piątek, 11 sierpnia 2017

diecinueve




- Na koniec może opowiesz o tym, co się stało zaraz po tym jak Neymar strzelił ostatniego karnego, uszczęśliwiając każdego Canarinhios ?- długowłosa brunetka uśmiechnęła się do niego zalotnie. Wiedział, że to pytanie w którymś wywiadzie padnie i tak dziwił się, że padło tak późno. Na stadionie było mnóstwo kamer, aparatów i czujnych zmysłów. Uśmiechnął się. Nie, od piętnastu minut nie robił absolutnie nic innego. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile było to w ogóle możliwe. Bez wątpienia był najszczęśliwszą osobą na tym stadionie. Wyszukał ją w tłumach na trybunach. Stała najbliżej band w otoczeniu jego przyjaciół i rodziny. Musiał ściągnąć ją spojrzeniem, bo uśmiechnęła się do niego promiennie. Wydawała mu się być naprawdę szczęśliwa. Dodała mu jeszcze więcej pewności siebie i energii.  
- Chciałem przytulić bardzo ważną osobę. Kiedyś bardzo ją zawiodłem i chciałem jej udowodnić, że jest najważniejsza.- oznajmił pewnie patrząc wprost do kamery. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nagranie będzie krążyło w mediach przez najbliższy czas non-stop robiąc wokół nich spory zamęt, za który na pewno zdzieli go po głowie. 
- W takim razie... Życzymy powodzenia ! Rafinha Alcantara- skinęła do niego dziennikarka a on z uśmiechem jeszcze szerszym popędził do ukochanej. 

***

Rozmawiała z Xavim i Mario, gdy wrzawa w ich sektorze się nasiliła. Odwróciła się przodem do murawy obserwując zbliżającego się, owiniętego brazylijską flagą Rafaela. Wspiął się na barierki przytulając stojącą nieopodal niej mamę i babcię. Uśmiechnęła się. Cieszyła się jego szczęściem. Cieszyła się z wygranej. Cieszyła się, że jest tutaj z nim. Obserwowała prze-dumną Panią Valerię gratulującą synowi. Chwilę później oboje na nią spojrzeli. Valeria mrugnęła do niej oczkiem i uśmiechnęła się przyjaźnie. Nie znały się. Pierwszy raz spotkały się dziś. Ale miała wrażenie, że kobieta ją polubiła. Chwilę później z małą pomocą kolegów Rafa stał dokładnie przed nią. Była z niego niewyobrażalnie dumna. 
- Chodź tu do mnie...- pocałował ją w policzek i złapał jej dłoń. Przyjaciele piłkarza pomogli jej przejść przez barierki. Przyciągnął ją do siebie zachłannie i przytulił. 
- Udusisz mnie wariacie ! - zaśmiała się, odsuwając się od niego na tyle na ile pozwoliła jej długość jego rąk zaplecionych wokół jej talii. Migawki aparatów wywoływały niesamowity szum wokół nich. Zdawała sobie sprawę z tego, że za chwilę ich zdjęcie będzie krążyło w internecie a jutro prawdopodobnie znajdzie się w każdej gazecie. Wiedziała też, że od dobrych piętnastu minut nie jest anonimowa, a film z zapłakanym, biegnącym przez całe boisko po celnym strzale Neyamra, wpadającym na trybuny i tulącym tęskno zaskoczoną i zalaną łzami blondynkę, Rafą jest już wszędzie. Czy się tym przejmowała ? Wcale. Czy fotoreporterzy ją peszyli ? W ogóle. Co wobec tego robiła ? Chwyciła w dłonie złoty krążek wiszący na jego szyi. Przyglądała mu się z błyszczącymi oczami. Zarzuciła mu dłonie na szyję.- Jestem z Ciebie dumna ! - wypowiedziała bardzo wyraźnie patrząc mu w błyszczące od nadmiaru emocji oczy. I to chyba właśnie te emocje spowodowały, że przyciągnął dziewczynę do siebie nie dając jej możliwości wykonania żadnego ruchu. Przymknął oczy subtelnie muskając jej usta, ale w końcu się zapomniał całując ją z absolutną zachłannością. Gdzieś mieli to, że obserwowało ich ileś-dziesiąt tysięcy ludzi na stadionie, rodzina Rafy, przyjaciele, miliony ludzi przed telewizorami i setki fotografów. Oderwali się od siebie dopiero w chwili, gdy usłyszeli wyraźne gwizdy zapoczątkowane przez Xaviego, Mario i Diego podchwycone przez kibiców wokół. Objął ją zarzucając jedną rękę na jej barki. Złapała jego dłoń i zaplotła ich palce na wysokości swojego obojczyka. Prowadził ją do pozostałych piłkarzy celebrujących zdobycie olimpijskiego złota w towarzystwie rodzin na murawie. I nie miała nic przeciwko temu ! 
- Ainoha ! Mamy złoto ! - rzucił się w jej stronę rozentuzjazmowany Neymar. Zaśmiała się wpadając w jego ramiona, serdecznie mu temu gratulując. Była niesamowicie dumna z ich obu ! 
- No i nie można tak było na Triplecie ?- mruknął Dani Alves drocząc się patrząc na ich splecione dłonie. Zaśmiali się. Dobrze wiedzieli, że musiało tak być. Z czasem przestaje się pamiętać złe chwile, zostają tylko te dobre. Byli pewni, że tych drugich przed nimi wciąż bez liku.  
Cała ekipa Cararinhos, z rodzinami, przyjaciółmi, ważnymi dla siebie osobami zgromadziła się na środku boiska. Trybuny szalały wraz z zawodnikami na murawie. Wszystko wokół szalało. Zaśmiechiwała się widząc wariującego z małym Davim Neya i Rafę. Podszedł, gdy światła mistycznej Maracany znacznie przygasły. Z dachu wystrzeliły zielono-żółte fajerwerki, a ze specjalnie przygotowanych wcześniej dmuchaw wystrzeliło confetti. Objął ją od tyłu oplatając ich brazylijską flagą, z którą się nie rozstawał. Patrzyli w niebo jak zafascynowani. Musnął jej policzek. 
- Kocham Cię.- spojrzała na niego obejmując dłonie, które splótł na jej brzuchu. Uśmiechnęła się. 
- A ja kocham Ciebie.
- Na zawsze...- musnął jej policzek nosem. 


KONIEC.







NIE WIEM CO JA SOBIE MYŚLĘ PUBLIKUJĄC COŚ TAK ŻENUJĄCEGO PO TAK 
DŁUGIM CZASIE. 
ODCINEK, KTÓRY MIAŁ SIĘ POJAWIĆ GÓRA DWA DNI PO OSTATNIM ROZDZIALE,
KTÓRY MIAŁ BYĆ ZWIEŃCZENIEM TEGO OPOWIADANIA
POJAWIA SIĘ PO PRAWIE 3 MIESIĄCACH I WYGLĄDA TAK...

PRZEPRASZAM.
TO CHYBA JEDYNE CO MOGĘ POWIEDZIEĆ.
 I
 DZIĘKUJĘ ! 
NAPRAWDĘ
ZA WSZYSTKO !!!


laila. 







sobota, 27 maja 2017

decimoctavo



- Halo ?- burknął nieprzytomnie do słuchawki nie otwierając w ogóle oczu. Nawet nie popatrzył kto do niego dzwoni, ale był pewien jednego... jakiś skończony idiota ! Jest trzecia nad ranem !
- Przepraszam za porę...- męski głos był trochę zagłuszany przez dudniącą muzykę. Myślał, że ktoś robi sobie z niego jaja. Przytulił twarz do poduszki- jestem narzeczonym Leire...- Leire ! gdy usłyszał jej imię od razu się obudził. Telefon od faceta brunetki nie zwiastował niczego dobrego, zwłaszcza o tej porze. - Xavi Arragones. Wiem, że to kiepski moment, ale Leire kazała mi po Ciebie zadzwonić- serce mu przyspieszyło. Stało się coś złego. Usiadł na łóżku. Już i tak całkowicie się rozbudził.
- Coś się stało ?- nerwowo przetarł twarz dłońmi. Modlił się, by żadna z jego czarnych wizji nie stała się faktem.
- Potrzebuję pomocy... Ainoha...- serce mu zamarło.
- Gdzie jesteście ?- naciągał właśnie na siebie ciemnoszarą koszulkę, zabrał klucze z szafki i zbiegł do garażu po samochód.

Pod Opium dotarł po niespełna 15 minutach. Przywitał się ze znajomym ochroniarzem i wszedł do środka, gdzie jak zwykle panował zaduch. Zastanawiał się jak w tym tłumie odnajdzie kolesia, którego nigdy w życiu nie widział na oczy. Obchodził po kolei wszystkie loże w nadziei spotkania Ainohi bądź Leire, gdy ktoś szarpnął go za ramię.
- Xavi, to ja po Ciebie dzwoniłem.
- Rafael - uścisnął jego dłoń.
- Przepraszam, że Cię tutaj ściągnąłem. Dziewczyny trochę nabroiły, nie dałem sobie rady z nimi sam, a gdy chciałem zadzwonić po kolegę usłyszałem, że Ainoha pójdzie tylko i wyłącznie z Tobą. - ściągnął brwi. W tym momencie paraliżujący strach o dziewczynę niemal całkowicie zniknął. Co więcej zaczęło go to bawić.- Leire mówi,że pije przez Ciebie, więc to Ty masz zabrać ją do domu- parsknął śmiechem- Miałem o tym wspominać ?- Rafa pokręcił głową, śmiejąc się. Czy to dziwne, że po tych słowach poczuł się bardzo dobrze ? Że poczuł ciepło w okolicach serca ?- przepraszam, ale naprawdę nie jestem w stanie ich ogarnąć. Takich numerów jeszcze nie wykręcały...- westchnął.
- To gdzie te nasze imprezowiczki ?- piłkarz roześmiał się patrząc na nieco zagubionego kolegę.
- Siedzą w loży...- wskazał dłonią na boks nieopodal.
- O ! Rafa ! - pisnęła radośnie Leire na widok Brazylijczyka. Uśmiechnęła się uroczo domagając się powitania. Zaśmiał się widząc ją taką nieporadną. Pochylił się całując jej policzki. Śmierdziało od niej wódą jak z gorzelni. Dopiero teraz spostrzegł, że nie ma z nią blondynki.
- Lei, gdzie Ainoha ?- brunetka ściągnęła usta w dziubek.- Tańczy...- zaśmiała się dźwięcznie i wskazała palcem, gdzieś w tłumie. Oboje panowie podążyli wzrokiem w tym kierunku. Gdy ujrzał blondynkę w ramionach jakiegoś podpitego fagasa, wstrząsnęło nim. Zacisnął dłonie w piersi.
- Dasz sobie radę ?- krzyknął mu do ucha narzeczony koleżanki, by przekrzyczeć głośną muzykę.
- Dam, dam. Dzięki, raz jeszcze !- przybili piątki i patrzył jak facet próbuje okiełznać swoją przyszłą żonę. Odebrał jeszcze od nich rzeczy blondynki i wrócił z powrotem wzrokiem na Hiszpankę. Zauważył, że dłonie jej 'kolegi' zeszły znacznie za nisko, a jego twarz w zastraszającym tempie zbliżała się do jej ust. Zacisnął szczęki, przepychając się przez parkiet wśród innych tańczących. Zdążył nim oblech zdążył dotrzeć do malinowych warg dziewczyny. Była drobniutka i sporo niższa od niego, więc niemalże bez problemu ją uniósł.

