piątek, 30 grudnia 2016

CUARTO


Od spotkania z chłopakami minął już ponad tydzień. Teoretycznie powinna być smutna z tego powodu, że żaden z nich nie szukał z nimi kontaktu. Praktycznie wiedziała, że tak będzie więc w ogóle nie zaprzątała sobie tym głowy. Było jej żal ? Nie. Była za stara na takie akcje. Nie była nastolatką żeby rostrząsać takie rzeczy w nieskończoność.
Zebrała wszystkie foldery potrzebne jej dziś w pracy, spakowała wszystkie umowy, które dzisiaj miała podpisać, zabrała swoje klucze i wyszła z mieszkania. Wychodząc z windy, jak zwykle wybrała numer Leire. Wyszła na zewnątrz, gdzie oślepiło ją listopadowe słońce. Nasunęła na oczy ciemne okulary i czekając na odebranie przez Lei telefonu.
- Hej...- usłyszała jej dźwięczny głos po drugiej stronie słuchawki. Dochodziła właśnie do swojego samochodu, gdy stanęła w bezruchu. O tył samochodu opierał się Hugo. Ubrany w czarny T-shirt, tego samego koloru spodnie, sportowe buty i skórę. Jego ciemne oczy skryte były pod lustrzanymi okularami. Uśmiechnął się promiennie, gdy ją zobaczył. - Ainoha ? Jesteś ?- ocuciły ją nawoływania Leire.
- Jestem jestem... dzwonię, żeby Ci powiedzieć, że będę u Ciebie za 15 minut...- wydukała nieskładnie. Hugo podszedł bliżej, więc uśmiechnęła się promiennie.
- Ai ? Wszystko ok ? - musiała wyczuć, że coś jest nie tak. Leire nawet przez telefon była jak rentgen.
- Jak najbardziej- uśmiechnęła się. - Już jadę...- oznajmiła i zakończyła połączenie.
- Cześć Ainoha...- sposób w jaki wymawiał jej imię ? Elektryzujący !
- Hej Hugo...- dała się ucałować w oba policzki, co mimo tradycji wyraźnie ją speszyło. Odsunęła się od kolegi. - Co słychać ?- zapytała chcąc zabrzmieć jak najbardziej naturalnie.
- Stęskniłem się...- uśmiechnął się do niej łobuzersko. Poczuła uścisk w podbrzuszu i kołatnie serca. - Jakbym miał Twój numer..- zaczął. Parsknęła śmiechem. Zaczyna się- szepnęła pod nosem radośnie. Zostawiła Hugo i pewnym krokiem ruszyła do swojego samochodu. - To jak ?- rzucił, gdy ją dogonił. Spojrzała na niego spod rzęs. Tym razem, to jemu zrobiło się gorąco.
- Z czym ?- zaśmiała się. Lubiła się z nim droczyć.
- Kolacja...- rzucił jakby od niechcenia, a ona parsknęła śmiechem. I nie był to zwykły śmiech. Raczej mocno nerwowy. Unikała jego wzroku. Pakując do samochodu wszystkie foldery. Z namaszczeniem odłożyła swoją nieprzyzwoicie drogą torebkę na siedzenie pasażera. Zdawała się w ogóle nie przyjmować do świadomości prośby mężczyzny. Spojrzała na niego dopiero, gdy złapał ją za ramię- Nie proponuję Ci randki...- uśmiechnął się uroczo.- To zwykłe spotkanie dwójki znajomych....
- To co ? Piątek 19. Ty, ja, kolacja...- przewróciła oczami i spojrzała na niego błagalnie. Nie chciała iść. Nie! właściwie to chciała. Ale nie mogła ! Na litość boską, przecież ona tego faceta nie znała ! Nie miała już 16 lat. Nie była nastolatką ! Jej takie zachowania nie przystawały ! Więc dlaczego skinęła głową ? Może po to by zobaczyć jego szczery uśmiech i śmiejące się oczy.
Nie wierzył w to, co się przed chwilą stało ! Zgodziła się ! Nie mógł słowami wyrazić jak się poczuł.
- Tylko żeby było jasne- zastrzegła sobie patrząc na niego groźnie- To nie jest randka !- położył sobie dłoń na sercu.
- Obiecuję ! - przyznał poważnie- Przyjadę po Ciebie... Ale może dasz mi jednak ten numer, żebym mógł zadzwonić, że czekam pod blokiem... - spróbował szczęścia. Zrobił ten wzrok, na widok którego podobno dziewczynom miękną kolana. Zacisnęła wargi w wąską linię.
- Nie musisz się obawiać. Nie wystawię Cię. Tylko bądź punktualnie. - uśmiechnęła się lekko. - Ale teraz... - spojrzała na jego rękę przytrzymującą drzwi samochodu- muszę jechać, spóźnię się do pracy.
- Do piątku- uśmiechnął się. Odwzajemniła uśmiech.
