- Halo ?- burknął nieprzytomnie do słuchawki nie otwierając w ogóle oczu. Nawet nie popatrzył kto do niego dzwoni, ale był pewien jednego... jakiś skończony idiota ! Jest trzecia nad ranem !
- Przepraszam za porę...- męski głos był trochę zagłuszany przez dudniącą muzykę. Myślał, że ktoś robi sobie z niego jaja. Przytulił twarz do poduszki- jestem narzeczonym Leire...- Leire ! gdy usłyszał jej imię od razu się obudził. Telefon od faceta brunetki nie zwiastował niczego dobrego, zwłaszcza o tej porze. - Xavi Arragones. Wiem, że to kiepski moment, ale Leire kazała mi po Ciebie zadzwonić- serce mu przyspieszyło. Stało się coś złego. Usiadł na łóżku. Już i tak całkowicie się rozbudził.
- Coś się stało ?- nerwowo przetarł twarz dłońmi. Modlił się, by żadna z jego czarnych wizji nie stała się faktem.
- Potrzebuję pomocy... Ainoha...- serce mu zamarło.
- Gdzie jesteście ?- naciągał właśnie na siebie ciemnoszarą koszulkę, zabrał klucze z szafki i zbiegł do garażu po samochód.
Pod Opium dotarł po niespełna 15 minutach. Przywitał się ze znajomym ochroniarzem i wszedł do środka, gdzie jak zwykle panował zaduch. Zastanawiał się jak w tym tłumie odnajdzie kolesia, którego nigdy w życiu nie widział na oczy. Obchodził po kolei wszystkie loże w nadziei spotkania Ainohi bądź Leire, gdy ktoś szarpnął go za ramię.
- Xavi, to ja po Ciebie dzwoniłem.
- Rafael - uścisnął jego dłoń.
- Przepraszam, że Cię tutaj ściągnąłem. Dziewczyny trochę nabroiły, nie dałem sobie rady z nimi sam, a gdy chciałem zadzwonić po kolegę usłyszałem, że Ainoha pójdzie tylko i wyłącznie z Tobą. - ściągnął brwi. W tym momencie paraliżujący strach o dziewczynę niemal całkowicie zniknął. Co więcej zaczęło go to bawić.- Leire mówi,że pije przez Ciebie, więc to Ty masz zabrać ją do domu- parsknął śmiechem- Miałem o tym wspominać ?- Rafa pokręcił głową, śmiejąc się. Czy to dziwne, że po tych słowach poczuł się bardzo dobrze ? Że poczuł ciepło w okolicach serca ?- przepraszam, ale naprawdę nie jestem w stanie ich ogarnąć. Takich numerów jeszcze nie wykręcały...- westchnął.
- To gdzie te nasze imprezowiczki ?- piłkarz roześmiał się patrząc na nieco zagubionego kolegę.
- Siedzą w loży...- wskazał dłonią na boks nieopodal.
- O ! Rafa ! - pisnęła radośnie Leire na widok Brazylijczyka. Uśmiechnęła się uroczo domagając się powitania. Zaśmiał się widząc ją taką nieporadną. Pochylił się całując jej policzki. Śmierdziało od niej wódą jak z gorzelni. Dopiero teraz spostrzegł, że nie ma z nią blondynki.
- Lei, gdzie Ainoha ?- brunetka ściągnęła usta w dziubek.- Tańczy...- zaśmiała się dźwięcznie i wskazała palcem, gdzieś w tłumie. Oboje panowie podążyli wzrokiem w tym kierunku. Gdy ujrzał blondynkę w ramionach jakiegoś podpitego fagasa, wstrząsnęło nim. Zacisnął dłonie w piersi.
- Dasz sobie radę ?- krzyknął mu do ucha narzeczony koleżanki, by przekrzyczeć głośną muzykę.
- Dam, dam. Dzięki, raz jeszcze !- przybili piątki i patrzył jak facet próbuje okiełznać swoją przyszłą żonę. Odebrał jeszcze od nich rzeczy blondynki i wrócił z powrotem wzrokiem na Hiszpankę. Zauważył, że dłonie jej 'kolegi' zeszły znacznie za nisko, a jego twarz w zastraszającym tempie zbliżała się do jej ust. Zacisnął szczęki, przepychając się przez parkiet wśród innych tańczących. Zdążył nim oblech zdążył dotrzeć do malinowych warg dziewczyny. Była drobniutka i sporo niższa od niego, więc niemalże bez problemu ją uniósł.