***

Świetnie się bawiła nagle poczuła, że ktoś ją łapie i przewiesza sobie przez ramię. Zdezorientowana widziała jak oddala się od chyba Alvaro i wszystkiego innego. Mimo pijanego widu rozpoznała zapach perfum, rozpoznała dotyk. Zaczęła się szarpać i krzyczeć, ale nie przyniosło to skutku. Nie potrzebowała żadnego pieprzonego królewicza ! A już na pewno nie jego !
- Rafa ! Puść mnie ! Natychmiast postaw mnie na ziemi ! - darła się w niebo głosy, gdy wyszli na zewnątrz. A gdy wreszcie to zrobił napadła na niego z pięściami. - Co Ty sobie do cholery wyobrażasz, co ?!- waliła w jego tors.
- Pomagam Ci ?!- złapał obie jej dłonie patrząc jej wymownie w oczy.- Co Ty wyprawiasz Ainoha ?- spojrzał na nią z politowaniem. Naprawdę się martwił. Kochał ją.
- Co Cię to w ogóle interesuje, co ?
- Interesujesz mnie bardziej niż myślisz !
- Jestem dorosła, wolna, a z tego co pamiętam to był Twój wybór... i mogę robić co chcę ! - jej słowa kolejny raz miały zaboleć i zabolały. Dostał 'policzek'.
- Nawet jeśli wiązało by się to z przelizaniem się z tamtym kolesiem ?!- uniósł głos. Zagrał vabank. Tak nie powinno być i musiał jej to w końcu uświadomić. Powinni być teraz razem. Powinni spać, a jeżeli już się bawić to RAZEM !
- Nawet jeśli...- wyszeptała. Jej pełen rozpaczy głos wyrażał więcej niż chciała. - Co Ty tu w ogóle robisz, co ?!
- Xavi po mnie zadzwonił...- przetarł twarz dłońmi. Zbierał myśli. Wiedział, że nakłonienie blondynki do czegokolwiek, nie będzie spacerkiem.
- Jego już nie ma... - rozglądnęła się dookoła rozkładając ręce - A ja Cię nie potrzebuje ! Więc Wielki Panie Piłkarzu, może już idź zanim Cię ktoś ze mną zobaczy i zrobi zdjęcie !- patrzyła mu w oczy z nieudawaną nienawiścią. Odwróciła się na pięcie kierując się w stronę wejścia do klubu. Miała go zranić i widziała, że jej się to udało, ale opłakiwać będzie to dopiero jutro. Dlaczego więc znów szarpnął ją za rękę ?
- Puść mnie do cholery ! Nie jesteś mi potrzebny, rozumiesz ?!- krzyknęła tak głośno i tak rozpaczliwie jak chyba jeszcze nigdy. Może to kwestia alkoholu, że w jej oczach zalśniły łzy. Może niekoniecznie.
- Wsiadaj do samochodu ! - uniósł głos. Nie dlatego, że był na nią zły. Martwił się. Bał się, że może zrobić coś czego będzie żałować.
- Nie jestem Twoją własnością ! Nie możesz mi niczego kazać !
- Ainoha, proszę Cię wsiądź do samochodu...
- Po co to robisz, co ?! - podeszła do niego. Jej wzrok wyrażał to jak bardzo go nienawidzi. - Chcesz się zrehabilitować we własnym sumieniu ? A może jednak myślisz, że jeszcze coś na tym ugrasz ?!- aż się gotowała we wściekłości- Zapewnienie o tym, że Cię wtedy kochałam to za mało ?! - teraz to dopiero zabolało - Chcesz więcej ? Będzie Ci lepiej jak Ci dziś ulegnę ?! Osiągniesz kolejny cel ?! Idź do diabła !- syknęła-  Nie potrzebuję Cię, zrozum to wreszcie ! - chyba chciał ją przytulić, ale strząsnęła jego zbliżające się dłonie. - Znajdź sobie inną zabawkę, bo ja już nie mam na to siły...
- Wsiądziesz do samochodu sama czy mam Ci w tym pomóc ?- spojrzał na nią wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu. Chwilę jeszcze się szamotała. Była pijana, wiedziała, że teraz z nim nie wygra. Wybrała mniejsze zło. Wzięła od niego swoją kurtkę zarzucając sobie na ramiona. Otworzył jej drzwi od pieprzonego 'czołgu'. Wsiadła spojrzeniem ciskając w niego nożami.
- Żeby było jasne- spojrzała na niego- Nie potrzebuję żadnego pierdolonego rycerza ! A już na pewno nie Ciebie ! -  prychnął pod nosem, skupiając się całkowicie na drodze. Nie wydawała mu się być aż tak pijana tym bardziej zdziwiło go, po pięciu minutach jazdy zasnęła, mamrocząc coś pod nosem. Zapomniał już jak reagowała na nadmierne ilości alkoholu. Stanął na czerwonym świetle. Mógł wreszcie, na spokojnie uważnie jej się przylgnąć. Falowane włosy opadły jej na twarz, więc odgarnął je delikatnie tak by jej nie zbudzić. Poruszyła się nieznacznie pocierając wierzchem dłoni nos. Postanowił, że zawiezie ją do siebie. Było w tym wiele pozytywów. Po pierwsze nie musiał grzebać w jej rzeczach żeby znaleźć klucze, po drugie nie zostanie sama na resztę nocy, po trzecie nie będzie sama po przebudzeniu i będzie jej mógł podać tabletkę od bólu głowy, która na pewno się przyda.
Było ledwo przed czwartą, gdy zaparkował na swoim miejscu w garażu. Odpiął blondynce pas, przewiesił sobie jej torebkę przez ramię i delikatnie wziął ją na ręce.  Mimo snu przewiesiła dłonie przez jego szyję i wtuliła twarz w jego tors. Po cichu wszedł do mieszkania. Odłożył jej rzeczy w salonie i zaniósł ją do swojej sypialni. Ułożył na łóżku. Bardzo odpowiadało mu to zadanie i bardzo odpowiadał mu widok Ainohi w jego sypialni. Zabrał sobie jedną poduszkę i koc z szafy. Pochylił się i pocałował ją w czoło. Zgasił lampkę nocą i już miał zamykać drzwi, gdy usłyszał swoje imię. Z błyszczącymi brylancikami przyglądał się kobiecie.
- Kocham Cię...- mruknęła, wtulając się w jego pościel. Wiedział, że jest pijana, że śpi, ale nie mógł pokonać fali radości, która go ogarnęła.
- Ja Ciebie też Ai...- wyszeptał zamykając drzwi. Z uśmiechem na ustach zasnął na sofie w salonie.