- Do zobaczenia.- zamknął drzwi i patrzył jak blondynka odjeżdża. Mógłby skakać z radości ale nie chciał wzbudzać sensacji. Zgodziła się i tylko to się teraz liczyło ! Miał szansę, którą za wszelką cenę musiał wykorzystać.
***
Wyjechała ze swojego osiedla i już miała ochotę wrócić mając nadzieję, że Hugo jeszcze jest gdzieś w pobliżu. Przecież ona nie może się z nim spotkać ! Ale z drugiej strony jak wytłumaczy radość, która pojawiła się gdzieś w jej środku, gdy skinęła głową. Chyba pierwszy raz w życiu robiła coś co było zupełnie sprzeczne z jej poglądami. I chyba sama przed sobą bała się przyznać jak bardzo cieszy się na spotkanie z chłopakiem. Nim zdążyła się zorientować na miejscu pasażera siedziała jej przyjaciółka.
- A co Ty taka nieobecna dziś jesteś ? - zainteresowała się brunetka, gdy wysiadały z auta przed firmą. Westchnęła.
- Nic, mówiłam Ci już. Wszystko w porządku...- uśmiechnęła się blado.
- Yhm... Piętnaście minut temu tryskałaś optymizmem,a teraz... ? Ok, mała mów mi tutaj wszystko ładnie. Co jest ? Znów pożarłaś się z mamusią ? - zaśmiała się zgryźliwie.
- Umówiłam się z Hugo... -spojrzała kątem oka na Leire. Była bardzo ciekawa jej reakcji.- Tym kolesiem z klubu...
- Z tym Hugo ?!- Leire stanęła jak wryta celowo akcentując "TYM" . Bardzo starała się ukryć uśmiech ale nie potrafiła. Ainoha skinęła lekko głową.
- Ja nie wiem co się dzieje... Ale on tak patrzy... - starała się wytłumaczyć przyjaciółce jednak ta ryknęła głośnym śmiechem.
- Nie mów, że się zakochałaś ! - Ainoha przewróciła oczami- Przyznaj, że Ci się podoba !
- Leire daj spokój ! Ja go nie znam ! Umówiłam się z nim tylko dlatego, że obiecał że po kolacji da mi spokój !- znów zmieniła swoje myślenie. Czasami miała wrażenie, że od tamtego wieczoru żyją w niej dwie Ainohy. Teraz właśnie głos miała ta druga, ta rozsądna.
- Nie musisz bać się uczuć... To nic złego. - brunetka stanęła na wprost niej.
- Nie baw się w moją matkę proszę Cię -udała, że wcale nie zauważa palącego wręcz wzroku przyjaciółki i wkurzającego uśmiechu na jej twarzy.
Wjechały wreszcie na 6 piętro apartamentowca, w którym znajdowała się ich firma. Tuż po studiach zdecydowały się z Leire założyć dwuosobową firmę zajmującą się organizacją wesel. Czy to nie śmieszne, że dwie zawzięte i korzystające z życia singielki zajmują się tak ważną uroczystością jaką jest ślub ? Widocznie nie, bo w przeciągu trzech lat firma z internetowej witryny stała się prężnie prosperującą korporacją, a one zarządzały niemal 30 osobowym teamem. Były pionierami na rynku i raczej nie narzekały na brak zleceń. Leire była mózgiem tej operacji, człowiekiem od papierków, Ainoha głównie wykonawcą i płatnikiem. Miała ten komfort, że mogła pozwolić sobie na wybieranie ciekawszych klientów, i jak na osobę zupełnie niezorientowaną w temacie ślubnym wyprawiała naprawdę baśniowe wesela.
Zasiadła za swoim biurkiem w swoim gabinecie biorąc się za papiery klientów, którym miała urządzić wesele w ogrodzie w Gironie. Chwilę później do pokoju wślizgnęła się Leire z dwoma kubkami kawy. Blondynka zgromiła ja spojrzeniem. Czuła, że Leire nie odpuści tak łatwo. Za długo ją znała, żeby mogła podejrzewać, że brunetka tak łatwo odpuści taki łakomy kąsek... Zapadła się w fotelu na przeciwko Ainohy podając jej kawę. Wyszczerzyła zęby i czekała aż przyjaciółka się 'złamie'.
- Nie patrz tak... Idziemy tylko na kolację.
- Coś mi się wydaje, że to nie będzie taka zwykła kolacja...- uniosła brwi. Odpyskowałaby jej gdyby nie to, że w drzwiach gabinetu stanęła para.
- Dzień dobry, byliśmy umówieni – zaczął mężczyzna przepuszczając narzeczoną w drzwiach. Skinęła głową zapraszając ich do środka, a Leire pospiesznie opuściła gabinet.
- Ainoha Sanchez- uśmiechnęła się przyjaźnie wyciągając dłoń do młodych.
- Julia Vigas.
- Thiago Alcanatara...