***
Świetnie się bawiła nagle poczuła, że ktoś ją łapie i przewiesza sobie przez ramię. Zdezorientowana widziała jak oddala się od chyba Alvaro i wszystkiego innego. Mimo pijanego widu rozpoznała zapach perfum, rozpoznała dotyk. Zaczęła się szarpać i krzyczeć, ale nie przyniosło to skutku. Nie potrzebowała żadnego pieprzonego królewicza ! A już na pewno nie jego !
- Rafa ! Puść mnie ! Natychmiast postaw mnie na ziemi ! - darła się w niebo głosy, gdy wyszli na zewnątrz. A gdy wreszcie to zrobił napadła na niego z pięściami. - Co Ty sobie do cholery wyobrażasz, co ?!- waliła w jego tors.
- Pomagam Ci ?!- złapał obie jej dłonie patrząc jej wymownie w oczy.- Co Ty wyprawiasz Ainoha ?- spojrzał na nią z politowaniem. Naprawdę się martwił. Kochał ją.
- Co Cię to w ogóle interesuje, co ?
- Interesujesz mnie bardziej niż myślisz !
- Jestem dorosła, wolna, a z tego co pamiętam to był Twój wybór... i mogę robić co chcę ! - jej słowa kolejny raz miały zaboleć i zabolały. Dostał 'policzek'.
- Nawet jeśli wiązało by się to z przelizaniem się z tamtym kolesiem ?!- uniósł głos. Zagrał vabank. Tak nie powinno być i musiał jej to w końcu uświadomić. Powinni być teraz razem. Powinni spać, a jeżeli już się bawić to RAZEM !
- Nawet jeśli...- wyszeptała. Jej pełen rozpaczy głos wyrażał więcej niż chciała. - Co Ty tu w ogóle robisz, co ?!
- Xavi po mnie zadzwonił...- przetarł twarz dłońmi. Zbierał myśli. Wiedział, że nakłonienie blondynki do czegokolwiek, nie będzie spacerkiem.
- Jego już nie ma... - rozglądnęła się dookoła rozkładając ręce - A ja Cię nie potrzebuje ! Więc Wielki Panie Piłkarzu, może już idź zanim Cię ktoś ze mną zobaczy i zrobi zdjęcie !- patrzyła mu w oczy z nieudawaną nienawiścią. Odwróciła się na pięcie kierując się w stronę wejścia do klubu. Miała go zranić i widziała, że jej się to udało, ale opłakiwać będzie to dopiero jutro. Dlaczego więc znów szarpnął ją za rękę ?
- Puść mnie do cholery ! Nie jesteś mi potrzebny, rozumiesz ?!- krzyknęła tak głośno i tak rozpaczliwie jak chyba jeszcze nigdy. Może to kwestia alkoholu, że w jej oczach zalśniły łzy. Może niekoniecznie.
- Wsiadaj do samochodu ! - uniósł głos. Nie dlatego, że był na nią zły. Martwił się. Bał się, że może zrobić coś czego będzie żałować.
- Nie jestem Twoją własnością ! Nie możesz mi niczego kazać !
- Ainoha, proszę Cię wsiądź do samochodu...
- Po co to robisz, co ?! - podeszła do niego. Jej wzrok wyrażał to jak bardzo go nienawidzi. - Chcesz się zrehabilitować we własnym sumieniu ? A może jednak myślisz, że jeszcze coś na tym ugrasz ?!- aż się gotowała we wściekłości- Zapewnienie o tym, że Cię wtedy kochałam to za mało ?! - teraz to dopiero zabolało - Chcesz więcej ? Będzie Ci lepiej jak Ci dziś ulegnę ?! Osiągniesz kolejny cel ?! Idź do diabła !- syknęła- Nie potrzebuję Cię, zrozum to wreszcie ! - chyba chciał ją przytulić, ale strząsnęła jego zbliżające się dłonie. - Znajdź sobie inną zabawkę, bo ja już nie mam na to siły...