***

Strasznie chciało jej się pić. Miała wrażenie, że zaraz uschnie. Przewróciła się z brzucha na plecy i poczuła rozrywający ból głowy. Leniwie otworzyła jedno oko. Panował półmrok. Wtuliła twarz w poduszkę. Poduszkę pachnącą perfumami. Męskimi perfumami !  Otworzyła natychmiast oczy rozglądając się po pomieszczeniu. Nie była u siebie. Nie znała tego miejsca. Ostrożnie i bez gwałtownych ruchów usiadła w pościeli. Starała sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora, ale nie pamiętała niczego po tym jak weszły z Leire do Opium. Sen ! Miała sen... przypomniała sobie. Świetnie się bawiła, gdy nagle znikąd pojawił się Rafael.... Wyniósł ją z klubu, wsadził do samochodu... Zaniósł do łóżka, pocałował w czoło... Powiedziała, że go kocha !  Rozglądnęła się po pokoju, nie stwierdziła obecności kogokolwiek.  Powolutku zeszła z łóżka. Zimna podłoga była teraz ukojeniem dla jej zmęczonych stóp. Wisząca na ścianie połączona klubowa koszulka Fc Barcelony i Bayernu tylko upewniła ją, co do tego gdzie a właściwie u kogo się znajduje. Zrobiło jej się niedobrze i to wcale nie od nadmiaru alkoholu. Teraz w dodatku jeszcze i zimno. Na fotelu leżała bordowa bluza, którą pozwoliła sobie pożyczyć. Otuliła się miękkim materiałem, pachnącym tymi samymi perfumami co poduszka. Tym razem poczuła ten przyjemny uścisk w żołądku. Bardzo dobrze je znała. Nacisnęła klamkę i po cichu wyszła z pokoju. Na palcach dotarła do salonu, w którym cichutko grał telewizor. Serce podeszło jej do gardła. Jak miała się teraz
zachować ?! Co miała robić, skoro nie do końca pamiętała co się wczoraj stało ?!
- Dzień dobry...- wzdrygnęła się, gdy wychylił się z kuchni. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył ją w swoich ciuchach. Jest coś takiego, że niemal każdy facet marzy o zobaczeniu swojej ukochanej w swoim T-shircie, koszuli, bluzie... czymkolwiek. Potargana, z rozmytym makijażem, dla niego nadal najpiękniejsza. - Ładnie Ci...- puścił jej oczko.
- Dzień dobry...- mruknęła nieco zawstydzona. Przyglądnęła mu się. Dawno nie miała okazji widzieć go takiego. Zawsze mówiła, że zaraz po wstaniu, z rozczochranymi włosami wyglądał przeuroczo. Kiedyś potrafiła godzinami leżeć na boku i patrzeć jak śpi, jak się budzi... Wyrzuciła w głowy te wspomnienia. Przyjrzała się Rafaelowi uważnie. Nie wyglądał teraz ani na złego ani nad zbyt uradowanego, więc istniała szansa, że niczego wielkiego nie nawywijała. Modliła się o to, by tak było.
- Zrobiłem śniadanie- skrzywiła się na samą myśl, a on głośno się zaśmiał. Stanowczo za głośno ! Skuliła się.
- Zapomniałem, że jedzenie jest bleee- wyszeptał z uśmiechem na ustach, wskazując na krzesło, by usiadła. - Duża, czarna i bez cukru ?- spytał retorycznie uśmiechając się. Skinęła głową, co było błędem, bo ból niemal ją rozrywał od środka. Nie sądziła, że pamięta takie rzeczy.- Powinno pomóc- uśmiechnęła się wdzięcznie biorąc od niego wodę i dwie tabletki. Dziwnie się czuła siedząc w jego kuchni, w jego mieszkaniu... Krzątał się po kuchni radośnie nucąc pod nosem, co powodowało że czuła się jeszcze gorzej. Nie odzywał się, a cisza która między nimi panowała wyraźnie ją uwierała. Nie wiedziała co ma mówić. W jaki sposób. Przecież kompletnie nie pamiętała co się tej nocy wydarzyło ! Usiadł przy stole na przeciw niej z jajecznicą na talerzu, od której skręciło jej żołądek. Zanurzyła usta w gorącej czarnej cieczy bez której nie wyobrażała sobie życia, zwłaszcza poranków jak ten... Spojrzał na nią spod brwi. Pewnie czuł na sobie jej wzrok, którego w ogóle z niego nie spuszczała.
- Wydaje mi się, że chyba powinnam Cię przeprosić...-mruknęła zawstydzona. Ściągnął brwi, albo nie załapał o co chodzi, albo bardzo chciał to usłyszeć z jej ust. Odłożyła kubek z kawą i spojrzała mu w oczy. Zawahała się przygryzając wargę-... przepraszam...
Uśmiechnął się szczerze, więc wiedziała już na pewno, że wiele nie nawywijała i nie jest na nią zły.
- Za co ?- zaśmiał się, pakując sobie kolejną porcję jajka do ust. Znała ten ton. Śmiał się z niej ! Wiedział, że niewiele nie pamięta i perfidnie to wykorzystywał. Uraczył ją tym swoim firmowym łobuzerskim spojrzeniem.
- Nic nie pamiętam...- jęknęła podpierając głowę. Spojrzała na niego w nadziei, że czegoś się dowie, ale on tylko uśmiechał się chytrze pod nosem.
- Tego, że biegałaś po promenadzie krzycząc jak bardzo mnie kochasz też nie ?- powiedział z taką powagą, że poczuła jak w sekundzie staje się purpurowa. Mogła zrobić coś takiego ? Oczywiście, że tak ! Bała się na niego spojrzeć. Serce podchodziło jej do gardła, policzki płonęły, a dłonie zaczęły się pocić. Wtedy parsknął śmiechem.
- Rafinha ! - pisnęła patrząc na niego z rządzą mordu. A on ? Uśmiechnął się dumnie. Po pierwsze miał potwierdzenie tego, że taka sytuacja naprawdę mogłaby mieć miejsce, po drugie pierwszy raz powiedziała do niego 'Rafinha' i zabrzmiało to absolutnie uroczo.
- Dziękuję...- wyszeptała, gdy kolor jej twarzy powrócił do naturalnego. Skinął głową.
- Nie masz za co- jego wzrok... aż ścisnęło ją w dołku. Dobrze, że siedziała, bo w tym momencie na pewno wyłożyłaby się jak długa.
- Możesz mi powiedzieć jak bardzo nawywijałam ?- ściągnęła brwi. Było jej najzwyczajniej w świecie wstyd, ale chciała wiedzieć czego ma się wstydzić najbardziej. - I jak to się w ogóle stało, że się tu znalazłam ?- rozejrzała się po pomieszczeniu naciągając rękawy bluzy na dłonie.
- Nic nie pamiętasz ?- uniósł brew. Miał nadzieję, że pamięta choć te dwa słowa, które wypowiedziała, gdy kładł ją do łóżka. Byłoby mu znacznie łatwiej. Pokiwała przecząco głową, na co tylko się uśmiechnął.
- Zadzwonił po mnie Xavi, nie mógł sobie z Wami poradzić, a nie pozwoliłyście mu dzwonić po kogo innego jak mnie... - uśmiechnął się pod nosem, gdy Ainoha chowała się coraz bardziej w jego bordowej bluzie. - Jak przyjechałem bawiłaś się z jakimś niezbyt fajnym kolesiem...- przetarła twarz dłońmi. Spojrzała na niego spod rzęs. Z każdym jego słowem upewniała się, że jej 'sen' był rzeczywistością.
- Miałam sen...- mruknęła- Śniło mi się, że wyniosłeś mnie z klubu, krzyczałeś na mnie na zewnątrz, a później wywiozłeś gdzieś czołgiem- celowo pominęła wątek 'Kocham Cię Rafa' mając nadzieję, że to jedno okaże się wytworem jej wyobraźni. Spojrzała na niego szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń.
- To Ty krzyczałaś na mnie, a do samochodu weszłaś sama. Nie szczędząc mi przy tym paru miłych - zrobił cudzysłów w powietrzu - słów.
- Strasznie Cię przepraszam. W ogóle nikt nie powinien do Ciebie dzwonić. To nie powinno się wydarzyć. Przepraszam...- wstała- Skorzystam tylko z łazienki, 20 minut i znikam z Twojego życia...- mruknęła. Robiła wszystko żeby tylko nie złapać z nim kontaktu wzrokowego. Wiedziała jak tragicznie może się to skończyć.
- Nie musisz mnie przepraszać... Zrobiłaś to już w nocy...- stanęła jak wryta, chyba jak nigdy. Powiedział to wiedząc, że inaczej jej nie zatrzyma. Wiedziała o czym mówił. A on wiedział, że mówiła to wtedy szczerze. Wstał i jak gdyby nigdy nic minął ją w przejściu. Wrócił dosłownie po sekundzie z koszulką i dresowymi spodniami w ręce.
- To moje spodnie...- mruknęła odbierając ciuchy.
- Trochę na Ciebie czekały...- wszedł do pomieszczenia znajdującego się po drodze z sypialni do salonu. - W kabinie zostawiłem Ci kosmetyki Thaisy myślę, że będą lepsze niż moje- uśmiechnął się blado. Stał w otwartych na oścież drzwiach. Wpatrywała się w niego nie bardzo wiedząc co teraz ze sobą zrobić. Wszystko zaczynało ją pomału przytłaczać.
- Rafa...- zebrała się w końcu w sobie i z trudem wyszeptała jego imię.
- Na pralce są ręczniki...- mruknął mijając ją w przejściu. Jak dobrze liczył miał maksymalnie pół godziny na wymyślenie sposobu by ją zatrzymać.
Oparła dłonie na umywalce przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.
- Co Ty wyprawiasz ?!- wariowała. Mówiła sama do siebie. Miała wrażenie jakby teraz znów w jej ciele mieszkały dwie osoby. Dwie Ainohe. Ta, która chciała zostać, wszystko z Rafą wyjaśnić, walczyć i żyć u jego boku oraz ta, która chciała jak najszybciej zniknąć, wymazać wszystko i zacząć układać sobie życie na nowo. Ta która się bała odpowiedzialności, rozpoznawalności, jego niestandardowego życia, którego miałaby zostać częścią...
Prysznic przyniósł ukojenie jedynie fizyczne. Jego lekko przyduża na nią koszulka pachniała proszkiem do prania i resztką jego perfum. Zacisnęło jej gardło. Zachowała się jak wariatka gdy ze łzami w oczach zaciągała się wonią stojącego na umywalce flakonu Paco Rabanne. Forma pożegnania ? Strach wygrywał ? Wyszła z łazienki opierając się plecami o jej drzwi. W mieszkaniu panowała cisza. Przeraźliwa. Siedział na sofie z dłońmi opartymi na kolanach. Pocierał twarz. Szukał rozsądnego wyjścia z sytuacji ?
- Pamiętasz co powiedziałaś w nocy... - Stwierdził, a czekoladowe tęczówki przewiercały ją na wylot. Warga zaczęła jej drgać.- Podejrzewam, że...
- To prawda...- wyszeptała. Zaskoczyła go. Tego nie przewidział. Natychmiast wstał z kanapy. Przyciągnął ją do siebie stanowczo. Wypuściła z rąk sukienkę, którą jeszcze niedawno miała na sobie. Wplótł dłonie w jej włosy. Napawał się widokiem jej przerażonych tym co może się wydarzyć tęczówek. Drżącą dłonią przejechała po jego lekko zarośniętym policzku. Rozczulał ją. Wstrzymała oddech, gdy znacznie zbliżył swoją twarz. Wtedy do głosu doszła ta druga Ainoha.
- Nie mogę...- szepnęła, ale się nie odsunęła.
- Nie możesz czy nie chcesz, co ?- zetknął ich czoła. Niepewnie uniosła wzrok. Znał już odpowiedź- Czego Ty się boisz ?- wyplątała się z jego objęć. Usiadła na sofie podkurczając nogi pod brodę.
- Nie bez powodu nie powiedziałeś mi wtedy kim jesteś...- zaczęła niepewnie. Usiadł obok niej. Pozwoliła mu się objąć. Wszystko działo się samo. Z każdą sekundą nieznacznie wtulała się w jego tors. Czuła się coraz bezpieczniej. - Pomijając już to wszystko co się stało... Zrozumiałam... - uniosła wzrok- Rafa mnie nie interesuje miano WAG. Nikogo nie oceniam, ale ja nie jestem jak tamte dziewczyny... Nie bawią mnie modne imprezy, pozowanie na ściankach... i nie wyobrażam sobie życia pod obstrzałem mediów... Po ślubie Twojego brata spędziłam masę czasu przeszukując internet. Wiążąc się z piłkarzem stajesz się częścią nie tylko jego życia, stajesz się częścią chorej gry, w której najważniejsze jest to gdzie mieszkasz, co jadasz, w co jesteś ubrany i z kim się przyjaźnisz. Ja się w tym nie odnajdę...
- Popełniłem błąd i zrozumiałem to właśnie po rozmowie z Thiago na weselu. Wmówiłem sobie, że chcę Cię chronić przed tym światem, a nie wziąłem pod uwagę tego, że w ten sposób naturalnie odsuwam Cię od siebie. Nie wziąłem pod uwagę tego, że Ty w tym świecie możesz fantastycznie prosperować. To o czym mówiłaś wcześniej zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Nie chcesz uczestniczyć w meczach ? Nie musisz. Nie musisz pozować do zdjęć. Nie musisz siedzieć w loży. Nie musimy publikować naszych zdjęć w sieci. Nie musimy się udzielać w mediach. Przyglądałem się jak budował się związek mojego brata. A powstawał bez udziału mediów. To prawda, że żadne z nich w tym momencie nie jest anonimowe, ale w ogóle z tego powodu nie cierpią. Jak tylko Julia chce gdzieś wyjść, wychodzi. Nie musi się obawiać wianuszka fotografów kroczących za nią. Zbudowali normalną fajną relację. Tworzą normalną rodzinę !
- Rafa...
- Ainoha, posłuchaj... Ja nie zmienię swojego życia. W to co robię, w mój zawód, wpisane jest takie a nie inne ryzyko. Ale można w tym funkcjonować zupełnie normalnie...- pocałował ją w czoło. Który to już raz mówiła, że sytuacja ją przerasta. Odsunęła się. Chciała by dobrze ją zrozumiał. Żeby nie było między nimi niedomówień. - Co Cię powstrzymuje ?- szukał ostatniej deski ratunku.
- Co mnie powstrzymuje ? - jęknęła. Szukała w sobie wewnętrznej siły, na dalszą dyskusję. Wiele ją to kosztowało. Naprawdę wiele....- Ja chyba boję się zobowiązań... Nie chcę Ci nic obiecywać, niczego na siłę nazywać.- zastanowiła się-  Mogę być blisko, mogę być dobrym słuchaczem albo poprawiaczem nastroju, mogę być kim chcesz...
- Wiesz kim bym chciał... - przerwał jej uśmiechając się cwanie. Zorientował się, że to był zły moment, gdy spojrzał w jej oczy.
- Nie czyń mnie zbyt ważną... Zdaję sobie sprawę z tego jak dramatycznie to zabrzmi, ale...- uśmiechnęła się pod nosem, mimo że wcale do śmiechu jej nie było- ale... nie jestem dobra w byciu czyimś wszystkim...- uniosła wzrok. Badała jego reakcję. Sprawdzała czy zrozumiał o co jej chodzi.
- Od co najmniej czterech lat jesteś moim wszystkim...- wyszeptał. Czuł, że wbija jej tym szpilki, ale szukał jakiegoś  wstrząsu. Czegoś co sprawi, że przestanie analizować. Przestanie się zastanawiać.
- Rafael...- jej oczy były pełne łez.
- Zawsze to lepsze niż zostańmy przyjaciółmi....- uśmiechnął się pokrzepiająco. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło. Poruszyła się lekko ocierając mokre policzki.
- No i dlaczego płaczesz...- spytał łagodnie, z lekkim uśmiechem na ustach. Serce waliło mu jak oszalałe. Łzy hiszpanki potwierdziły, że właśnie się pogodzili. - Przepraszam...- wyszeptał. Wiedziała za co ją znów przeprasza. Uśmiechnęła się blado.
- Który to już raz ?- popatrzyła na niego. Zachowywali się jak obrażone na siebie przedszkolaki. Ona się tak zachowywała. Zrozumiała. Objęła go, co w pierwszej chwili było dla niego zaskoczeniem. Przyciągnął ją do siebie mocniej, szczelnie oplatając jej ciało dłońmi, bał się, że zaraz mu ucieknie. Poczuła te mistyczne motylki w brzuchu. Była w miejscu jej przeznaczonym. Skąd wiedziała ? Takie rzeczy się czuje. Nie wróżyła im wiecznej miłości i tym podobnych bzdet, ale czuła, że jest szansa na odzyskanie przyjaciela.
- Będzie już dobrze ?- jej głowa spoczywała na jego klatce. Widział jak się uśmiecha i kiwa z przekonaniem głową. - I mogę się Tobą oficjalnie chwalić ?- trzepnęła go w ramię. Dając do zrozumienia, że niekoniecznie.- A na randkę się ze mną jutro umówisz ?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Pod warunkiem, że najpierw zabierzesz mnie do Guella- zaśmiała się przez łzy.
- Powtórka z rozrywki ?
- Nowy początek... - Nie wiedziała czy dobrze robi. Nie chciała się teraz nad tym zastanawiać. Kochała go i tego jednego była pewna. Przez trzy lata zastanawiała się jak wygląda jego życie. Teraz po części mogła stać się jego częścią. Nie odzywali się dobrych paręnaście minut. Obojgu im było po prostu dobrze. Nie mieli potrzeby mówić.
- O czym myślisz ?- uśmiechnęła się nieznacznie, opierając dłonie o jego klatkę.
- O tym jak bardzo chciałbym Cię teraz pocałować...- uśmiechnął się cwanie. Czekał na uderzenie, prychnięcie cokolwiek ! A co zobaczył ? Wyraźne pozwolenie w jej błyszczących jak diamenciki tęczówkach. Nie czekał dłużej. Uśmiechnęła się, gdy musnął jej usta. Tego właśnie było jej trzeba. To za tym tak tęskniła !



wtorek, 23 maja 2017

decimoséptimo





- Cześć Ainoha - aż podskoczyła, gdy usłyszała jego głos i poczuła jego oddech na swojej szyi. Ta sytuacja coś jej przypominała. Odgoniła wspomnienie o ich pierwszym spotkaniu w tym sklepie. Zacisnęła zęby, jednak nie odwróciła się.
- Cześć Rafa...- wypowiedziała najobojętniej jak tylko się dało mając nadzieje, że mężczyzna da sobie i jej spokój. Wspięła się na palcach sięgając po pudełko z sałatką zastanawiając się dlaczego jej ulubiona zawsze znajduje się na najwyższej półce, gdy zza niej wyrosła męska dłoń. Wzięła głęboki oddech odwracając się do niego przodem. Starała się być obojętna, starała się w niego nie wgapiać, nie dostrzegać tego palącego spojrzenia, starała się nie okazywać mu więcej swoich uczuć, starała się... jak jej wychodziło ? Sądząc po jego przepełnionej troską minie raczej słabo.
- Twoja ulubiona...- mruknął podając jej plastikowe pudełko.
- Dziękuję...- mruknęła nieśmiało.
- Znów się tutaj spotykamy- uśmiechnął się, widziała jak bardzo się starał, ale nie mogła. Po prostu nie mogła.
- Cóż za zbieg okoliczności- prychnęła. Nie wysilała się na bycie miłą, raczej bardzo starała się brzmieć najmniej sympatycznie jak się dało.
- Porozmawiamy ?- zastąpił jej drogę, patrząc dokładnie TYM wzrokiem. Przełknęła głośno ślinę zupełnie ignorując przyjemny ścisk w podbrzuszu.
- Chyba nam to nie wychodzi...- spojrzała mu prosto w oczy. Czuła, że jest to kolejne spotkanie, które będzie musiała odchorować.- Cześć, Rafa- rzuciła znikając w kolejnej alejce. Odwracała się raz po raz z ulgą przyjmując fakt, że piłkarz odpuścił. A może jednak to nie była ulga ? Może jednak było w tym trochę żalu... ? Zrobiła zamierzone zakupy i wyszła ze sklepu kierując się w stronę swojego mieszkania. Nasunęła na nos duże okulary przeciwsłoneczne i rozkoszowała się promieniami padającymi na jej skórę.