***

Zaczyna się...


Szczęśliwego Nowego Roku ! ♥ 





czwartek, 22 grudnia 2016

TERCERA


Wychodziła z mieszkania, gdy rozdzwonił się jej telefon. Zamknęła drzwi i wygrzebała białego smartfona z torebki. Uśmiechnęła się, gdy na wyświetlaczu zobaczyła zdjęcie swojej najlepszej przyjaciółki. Jak co dzień sprawdzała czy oby nie zaspała i czy zgarnie ją po drodze do pracy.
- Cześć - zaświergotała do słuchawki.
- Umm... Ainoha ?- usłyszała zdziwiony głos brunetki po drugiej stronie słuchawki- Wszystko w porządku ?
- W porządku ! Dlaczego miałoby nie być ?- zmarszczyła brwi zakluczając mieszkanie. Zbiegła po parunastu schodkach dzielących ją od wyjścia z bloku.
- Zastanawiam się co taka radosna jesteś...  Wyglądałaś dziś przez okno ?  Chyba znienawidzę listopad ! To jest Hiszpania ! Miało być ładnie !- prychnęła- Pamiętasz żeby kiedykolwiek tak lało ?
Zaśmiała się do telefonu i pchnęła drzwi wejściowe
- Barcelona zwariowała Leire... Już jadę, do zobaczenia !- cmoknęła do słuchawki posyłając całusa. Nieopatrznie wychodząc z klatki zderzyła się ze starszym mężczyzną mieszkającym pod piątką, wytrącając mu z rąk siatkę z owocami. Jabłka posypały się niemal po całym chodniku. Przeprosiła i zaczęła zbierać z mężczyzną czerwono-zielone owoce.
- Pomogę...- usłyszała znajomy głos. Zesztywniała. Kucnął dokładnie na przeciwko niej, bezczelnie gapiąc się na nią z chytrym uśmieszkiem. Speszyła się mimo tego, że raczej tego nie robi. W pośpiechu zebrała ostatnie leżące na ziemi owoce i oddała staruszkowi. Przeprosiła raz jeszcze, uśmiechając się lekko i niemal w biegiem pognała do samochodu.
- Znów przede mną uciekasz... Znalazłaś sobie nowe hobby ?- chciał być zabawny, jednak blondynka fuknęła pod nosem.
- Co tu robisz ?- spytała nawet na niego nie patrząc, mimo tego, że szli już obok siebie.
- Mówiłem, że będę tu czatował tak długo, aż nie dostanę Twojego numeru... Nie sądziłem tylko, że spotkam Cię tu już po 16 godzinach- podrapał się po głowie, a następnie spojrzał na nią spod brwi. Znów zawirowało jej w brzuchu. Nie potrafiła tego w sobie zwalczyć. Wiedziała, że powinna się go zacząć obawiać. Nie znała go, a był wszędzie ! Wystawał po jej blokiem ! Doszła już do swojego samochodu. Przystanęła przy nim przyglądając się brunetowi. Teraz to jemu nagle zrobiło się gorąco. Jak te niebieskie oczy na niego działały !
- Dobra, do rzeczy... Czego ode mnie chcesz ?- spojrzała na niego gniewnie i splotła dłonie na piesiach.
- Mówiłem już... Twój numer i zgody na kolację- uśmiechnął się łobuzersko.
- Hugo...- zaczęła zrezygnowana.
- Ainoha...- spojrzał jej cwanie w oczy.
- Daj mi spokój, dobrze ? - złagodniała. Uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się i otworzyła drzwi ze strony kierowcy. Położyła torebkę na siedzeniu pasażera i już chciała zamykać drzwi, gdy je przytrzymał.
- Jedna jedyna maluteńka kolacja...- przewiercił ją wzrokiem- ... nie spodoba Ci się moje towarzystwo, będziesz się źle przy mnie czuła- westchnął- obiecuję, że zniknę, ale daj mi szansę...
- Hugo...
- Już to ustaliliśmy. Ty Ainoha ,ja Hugo, wszystko się zgadza...- uśmiechnął się rozbrajająco. I wreszcie mu się udało. Na jej ustach zauważył zalążek uśmiechu. Kreowała się jednak na zbyt stanowczą, by dać mu wyjść na światło dzienne. Wiedział, że to jego ostatnia szansa. - To może chociaż wspólne wyjście do klubu ? - spojrzał na nią błagalnie- Nie musisz się o nic martwić... Zaprosisz koleżanki, ja wezmę chłopaków, spędzimy miły wieczór przy muzyce...- uśmiechnęła się lekko. Czuła, że tak szybko nie odpuści. - Sobota, 20 ? - przewróciła oczami, a on wyszczerzył się w szczerym uśmiechu. - U mnie w klubie ?
- U Ciebie w klubie ?- zmarszczyła brwi. Jakie u niego w klubie, pomyślała. Źle to brzmiało.
- Opium to mój klub, jestem właścicielem...- wytłumaczył, aczkolwiek wydał jej się nico zakłopotany. Skinęła głową w geście zrozumienia. - To jak ?- spojrzał na nią spod brwi. Zrobiło jej się gorąco i mogła się w ciemno zakładać, że na jej policzkach malują się purpurowe rumieńce.
- Zgoda...- westchnęła. No bo co niby miała zrobić ?!
- Przyjadę po Was...
- Hugo- przerwała mu, spojrzał na nią, w oczach skrzyły mu się diamenciki- Trafimy...- puściła mu oczko. - Sobota 20 ?- upewniła się. Skinął energicznie głową.
- Jesteśmy umówieni !- uśmiechnął się naprawdę uroczo.
- A teraz muszę iść, bo naprawdę spóźnię się do pracy...