- Wsiądziesz do samochodu sama czy mam Ci w tym pomóc ?- spojrzał na nią wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu. Chwilę jeszcze się szamotała. Była pijana, wiedziała, że teraz z nim nie wygra. Wybrała mniejsze zło. Wzięła od niego swoją kurtkę zarzucając sobie na ramiona. Otworzył jej drzwi od pieprzonego 'czołgu'. Wsiadła spojrzeniem ciskając w niego nożami.
- Żeby było jasne- spojrzała na niego- Nie potrzebuję żadnego pierdolonego rycerza ! A już na pewno nie Ciebie ! - prychnął pod nosem, skupiając się całkowicie na drodze. Nie wydawała mu się być aż tak pijana tym bardziej zdziwiło go, po pięciu minutach jazdy zasnęła, mamrocząc coś pod nosem. Zapomniał już jak reagowała na nadmierne ilości alkoholu. Stanął na czerwonym świetle. Mógł wreszcie, na spokojnie uważnie jej się przylgnąć. Falowane włosy opadły jej na twarz, więc odgarnął je delikatnie tak by jej nie zbudzić. Poruszyła się nieznacznie pocierając wierzchem dłoni nos. Postanowił, że zawiezie ją do siebie. Było w tym wiele pozytywów. Po pierwsze nie musiał grzebać w jej rzeczach żeby znaleźć klucze, po drugie nie zostanie sama na resztę nocy, po trzecie nie będzie sama po przebudzeniu i będzie jej mógł podać tabletkę od bólu głowy, która na pewno się przyda.
Było ledwo przed czwartą, gdy zaparkował na swoim miejscu w garażu. Odpiął blondynce pas, przewiesił sobie jej torebkę przez ramię i delikatnie wziął ją na ręce. Mimo snu przewiesiła dłonie przez jego szyję i wtuliła twarz w jego tors. Po cichu wszedł do mieszkania. Odłożył jej rzeczy w salonie i zaniósł ją do swojej sypialni. Ułożył na łóżku. Bardzo odpowiadało mu to zadanie i bardzo odpowiadał mu widok Ainohi w jego sypialni. Zabrał sobie jedną poduszkę i koc z szafy. Pochylił się i pocałował ją w czoło. Zgasił lampkę nocą i już miał zamykać drzwi, gdy usłyszał swoje imię. Z błyszczącymi brylancikami przyglądał się kobiecie.
- Kocham Cię...- mruknęła, wtulając się w jego pościel. Wiedział, że jest pijana, że śpi, ale nie mógł pokonać fali radości, która go ogarnęła.
- Ja Ciebie też Ai...- wyszeptał zamykając drzwi. Z uśmiechem na ustach zasnął na sofie w salonie.
***
Strasznie chciało jej się pić. Miała wrażenie, że zaraz uschnie. Przewróciła się z brzucha na plecy i poczuła rozrywający ból głowy. Leniwie otworzyła jedno oko. Panował półmrok. Wtuliła twarz w poduszkę. Poduszkę pachnącą perfumami. Męskimi perfumami ! Otworzyła natychmiast oczy rozglądając się po pomieszczeniu. Nie była u siebie. Nie znała tego miejsca. Ostrożnie i bez gwałtownych ruchów usiadła w pościeli. Starała sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora, ale nie pamiętała niczego po tym jak weszły z Leire do Opium. Sen ! Miała sen... przypomniała sobie. Świetnie się bawiła, gdy nagle znikąd pojawił się Rafael.... Wyniósł ją z klubu, wsadził do samochodu... Zaniósł do łóżka, pocałował w czoło... Powiedziała, że go kocha ! Rozglądnęła się po pokoju, nie stwierdziła obecności kogokolwiek. Powolutku zeszła z łóżka. Zimna podłoga była teraz ukojeniem dla jej zmęczonych stóp. Wisząca na ścianie połączona klubowa koszulka Fc Barcelony i Bayernu tylko upewniła ją, co do tego gdzie a właściwie u kogo się znajduje. Zrobiło jej się niedobrze i to wcale nie od nadmiaru alkoholu. Teraz w dodatku jeszcze i zimno. Na fotelu leżała bordowa bluza, którą pozwoliła sobie pożyczyć. Otuliła się miękkim materiałem, pachnącym tymi samymi perfumami co poduszka. Tym razem poczuła ten przyjemny uścisk w żołądku. Bardzo dobrze je znała. Nacisnęła klamkę i po cichu wyszła z pokoju. Na palcach dotarła do salonu, w którym cichutko grał telewizor. Serce podeszło jej do gardła. Jak miała się teraz
zachować ?! Co miała robić, skoro nie do końca pamiętała co się wczoraj stało ?!