Ciężko opisać to co poczuła, gdy zobaczyła go radośnie siedzącego pod jej drzwiami. Wściekłość ? Chęć wybicia całej męskiej populacji tego świata ? Spotęgowaną złość ? A może nieopisaną radość ? Dumę i poniekąd wdzięczność ? Nie, nie... już nie.
- Osiedla Ci się pomyliły ! - warknęła siłując się z zamkiem. Zastanawiała się jakim cudem wszedł na prywatne strzeżone osiedle ? Musiał skubany zapamiętać kod do wejścia. Przyglądał jej się z wyraźnym rozbawieniem.
- Nie odejdę dopóki ze mną nie porozmawiasz...- był wyjątkowo stanowczy. Wstał a gdy otworzyła drzwi, zebrał leżące na posadzce torby z zakupami i bez ceregieli wszedł do środka kładąc zakupy na wyspie kuchennej. Przyglądał się jej wyczekująco. Weszła zaraz za nim z miną żądną mordu. Tak wyglądała jej postawa obronna, bez niej rozpadła by się na kawałeczki. Znów traciła grunt, a on bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że działa to na jego korzyść.
- Co ? Już się nie boisz, że nasze zdjęcia wypłyną do prasy ? - syknęła złośliwie, chowając zakupy. Miało zaboleć i spełniło swoją rolę.
- Ainoha proszę...
- Czego chcesz ?!- nie wytrzymała, krzyknęła zakładając ręce na piersi. Stała dokładnie na przeciw niego. Dzieliła ich tylko kuchenna wyspa.
- Nie odbierasz połączeń, nie odpisujesz na smsy, rzekomo nie ma Cię w firmie- faktycznie dzwonił parę razy, ale prosiła albo Leire albo Marię, żeby mówiły że jej nie ma- wysłałem Ci jakiś trilion maili... Tak samo ignorujesz Marca i Neymara. Chcę wiedzieć co się dzieje ?- 'mam dość- cisnęło jej się na usta, ale nie byłaby w stanie aż tak skłamać. Dlaczego nie rozumiał, że nie chciała z nim rozmawiać ? Dlaczego nie rozumiał, że bardzo chce zamknąć ten rozdział i zacząć żyć ?! Dlaczego nie mógł po prostu uszanować jej decyzji ? Westchnęła z nadzieją, że skończą to dziś raz na zawsze.
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. Miałam strasznie dużo pracy. Byłam zabiegana...
- W związku ze ślubem...- przerwał jej. Ton jego głosu był wyraźnie ściszony i bardziej niepewny niż zwykle. Przyglądnął jej się uważniej. Chciał dostrzec zachodzącą w niej każdą, nawet najmniejszą zmianę. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest to cios poniżej pasa, ale musiał zaryzykować. Była to ostatnia deska ratunku. Spoważniała. Uniosła wzrok napotykając na ciemne czekoladowe tęczówki. Serce zaczęło jej szybciej bić. Wystraszyła się. Czekał na jej odpowiedź, a ona po prostu nie mogła mu tego powiedzieć prosto w oczy. Spuściła wzrok. Wstała i podeszła do dużego okna w salonie. Było pozbawione firan, a żaluzje były odsłonięte. Miała stąd przepiękny widok na panoramę miasta.
- Nie ma żadnego ślubu, prawda ?- znacznie zmienił ton głosu, teraz wydawał się bardziej przytulny. Zdziwiła się, gdy to usłyszała. Z przerażeniem odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na niego spod rzęs. Śmiał się. Bezczelnie się uśmiechał !
- Alcantara przysięgam, że kiedyś Cię zabiję- jęknęła. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bliska płaczu była. Jak bardzo się tego bała. Wtedy mężczyzna kolejny raz zaniósł się donośnym śmiechem. - Skąd wiesz ?- szepnęła.
- O ślubie ? Od Marca...- pokiwała przecząc głową, uniósł brew- o braku ślubu ?- skinęła - domyśliłem się. A niedawno Neymar te domysły potwierdził.- ściągnęła brwi. To, że Marc to oczywiste, ale co Neymar miał do tego ?!
- Neymar ?
- Widział się z Leire...- Tego mogła się domyślić, przecież wiedziała jak oboje kombinowali. - Nawet nie wiesz jak się wtedy wystraszyłem...- popatrzył na nią właśnie w TEN sposób. Popatrzył jak człowiek, który odzyskał nadzieję. Zignorowała go. Co miała zrobić ? Odwróciła się twarzą do okna. Ponownie zatonęła w krajobrazie malującym się przed nią... o ile łatwiejszą opcję wybrała... - Dlaczego to zrobiłaś ?- czuła, że w końcu zada to pytanie, ale miała nadzieje może jednak... Zrobiło jej się wstyd. Żeby udowodnić sobie, że nic do Ciebie nie czuję !- krzyczało jej serce.
- Zawiodłeś mnie...- obwiniała go o wszystko i bardzo dobrze wiedział, że miała do tego prawo.
- Wiem, ale bardzo tego nie chciałem... -  spojrzała mu w oczy. Uwierzyła. W jej właśnie zalśniły łzy, które pospiesznie ścierała odwracając twarz. - Przepraszam. Nie wiem, który to już raz, ale będę przepraszał Cię do skutku-  Podszedł do niej, kładąc dłoń na jej talii. Odwróciła się przodem, niepewnie przyciągał ją do siebie. Czekał na pozwolenie z jej strony. Czekał na jakikolwiek ruch.
- Nie oczekuję od Ciebie przeprosin, Rafa. - spojrzała prosto w jego oczy. Żegnała się.- To nic między nami nie zmienia...- wyszeptała najbardziej raniące słowa. Czuł jej oddech na swoich ustach i widział ten żal w oczach. Odsunął się lekko. Jego dłonie bezwiednie zjechały po jej talii, na ułamek sekundy zatrzymując się na biodrach.  Chwilę trwało nim przetrawił w sobie jej słowa, nim dotarło do niego, że to już nie jest gra, że to nie są żarty. Patrzył jak spuszcza pełne łez spojrzenie, jak subtelnie wyplątuje się z jego objęć... jak ponownie odwraca się twarzą w stronę okna. Patrzył na to jak się od niego oddala. Przyglądał się jej drobnemu ciału zwróconemu ku oknie i nie mógł zrobić kroku. Musiał ją przecież przekonać ! Musiał znaleźć jakieś wyjście ! Nie mógł jej znów stracić !  Wiedziała, że tak łatwo nie odpuści. Musiała zadziałać.
- To wszystko co miałam Ci do powiedzenia. Myślę, że powinieneś już iść...-mruknęła, bardzo starając się, by jej głos brzmiał w miarę normalnie. Chciała ukryć przed nim swoje cierpienie. Słowa, które wypowiedziała dobitnie dały mu do zrozumienia, że nie ma tu czego szukać. Że nie ma co liczyć na to, że mu wybaczy. Zrozumiał, że to koniec. Definitywny. Pocałował ją w skroń. Ostatni raz. Na pożegnanie. Na zawsze. Czym prędzej opuścił jej mieszkanie. Nie czuł nic. Kompletnie nic. Pustkę.
Zalana łzami zsunęła się na podłogę, gdy zamknął za sobą drzwi. Chciała to skończyć ? Skończyła. Chciała by wreszcie dał jej spokój. Dał. I wcale nie było jej z tym lepiej... Rozrywało ją od środka. To nie było rozstanie na które pomogłaby butelka wina i komedie romantyczne, teraz nie pomoże nawet nieśmiertelny popcorn z lodami. Potrzebowała pomocy. Wiedziała, że tym razem sama nie da sobie rady. Sięgnęła do kieszeni spodni po swój telefon. Miała ją na szybkim wybieraniu. Odebrała niemal natychmiast. Jej radosny głos spowodował kolejną falę łez.
- Leire pomóż mi...- tylko tyle zdążyła wydukać nim zaniosła się płaczem.





Jak myślicie co zrobi Ainoha ?
Leire będzie w stanie jej pomóc ?
I w końcu co z Rafaelem ?
Zbliżamy się do końca...
Jeszcze jeden rozdział i epilog ;)
L.