***

- Dziewczyny przyszły !- Marc wskazał głową na wejście przekrzykując muzykę. Wstał. Chciał wyjść im na przeciw, przywitać je ale nie mógł. Oniemiał, gdy zobaczył ją w dopasowanej czarnej sukience.
- Ej Romeo ! Rusz się...- poklepał go po ramieniu Neymar.- Normalnie się ślini...- zwrócił się do Roberto cały czas na niego patrząc. Zaśmiali się.
- To Twój klub...- usłyszał głos Bartry przy uchu. Poprawił czarną koszulę i wyszedł przywitać dziewczyny, które wczoraj zaprosił.
- Ainoha !- krzyknął imię blondynki przedzierając się przez tłumy ludzi. Usłyszała go mimo głośnej muzyki. Przeszył go błękit jej oczu, a szczery uśmiech spowodował uścisk na żołądku.
- Cześć Hugo !- uśmiechnęła się promiennie całując jego policzki. Reakcja jej przyjaciółek na to wylewne przywitanie sprawiła, że jej policzki znacznie się zaczerwieniły.
- Hej...- szepnął rozmarzony, jakby w transie. Złapał ją za dłoń i prowadził do loży, w której siedzieli już jego kumple. Było tam znacznie ciszej i luźnej. Przepuścił dziewczyny w wejściu.
- Nie wiem czy wszyscy się znacie...- zaczął, gdy byli już w środku- Leire, Soffie, Blanca, Margott- przedstawił dziewczyny po kolei, tak jak stały, wskazał dłonią na kolegów- Ian, Marc, Arian, Michael, Hugo- ukłonił się dziewczynom i puścił oko do stojącej obok niego blondynki.
- A ja jestem Ainoha- zaśmiała się patrząc na mężczyznę z wyraźnym rozbawieniem.
- To akurat wiemy... - podszedł do niej wysoki brunet patrząc wymownie na Hugo, powinna się w tym momencie speszyć tym razem na jej ustach zagościł szeroki uśmiech. Sama nie wiedziała dlaczego. - Marc Monterno- uśmiechnął się do dziewczyny.- Z resztą Pań się znamy- przywitał się hiszpańskim zwyczajem z każdą z osobna buziakiem w oba policzki.
- To kto co do picia ?- zawołał Hugo, co zdecydowanie obiło się echem radości wśród zebranych. Chwilę później zniknął z Arianem w czeluściach klubu. Czuła na sobie ten palący wzrok Leire. Ona chyba jako jedyna zarejestrowała jej zachowanie wobec mężczyzny, ale czy było niestosowne ? Nie. Popatrzyła na brunetkę zdziwionym wzrokiem po czym obie parsknęły śmiechem.
- Idziemy tańczyć !- zarządziła Leire na co wszyscy zareagowali dość entuzjastycznie. Razem z Ainohą jako pierwsze znalazły się na parkiecie. Tańczyły, wygłupiały się zupełnie nie zwracając uwagi na to co działo się wokół nich.
***
Stał oparty o barierkę, pijąc drinka obserwował bawiące się na dolnym parkiecie dziewczyny. Jedną dziewczynę. Śmiała się. Skakała lub zgrabnie poruszała się w rytm muzyki. Widział ją szczęśliwą i chciał by taka już pozostała.
- Ale Cię wzięło...- znikąd za nim pojawił się Neymar. Uśmiechnął się pod nosem. Nie zaprzeczał. Nawet tego nie skomentował. Kumpel miał rację. - Chcesz jej powiedzieć ?- spoważniał. Oboje spoważniali. Przeniósł wzrok z powrotem na tańczącą w tłumie szczupłą blondynkę.
- Wkrótce...- uśmiechnął się do kolegi kierując się w stronę schodów prowadzących w dół na parkiet. Musiał przyznać, że znają się z Rafą kupę czasu, ale takiego go jeszcze nie widział. Dlatego właśnie zaczynał wątpić w to czy ich malutkie kłamstewko jest dobrym pomysłem. Przechylił szklankę z Jackiem Danielsem, którą trzymał w dłoni. Pisk, który usłyszał nieopodal niemal wytrącił mu ją z rąk.
- Neymar ! -pisnęła niewysoka brunetka stojąca naprzeciw z oczami świecącymi jak latarnie. Z niepokojem podążył wzrokiem za przepychającego się w tłumie Rafę. Nie minęła sekunda, gdy przy jego boku pojawiło się dwóch rosłych mężczyzn.
- Wyprowadzić ?- zwrócili się do Brazylijczyka. Jeszcze raz spojrzał na swojego przyjaciela. Skinął pewnie głową. Chwilę później nie było nikogo kto przyznałby się, że zna któregoś z nich.