- Dzień dobry...- wzdrygnęła się, gdy wychylił się z kuchni. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył ją w swoich ciuchach. Jest coś takiego, że niemal każdy facet marzy o zobaczeniu swojej ukochanej w swoim T-shircie, koszuli, bluzie... czymkolwiek. Potargana, z rozmytym makijażem, dla niego nadal najpiękniejsza. - Ładnie Ci...- puścił jej oczko.
- Dzień dobry...- mruknęła nieco zawstydzona. Przyglądnęła mu się. Dawno nie miała okazji widzieć go takiego. Zawsze mówiła, że zaraz po wstaniu, z rozczochranymi włosami wyglądał przeuroczo. Kiedyś potrafiła godzinami leżeć na boku i patrzeć jak śpi, jak się budzi... Wyrzuciła w głowy te wspomnienia. Przyjrzała się Rafaelowi uważnie. Nie wyglądał teraz ani na złego ani nad zbyt uradowanego, więc istniała szansa, że niczego wielkiego nie nawywijała. Modliła się o to, by tak było.
- Zrobiłem śniadanie- skrzywiła się na samą myśl, a on głośno się zaśmiał. Stanowczo za głośno ! Skuliła się.
- Zapomniałem, że jedzenie jest bleee- wyszeptał z uśmiechem na ustach, wskazując na krzesło, by usiadła. - Duża, czarna i bez cukru ?- spytał retorycznie uśmiechając się. Skinęła głową, co było błędem, bo ból niemal ją rozrywał od środka. Nie sądziła, że pamięta takie rzeczy.- Powinno pomóc- uśmiechnęła się wdzięcznie biorąc od niego wodę i dwie tabletki. Dziwnie się czuła siedząc w jego kuchni, w jego mieszkaniu... Krzątał się po kuchni radośnie nucąc pod nosem, co powodowało że czuła się jeszcze gorzej. Nie odzywał się, a cisza która między nimi panowała wyraźnie ją uwierała. Nie wiedziała co ma mówić. W jaki sposób. Przecież kompletnie nie pamiętała co się tej nocy wydarzyło ! Usiadł przy stole na przeciw niej z jajecznicą na talerzu, od której skręciło jej żołądek. Zanurzyła usta w gorącej czarnej cieczy bez której nie wyobrażała sobie życia, zwłaszcza poranków jak ten... Spojrzał na nią spod brwi. Pewnie czuł na sobie jej wzrok, którego w ogóle z niego nie spuszczała.
- Wydaje mi się, że chyba powinnam Cię przeprosić...-mruknęła zawstydzona. Ściągnął brwi, albo nie załapał o co chodzi, albo bardzo chciał to usłyszeć z jej ust. Odłożyła kubek z kawą i spojrzała mu w oczy. Zawahała się przygryzając wargę-... przepraszam...
Uśmiechnął się szczerze, więc wiedziała już na pewno, że wiele nie nawywijała i nie jest na nią zły.
- Za co ?- zaśmiał się, pakując sobie kolejną porcję jajka do ust. Znała ten ton. Śmiał się z niej ! Wiedział, że niewiele nie pamięta i perfidnie to wykorzystywał. Uraczył ją tym swoim firmowym łobuzerskim spojrzeniem.
- Nic nie pamiętam...- jęknęła podpierając głowę. Spojrzała na niego w nadziei, że czegoś się dowie, ale on tylko uśmiechał się chytrze pod nosem.
- Tego, że biegałaś po promenadzie krzycząc jak bardzo mnie kochasz też nie ?- powiedział z taką powagą, że poczuła jak w sekundzie staje się purpurowa. Mogła zrobić coś takiego ? Oczywiście, że tak ! Bała się na niego spojrzeć. Serce podchodziło jej do gardła, policzki płonęły, a dłonie zaczęły się pocić. Wtedy parsknął śmiechem.