piątek, 5 maja 2017

decimosexto



Obładowany siatami próbował dostać się do mieszkania przyjaciela. Mieli harmonogram i dziś przypadał jego dzień z Rafaelem. Nogę, po operacji miał włożoną w stabilizator, więc wszyscy dwoili się i troili, by pomóc mu w codziennym funkcjonowaniu. Nie narzekał. Przyjaźnili się już kupę czasu i nie traktował tej pomocy jak przykrego obowiązku.
- Jestem ! - krzyknął z korytarza. Wyłożył wszystkie siaty na wyspę kuchenną, rzucając w pół-kalekę paczką chipsów, o które tak go prosił.
- Neymar z Roberto przyjadą... Coral ma jakąś sesje, Bruna wyjechała, a Carolina zabrała Daviego do zoo, więc uznali, że nie będą siedzieli sami... - zaśmiał się zwracając tym samym na siebie uwagę gospodarza.
- Skąd wiedziałem ?- z dziecięcym uśmiechem, uniósł dwa czteropaki piwa, które niemal natychmiast wylądowały w lodówce.
- Szybki meczyk ? Nie mogę wyjść z wprawy- zaśmiał się pomocnik sięgając po pilota od konsoli. - Bayern?- pytanie retoryczne. Zawsze grali Barcelona : Bayern, ewentualnie Arsenal lub Real. Na tyle na ile pozwalało mu kolano, ustawił sprzęt czekając aż Marc przyniesie piwo. Postawił dwie puszki na stoliku, gdy rozdzwonił się jego telefon. Posłał kumplowi pytające spojrzenie.
- Ainoha...- mruknął, a jemu serce zabiło mocniej. Nie odezwała się do niego od czasu meczu, nie odbierała jego telefonów, nie odpisywała na smsy, maile... Tym bardziej był zaskoczony jej telefonem do Bartry. Przecież powiedziałby mu, jeśli mieliby ze sobą jakikolwiek kontakt, prawda ? Nic nie robiąc sobie z jego morderczo-pytającego spojrzenia obrońca najzwyczajniej w świecie wyszedł na taras.
Dobrze wiedział, że Rafa na razie nie może wstawać, więc dokuśtykanie do tarasu nie wchodziło w grę. Mógł spokojnie przeprowadzić rozmowę z Hiszpanką, bez uporczywego spojrzenia kolegi. Wiedział, że powinni mu powiedzieć, że to Leire z Neymarem zaaranżowali przypadkowe spotkanie pod Sutton, że to oni sprowadzili ją wtedy na stadion i powiedzieliby mu to już dawno temu, gdyby sprawy między tą dwójką nie były bardziej beznadziejne niż wcześniej. Z byłą dziewczyną kumpla od feralnego dnia meczu jest w ciągłym kontakcie. Ona dzwoni głównie po to by dowiedzieć się co z Rafą, on natarczywie próbuje ją przekonać, by z nim szczerze porozmawiała. Prosi by się spróbowali dogadać. Widział ją, gdy Rafinha doznał kontuzji. Widział jak odpycha ochroniarza, by dostać się na murawę. Widział jej przerażone oczy. Może mu wmawiać cokolwiek chce... Wie, że ona go kocha. Wie też, że została zraniona i zrobi wszystko by tych dwoje było jeszcze razem.
- Jak z nim ?- usłyszał pytanie, które słyszy zawsze zaraz po 'hej'. Dziś jej głos brzmiał gorzej niż wczoraj. Była wyraźnie przybita. Z powodu Rafy ?
- Jak długo będę Cię prosił byś się z nim spotkała ? Przyjedź choć na chwilę... Odwiedź go. Nie musisz nawet słuchać co ma do powiedzenia...- zaczął swoją standardową śpiewkę. Dziewczyna głośno westchnęła, czyli jak zwykle.
- Co mówią lekarze ? Kiedy będzie mógł iść na rehabilitację ?- jak zwykle puściła jego prośby mimo uszu. Mógłby przysiąc, że nigdy nie spotkał tak upartej osoby jak Ainoha. Może miała swoje racje... Na pewno miała, ale widział jak cierpi. Jak cierpią oboje.
- Jutro ma zdjęcie szwów, zobaczymy co powiedzą... O 13 w klubie... - zaczął.
- Marc, proszę...
- To ja Cię proszę Ainoha ! Po co ta bezsensowna szarpanina ? Zamiast mnie i chłopaków to Ty tutaj powinnaś być. On nie potrzebuje nas, ojca wyrzuca, bo od meczu wspomina ciągle o Tobie, potrzebuje Ciebie... Zadręcza się myślą, że naprawdę wychodzisz za mąż !
- Nie powiedziałeś mu ! - spanikowała. Przewrócił oczami. Jakże oni go denerwowali ! Jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że wychodzi się za mąż ?! Dla niego niepojęte ! Ale z drugiej strony... jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że jest się kimś innym niż się jest...
- Nie powiedziałem...- potarł twarz dłońmi. Uznał, że może musi zadziałać inaczej, skoro Ainoha najbardziej się boi, że Rafa pozna prawdę o braku narzeczonego. Najlepszym działaniem będzie szantaż ! - Ale powiem, jeśli sama tego nie zrobisz... To jest  bez sensu !
- Nie zrobisz tego...- syknęła. Miała racje, on nie, ale za Da Silvę już pewny nie był.
- Pozdrów go ode mnie...- złagodniała. W pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał. Ona sama przestraszyła się wypowiedzianych słów.- Nie ! Nie słuchaj mnie... Nie chcę żeby wiedział, że mamy ze sobą kontakt...- za późno pomyślał, patrząc w stronę drzwi wejściowych. W salonie jakby się zaludniło. Skinął głową do Neymara. Jako jedyny był wtajemniczony w jego akcje z Leire, jak Da Silva w jego stałe kontakty z dziewczyną.
- Ainoha proszę Cię...
- Marc, nie ! Naprawdę przestanę dzwonić, jeśli za każdym razem nasza rozmowa będzie przebiegała w ten sam sposób...
- Nie przestaniesz. Za bardzo się o niego martwisz... - cisza. Trafił. Nie była nawet w stanie zaprzeczyć.
- Dbajcie o niego... Buziaki.- mruknęła kończąc połączenie.
Wszedł do salonu, gdzie na sofie wyłożony, z usztywnioną nogą ułożoną na poduszce leżał jego najlepszy przyjaciel. Niepotrzebnie mówił mu kto dzwoni. Nie musiałby teraz ignorować jego spojrzenia.
- Masz z nią kontakt...- miało być pytanie, wyszło bardziej oskarżenie. Spojrzał na Da Silvę, ten na Roberto. Już był pewny, że Ney wyklepał wszystko Sergiemu. Utrzymywanie tego w tajemnicy przed Rafą przestało mieć sens. Prędzej czy później i tak się dowie. Spojrzał na napastnika, który lekko skinął głową, dając mu pozwolenie na działanie. Pokiwał głową.
- Martwi się o Ciebie...- usiadł na fotelu na przeciwko klubowego kolegi. Sięgnął po swoje piwo upijając solidny łyk. Spojrzenie Rafy dosłownie go paliło.
- Nie odbiera ode mnie telefonów, nie odpisuje na smsy to nazywasz troską ?- zamilkli. Co miał powiedzieć ? Każda odpowiedź była do bani. A poza tym cała trójka czuła się współwinna sytuacji panującej między parą. Pomocnik schował twarz w dłoniach, przejeżdżając po niej parę razy, wypuścił ciężko powietrze z płuc. - Wiecie, że po meczu miałem nadzieję na to, że wszystko będzie dobrze ? Myślałem, że mi wybaczyła...- prychnął- Ból mi chyba sparaliżował pewne części mózgu....
Patrzyli po sobie, jeden na drugiego. Czas mu powiedzieć... Padło na Neymara. On wymyślił, on powie.
- Rafa... um... Ainoha nie przyszła na stadion z własnej woli...- skrzywił się- Ona nawet nie wiedziała o tym meczu. Zaplanowaliśmy to z Leire...- piłkarz uśmiechnął się.
- Łzy w jej oczach i wykrzyczenie lekarzom, niechcącym jej do mnie dopuścić, że jest moją dziewczyną też ?- spojrzał na nich spod brwi. Spuścili głowy. O tym, co powiedziała nie wiedzieli. Pojawił się płomyk nadziei ?- Tak myślałem... Nie jestem idiotą. Wiem, że nie przyszła na stadion sama z siebie. Podejrzewam, że Sutton też było ustawione, mam rację ?- spojrzał na nich, kiwając głową-...mam.
- Narzeczony też nie istnieje, co ?- mruknął. Sergio parsknął śmiechem. Pozostała dwójka nie. Blondyn spoważniał. Czyli jednak nie był do końca wtajemniczony. Pozostałą dwójkę wcięło. Tego się nie spodziewali. Uśmiechnął się pod nosem, ale był to raczej pusty uśmiech. Oczy nadal miał przybite.
- Skąd wiesz ?- niepewnie odezwał się Marc.
- Była w klubie sama. W przeciwieństwie do zaręczonej Leire nie wisiała na telefonie. W niedzielne popołudnie dała się wkręcić w mecz. Miała łzy w oczach jak zobaczyła mnie na noszach. Słowa 'nigdy więcej mnie tak nie strasz' też jakoś niespecjalnie pasują wypowiadane pod adresem byłego chłopaka, mając w zanadrzu ślub....Wykłóciła się, że jest moją dziewczyną... Wystarczy ?
- Dwa razy...- spojrzeli wszyscy na Roberto.- Wykłóciła się o Ciebie dwa razy... Jak leżałeś na murawie przepychała się przez całe trybuny, by dotrzeć do tunelu. Zatrzymała ją ochrona. Wydarła się, że jest Twoją dziewczyną i jej miejsce jest przy Tobie. Byłem przy tym Rafa. To nie była gra. Tak realistycznie nie da się zagrać... Trzęsła się jak galareta a oczy miała przepełnione panicznym strachem i łzami- słowa Sergiego przybiły go jeszcze bardziej.
- Naprawdę zrobiłem już chyba wszystko co można było...- mruknął zachrypniętym głosem szukając potwierdzenia swoich słów w twarzach kolegów.

***

Siedziała w samochodzie pod apartamentowcem w centrum miasta. W dłoni miętoliła karteczkę z adresem, który dostała od uszczęśliwionego Marca dziś rano. Dlaczego nie wyszła ? Przecież była tylko zwykłą znajomą chcącą odwiedzić kontuzjowanego kolegę... Bała się, że te zwykłe odwiedziny dla niej nie będą takie zwykłe, że odegrają w jej życiu większą rolę niż powinny. Zmobilizowała się, wzięła głęboki oddech, pozbierała wszystkie swoje rzeczy i wyszła z samochodu. Do klatki zmierzała na miękkich nogach. Już miała dzwonić domofonem do mieszkania 36, gdy młody chłopak wyszedł z klatki, przepuszczając ją w drzwiach. Uśmiechnęła się wdzięcznie i skierowała się do windy. Jazda na 10 piętro dłużyła się w nieskończoność. Nawet się nie zawahała pukając do ciemnych dębowych drzwi. Przyszłaś tylko zobaczyć jak się czuje nic więcej- powtarzała sobie w głowie jak mantrę czekając na gospodarza. 
Skakał po kanałach w TV. Zastanawiał się jak to jest, że wykupujesz pełny pakiet, masz 300 kanałów, a nie masz co oglądać ?! Od tej zajmującej czynności oderwało go pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar wiszący za sobą. Chłopaki weszli by jak do siebie, ojciec miał klucze, a innych gości się nie spodziewał. Pomału zwlókł się z kanapy, sięgąjąc po kule pokuśtykał do wejścia. Oparł jedną z kul o szafkę na buty tuż przy drzwiach, by móc otworzyć. 
- Ainoha...- otworzył szerzej oczy. Była ostatnią osobą jakiej by się tu spodziewał. Nie przypuszczał nawet, że zna jego nowy adres. 
- Nie przeszkadzam ?- mruknęła lekko zawstydzona. Spojrzała na niego spod wachlarza długich rzęs w taki sposób, że zrobiło mu się gorąco. 
- Nie, no coś Ty. Wejdź, zapraszam...  - Uśmiechnął się szeroko, starając się umożliwić jej wejście do środka. Nie mógł nawet określić jak bardzo się ucieszył, gdy ją zobaczył. Blondynka nieco niepewnie przekroczyła próg mieszkania. Zaprowadził ją do salonu. Rozglądnęła się po pomieszczeniu. Musiała przyznać, że było bardzo ładnie. Przestronnie. Spojrzała na jego włożone w stabilizator prawe kolano.
- Przyszłam zobaczyć jak się trzymasz...- zaschło jej w gardle, stąd chrypka w jej głosie. Czuła na sobie piekące spojrzenie piłkarza, co powodowało, że poziom jej zawstydzenia osiągał swoje maximum, co było dziwne chociażby przez wzgląd na to, że trochę czasu ze sobą spędzili. - Nie patrz tak na mnie, peszysz mnie...- burknęła, a on bezczelnie parsknął śmiechem. 
- To Ainohę Sanchez można zawstydzić ?  Tęskniłem za Tobą...- oznajmił. Spojrzała na niego ze strachem, a on w zamian popatrzył na nią jak kiedyś... Starała się nie zwracać na to uwagi, ale naprawdę się nie dało. Spuściła wzrok.
- Rafa...
- Napijesz się czegoś ?- uśmiechnął się. Czuł, że jak da jej skończyć, nie będzie przyjemnie. - Kawy, herbaty ,wody, coli, soku, wina, piwa, wódki ?- zaśmiała się. Zaczynała się powoli rozluźniać. Może jednak potrafili ze sobą normalnie rozmawiać ?
- Coli.- widziała jakie problemy sprawia mu jeszcze poruszanie się. Zrobiło jej się go żal. Chciała mu pomóc.- Rafa, może mi powiedz gdzie co masz, a ja się obsłużę...
- Jesteś moim gościem- sprzeciwił się. Puściła mu oczko mijając w drodze do kuchni. Miał ją łączoną z salonem, więc spokojnie mógł ją nawigować. Wiedział, że nie wygra. - W lodówce z prawej strony są puszki, trzecia szafka po lewej szklanki.
- Jak noga ?- zagadnęła krzątając się po kuchni mężczyzny. 
- Ściągnęli mi gips, zdjęli szwy, karzą czekać... Za dwa tygodnie zaczynam rehabilitację. Ale mówią, że sezon już skończyłem...- posmutniał.
- Poddajesz się ? Niemożliwe...- prychnęła, a on się zaśmiał. O to właśnie jej chodziło. Serce by jej pękło jakby siedział tu przybity. Chwilę później wróciła do salonu z napojami, usiadła na dwuosobowej kanapie na przeciwko piłkarza, który znów intensywnie się w nią wpatrywał. Uśmiechnęła się.
- Co ?- spojrzała zaczepnie. Zdecydowanie zaczynała się czuć lepiej. Tęskniła za nim. Jakikolwiek by nie był po prostu za nim tęskniła. Wzruszył ramionami.
- Po tym co się stało na meczu nie odbierałaś ode mnie telefonów, nie odpisywałaś na smsy...- otworzyła swoją Colę, sobie nie przyniosła szklanki, zawsze najbardziej smakowało jej prosto z puszki. 
- Miałam dużo pracy...- próbowała się jakoś wywinąć. Skinął głową. Znał ją na tyle by wiedzieć, że jest to jedynie dobra wymówka. 
- Długo się nie widzieliśmy...- pochylił się nieco nad dzielącym ich stolikiem. Wpatrywał się w nią intensywnie. Sprawdzał czy było coś co się zmieniło. A może chciał utrwalić sobie jej twarz w pamięci na następne lata ? Popatrzyła na niego oskarżycielsko. Znał to spojrzenie ! Może była dla niego jeszcze jakaś szansa ?- Przepraszam...- miał nadzieję, że kiedyś zrozumie, że pewnego dnia to szczere przepraszam wszystko naprawi. Zauważył jak zaczyna drgać jej warga. Już wiedział, że o nim nie zapomniała. Przyglądał się uważnie jak wstaje z sofy i podchodzi do ciągnącego się przez całą długość salonu okna. Zaplotła dłonie na piersi. Znów podburzył jej pewność siebie. Znów udało mu się ją złamać. 
- Piękny masz tutaj widok...- uśmiechnął się pod nosem. Tego akurat mógł się spodziewać. O niewygodnych tematach się nie rozmawia. 
- Ainoha możemy wreszcie porozmawiać ?- spojrzał na nią z ukosa. Odwróciła się po chwili przyglądając mu się niepewnie. Całkowicie wyszła ze swojej strefy bezpieczeństwa. 
- Przecież rozmawiamy...- mruknęła, na powrót tonąc w malującej się u jej stóp Barcelonie. 
- Nie tak jak kiedyś...- mruknął przeczesując dłonią włosy. Zastygła. Poczuła jak znacznie zwęża jej się gardło. Zacisnęła dłonie w pięści jakby ta czynność miała dodać jej odwagi.
- Minęły trzy lata. Już nic nie będzie jak kiedyś...-uśmiechnęła się blado. Bardzo starała się przekonać go, że absolutnie nic nie czuje. Z marnym skutkiem... Dawniej wszyscy wokół śmiali się, że nie musieli rozmawiać, wystarczyło, że spojrzał w jej oczy i wiedział o wiele więcej niż chciały przekazać słowa. 
- Ai, przepraszam....
- Który raz ? - wyczuł ten wyrzut w jej głosie - Rafa minęły trzy lata...- oznajmiła dobitniej, jakby wcześniej miał nie zrozumieć. 
- I nic się nie zmieniło...- w dalszym ciągu była zajęta tym co działo się na zewnątrz. Dostrzegł jednak cień kpiącego uśmiechu na jej ustach. 
- Zmieniło się... Już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi...- starała się nieco złagodzić jego zapał. Nie mogła dopuścić by się rozhuśtał, bo wtedy przepadliby oboje. Nie wytrzymał dłużej.
- Pamiętam jak biegłaś tunelem za noszami na Camp Nou. Słyszałem co powiedziałaś lekarzowi, wiem też że to samo usłyszał ochroniarz...- przestraszyła się. Bardzo nie chciała by jej oczy zaczęły się szklić, ale ciężko było jej to powstrzymać. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Po jaką cholerę to roztrząsał ?!- Po co to wszystko ? Po co była ta szopka ?!- uniósł głos. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy.
- Szopka ?! Bałam się o Ciebie ! - krzyknęła, zaskakując tym wyznaniem samą siebie. Mimo tego, że serce mu pękało na widok jej załzawionych oczu, na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Poczuł dumę. - Pomimo tego jakim kretynem jesteś...- dodała ciszej, półszeptem.
- Ai...
- Kaleko jesteśmy ! - dobiegł do nich głos Marca i trzask drzwiami. Nim się spostrzegli w salonie stali ich znajomi. Pospiesznie odwróciła twarz do okna ścierając pojedyncze łzy. On schował twarz w dłoniach. Nie tak to miało wyglądać. Z ust Marca, Neymara i Sergio również zszedł początkowy szok spowodowany widokiem Ainohi ale także późniejsze promienne uśmiechy. Chyba wybrali sobie najgorszy moment z możliwych. Marc dając dziś hiszpance adres Rafinhi nie przypuszczał, że zjawi się tego samego dnia, o ile można mówić, że przypuszczał że zjawi się kiedykolwiek. 
- Chyba przyszliśmy nie w porę...- szturchnął kolegów dając znak do ewakuacji. 
- Nie, zostańcie. - zareagowała natychmiast blondynka - Ja i tak już wychodzę...-podeszła do sofy zabierając z niej kurtkę i torebkę. 
- Ainoha, proszę Cię...- niemalże jęknął błagalnie, przecierając kolejny już raz twarz.
- Przyszłam tylko sprawdzić jak się masz.- zareagowała dość ostro, ale trzeba byłby być ślepym żeby nie widzieć jak tych dwoje do siebie ciągnie. - Jak widzę wszystko jest w porządku...- spojrzała na niego czekając na jakąkolwiek reakcję. Nie doczekała się. Spuścił wzrok, a ona skinęła głową. 
- Pa chłopaki- powiedziała, nie żegnając się z żadnym z nich.
- Sanchez stój ! - zatrzymał ją nieznoszący sprzeciwu ostry ton Marca. Stanęła. Tego to się nie spodziewała. Odwróciła się zdziwiona, z wyraźnie uniesioną prawą brwią. Popatrzyła na siedzącego na fotelu Alcantarę, który z podobną minę wpatrywał się w klubowego kolegę, a potem na dumnego Neymara. - Siadaj ! - nakazał wskazując dłonią na sofę. Teraz zaczęło ją to bawić. Zapowiadała się niezła terapia grupowa z terapeutą Bartrą na czele. Uśmiechnęła się. 
- Marc naprawdę się spieszę, wpadłam tylko na chwilę...- uśmiechnęła się słodko, wiedziała że to na Marca zawsze działało- Zgadamy się jeszcze, dobrze ?
- Za następne trzy lata ?- zdziwił ją ten ton. Przestało jej się to podobać. To co się stało nie było jej winą. 
- Jak trzeba będzie... - odparła w najbardziej bolesny sposób jaki mogła. - Trzymajcie się - uśmiechnęła się blado i wyszła z mieszkania piłkarza.

