Wychodziła z mieszkania, gdy rozdzwonił się jej telefon. Zamknęła drzwi i wygrzebała białego smartfona z torebki. Uśmiechnęła się, gdy na wyświetlaczu zobaczyła zdjęcie swojej najlepszej przyjaciółki. Jak co dzień sprawdzała czy oby nie zaspała i czy zgarnie ją po drodze do pracy.
- Cześć - zaświergotała do słuchawki.
- Umm... Ainoha ?- usłyszała zdziwiony głos brunetki po drugiej stronie słuchawki- Wszystko w porządku ?
- W porządku ! Dlaczego miałoby nie być ?- zmarszczyła brwi zakluczając mieszkanie. Zbiegła po parunastu schodkach dzielących ją od wyjścia z bloku.
- Zastanawiam się co taka radosna jesteś... Wyglądałaś dziś przez okno ? Chyba znienawidzę listopad ! To jest Hiszpania ! Miało być ładnie !- prychnęła- Pamiętasz żeby kiedykolwiek tak lało ?
Zaśmiała się do telefonu i pchnęła drzwi wejściowe
- Barcelona zwariowała Leire... Już jadę, do zobaczenia !- cmoknęła do słuchawki posyłając całusa. Nieopatrznie wychodząc z klatki zderzyła się ze starszym mężczyzną mieszkającym pod piątką, wytrącając mu z rąk siatkę z owocami. Jabłka posypały się niemal po całym chodniku. Przeprosiła i zaczęła zbierać z mężczyzną czerwono-zielone owoce.
- Pomogę...- usłyszała znajomy głos. Zesztywniała. Kucnął dokładnie na przeciwko niej, bezczelnie gapiąc się na nią z chytrym uśmieszkiem. Speszyła się mimo tego, że raczej tego nie robi. W pośpiechu zebrała ostatnie leżące na ziemi owoce i oddała staruszkowi. Przeprosiła raz jeszcze, uśmiechając się lekko i niemal w biegiem pognała do samochodu.
- Znów przede mną uciekasz... Znalazłaś sobie nowe hobby ?- chciał być zabawny, jednak blondynka fuknęła pod nosem.
- Co tu robisz ?- spytała nawet na niego nie patrząc, mimo tego, że szli już obok siebie.
- Mówiłem, że będę tu czatował tak długo, aż nie dostanę Twojego numeru... Nie sądziłem tylko, że spotkam Cię tu już po 16 godzinach- podrapał się po głowie, a następnie spojrzał na nią spod brwi. Znów zawirowało jej w brzuchu. Nie potrafiła tego w sobie zwalczyć. Wiedziała, że powinna się go zacząć obawiać. Nie znała go, a był wszędzie ! Wystawał po jej blokiem ! Doszła już do swojego samochodu. Przystanęła przy nim przyglądając się brunetowi. Teraz to jemu nagle zrobiło się gorąco. Jak te niebieskie oczy na niego działały !
- Dobra, do rzeczy... Czego ode mnie chcesz ?- spojrzała na niego gniewnie i splotła dłonie na piesiach.
- Mówiłem już... Twój numer i zgody na kolację- uśmiechnął się łobuzersko.
- Hugo...- zaczęła zrezygnowana.
- Ainoha...- spojrzał jej cwanie w oczy.
- Daj mi spokój, dobrze ? - złagodniała. Uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się i otworzyła drzwi ze strony kierowcy. Położyła torebkę na siedzeniu pasażera i już chciała zamykać drzwi, gdy je przytrzymał.
- Jedna jedyna maluteńka kolacja...- przewiercił ją wzrokiem- ... nie spodoba Ci się moje towarzystwo, będziesz się źle przy mnie czuła- westchnął- obiecuję, że zniknę, ale daj mi szansę...
- Hugo...
- Już to ustaliliśmy. Ty Ainoha ,ja Hugo, wszystko się zgadza...- uśmiechnął się rozbrajająco. I wreszcie mu się udało. Na jej ustach zauważył zalążek uśmiechu. Kreowała się jednak na zbyt stanowczą, by dać mu wyjść na światło dzienne. Wiedział, że to jego ostatnia szansa. - To może chociaż wspólne wyjście do klubu ? - spojrzał na nią błagalnie- Nie musisz się o nic martwić... Zaprosisz koleżanki, ja wezmę chłopaków, spędzimy miły wieczór przy muzyce...- uśmiechnęła się lekko. Czuła, że tak szybko nie odpuści. - Sobota, 20 ? - przewróciła oczami, a on wyszczerzył się w szczerym uśmiechu. - U mnie w klubie ?
