wtorek, 23 maja 2017

decimoséptimo





- Cześć Ainoha - aż podskoczyła, gdy usłyszała jego głos i poczuła jego oddech na swojej szyi. Ta sytuacja coś jej przypominała. Odgoniła wspomnienie o ich pierwszym spotkaniu w tym sklepie. Zacisnęła zęby, jednak nie odwróciła się.
- Cześć Rafa...- wypowiedziała najobojętniej jak tylko się dało mając nadzieje, że mężczyzna da sobie i jej spokój. Wspięła się na palcach sięgając po pudełko z sałatką zastanawiając się dlaczego jej ulubiona zawsze znajduje się na najwyższej półce, gdy zza niej wyrosła męska dłoń. Wzięła głęboki oddech odwracając się do niego przodem. Starała się być obojętna, starała się w niego nie wgapiać, nie dostrzegać tego palącego spojrzenia, starała się nie okazywać mu więcej swoich uczuć, starała się... jak jej wychodziło ? Sądząc po jego przepełnionej troską minie raczej słabo.
- Twoja ulubiona...- mruknął podając jej plastikowe pudełko.
- Dziękuję...- mruknęła nieśmiało.
- Znów się tutaj spotykamy- uśmiechnął się, widziała jak bardzo się starał, ale nie mogła. Po prostu nie mogła.
- Cóż za zbieg okoliczności- prychnęła. Nie wysilała się na bycie miłą, raczej bardzo starała się brzmieć najmniej sympatycznie jak się dało.
- Porozmawiamy ?- zastąpił jej drogę, patrząc dokładnie TYM wzrokiem. Przełknęła głośno ślinę zupełnie ignorując przyjemny ścisk w podbrzuszu.
- Chyba nam to nie wychodzi...- spojrzała mu prosto w oczy. Czuła, że jest to kolejne spotkanie, które będzie musiała odchorować.- Cześć, Rafa- rzuciła znikając w kolejnej alejce. Odwracała się raz po raz z ulgą przyjmując fakt, że piłkarz odpuścił. A może jednak to nie była ulga ? Może jednak było w tym trochę żalu... ? Zrobiła zamierzone zakupy i wyszła ze sklepu kierując się w stronę swojego mieszkania. Nasunęła na nos duże okulary przeciwsłoneczne i rozkoszowała się promieniami padającymi na jej skórę.