niedziela, 23 kwietnia 2017

decimoquinto



Pełen stadion.
Wrzawa na trybunach. 
Wiadomo było, że zwycięstwa, które decyduje o mistrzostwie, nikt im już nie wydrze. Świętujący kibice wyśpiewujący hymn a`capella. Wykrzykiwane nazwiska poszczególnych piłkarzy. Zachwyty. Ta atmosfera udzieliła się również jej. Zapomniała w jakich okolicznościach pojawiła się w tych okolicach po raz pierwszy. Przeszła jej złość na Leire i Neymara za ukartowanie tego wyjścia, wciągnięcie ją na trybuny niemalże siłą. Zapomniała, że była zła na niego, zapomniała o żalu. Wszystko to rekompensował jego szczery uśmiech. Widziała jak dużo radości czerpie z gry. Widziała jak cieszy się, z tego że już za chwilę zapewni sobie wygraną w lidze. Była z niego dumna. Pierwszy raz widziała jak gra. Pierwszy raz miała okazję oglądać prawdziwego Rafaela. Gdzieś w środku zaczęła żałować, że nie chciał by była tego częścią. Choć prawdopodobnie nigdy nie powie tego ani Lei ani Meli, była im wdzięczna, że ją tutaj przyprowadziły. Ponad 90 tysięcy ludzi czekało już tylko na końcowy gwizdek. Większa połowa z tego czekała, by eksplodować radością. Melisa przytuliła ją gratulując pierwszego triumfu. Obie się zaśmiały. Naprawdę dawno na jej ustach nie gościł równie szczery uśmiech. 

89 minuta. 

Jęk zawodu ogarnia cały stadion. 


Nastaje cisza...


 Odwróciła się z uśmiechem na ustach w stronę murawy. Szybko zszedł on jednak z jej ust. Zamarła. Wypatrywała go na murawie. Leżał niemal ją przygryzając. Zwijał się z bólu. Ogarniał całe jego ciało. Mimo sporej odległości dostrzega łzy w jego oczach. 



- Rafa !- jęknęła. Strach zawładnął jej ciałem. Poczuła dodającą otuchy dłoń, siedzącej nad nią Melisy, na ramieniu. Obserwowała krzyczącego w stronę ławki Neymara, żywiołowo reagującego Sergiego i chodzącego w kółko zdezorientowanego Marca. Spojrzała na ławkę rezerwowych. Wszyscy stali, cały sztab trenerski chodził wokół wyznaczonej linii, starając się dostrzec co się dzieje z ich graczem. Czuła, że jest źle. Mimo zachowania wszystkich obecnych na murawie modliła się, by nie stało się nic poważnego. Poczuła piekące pod powiekami łzy, gdy na płytę stadionu wbiegły służby medyczne. To co między nimi zaszło właśnie przestało mieć znaczenie. Musiała przy nim być. Wybiegła z sektora, w którym siedzieli. Wszystko wokół znikło. Widziała tylko jego. Ogarnął ją paraliżujący wręcz strach. Zbiegała po schodkach do bramki prowadzącej na murawę. Szok- jedyne słowo opisujące sytuację na stadionie. Dobiegła do barierek przy ławce rezerwowych, w chwili gdy zabierali go na nosze. Kibice wstali z miejsc bijąc brawa. Twarz miał schowaną w dłonie, ale i tak widziała ten grymas bólu. Ciężko oddychał. Nie mogła go zostawić, nie było takiej opcji.
- Tutaj nie można przejść !- znikąd wyrósł przed nią ochroniarz tamując drogę.
- Jestem jego dziewczyną ! - wydarła się, przekrzykując nasilające się oklaski. Nawet nie patrzyła na mężczyznę w kuloodpornej kamizelce. Teraz ważny był tylko Rafa. Nigdy nie myślała, że można się o kogoś tak bać.
- Przepuśćcie ją !- krzyknął Sergi, a osoba ze sztabu trenerskiego po konsultacji z zawodnikiem z numerem 20 nakazał ją puścić. Popatrzyli po sobie z pomocnikiem, widziała tą troskę w jego oczach. Nie czuła, że po policzku niekontrolowanie spłynęła jej pierwsza łza. Ochroniarz ustąpił a ona pobiegła za ekipą medyczną do tunelu, gdzie akurat wnoszono piłkarza.
- Rafael ! - krzyknęła rozpaczliwie biegnąc za noszami. Mimo potwornego bólu uniósł się na łokciach. Myślał, że zbliżająca się do niego w czarnej koszulce blondynka, jest wytworem jego wyobraźni. Była ostatnią osobą, której spodziewałby się zobaczyć. Teraz nawet ból wydał mu się mniejszy. Zatrzymali ją jakiś metr od niego. Nie zdążył zareagować.
- Puść mnie ! Jestem jego dziewczyną ! - warknęła na jednego z fizjoterapeutów. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z sensu wypowiadanych słów. Serce mu zabiło szybciej, gdy usłyszał to co wykrzyczała, gdy zobaczył jej upór.
- Ainoha...- uwierzył. Była tu. Ścisnęła mocno jego dłoń, gładząc jego lekko zarośnięty policzek. -Co tu robisz ?- uśmiechnął się lekko. Oczy miała pełne łez. Poczuł się winny.- Wszystko będzie dobrze...- uśmiechnął się pocieszająco i splótł ich palce. Naprawdę w to uwierzył. Uwierzył, że od teraz wszystko będzie tak, jak być powinno.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz ! - szepnęła. Zmuszona była puścić jego dłoń. Oddaliła się, dała działać lekarzom. Ona się tam na nic nie zda. Oparła się o ścianę tuż przy drzwiach, za którymi parę minut temu zniknął Rafael. Nie myślała o niczym. Modliła się, by wszystko było w porządku.
- Ainoha ! - usłyszała swoje imię, a chwilę później tkwiła w ramionach Bartry. Spojrzała po grupie mężczyzn stojących wokół. Patrzyli na nią nieco podejrzliwie.
- Co z nim ?- wzruszyła ramionami. Skąd ma wiedzieć ? Nie jest lekarzem ! Chłopak potarł przyjaźnie jej ramię, zapukał i wraz z Neymarem zniknęli za drzwiami. 
- Będzie dobrze...- uśmiechnął się pokrzepiająco Roberto.- dziewczyno piłkarza...- puścił jej oczko. Zignorowała go. Chyba nigdy się tak o nikogo nie bała.
- Koniec zbiegowiska ! Do szatni ! Pique, Roberto na konferencję !- krzyknął wchodzący na korytarz mężczyzna w białej koszuli. Po tym jak szybko wykonali rozkazy domyśliła się, że jest trenerem. Skinął do niej głową, gdy przechodził obok. Blado się uśmiechnęła, obserwując jak on także znika za drzwiami gabinetu lekarskiego.
Wariowała siedząc na bordowym korytarzu. Czekała. Nie wiedziała na co, ale czekała. Musiała się dowiedzieć co z nim. Musiała się upewnić, że jest ok. Docierały do niej jakieś strzępki rozmów pracowników i zagłuszany szum ze stadionu. 
Nagle poczuła się głupio... Przecież nie była jego rodziną, dziewczyną, nawet nie wie czy była koleżanką... Nie powinno jej tu być. Podniosła swoją torebkę z ziemi, zdecydowała, że idzie w momencie, gdy z gabinetu wyszły dwie osoby. Zatrzymała się widząc ich miny. Stało się coś złego.... Widziała te pełne bólu spojrzenia
- Co jest... ?- bardziej wyszeptała niż wypowiedziała. Głos jej się łamał, a narastająca w gardle gula znacznie utrudniała komunikowanie się.
- Zerwane wiązadła... - mruknął Marc. Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała co to oznacza.
- Kurwa mać ! - ryknął Neymar uderzając pięścią w ścianę. Wzdrygnęła się, a w oczach ponownie zalśniły jej łzy.
- Co najmniej pół roku bez piłki...-wytłumaczył Marc, zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie do końca może wiedzieć o co chodzi. To co dla niej zabrzmiało jak wyrok, dla nich było prawdziwym wyrokiem. Mogła tylko domyślać się, w jakim stanie psychicznym jest Rafael. - Prosił żebyś na niego zaczekała... - Stchórzyła. Starła pojedynczą łzę i zebrała w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie siły.
- Życzcie mu zdrowia...- wyszeptała. Odwróciła się pokonując drżenie wargi. Stali osłupiali. Zupełnie nie rozumieli jakim cudem tych dwoje nie potrafiło się dogadać. Nie zdążyła odejść za daleko. Starała się nie słyszeć otwieranych drzwi. Głosów. Chciała się nie zatrzymać, naprawdę bardzo tego chciała.
- Ainoha !- zawołał ją. Nie chciała się odwracać. Wiedziała, że pęknie jej serce. Nie miała prawa tu być. Być przy nim... On ją tego prawa pozbawił. Dlaczego więc to zrobiła ? Jego przepełnione fizycznym bólem oczy, teraz wyrażały dodatkowo niedowierzanie. Nie wiedział jak to się stało, że była na meczu, ale wiedział, że musiał coś dla niej znaczyć. Inaczej nie biegła by za nim, nie miałaby łez w oczach. Spojrzała na jego zabandażowane kolano, na kule którymi się odpychał kuśtykając w jej stronę. Marc, Ney i dwóch mężczyzn uważnie przyglądali się tej sytuacji. Uśmiechnęła się blado, gdy podszedł. Robiła wszystko by powstrzymać łzy. Czuła, że powie jej coś z czym nie poradzi sobie przez następne miesiące. Musiała być szybsza.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia...- wyszeptała przez zaciśnięte gardło, patrząc mu prosto w oczy. Chciała go przytulić, ale w ostatniej chwili cofnęła się, pocieszająco pocierając jego ramię. Miała oczy pełne łez i robiła wszystko by żadna nie spłynęła po jej twarzy.
- Chyba nie dane było mi jeszcze poznać dziewczyny mojego syna...- usłyszała coś co rozbiło ją doszczętnie. Dostała obuchem w głowę... W serce... Poczuła jakby nagle zabrakło jej powietrza. Spojrzała ponad piłkarza, na zmierzającego ku nim średniego wieku mężczyznę. Ney i Marc stojący jeszcze dalej spuścili wzrok. Przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na Rafaela.
- Przepraszam, powinnam już pójść...- wyszeptała i przyspieszonym krokiem uciekła opustoszałego korytarza. Parę minut później wraz z ostatnimi wiwatującymi kibicami opuszczała stadion. Nikt nie zwracał uwagi na zapłakaną drobną blondynkę.