- Rafinha ! - pisnęła patrząc na niego z rządzą mordu. A on ? Uśmiechnął się dumnie. Po pierwsze miał potwierdzenie tego, że taka sytuacja naprawdę mogłaby mieć miejsce, po drugie pierwszy raz powiedziała do niego 'Rafinha' i zabrzmiało to absolutnie uroczo.
- Dziękuję...- wyszeptała, gdy kolor jej twarzy powrócił do naturalnego. Skinął głową.
- Nie masz za co- jego wzrok... aż ścisnęło ją w dołku. Dobrze, że siedziała, bo w tym momencie na pewno wyłożyłaby się jak długa.
- Możesz mi powiedzieć jak bardzo nawywijałam ?- ściągnęła brwi. Było jej najzwyczajniej w świecie wstyd, ale chciała wiedzieć czego ma się wstydzić najbardziej. - I jak to się w ogóle stało, że się tu znalazłam ?- rozejrzała się po pomieszczeniu naciągając rękawy bluzy na dłonie.
- Nic nie pamiętasz ?- uniósł brew. Miał nadzieję, że pamięta choć te dwa słowa, które wypowiedziała, gdy kładł ją do łóżka. Byłoby mu znacznie łatwiej. Pokiwała przecząco głową, na co tylko się uśmiechnął.
- Zadzwonił po mnie Xavi, nie mógł sobie z Wami poradzić, a nie pozwoliłyście mu dzwonić po kogo innego jak mnie... - uśmiechnął się pod nosem, gdy Ainoha chowała się coraz bardziej w jego bordowej bluzie. - Jak przyjechałem bawiłaś się z jakimś niezbyt fajnym kolesiem...- przetarła twarz dłońmi. Spojrzała na niego spod rzęs. Z każdym jego słowem upewniała się, że jej 'sen' był rzeczywistością.
- Miałam sen...- mruknęła- Śniło mi się, że wyniosłeś mnie z klubu, krzyczałeś na mnie na zewnątrz, a później wywiozłeś gdzieś czołgiem- celowo pominęła wątek 'Kocham Cię Rafa' mając nadzieję, że to jedno okaże się wytworem jej wyobraźni. Spojrzała na niego szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń.
- To Ty krzyczałaś na mnie, a do samochodu weszłaś sama. Nie szczędząc mi przy tym paru miłych - zrobił cudzysłów w powietrzu - słów.
- Strasznie Cię przepraszam. W ogóle nikt nie powinien do Ciebie dzwonić. To nie powinno się wydarzyć. Przepraszam...- wstała- Skorzystam tylko z łazienki, 20 minut i znikam z Twojego życia...- mruknęła. Robiła wszystko żeby tylko nie złapać z nim kontaktu wzrokowego. Wiedziała jak tragicznie może się to skończyć.
- Nie musisz mnie przepraszać... Zrobiłaś to już w nocy...- stanęła jak wryta, chyba jak nigdy. Powiedział to wiedząc, że inaczej jej nie zatrzyma. Wiedziała o czym mówił. A on wiedział, że mówiła to wtedy szczerze. Wstał i jak gdyby nigdy nic minął ją w przejściu. Wrócił dosłownie po sekundzie z koszulką i dresowymi spodniami w ręce.
- To moje spodnie...- mruknęła odbierając ciuchy.
- Trochę na Ciebie czekały...- wszedł do pomieszczenia znajdującego się po drodze z sypialni do salonu. - W kabinie zostawiłem Ci kosmetyki Thaisy myślę, że będą lepsze niż moje- uśmiechnął się blado. Stał w otwartych na oścież drzwiach. Wpatrywała się w niego nie bardzo wiedząc co teraz ze sobą zrobić. Wszystko zaczynało ją pomału przytłaczać.
- Rafa...- zebrała się w końcu w sobie i z trudem wyszeptała jego imię.
- Na pralce są ręczniki...- mruknął mijając ją w przejściu. Jak dobrze liczył miał maksymalnie pół godziny na wymyślenie sposobu by ją zatrzymać.
Oparła dłonie na umywalce przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.
- Co Ty wyprawiasz ?!- wariowała. Mówiła sama do siebie. Miała wrażenie jakby teraz znów w jej ciele mieszkały dwie osoby. Dwie Ainohe. Ta, która chciała zostać, wszystko z Rafą wyjaśnić, walczyć i żyć u jego boku oraz ta, która chciała jak najszybciej zniknąć, wymazać wszystko i zacząć układać sobie życie na nowo. Ta która się bała odpowiedzialności, rozpoznawalności, jego niestandardowego życia, którego miałaby zostać częścią...