- U Ciebie w klubie ?- zmarszczyła brwi. Jakie u niego w klubie, pomyślała. Źle to brzmiało.
- Opium to mój klub, jestem właścicielem...- wytłumaczył, aczkolwiek wydał jej się nico zakłopotany. Skinęła głową w geście zrozumienia. - To jak ?- spojrzał na nią spod brwi. Zrobiło jej się gorąco i mogła się w ciemno zakładać, że na jej policzkach malują się purpurowe rumieńce.
- Zgoda...- westchnęła. No bo co niby miała zrobić ?!
- Przyjadę po Was...
- Hugo- przerwała mu, spojrzał na nią, w oczach skrzyły mu się diamenciki- Trafimy...- puściła mu oczko. - Sobota 20 ?- upewniła się. Skinął energicznie głową.
- Jesteśmy umówieni !- uśmiechnął się naprawdę uroczo.
- A teraz muszę iść, bo naprawdę spóźnię się do pracy...
***
- Dziewczyny przyszły !- Marc wskazał głową na wejście przekrzykując muzykę. Wstał. Chciał wyjść im na przeciw, przywitać je ale nie mógł. Oniemiał, gdy zobaczył ją w dopasowanej czarnej sukience.
- Ej Romeo ! Rusz się...- poklepał go po ramieniu Neymar.- Normalnie się ślini...- zwrócił się do Roberto cały czas na niego patrząc. Zaśmiali się.
- To Twój klub...- usłyszał głos Bartry przy uchu. Poprawił czarną koszulę i wyszedł przywitać dziewczyny, które wczoraj zaprosił.
- Ainoha !- krzyknął imię blondynki przedzierając się przez tłumy ludzi. Usłyszała go mimo głośnej muzyki. Przeszył go błękit jej oczu, a szczery uśmiech spowodował uścisk na żołądku.
- Cześć Hugo !- uśmiechnęła się promiennie całując jego policzki. Reakcja jej przyjaciółek na to wylewne przywitanie sprawiła, że jej policzki znacznie się zaczerwieniły.
- Hej...- szepnął rozmarzony, jakby w transie. Złapał ją za dłoń i prowadził do loży, w której siedzieli już jego kumple. Było tam znacznie ciszej i luźnej. Przepuścił dziewczyny w wejściu.
- Nie wiem czy wszyscy się znacie...- zaczął, gdy byli już w środku- Leire, Soffie, Blanca, Margott- przedstawił dziewczyny po kolei, tak jak stały, wskazał dłonią na kolegów- Ian, Marc, Arian, Michael, Hugo- ukłonił się dziewczynom i puścił oko do stojącej obok niego blondynki.
- A ja jestem Ainoha- zaśmiała się patrząc na mężczyznę z wyraźnym rozbawieniem.
- To akurat wiemy... - podszedł do niej wysoki brunet patrząc wymownie na Hugo, powinna się w tym momencie speszyć tym razem na jej ustach zagościł szeroki uśmiech. Sama nie wiedziała dlaczego. - Marc Monterno- uśmiechnął się do dziewczyny.- Z resztą Pań się znamy- przywitał się hiszpańskim zwyczajem z każdą z osobna buziakiem w oba policzki.
- To kto co do picia ?- zawołał Hugo, co zdecydowanie obiło się echem radości wśród zebranych. Chwilę później zniknął z Arianem w czeluściach klubu. Czuła na sobie ten palący wzrok Leire. Ona chyba jako jedyna zarejestrowała jej zachowanie wobec mężczyzny, ale czy było niestosowne ? Nie. Popatrzyła na brunetkę zdziwionym wzrokiem po czym obie parsknęły śmiechem.
- Idziemy tańczyć !- zarządziła Leire na co wszyscy zareagowali dość entuzjastycznie. Razem z Ainohą jako pierwsze znalazły się na parkiecie. Tańczyły, wygłupiały się zupełnie nie zwracając uwagi na to co działo się wokół nich.
***
Stał oparty o barierkę, pijąc drinka obserwował bawiące się na dolnym parkiecie dziewczyny. Jedną dziewczynę. Śmiała się. Skakała lub zgrabnie poruszała się w rytm muzyki. Widział ją szczęśliwą i chciał by taka już pozostała.
- Ale Cię wzięło...- znikąd za nim pojawił się Neymar. Uśmiechnął się pod nosem. Nie zaprzeczał. Nawet tego nie skomentował. Kumpel miał rację. - Chcesz jej powiedzieć ?- spoważniał. Oboje spoważniali. Przeniósł wzrok z powrotem na tańczącą w tłumie szczupłą blondynkę.