środa, 19 kwietnia 2017

decimocuarto


- Leire ! - mimo tego, że wołano jedną z nich, odwróciły się wszystkie, ale tylko jednej serce wręcz stanęło. Stanęła jak wryta patrząc na zbliżającą się do nich grupę mężczyzn. Stojące przed nią Leire, Margot i Sofie znacznie zawężały jej pole widzenia. Rozpoczęła swoją modlitwę o to, by nie było go z nimi.
- No proszę...- brunetka z uśmiechem od ucha do ucha złapała się pod boki czekając, aż podejdą bliżej. Musiała zagrać zaskoczoną. Przez cały dzisiejszy dzień ściskała w dłoni swój telefon, będąc gotową w każdej chwili odwołać tą bezsensowną ustawkę. Bała się. Nie wiedziała co zaszło między nimi tamtego wieczoru po otwarciu lokalu Margot. Oboje milczeli jak zaklęci. Naprawdę nie chciała skrzywdzić Ainohi.
- Cześć dziewczyny ! - usłyszała radosny okrzyk mężczyzny, którego spotkała ledwie parę tygodni temu na targu. Uśmiechnęła się na jego widok. Usłyszała dźwięczny śmiech Margot tonącej w objęciach Sergio.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy jeden z grupki wystawił rozpostarte ramiona w jej stronę. Kiedyś się uwielbiali, a później wszystko się zmieniło...
- Cześć Ney- uśmiechnęła się, gdy ją puścił. Przyglądnęła mu się uważniej. Nie był jej dłużny. Lustrował wzrokiem każdy milimetr ciała. Starał się ocenić czy od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni zaszły jakieś zmiany. Z dziecięcą radością zarzucił jej rękę na karku i obrócił w taki sposób, że teraz stali do wszystkich przodem. Uniosła wzrok natrafiając prosto na czekoladowe tęczówki. Witał się z Lei. Dlaczego poczuła to bezsensowne ukłucie zazdrości w sercu, gdy zobaczyła ją w jego objęciach. Aż tak bardzo za nim tęskniła ? Aż tak bardzo chciałaby znaleźć się w jego ramionach ? Serce wykręciło jej koziołka. W dalszym ciągu był taki sam, był jej...
Nie znalazłby słów, by opisać moment, w którym na niego spojrzała. Kolejny raz uzmysłowił sobie jak bardzo mu jej brakowało, jak za nią tęsknił. Z radością stwierdził, że jest sama, bez "ogona", tego by nie zniósł. Mimowolnie jego dłonie znajdujące się na tali Leire opadły. Miał wrażenie, że wszyscy czekają na ich reakcję.
- Ainoha ! - zza jego pleców wyskoczył Roberto obejmując dziewczynę w talii i okręcając się z nią parę razy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy usłyszał jej dźwięczny śmiech, zobaczył radość na twarzy. Nie wiedział czy specjalnie, czy przez zupełny przypadek, ale kumpel odstawił drobną blondynkę niemalże wprost w jego ramiona. Uśmiechnął się szczerze. Speszyła się, gdy zauważyła że jej się przygląda. Stali od siebie w naprawdę bliskiej odległości. Wiedziała, że wszyscy czekają na ich reakcję. Wszystko w niej odżyło. Wróciło ze zdwojoną siłą. To nie był jednak czas na robienie scen. Ten już nie nadejdzie. Musiała zacisnąć zęby, powstrzymać buzujące w niej emocje i wyłączyć wciąż zranione serce.
- Cześć Rafael- starała się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie. Nie zareagował. Znów sprawiła, że zapomniał języka w gębie. Wzięła głęboki wdech. - Ze mną się nie przywitasz ?- zagadnęła i uśmiechnęła się kokieteryjnie patrząc na niego spod rzęs. Starała się zatuszować to jak bardzo speszona była. Zastanawiała się jakim cudem to przeszło jej przez zaciśnięte do granic możliwości gardło. Uśmiechnął się. Sam nie miałby na to odwagi. Nie miał prawa. Podszedł do niej ostrożnie, przytulił tak delikatnie jakby się bał, że się rozpadnie... że zniknie... Poczuł jak zaciska dłonie w pięści na jego plecach, poluźnia uścisk. Nie wróżyło to niczego dobrego. Zganił się za to, że pomyślał, że mogłoby być inaczej. Odsuwała się od niego. Na usta znów cisnęło się szczere 'przepraszam', które przywróciło by im stracone trzy lata. Wiedział jednak, że jest już za późno.
- Minęło strasznie dużo czasu...- zatonął w jej oczach. Robił to za każdym razem, gdy je widział. Liczył na to, że mu powie. Przez wzgląd na ich dawną zażyłość... Tak, był sadystą. Chciał to od niej usłyszeć. Nie odezwała się, skinęła głową potwierdzając jego słowa. Zagryzła policzek od środka, przyglądała mu się z pewną nostalgią. Zdawała sobie sprawę z tego jaką cenę zapłaci za to dzisiejsze spotkanie. Jednak teraz musiała być dzielna. - Coś się zmieniło ?- zdziwił się swoim ostrym tonem. Nie mógł jej przecież winić za to, że ruszyła z miejsca. Minęły trzy lata. A wszystko co się wydarzyło było tylko i wyłącznie z jego winy. - Zmieniłaś fryzurę...- zauważył. Zganił się za to spostrzeżenie. Nie widział jej tyle czasu i jedyne co ma jej do powiedzenia, to to że ładnie jej w nowych włosach ?! Zobaczył blady uśmiech na jej twarzy, nie było go w oczach. Miał wrażenie, że jej spojrzenie było stęsknione, a może po prostu bardzo chciał by tak było ? - Co słychać ?- zadał kolejne kretyńskie pytanie. Widział jak Neymar przewraca oczami. Jakby miał szansę, to pewnie zdzieliłby go po głowie.
- Od tamtego czasu... nic się nie zmieniło... - bardzo chciała by wyczytał między słowami to, co tak bardzo chciała mu powiedzieć. Nie zrobił tego. W pierwszej chwili uderzył go ton jej głosu. Trochę oskarżycielski ? Po zastanowieniu uznał, że miała do tego pełne prawo. A ona ? Czuła się fatalnie. Wszyscy, absolutnie wszyscy się w nich wpatrywali. Przejechała wzrokiem po twarzach przyjaciół. Została na dłużej przy Leire następnie stojącym obok Neymarze. Oboje spuścili wzrok. To był ten moment, w którym zrozumiała, że to 'przypadkowe' spotkanie zostało szczegółowo zaplanowane. Nie radziła sobie z tą sytuacją zupełnie. Poczuła się jakby znów miała 10 lat i zgubiła z pola widzenia rodziców. Gdziekolwiek popatrzyła czuła na sobie dziwnie obce, palące spojrzenia, wywołujące najgorsze uczucia stało niespełna pół metra od niej. Straciła resztki pewności siebie, a grunt usuwał jej się spod nóg. Na szczęście w porę zauważyła to Leire.
- Gdzie się wybieracie chłopaki ?- zaświergotała pozornie radośnie, byleby odwrócić uwagę od przyjaciółki, z której nie spuszczała zatroskanego spojrzenia. Blondynka objęła się dłońmi i wzięła głęboki oddech jakby miało jej to pomóc w przetrwaniu w jednym kawałku.
- W jedyne słuszne miejsce...- zaśmiał się Marc puszczając jej oczko. Początkowo pytanie Leire kierowane było do Neymara, który pod wpływem zachowania Ainohi nie był w stanie odpowiedzieć. Miał poczucie winy. Dlaczego miał wrażenie, że ją zranili ? On, Leire i Marc ? Ainoha, którą znał była najtwardszą babką na świecie, naprawdę nie znał drugiej tak silnej osobowości. Ainoha, która stała na przeciw niego była zagubioną delikatną i kruchą dziewczyną w niczym nie przypominającą tej którą znał. Drżała, z niepokojem przyglądała się każdemu z osobna, skutecznie pomijając stojącego przy niej Rafę. Bał się, że zraz się rozpadnie...
- Możemy Wam potowarzyszyć ?- z obserwowania byłej dziewczyny kumpla wyrwał go bardzo niepewny głos Leire. Też czuła, że ich plan był najgłupszym z możliwych i w tym momencie najchętniej zabrała by Ai pod pachę i uciekła do domu. Żadne z nich tak naprawdę nie zdawało sobie sprawy jak silne i potwornie trudne jest to co dzieje się między ich przyjaciółmi. Znów spojrzał na blondynkę a ona na niego. Niemo błagała go o pomoc. Oczy zalśniły jej łzami. Spuściła wzrok na ziemię. Musiał zadziałać. Podszedł czule ją obejmując. Miał wrażenie, że robił to w ostatniej chwili.
- Nie ma nawet mowy żeby było inaczej- uśmiechnął się szczerze.- Tym razem nie damy wam odejść od tak...- mruknął. Zdawała sobie sprawę, że te słowa kierowane były pod jej adresem. Spojrzała na niego niepewnie. Puścił jej oczko dla dodania otuchy.- Panie i Panowie Sutton Club czeka ! - oznajmił pozornie radośnie.
- Przepraszam...- mruknął do dziewczyny, którą nadal obejmował. Domyślił się, że połapała się w ich gierce.
- Nic się nie stało...- mruknęła, ale on wiedział że to nie prawda. Zdał sobie sprawę z tego jak wiele czasu minęło i jak niewiele się zmieniło. Odwrócił się sprawdzając czy wszyscy za nimi idą. Szli. Roześmiani, w grupkach. Dwie osoby nie pasowały do tego radosnego obrazka. Jedną obejmował w talii, druga szła obok pogrążonych w dyskusji Sofi i Marca. Dłonie trzymał w kieszeni spodni. Nie uczestniczył w ich konwersacji, nawet się nie starał. Jego myśli w całości były pochłonięte drobną blondynką, którą to on trzymał w ramionach.
***
Ukradkowe spojrzenia. Coraz śmielsze próby zagadania, za każdym razem kończące się klęską. Dźwięczny śmiech. Pamiętne iskierki w oczach. Łobuzerski uśmiech, którego zapomnieć nie sposób. Wspomnienia. Czy sądziła, że ponowne spotkanie wzbudzi w niej takie uczucia ? Tak. Że pobudzi takie wspomnienia ? Tak silne? Nie.
Po przebudzeniu czuła się jak na kacu gigancie mimo, że poprzedniego wieczora wypiła naprawdę niewiele. Kac moralny ? Nie miała powodu by go mieć. Więc co powodowało te wręcz fatalne poczucie ? Poczucie winy ? Żalu... Zerwała się z łóżka, gdy pierwsze łzy zalśniły jej w oczach. Wyciągnęła z szafy strój do biegania, włosy związała w wysokiego kucyka i wybiegła z mieszkania. Parę minut później wbiegała do parku. Mijała innych biegaczy, ludzi z psami, pary z dziećmi... To chore, że absolutnie w każdej jednej osobie widziała jego. Starała się wyrzucić ze swojej głowy wszystkie wspomnienia. Tak jak sobie obiecała. Chciała sprawić żeby zniknął. Bieganie Ci pomoże- powtarzała sobie w myślach jak mantrę. Gdy brakło jej sił przysiadła na ławce odsuniętej od głównych ścieżek. Wyciągnęła nogi, oparła głowę o zagłówek przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech delektując się promieniami słonecznymi. Ze stanu letargu wyciągnął ją dźwięczy kobiecy śmiech. Główną alejką na którą miała idealny widok szła para młodych ludzi. Zakochanych do szaleństwa należałoby dodać. Śmiali się. Chłopak uniósł ich splecione dłonie, a dziewczyna wykonała perfekcyjnego pirueta. Obserwując tych dwoje na jej ustach pojawił się uśmiech. Przypomniała sobie jak pierwszy raz spacerowali po tym parku...