***

Bawiły się nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół. Gdy zbliżał się do nich ktoś niegodny zaufania subtelnie przemieszczały się w inny rejon zaludnionego klubu. Tym razem od dłuższego czasu 'spokoju' nie dawała im pewna grupa facetów. Zdawały sobie sprawę z tego, że wzbudzają swojego rodzaju atrakcję. Otaczały ich same pary. Były łakomym kąskiem. Zignorowała to, że dłonie jednego z mężczyzn musnęły jej talię, jedynie spojrzała wymownie na Leire. Gdy pozwolił sobie na to kolejny raz odwróciła się do niego wściekle. Była miła, przestała, gdy facet brutalnie ją do siebie przyciągnął. Starała mu się wyrwać co mimo pomocy dziewczyn nie przyniosło skutku.
- Puść ją ! - usłyszała za sobą jego głos. Głos nieznoszący sprzeciwu.
- Bo ?!- facet, który w dalszym ciągu trzymał ją w ramionach lekko prychnął.
- Bo póki co ładnie Cię o to proszę...- Hugo uśmiechnął się ironicznie. Przestała się bać, gdy się zjawił. Przyglądała się jak zaciska szczękę i pięści. Poczuła, że dłonie zaciskające się na jej talii pomału odpuszczają. Hugo uśmiechnął się triumfalnie. Przyciągnął Ainohę do siebie. Przytuliła policzek od jego klatki piersiowej. Rozkoszowała się jego dotykiem, wonią jego perfum... Źle się działo ! Bardzo źle !
- I co się teraz mówi ?! - zwrócił się do zdecydowanie młodszego od niej chłopaka. Spojrzała na niego spod rzęs. Wydawał się być naprawdę przestraszony.
- Przepraszam...- mruknął niepewnie patrząc na blondynkę, która delikatnie skinęła głową. Hugo spojrzał na Ainohę i ruchem głowy wskazał na Marca i Ariana, którzy stali tuż za nimi. Puściła go i wraz z dziewczynami poszła z chłopakami na górę. Wymieniła się z dziewczynami spojrzeniami informującymi, że wszystko jest w porządku.
- Nie chcę Cię tu więcej widzieć !- ryknął Hugo, a gdy odwróciła się młodego chłopaka i jego kolegów z klubu wyprowadzało trzech ochroniarzy.
- Wszystko w porządku ?- zapytał Marc, gdy wchodzili po schodach na górę. Peszyło ją nieco to jacy byli wobec nich opiekuńczy. Zwykle zawsze musiały sobie radzić same, więc to co działo się przed chwilą było dla niej całkowitą nowością.
- Nic się nie stało, dziękuję ! - uśmiechnęła się blado. Zawstydzili ją ! Marc skinął głową prowadząc dziewczyny do prywatnej loży. Rozsiadły się na swoich miejscach i przyjęły rozdawane przez Ariana drinki. Upiła połowę ze swojego Mojito, gdy do loży wszedł Hugo. Popatrzył na nią opiekuńczo. Leire kopnęła ją pod stolikiem, co oznaczało, że nie jest jedyną osobą, która to zauważyła.
- Nic Ci nie jest ?- wydawał się być zdenerwowany. Bardzo jej to schlebiało. Pokiwała przecząco głową.
- Wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się wdzięcznie- Dziękuję... - puścił jej oczko, co po raz kolejny nie uszło uwadze ani jej koleżanek ani Marca, który robił do niej 'brewki'.
- Dobra, to jak ? trzeba iść po nową porcję drinków ?- zaśmiał się przyglądając się pustym szklanką znajomych.
- Twoja kolej  !- wskazał na niego palcem Michael. Przewrócił zabawnie oczami.
- No dobra... to co dla kogo ?- kolejny raz poczuła kopnięcie w kostkę. Spojrzała na Leire z żądzą mordu, a ta najzwyczajniej na świecie patrzyła wymownie na zbierającego zamówienia Hugo. Pokiwała niemal niezauważalnie głową, ale brunetka nalegała. Kopnęła ją na tyle mocno, że Ainoha wstała. Wzrok wszystkich natychmiast powędrował na nią.
- Pomogę Ci !- uśmiechnęła się promiennie. Mężczyzna skinął z zadowoleniem głową i przepuścił blondynkę w drzwiach.
- Sergio ! - krzyknął, gdy podeszli do baru. Barman natychmiast podszedł do szefa uśmiechając się do towarzyszącej mu blondynki. - cztery Jacki z colą, wódka z sokiem pomarańczowym, trzy Cosmo, dwa Mojito i dwa shoty na już-  puścił oczko do blondynki. Zaśmiała się dźwięcznie. Chwilę później postawił przed parą dwa kieliszki wypełnione niebieskim alkoholem. Hugo uśmiechnął się promiennie podając jeden Ainohi. Stuknęli się i każde z nich wypiło zawartość jednym chlustem.
- I co nie jest najgorzej chyba, co ?- puścił jej oczko i spojrzał na nią w taki sposób, że zawirowało jej w brzuchu i to na pewno nie od alkoholu.
- Zupełnie najgorzej to nie...- zaśmiała się i dała mu kuksańca w bok. - To...- rozglądnęła się wokół- ...wszystko Twoje ?- spytała z pewną dozą niepewności. Skinął głową.
- Odkupiłem ten klub dwa lata temu... - skinęła ze zrozumieniem głową. Zauważył, że coś w jej podejściu się zmieniło. Znacznie się wycofała. Uśmiechnął się pod nosem.- Nie obyło się bez konkretnej pomocy finansowej rodziców...- miał wrażenie, że jej ulżyło. I miał rację. A do tego wszystkiego zaczęła na niego patrzeć zupełnie inaczej... bardziej ludzko ? Cieszyło ją to, że się przyznał, że nie osiągnął tego sam. Znała całą masę facetów, którzy uparcie twierdziliby, że wszystko zapewnili sobie sami.
- Uf...- westchnęła teatralnie- Już się bałam, że jesteś jakimś dealerem albo innym alfonsem- zaśmiała się. Tylko ona. Spojrzała zaskoczona na nader poważnego mężczyznę. Dopiero po chwili parsknął śmiechem. Trzepnęła go lekko w ramię udając urażoną. Przestała, gdy poczuła dłonie na swojej talii. Odsunęła się od niego, gdy barman ustawił na dwóch tacach ich zamówione drinki.