Prysznic przyniósł ukojenie jedynie fizyczne. Jego lekko przyduża na nią koszulka pachniała proszkiem do prania i resztką jego perfum. Zacisnęło jej gardło. Zachowała się jak wariatka gdy ze łzami w oczach zaciągała się wonią stojącego na umywalce flakonu Paco Rabanne. Forma pożegnania ? Strach wygrywał ? Wyszła z łazienki opierając się plecami o jej drzwi. W mieszkaniu panowała cisza. Przeraźliwa. Siedział na sofie z dłońmi opartymi na kolanach. Pocierał twarz. Szukał rozsądnego wyjścia z sytuacji ?
- Pamiętasz co powiedziałaś w nocy... - Stwierdził, a czekoladowe tęczówki przewiercały ją na wylot. Warga zaczęła jej drgać.- Podejrzewam, że...
- To prawda...- wyszeptała. Zaskoczyła go. Tego nie przewidział. Natychmiast wstał z kanapy. Przyciągnął ją do siebie stanowczo. Wypuściła z rąk sukienkę, którą jeszcze niedawno miała na sobie. Wplótł dłonie w jej włosy. Napawał się widokiem jej przerażonych tym co może się wydarzyć tęczówek. Drżącą dłonią przejechała po jego lekko zarośniętym policzku. Rozczulał ją. Wstrzymała oddech, gdy znacznie zbliżył swoją twarz. Wtedy do głosu doszła ta druga Ainoha.
- Nie mogę...- szepnęła, ale się nie odsunęła.
- Nie możesz czy nie chcesz, co ?- zetknął ich czoła. Niepewnie uniosła wzrok. Znał już odpowiedź- Czego Ty się boisz ?- wyplątała się z jego objęć. Usiadła na sofie podkurczając nogi pod brodę.
- Nie bez powodu nie powiedziałeś mi wtedy kim jesteś...- zaczęła niepewnie. Usiadł obok niej. Pozwoliła mu się objąć. Wszystko działo się samo. Z każdą sekundą nieznacznie wtulała się w jego tors. Czuła się coraz bezpieczniej. - Pomijając już to wszystko co się stało... Zrozumiałam... - uniosła wzrok- Rafa mnie nie interesuje miano WAG. Nikogo nie oceniam, ale ja nie jestem jak tamte dziewczyny... Nie bawią mnie modne imprezy, pozowanie na ściankach... i nie wyobrażam sobie życia pod obstrzałem mediów... Po ślubie Twojego brata spędziłam masę czasu przeszukując internet. Wiążąc się z piłkarzem stajesz się częścią nie tylko jego życia, stajesz się częścią chorej gry, w której najważniejsze jest to gdzie mieszkasz, co jadasz, w co jesteś ubrany i z kim się przyjaźnisz. Ja się w tym nie odnajdę...
- Popełniłem błąd i zrozumiałem to właśnie po rozmowie z Thiago na weselu. Wmówiłem sobie, że chcę Cię chronić przed tym światem, a nie wziąłem pod uwagę tego, że w ten sposób naturalnie odsuwam Cię od siebie. Nie wziąłem pod uwagę tego, że Ty w tym świecie możesz fantastycznie prosperować. To o czym mówiłaś wcześniej zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Nie chcesz uczestniczyć w meczach ? Nie musisz. Nie musisz pozować do zdjęć. Nie musisz siedzieć w loży. Nie musimy publikować naszych zdjęć w sieci. Nie musimy się udzielać w mediach. Przyglądałem się jak budował się związek mojego brata. A powstawał bez udziału mediów. To prawda, że żadne z nich w tym momencie nie jest anonimowe, ale w ogóle z tego powodu nie cierpią. Jak tylko Julia chce gdzieś wyjść, wychodzi. Nie musi się obawiać wianuszka fotografów kroczących za nią. Zbudowali normalną fajną relację. Tworzą normalną rodzinę !
- Rafa...