Ciężko opisać to co poczuła, gdy zobaczyła go radośnie siedzącego pod jej drzwiami. Wściekłość ? Chęć wybicia całej męskiej populacji tego świata ? Spotęgowaną złość ? A może nieopisaną radość ? Dumę i poniekąd wdzięczność ? Nie, nie... już nie.
- Osiedla Ci się pomyliły ! - warknęła siłując się z zamkiem. Zastanawiała się jakim cudem wszedł na prywatne strzeżone osiedle ? Musiał skubany zapamiętać kod do wejścia. Przyglądał jej się z wyraźnym rozbawieniem.
- Nie odejdę dopóki ze mną nie porozmawiasz...- był wyjątkowo stanowczy. Wstał a gdy otworzyła drzwi, zebrał leżące na posadzce torby z zakupami i bez ceregieli wszedł do środka kładąc zakupy na wyspie kuchennej. Przyglądał się jej wyczekująco. Weszła zaraz za nim z miną żądną mordu. Tak wyglądała jej postawa obronna, bez niej rozpadła by się na kawałeczki. Znów traciła grunt, a on bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że działa to na jego korzyść.
- Co ? Już się nie boisz, że nasze zdjęcia wypłyną do prasy ? - syknęła złośliwie, chowając zakupy. Miało zaboleć i spełniło swoją rolę.
- Ainoha proszę...
- Czego chcesz ?!- nie wytrzymała, krzyknęła zakładając ręce na piersi. Stała dokładnie na przeciw niego. Dzieliła ich tylko kuchenna wyspa.
- Nie odbierasz połączeń, nie odpisujesz na smsy, rzekomo nie ma Cię w firmie- faktycznie dzwonił parę razy, ale prosiła albo Leire albo Marię, żeby mówiły że jej nie ma- wysłałem Ci jakiś trilion maili... Tak samo ignorujesz Marca i Neymara. Chcę wiedzieć co się dzieje ?- 'mam dość- cisnęło jej się na usta, ale nie byłaby w stanie aż tak skłamać. Dlaczego nie rozumiał, że nie chciała z nim rozmawiać ? Dlaczego nie rozumiał, że bardzo chce zamknąć ten rozdział i zacząć żyć ?! Dlaczego nie mógł po prostu uszanować jej decyzji ? Westchnęła z nadzieją, że skończą to dziś raz na zawsze.
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. Miałam strasznie dużo pracy. Byłam zabiegana...
- W związku ze ślubem...- przerwał jej. Ton jego głosu był wyraźnie ściszony i bardziej niepewny niż zwykle. Przyglądnął jej się uważniej. Chciał dostrzec zachodzącą w niej każdą, nawet najmniejszą zmianę. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest to cios poniżej pasa, ale musiał zaryzykować. Była to ostatnia deska ratunku. Spoważniała. Uniosła wzrok napotykając na ciemne czekoladowe tęczówki. Serce zaczęło jej szybciej bić. Wystraszyła się. Czekał na jej odpowiedź, a ona po prostu nie mogła mu tego powiedzieć prosto w oczy. Spuściła wzrok. Wstała i podeszła do dużego okna w salonie. Było pozbawione firan, a żaluzje były odsłonięte. Miała stąd przepiękny widok na panoramę miasta.
- Nie ma żadnego ślubu, prawda ?- znacznie zmienił ton głosu, teraz wydawał się bardziej przytulny. Zdziwiła się, gdy to usłyszała. Z przerażeniem odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na niego spod rzęs. Śmiał się. Bezczelnie się uśmiechał !
- Alcantara przysięgam, że kiedyś Cię zabiję- jęknęła. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bliska płaczu była. Jak bardzo się tego bała. Wtedy mężczyzna kolejny raz zaniósł się donośnym śmiechem. - Skąd wiesz ?- szepnęła.
- O ślubie ? Od Marca...- pokiwała przecząc głową, uniósł brew- o braku ślubu ?- skinęła - domyśliłem się. A niedawno Neymar te domysły potwierdził.- ściągnęła brwi. To, że Marc to oczywiste, ale co Neymar miał do tego ?!
- Neymar ?
- Widział się z Leire...- Tego mogła się domyślić, przecież wiedziała jak oboje kombinowali. - Nawet nie wiesz jak się wtedy wystraszyłem...- popatrzył na nią właśnie w TEN sposób. Popatrzył jak człowiek, który odzyskał nadzieję. Zignorowała go. Co miała zrobić ? Odwróciła się twarzą do okna. Ponownie zatonęła w krajobrazie malującym się przed nią... o ile łatwiejszą opcję wybrała... - Dlaczego to zrobiłaś ?- czuła, że w końcu zada to pytanie, ale miała nadzieje może jednak... Zrobiło jej się wstyd. Żeby udowodnić sobie, że nic do Ciebie nie czuję !- krzyczało jej serce.
- Zawiodłeś mnie...- obwiniała go o wszystko i bardzo dobrze wiedział, że miała do tego prawo.
- Wiem, ale bardzo tego nie chciałem... -  spojrzała mu w oczy. Uwierzyła. W jej właśnie zalśniły łzy, które pospiesznie ścierała odwracając twarz. - Przepraszam. Nie wiem, który to już raz, ale będę przepraszał Cię do skutku-  Podszedł do niej, kładąc dłoń na jej talii. Odwróciła się przodem, niepewnie przyciągał ją do siebie. Czekał na pozwolenie z jej strony. Czekał na jakikolwiek ruch.
- Nie oczekuję od Ciebie przeprosin, Rafa. - spojrzała prosto w jego oczy. Żegnała się.- To nic między nami nie zmienia...- wyszeptała najbardziej raniące słowa. Czuł jej oddech na swoich ustach i widział ten żal w oczach. Odsunął się lekko. Jego dłonie bezwiednie zjechały po jej talii, na ułamek sekundy zatrzymując się na biodrach.  Chwilę trwało nim przetrawił w sobie jej słowa, nim dotarło do niego, że to już nie jest gra, że to nie są żarty. Patrzył jak spuszcza pełne łez spojrzenie, jak subtelnie wyplątuje się z jego objęć... jak ponownie odwraca się twarzą w stronę okna. Patrzył na to jak się od niego oddala. Przyglądał się jej drobnemu ciału zwróconemu ku oknie i nie mógł zrobić kroku. Musiał ją przecież przekonać ! Musiał znaleźć jakieś wyjście ! Nie mógł jej znów stracić !  Wiedziała, że tak łatwo nie odpuści. Musiała zadziałać.
- To wszystko co miałam Ci do powiedzenia. Myślę, że powinieneś już iść...-mruknęła, bardzo starając się, by jej głos brzmiał w miarę normalnie. Chciała ukryć przed nim swoje cierpienie. Słowa, które wypowiedziała dobitnie dały mu do zrozumienia, że nie ma tu czego szukać. Że nie ma co liczyć na to, że mu wybaczy. Zrozumiał, że to koniec. Definitywny. Pocałował ją w skroń. Ostatni raz. Na pożegnanie. Na zawsze. Czym prędzej opuścił jej mieszkanie. Nie czuł nic. Kompletnie nic. Pustkę.
Zalana łzami zsunęła się na podłogę, gdy zamknął za sobą drzwi. Chciała to skończyć ? Skończyła. Chciała by wreszcie dał jej spokój. Dał. I wcale nie było jej z tym lepiej... Rozrywało ją od środka. To nie było rozstanie na które pomogłaby butelka wina i komedie romantyczne, teraz nie pomoże nawet nieśmiertelny popcorn z lodami. Potrzebowała pomocy. Wiedziała, że tym razem sama nie da sobie rady. Sięgnęła do kieszeni spodni po swój telefon. Miała ją na szybkim wybieraniu. Odebrała niemal natychmiast. Jej radosny głos spowodował kolejną falę łez.
- Leire pomóż mi...- tylko tyle zdążyła wydukać nim zaniosła się płaczem.





Jak myślicie co zrobi Ainoha ?
Leire będzie w stanie jej pomóc ?
I w końcu co z Rafaelem ?
Zbliżamy się do końca...
Jeszcze jeden rozdział i epilog ;)
L.

4 komentarze:

  1. O mój Boże, nie!! Nie możesz im tego zrobić! Nie możesz tego zrobić mnie! :o Oni MUSZĄ się pogodzić, albo Cię znajdę!! ;p
    Czekam na next, kochana! <3

    PS Kocham to opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego oni tak po prostu i zwyczajnie nie mogą się zejść? :( Byłoby pięknie! Tak to tylko oboje cierpią jeszcze bardziej niż wcześniej!
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak Ci dam jeszcze jeden rozdział i epilog to zobaczysz XDD
    Jak myślę, że w tym momencie Leire powinna współpracować z chłopakami i wykorzystać mój pomysł z komentarza pod poprzednim rozdziałem :P
    Nawet to sobie wyobrażam :P
    Ale no będzie jak będzie i mam nadzieję, że jednak skończy się szczęśliwie :D
    Weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ryczę, ryczę i jeszcze raz ryczę. Uwielbiam te opo <3

    OdpowiedzUsuń