- Wkrótce...- uśmiechnął się do kolegi kierując się w stronę schodów prowadzących w dół na parkiet. Musiał przyznać, że znają się z Rafą kupę czasu, ale takiego go jeszcze nie widział. Dlatego właśnie zaczynał wątpić w to czy ich malutkie kłamstewko jest dobrym pomysłem. Przechylił szklankę z Jackiem Danielsem, którą trzymał w dłoni. Pisk, który usłyszał nieopodal niemal wytrącił mu ją z rąk.
- Neymar ! -pisnęła niewysoka brunetka stojąca naprzeciw z oczami świecącymi jak latarnie. Z niepokojem podążył wzrokiem za przepychającego się w tłumie Rafę. Nie minęła sekunda, gdy przy jego boku pojawiło się dwóch rosłych mężczyzn.
- Wyprowadzić ?- zwrócili się do Brazylijczyka. Jeszcze raz spojrzał na swojego przyjaciela. Skinął pewnie głową. Chwilę później nie było nikogo kto przyznałby się, że zna któregoś z nich.
***
Bawiły się nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół. Gdy zbliżał się do nich ktoś niegodny zaufania subtelnie przemieszczały się w inny rejon zaludnionego klubu. Tym razem od dłuższego czasu 'spokoju' nie dawała im pewna grupa facetów. Zdawały sobie sprawę z tego, że wzbudzają swojego rodzaju atrakcję. Otaczały ich same pary. Były łakomym kąskiem. Zignorowała to, że dłonie jednego z mężczyzn musnęły jej talię, jedynie spojrzała wymownie na Leire. Gdy pozwolił sobie na to kolejny raz odwróciła się do niego wściekle. Była miła, przestała, gdy facet brutalnie ją do siebie przyciągnął. Starała mu się wyrwać co mimo pomocy dziewczyn nie przyniosło skutku.
- Puść ją ! - usłyszała za sobą jego głos. Głos nieznoszący sprzeciwu.
- Bo ?!- facet, który w dalszym ciągu trzymał ją w ramionach lekko prychnął.
- Bo póki co ładnie Cię o to proszę...- Hugo uśmiechnął się ironicznie. Przestała się bać, gdy się zjawił. Przyglądała się jak zaciska szczękę i pięści. Poczuła, że dłonie zaciskające się na jej talii pomału odpuszczają. Hugo uśmiechnął się triumfalnie. Przyciągnął Ainohę do siebie. Przytuliła policzek od jego klatki piersiowej. Rozkoszowała się jego dotykiem, wonią jego perfum... Źle się działo ! Bardzo źle !
- I co się teraz mówi ?! - zwrócił się do zdecydowanie młodszego od niej chłopaka. Spojrzała na niego spod rzęs. Wydawał się być naprawdę przestraszony.
- Przepraszam...- mruknął niepewnie patrząc na blondynkę, która delikatnie skinęła głową. Hugo spojrzał na Ainohę i ruchem głowy wskazał na Marca i Ariana, którzy stali tuż za nimi. Puściła go i wraz z dziewczynami poszła z chłopakami na górę. Wymieniła się z dziewczynami spojrzeniami informującymi, że wszystko jest w porządku.
- Nie chcę Cię tu więcej widzieć !- ryknął Hugo, a gdy odwróciła się młodego chłopaka i jego kolegów z klubu wyprowadzało trzech ochroniarzy.
- Wszystko w porządku ?- zapytał Marc, gdy wchodzili po schodach na górę. Peszyło ją nieco to jacy byli wobec nich opiekuńczy. Zwykle zawsze musiały sobie radzić same, więc to co działo się przed chwilą było dla niej całkowitą nowością.
- Nic się nie stało, dziękuję ! - uśmiechnęła się blado. Zawstydzili ją ! Marc skinął głową prowadząc dziewczyny do prywatnej loży. Rozsiadły się na swoich miejscach i przyjęły rozdawane przez Ariana drinki. Upiła połowę ze swojego Mojito, gdy do loży wszedł Hugo. Popatrzył na nią opiekuńczo. Leire kopnęła ją pod stolikiem, co oznaczało, że nie jest jedyną osobą, która to zauważyła.
- Nic Ci nie jest ?- wydawał się być zdenerwowany. Bardzo jej to schlebiało. Pokiwała przecząco głową.
- Wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się wdzięcznie- Dziękuję... - puścił jej oczko, co po raz kolejny nie uszło uwadze ani jej koleżanek ani Marca, który robił do niej 'brewki'.
- Dobra, to jak ? trzeba iść po nową porcję drinków ?- zaśmiał się przyglądając się pustym szklanką znajomych.
- Twoja kolej !- wskazał na niego palcem Michael. Przewrócił zabawnie oczami.
- No dobra... to co dla kogo ?- kolejny raz poczuła kopnięcie w kostkę. Spojrzała na Leire z żądzą mordu, a ta najzwyczajniej na świecie patrzyła wymownie na zbierającego zamówienia Hugo. Pokiwała niemal niezauważalnie głową, ale brunetka nalegała. Kopnęła ją na tyle mocno, że Ainoha wstała. Wzrok wszystkich natychmiast powędrował na nią.
- Pomogę Ci !- uśmiechnęła się promiennie. Mężczyzna skinął z zadowoleniem głową i przepuścił blondynkę w drzwiach.
- Sergio ! - krzyknął, gdy podeszli do baru. Barman natychmiast podszedł do szefa uśmiechając się do towarzyszącej mu blondynki. - cztery Jacki z colą, wódka z sokiem pomarańczowym, trzy Cosmo, dwa Mojito i dwa shoty na już- puścił oczko do blondynki. Zaśmiała się dźwięcznie. Chwilę później postawił przed parą dwa kieliszki wypełnione niebieskim alkoholem. Hugo uśmiechnął się promiennie podając jeden Ainohi. Stuknęli się i każde z nich wypiło zawartość jednym chlustem.
- I co nie jest najgorzej chyba, co ?- puścił jej oczko i spojrzał na nią w taki sposób, że zawirowało jej w brzuchu i to na pewno nie od alkoholu.
- Zupełnie najgorzej to nie...- zaśmiała się i dała mu kuksańca w bok. - To...- rozglądnęła się wokół- ...wszystko Twoje ?- spytała z pewną dozą niepewności. Skinął głową.
- Odkupiłem ten klub dwa lata temu... - skinęła ze zrozumieniem głową. Zauważył, że coś w jej podejściu się zmieniło. Znacznie się wycofała. Uśmiechnął się pod nosem.- Nie obyło się bez konkretnej pomocy finansowej rodziców...- miał wrażenie, że jej ulżyło. I miał rację. A do tego wszystkiego zaczęła na niego patrzeć zupełnie inaczej... bardziej ludzko ? Cieszyło ją to, że się przyznał, że nie osiągnął tego sam. Znała całą masę facetów, którzy uparcie twierdziliby, że wszystko zapewnili sobie sami.
- Uf...- westchnęła teatralnie- Już się bałam, że jesteś jakimś dealerem albo innym alfonsem- zaśmiała się. Tylko ona. Spojrzała zaskoczona na nader poważnego mężczyznę. Dopiero po chwili parsknął śmiechem. Trzepnęła go lekko w ramię udając urażoną. Przestała, gdy poczuła dłonie na swojej talii. Odsunęła się od niego, gdy barman ustawił na dwóch tacach ich zamówione drinki.
***
- Hej to może podzielmy się na dzielnice, będzie łatwiej ! - zaproponował Arian, na co z radością wszyscy przystali. Już od pół godziny kłócili się, kto ma wsiąść i z kim do której taksówki. - Dziewczyny ?
- L'Hospitalet de Llobregat- zgłosiła Blanca.
- To samo - odezwała się Soffie
- Viladecans- Margott
- Castelldefels !- przybiła z Arianem piątkę Leire.
- No czyli Leire, Ian i ja ta sama dzielnica, jedna taksówka- zarządził Arian- Soffie, Blanca, Marc i Michael druga- wskazywał na stojących w kręgu znajomych- bo to drugi koniec miasta... - Nie dane jej było dość do głosu, więc stała i uważnie przyglądała się znajomym zastanawiając się ile czasu jeszcze im zajmie zorientowanie się, że ona również jest dziewczyną i również chce wrócić do domu. Uznała, że wreszcie jest jej szansa więc odchrząknęła znacząco, zwracając na siebie uwagę przywódcy Ariana.
- Wiem, Ainoha Pedralbes...- przewrócił zabawnie oczami- Mieszkacie z Hugo w tej samej okolicy, a żadnemu z nas nie jest po drodze, więc pojedziecie sami. - wyjaśnił. Miażdżyła wzrokiem roześmianą Leire. Przynajmniej wiedziała, kto maczał palce w tym by zostawić ją z nim sam na sam. - Tylko Hugo ! Masz dopilnować żeby bezpiecznie dotarła do domu ! - mężczyzna zasalutował i zaczął się żegnać ze wszystkimi.