- Ainoha, posłuchaj... Ja nie zmienię swojego życia. W to co robię, w mój zawód, wpisane jest takie a nie inne ryzyko. Ale można w tym funkcjonować zupełnie normalnie...- pocałował ją w czoło. Który to już raz mówiła, że sytuacja ją przerasta. Odsunęła się. Chciała by dobrze ją zrozumiał. Żeby nie było między nimi niedomówień. - Co Cię powstrzymuje ?- szukał ostatniej deski ratunku.
- Co mnie powstrzymuje ? - jęknęła. Szukała w sobie wewnętrznej siły, na dalszą dyskusję. Wiele ją to kosztowało. Naprawdę wiele....- Ja chyba boję się zobowiązań... Nie chcę Ci nic obiecywać, niczego na siłę nazywać.- zastanowiła się- Mogę być blisko, mogę być dobrym słuchaczem albo poprawiaczem nastroju, mogę być kim chcesz...
- Wiesz kim bym chciał... - przerwał jej uśmiechając się cwanie. Zorientował się, że to był zły moment, gdy spojrzał w jej oczy.
- Nie czyń mnie zbyt ważną... Zdaję sobie sprawę z tego jak dramatycznie to zabrzmi, ale...- uśmiechnęła się pod nosem, mimo że wcale do śmiechu jej nie było- ale... nie jestem dobra w byciu czyimś wszystkim...- uniosła wzrok. Badała jego reakcję. Sprawdzała czy zrozumiał o co jej chodzi.
- Od co najmniej czterech lat jesteś moim wszystkim...- wyszeptał. Czuł, że wbija jej tym szpilki, ale szukał jakiegoś wstrząsu. Czegoś co sprawi, że przestanie analizować. Przestanie się zastanawiać.
- Rafael...- jej oczy były pełne łez.
- Zawsze to lepsze niż zostańmy przyjaciółmi....- uśmiechnął się pokrzepiająco. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło. Poruszyła się lekko ocierając mokre policzki.
- No i dlaczego płaczesz...- spytał łagodnie, z lekkim uśmiechem na ustach. Serce waliło mu jak oszalałe. Łzy hiszpanki potwierdziły, że właśnie się pogodzili. - Przepraszam...- wyszeptał. Wiedziała za co ją znów przeprasza. Uśmiechnęła się blado.
- Który to już raz ?- popatrzyła na niego. Zachowywali się jak obrażone na siebie przedszkolaki. Ona się tak zachowywała. Zrozumiała. Objęła go, co w pierwszej chwili było dla niego zaskoczeniem. Przyciągnął ją do siebie mocniej, szczelnie oplatając jej ciało dłońmi, bał się, że zaraz mu ucieknie. Poczuła te mistyczne motylki w brzuchu. Była w miejscu jej przeznaczonym. Skąd wiedziała ? Takie rzeczy się czuje. Nie wróżyła im wiecznej miłości i tym podobnych bzdet, ale czuła, że jest szansa na odzyskanie przyjaciela.
- Będzie już dobrze ?- jej głowa spoczywała na jego klatce. Widział jak się uśmiecha i kiwa z przekonaniem głową. - I mogę się Tobą oficjalnie chwalić ?- trzepnęła go w ramię. Dając do zrozumienia, że niekoniecznie.- A na randkę się ze mną jutro umówisz ?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Pod warunkiem, że najpierw zabierzesz mnie do Guella- zaśmiała się przez łzy.
- Powtórka z rozrywki ?
- Nowy początek... - Nie wiedziała czy dobrze robi. Nie chciała się teraz nad tym zastanawiać. Kochała go i tego jednego była pewna. Przez trzy lata zastanawiała się jak wygląda jego życie. Teraz po części mogła stać się jego częścią. Nie odzywali się dobrych paręnaście minut. Obojgu im było po prostu dobrze. Nie mieli potrzeby mówić.
- O czym myślisz ?- uśmiechnęła się nieznacznie, opierając dłonie o jego klatkę.
- O tym jak bardzo chciałbym Cię teraz pocałować...- uśmiechnął się cwanie. Czekał na uderzenie, prychnięcie cokolwiek ! A co zobaczył ? Wyraźne pozwolenie w jej błyszczących jak diamenciki tęczówkach. Nie czekał dłużej. Uśmiechnęła się, gdy musnął jej usta. Tego właśnie było jej trzeba. To za tym tak tęskniła !