***

- Hej to może podzielmy się na dzielnice, będzie łatwiej ! - zaproponował Arian, na co z radością wszyscy przystali. Już od pół godziny kłócili się, kto ma wsiąść i z kim do której taksówki. - Dziewczyny ?
- L'Hospitalet de Llobregat- zgłosiła Blanca.
- To samo - odezwała się Soffie
- Viladecans- Margott
- Castelldefels !- przybiła z Arianem piątkę Leire.
- No czyli Leire, Ian i ja ta sama dzielnica, jedna taksówka- zarządził Arian- Soffie, Blanca, Marc i Michael druga- wskazywał na stojących w kręgu znajomych- bo to drugi koniec miasta... - Nie dane jej było dość do głosu, więc stała i uważnie przyglądała się znajomym zastanawiając się ile czasu jeszcze im zajmie zorientowanie się, że ona również jest dziewczyną i również chce wrócić do domu. Uznała, że wreszcie jest jej szansa więc odchrząknęła znacząco, zwracając na siebie uwagę przywódcy Ariana.
- Wiem, Ainoha Pedralbes...- przewrócił zabawnie oczami- Mieszkacie z Hugo w tej samej okolicy, a żadnemu z nas nie jest po drodze, więc pojedziecie sami. - wyjaśnił. Miażdżyła wzrokiem roześmianą Leire. Przynajmniej wiedziała, kto maczał palce w tym by zostawić ją z nim sam na sam. - Tylko Hugo ! Masz dopilnować żeby bezpiecznie dotarła do domu ! - mężczyzna zasalutował i zaczął się żegnać ze wszystkimi.
- Zadzwoń jak będziesz w domu...- mruknęła jej na ucho Leire- Albo może rano...- trzepnęła przyjaciółkę w ramię. Pożegnała się z całą resztą i odczekała z brunetem na przyjazd ich taksówki. Narzuciła na ramiona jeansową kurtkę, którą cały czas trzymała w dłoni.
- Zmęczona ?- zapytał, gdy jechali przez nocną Barcelonę. Przyglądała się opustoszałemu miastu a jego lekko zachrypły głos koił jej nadwyrężone głośną muzyką zmysły. Pokiwała przecząco głową. To był znak, by poprosić kierowcę o zatrzymanie się.
- Pomyliły Ci się drogi... Mieszkam po drugiej stronie tego parku...- mruknęła, gdy otwierał jej drzwi. Nie odpowiedział tylko cwanie się uśmiechnął podając rękę. - Mam się bać ?- spojrzała na niego spod rzęs- Wywozisz mnie nocą do parku ? Nie znam Cię. Możesz być seryjnym mordercą albo gwałcicielem...- droczyła się. Nie znała go fakt, ale czuła się przy nim dziwnie bezpiecznie.
- Alkohol ma mnóstwo kalorii... najwyższa pora by to spalić. - parsknęła śmiechem, spojrzał na nią nieco zdziwiony.
- No pięknie, jeszcze nawet mnie dobrze nie poznałeś, a już sugerujesz, że powinnam schudnąć !- zbiła go z tropu, faktycznie nie zabrzmiało to dobrze.
- Nie, nigdy ! Masz idealną figurę...- czerwony jak burak starał się naprawić sytuację. Znów się zaśmiała.
- Załapałam...- puściła mu oczko. Chciał złapać jej dłoń, ale bardzo sprytnie się wywinęła.- Ale tak dla pewności...- spojrzała na niego z ukosa- nie jesteś ani mordercą ani gwałcicielem ?
- Przejrzałaś mnie na wylot !- zaśmiał się. Zupełnie nie rozumiał jak to się dzieje, że czuje się w jej obecności tak swobodnie.
Spacerowali po parku oświetlanym gdzieniegdzie latarniami. Raz na jakiś czas mijał ich jakiś biegacz lub osoba z psem. Od wyjścia z taksówki buzie im się nie zamykały. Tematy się nie kończyły.
- Dlaczego nie masz dziewczyny ?- spytała kokieteryjnie. Nie, wcale nie chciała nią zostać, była po prostu cholernie ciekawa. Był w miarę sympatyczny, dość przystojny, dało się z nim pogadać na różne tematy... Szukała tego niewłaściwego pierwiastka mogącego odpychać potencjalne kandydatki.
- To takie oczywiste ?- spojrzał na nią nieco z dołu. Złapała się na tym, że wprost uwielbiała gdy przymrużał oczy.
- I to jak ! - zaśmiała się perliście, dźgając go lekko w bok.
- A gdzie Twój chłopak ?- znów starał się przewiercić ją na wylot.  Uśmiechnęła się zakładając złocisty pukiel za ucho. Spojrzała na niego. Serce waliło mu jak młot, nie mógł w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego zjawiska. Nie wiedział, dlaczego ten błękit aż tak na niego działał.
- Może przeczytasz o tym w mojej nowej książce "Dlaczego związki są do bani ?" - puściła mu oczko. Ona szła, on został. Pokręcił głową nie dowierzając jej słowom. Takiej jeszcze nigdy w jego życiu nie było i był pewien jednego... nie będzie.
- Idziesz ?- odwróciła się z gracją, gdy zorientowała się, że nie ma przy niej jej towarzysza. Podbiegł i złapał ją za dłoń. Spojrzała na ich splecione palce, później na niego. Uśmiechnęła się cwanie prostując dłoń, co wyraźnie nie spodobało się chłopakowi.
- Dlaczego taka jesteś ?
- Taka ?- spojrzała na niego z ukosa.
- Zimna, oschła ?
- Życie słońce. Życie...- uśmiechnęła się promiennie.