- Zadzwoń jak będziesz w domu...- mruknęła jej na ucho Leire- Albo może rano...- trzepnęła przyjaciółkę w ramię. Pożegnała się z całą resztą i odczekała z brunetem na przyjazd ich taksówki. Narzuciła na ramiona jeansową kurtkę, którą cały czas trzymała w dłoni.
- Zmęczona ?- zapytał, gdy jechali przez nocną Barcelonę. Przyglądała się opustoszałemu miastu a jego lekko zachrypły głos koił jej nadwyrężone głośną muzyką zmysły. Pokiwała przecząco głową. To był znak, by poprosić kierowcę o zatrzymanie się.
- Pomyliły Ci się drogi... Mieszkam po drugiej stronie tego parku...- mruknęła, gdy otwierał jej drzwi. Nie odpowiedział tylko cwanie się uśmiechnął podając rękę. - Mam się bać ?- spojrzała na niego spod rzęs- Wywozisz mnie nocą do parku ? Nie znam Cię. Możesz być seryjnym mordercą albo gwałcicielem...- droczyła się. Nie znała go fakt, ale czuła się przy nim dziwnie bezpiecznie.
- Alkohol ma mnóstwo kalorii... najwyższa pora by to spalić. - parsknęła śmiechem, spojrzał na nią nieco zdziwiony.
- No pięknie, jeszcze nawet mnie dobrze nie poznałeś, a już sugerujesz, że powinnam schudnąć !- zbiła go z tropu, faktycznie nie zabrzmiało to dobrze.
- Nie, nigdy ! Masz idealną figurę...- czerwony jak burak starał się naprawić sytuację. Znów się zaśmiała.
- Załapałam...- puściła mu oczko. Chciał złapać jej dłoń, ale bardzo sprytnie się wywinęła.- Ale tak dla pewności...- spojrzała na niego z ukosa- nie jesteś ani mordercą ani gwałcicielem ?
- Przejrzałaś mnie na wylot !- zaśmiał się. Zupełnie nie rozumiał jak to się dzieje, że czuje się w jej obecności tak swobodnie.
Spacerowali po parku oświetlanym gdzieniegdzie latarniami. Raz na jakiś czas mijał ich jakiś biegacz lub osoba z psem. Od wyjścia z taksówki buzie im się nie zamykały. Tematy się nie kończyły.
- Dlaczego nie masz dziewczyny ?- spytała kokieteryjnie. Nie, wcale nie chciała nią zostać, była po prostu cholernie ciekawa. Był w miarę sympatyczny, dość przystojny, dało się z nim pogadać na różne tematy... Szukała tego niewłaściwego pierwiastka mogącego odpychać potencjalne kandydatki.
- To takie oczywiste ?- spojrzał na nią nieco z dołu. Złapała się na tym, że wprost uwielbiała gdy przymrużał oczy.
- I to jak ! - zaśmiała się perliście, dźgając go lekko w bok.
- A gdzie Twój chłopak ?- znów starał się przewiercić ją na wylot. Uśmiechnęła się zakładając złocisty pukiel za ucho. Spojrzała na niego. Serce waliło mu jak młot, nie mógł w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego zjawiska. Nie wiedział, dlaczego ten błękit aż tak na niego działał.
- Może przeczytasz o tym w mojej nowej książce "Dlaczego związki są do bani ?" - puściła mu oczko. Ona szła, on został. Pokręcił głową nie dowierzając jej słowom. Takiej jeszcze nigdy w jego życiu nie było i był pewien jednego... nie będzie.
- Idziesz ?- odwróciła się z gracją, gdy zorientowała się, że nie ma przy niej jej towarzysza. Podbiegł i złapał ją za dłoń. Spojrzała na ich splecione palce, później na niego. Uśmiechnęła się cwanie prostując dłoń, co wyraźnie nie spodobało się chłopakowi.
- Dlaczego taka jesteś ?
- Taka ?- spojrzała na niego z ukosa.
- Zimna, oschła ?
- Życie słońce. Życie...- uśmiechnęła się promiennie.
_________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że historia jest w miarę 'czytelna' i rozumiecie jej zamysł ;)
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii !
A z okazji zbliżających się świąt,
życzę Wam wszystkim Wszystkiego Dobrego !
Laila,