Dlaczego nie masz dziewczyny ?- spytała kokieteryjnie. Nie, wcale nie chciała nią zostać, była po prostu cholernie ciekawa. Był w miarę sympatyczny, dość przystojny, dało się z nim pogadać na różne tematy... Szukała tego niewłaściwego pierwiastka mogącego odpychać potencjalne kandydatki.
- To takie oczywiste ?- spojrzał na nią nieco z dołu. Złapała się na tymże wprost uwielbiała gdy przymrużał oczy.
- I to jak ! - zaśmiała się perliście, dźgając go lekko w bok.
- A gdzie Twój chłopak ?- znów starał się przewiercić ją na wylot. Uśmiechnęła się zakładając złocisty pukiel za ucho. Spojrzała na niego. Serce waliło mu jak młot, nie mógł w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego zjawiska. Nie wiedział, dlaczego ten błękit aż tak na niego działał.
- Może przeczytasz o tym w mojej nowej książce "Dlaczego związki są do bani ?"
Pokręciła energicznie głową starając się wyrzucić te wspomnienia z głowy. Wzięła głęboki oddech i truchtem pobiegła z powrotem do mieszkania. Zrezygnowała z windy uznając, że schody będą idealnym zakończeniem porannego treningu.
- Leire ?- zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła siedzącą na schodach przyjaciółkę. - Dlaczego nie weszłaś ?
- Cześć Ainoha...- usłyszała za sobą. Zmierzyła wzrokiem Neymara przenosząc zdziwiony wzrok na przyjaciółkę. Czuła, że ta wizyta nie wróży niczego dobrego. Otworzyła drzwi i weszła do środka, a zaraz za nią Leire i Ney. Pierwsze swoje kroki skierowała do lodówki, wyciągając z niej wodę. Przyglądała się jak przyjaciele zajmują krzesła przy wyspie kuchennej. Czuła się jak w sądzie. Ona była oskarżonym a oni oboje oskarżycielami. Uniosła zdziwione brwi patrząc na nich. Nic. Zero reakcji z ich strony.
- Dowiem się czemu zawdzięczam tę wizytę ? - obie spojrzały wymownie na piłkarza.
- Chcieliśmy Cię...- zmroził go wzrok Leire- To znaczy... głównie ja...- wytłumaczył- chciałbym Cię przeprosić... To był mój pomysł, ale wykonanie było wspólne !- przedszkolnym tonem współoskarżył dziewczynę.
- Chodzi o to, że chcieliśmy Wam pomóc... - zaczęła się tłumaczyć Lei, a Ainoha parsknęła śmiechem. Spojrzeli na nią jak na kosmitkę.
- W czym ? - popatrzyła na nich wymownie.- W czym ?!- powtórzyła dosadniej, gdy nie otrzymała odpowiedzi.
- Ainoha...- zaczęła łagodnie jej przyjaciółka.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi i skoro podjęliśmy taką decyzję...
- To Ty ją podjęłaś ! - uniósł się Neymar. Twardo mierzył się z morderczym wzrokiem blondynki.
- Podjęliśmy taką decyzję... Nie macie prawa się w to mieszać ! - Leire spuściła wzrok, czuła się winna. Neymar natomiast z kieszeni spodni wyciągnął złożoną na pół kartkę.
- Bilet na jutrzejszy mecz...- przysunął Ainohi prostokątny kawałek sztywnego papieru- To dla niego ważne. A nawet jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć ze względu na niego, to pamiętaj że Sergio, Marc i ja także gramy w tej drużynie...
Nie spojrzała na niego. Wiedziała, że jak to zrobi, przepadnie. Prychnęła pod nosem kręcąc lekceważąco głową.
- Muszę się wykąpać...- mruknęła i chwilę później zniknęła w łazience. Neymar spojrzał na Leire, znały się lepiej, miał nadzieję, że ona cokolwiek z tego zrozumiała. Brunetka pokręciła bezsilnie głową. Zabrała z blatu swoją torebkę i razem z Neyem opuścili mieszkanie Sanchez.
***
- Leire ?- zdziwiła się, gdy otworzyła drzwi, w których stała brunetka. Cały wczorajszy wieczór upłynął jej na ignorowaniu połączeń od niej, Neymara i Marca. - Wejdź...- przepuściła ją w wejściu. - Tylko się nie zabij na tych szpilach, podłoga jest mokra- zaśmiała się. Nieczęsto zdarzyło jej się widzieć przyjaciółkę na obcasach.
- Sprzątasz ?!- popatrzyła na nią jak na wariatkę. Racja, nie lubiła sprzątać, ale znów bez przesady...
- Czasami trzeba- puściła jej oczko- Napijesz się czegoś ?
- Myłaś okna ?!- wybałuszyła oczy gdy weszły do salonu- Ainoha wszystko w porządku ?!- podeszła do niej by dotknąć jej czoła w celu sprawdzenia czy nie ma temperatury. Blondynka zignorowała zachowanie przyjaciółki, przewróciła oczami.
- Więc... kawa ?- odłożyła szmatki, które trzymała w dłoni na blat.
- Kawa, kawa - odnosiła wrażenie, od momentu przekroczenia progu mieszkania, Hiszpanka nie spuszcza z niej opiekuńczego wzroku- Wszystko w porządku ?- zagadnęła z miną, której tak bardzo nie lubiła, gdy przyszła do salonu z dwoma kubkami wypełnionymi aromatyczną cieczą.
- A co ma być nie w porządku ?- uśmiechnęła się sztucznie mając nadzieję, że tym razem uda jej się zagrać przed Lei skuteczniej niż ostatnio.
- Przemyślałaś propozycję Neya ?- Leire przyglądnęła się blondynce uważniej, chcąc zaobserwować jej reakcję w najdrobniejszym szczególe. Wzięła głęboki oddech. Od wczoraj nie myślała o niczym innym. Niemalże w ogóle nie spała, nie mówiąc już nawet o tym, że jest niedziela a ona od światu biega po mieszkaniu ze szmatkami. Wszystko byle by tylko nie myśleć...
Dobrze wiesz, że nie jestem fanką piłki nożnej...- starała się jakoś wybrnąć.
- Ainoha...- chciała coś powiedzieć, ale mordercze spojrzenie przyjaciółki tylko upewniło ją w fakcie, że nie należy. Westchnęła. Zrozumiała, że nic nie zrobi. Nie może jej przecież do niczego zmusić.
- Kiedy wraca Xavi ?- blondynka sprytnie czym prędzej zmieniła temat, odwodząc przyjaciółkę od dalszego przekonywania. I w ten oto sposób na luźnej rozmowie minęły im dobre dwie godziny. Ainoha zajmowała się czymś w kuchni, gdy Leire dostała smsa.
" Mam plan idealny. Za dwie godziny macie być z Ainohą w Tapas24. Będzie na tym meczu czy chce czy nie. Do zobaczenia ! Neymar."
Czy bała się pomysłu Brazylijczyka ? Oczywiście, zawsze się ich bała ale teraz również uważała, że Ainoha powinna się znaleźć na tym meczu. Nawet nie chciała myśleć o tym, co by im zrobiła, gdyby dowiedziała się o ich spisku.
Jakimś jednak cudem Ainoha z nieudawaną radością przyjęła propozycję Leire i zgodnie z umową dwie godziny później wchodziły do restauracji.
***
- Melissa ?- uśmiechnęła się promiennie do dziennikarki stojącej przed restauracją.
- Ainoha ! - krzyknęła hiszpanka serdecznie ją przytulając - Tyle lat... Nie spodziewałam się, że Cię tutaj spotkam ! Co słychać ?- zagadnęła wesoło Melisa Jimenez. Skąd się znały ? Chodziły do tej samej klasy od przedszkola aż do liceum, dodatkowo były wtedy swoimi bardzo bliskimi sąsiadkami.
- Wszystko dobrze. Dużo się nie zmieniło. Wieki się nie widziałyśmy ! - uśmiechnęła się - Mów lepiej co u Ciebie ?
- Lepiej niż kiedykolwiek- co było widać na pierwszy rzut oka, cała promieniała- Moja córka, Gala- wskazała na wózek, w którym grzecznie siedziała malutka dziewczynka i pewnie rozpływały by się nad nią w nieskończoność, gdyby nie koniecznie subtelne chrząknięcie Leire, przypominające o swojej obecności.
- Ah, tak ! - zaśmiała się blondynka- Meli, poznaj to Leire Monterno, moja przyjaciółka i zarazem wspólniczka. Leire, Melissa Jimenez, dziennikarka, prywatnie narzeczona Marca- brunetka bardzo starała się nie zaśmiać, gdy pokojarzyła fakt niespodziewanego spotkania Melissy z smsem Neymara. Hiszpanka uścisnęła jej dłoń puszczając oczko, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że mają tutaj do wykonania misję.
- Wchodzicie czy wychodzicie ?- Ai naprawdę cieszyła się ze spotkania z Melissą. Nie miały ze sobą kontaktu kupę lat, a kiedyś bardzo się lubiły. Chwilę później siedziały w czwórkę przy stoliku na patio.  
- Musimy nabrać sił przed meczem...- zwróciła się Meli 'po dziecięcemu' do córeczki, którą trzymała na kolanach.
- Przed meczem ? - zagadnęła Leire, wyczuwając że jest to właśnie jej moment. Dziennikarka pokiwała energicznie głową. Ainoha znacznie się spięła. Wolała się trzymać jak najdalej od rzeczy mogących wywołać potencjalne wspomnienia.
- Barca - Althelic Bilbao...- rozpoczęły swoją grę z przejęciem. - Wiecie... jeśli chłopaki dziś wygrają, to już nic nie wyrwie im ligii z rąk, a co za tym idzie Tryplet coraz bliżej- uśmiechnęła się promiennie. Blondynka wyłączyła się obserwując dziennikarkę. Wyglądała na zastraszaną ? Nie. Przez kogoś śledzoną ? Nie. Była normalną osobą. Niemalże anonimową, przy całej swojej nie-anonimowości. A przede wszystkim szczęśliwą. Zastanawiała się, co wobec tego było tym głównym czynnikiem, przed którym tak bardzo chciał ją chronić Rafael.
- Ainoha...- zamachała jej przed oczami Leire. Była zupełnie nieobecna.- Słuchasz nas ?- brunetka zmarszczyła brwi.
- Słucham, słucham- ogarnęła się.
- Więc co Ty na to ?- pałeczkę przejęła Melissa.
- A na co ?- uśmiechnęła się blado.
Podobno macie od Neya bilety na ten mecz... Będzie nam bardzo miło, jeśli nam potowarzyszycie w oby- zaśmiała się- świętowaniu mistrzostwa. 
- Nie, nie, nie...- pokiwała energicznie głową. Zaśmiała się biorąc propozycję koleżanki za żart. Z każdą sekundą upewniała się, że absolutnie nikt z niczego nie żartuje. Serce zaczęło jej walić jak młot, a dłonie zaczęły się pocić. Chciała uciekać. Ainoha Sanchez po raz kolejny robiła coś czego wprost nienawidziła ! Wychodziła ze swojej strefy bezpieczeństwa ! Znów traciła grunt pod nogami, co do tej pory nigdy nie kończyło się dobrze. 


Tylko jedno...
Dzisiaj wszystko jest możliwe.

Ve a por tus sueños !