się. Spuścił wzrok, a ona skinęła głową. 
- Pa chłopaki- powiedziała, nie żegnając się z żadnym z nich.
- Sanchez stój ! - zatrzymał ją nieznoszący sprzeciwu ostry ton Marca. Stanęła. Tego to się nie spodziewała. Odwróciła się zdziwiona, z wyraźnie uniesioną prawą brwią. Popatrzyła na siedzącego na fotelu Alcantarę, który z podobną minę wpatrywał się w klubowego kolegę, a potem na dumnego Neymara. - Siadaj ! - nakazał wskazując dłonią na sofę. Teraz zaczęło ją to bawić. Zapowiadała się niezła terapia grupowa z terapeutą Bartrą na czele. Uśmiechnęła się. 
- Marc naprawdę się spieszę, wpadłam tylko na chwilę...- uśmiechnęła się słodko, wiedziała że to na Marca zawsze działało- Zgadamy się jeszcze, dobrze ?
- Za następne trzy lata ?- zdziwił ją ten ton. Przestało jej się to podobać. To co się stało nie było jej winą. 
- Jak trzeba będzie... - odparła w najbardziej bolesny sposób jaki mogła. - Trzymajcie się - uśmiechnęła się blado i wyszła z mieszkania piłkarza.