_________________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że historia jest w miarę 'czytelna' i rozumiecie jej zamysł ;)
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii ! 

A z okazji zbliżających się świąt, 
życzę Wam wszystkim Wszystkiego Dobrego ! 

Laila, 

środa, 7 grudnia 2016

SEGUNDO




- Ainoha... Ainoha.... AINOHA ! - mogłaby przysiąc, że słyszy głos swojej mamy. Problem był jednak w tym, że gimnazjum skończyła wieki temu, a mama mieszka na drugim końcu miasta. Mimo to leniwie otworzyła jedno oko i omal nie dostała zawału. Wielki zionący alkoholem potwór  vel Sofie leżał jakieś 10 cm od jej twarzy błagając o pomoc.
- Soff... odsuń się śmierdzisz wódą ! - skrzywiła się podnosząc się na łokciach. Spodziewała się zawrotu głowy bądź jakiegoś ołowiu przywiązanego do szyi ale nic takiego nie miało miejsca. Rozejrzała się po sypialni. Bałagan, wszędzie bałagan... Omiatając pokój wzrokiem zrobiła krótką listę obecności. Sofie, jakżeby inaczej, jest i zionie. Margott śpi jak zabita po jej lewej stronie, Leire i Blanka zwinięte w dwa kłębki na kanapie na przeciwko.
- Ainoha błagam... Ja umieram...- zionący alkoholem potwór znów przemówił
- Sofie, gdzie wyście były ?!
- No jak wyszłaś, to się martwiłyśmy... Leire postanowiła wyjść za tobą, no ale jak napisałaś smsa, że jesteś w mieszkaniu, to jakby zboczyłyśmy z kursu...- szatynka zrobiła słodkie oczka. - Ja naprawdę zaraz umrę, proszę Cię...- zmroziła przyjaciółkę wzrokiem, ale co miała zrobić ? Czekanie aż obudzą się wszystkie i zaczną jęczeć jak Sofie nie wydało jej się najlepszym pomysłem. A ona sama... czuła się normalnie, nic jej nie było, więc dlaczego miałaby patrzeć na umieranie koleżanek ? Zebrała się w miarę szybko. Rzęsy maznęła lekko tuszem, włosy spięła w wysokiego koka, włożyła jasne jeansy, beżową bluzę, białe AirMaxy, narzuciła na siebie jeszcze granatową wiatrówkę i wyszła. Dzień był naprawdę ładny, choć chłodniejszy niż poprzednie. Rozglądnęła się wokół stojąc na stopniu prowadzącym do klatki schodowej. Drzewa w parku po drugiej stronie ulicy z dnia na dzień stawały się bardziej czerwone a powietrze ostrzejsze. Jesień, którą tak kochała zbliżała się wielkimi krokami. Uśmiechnęła się sama do siebie, wsunęła na nos okulary chroniące przed wciąż ostrym słońcem i dziarskim krokiem ruszyła po podstawowy zestaw ratunkowy dla swojego 'teamu'.

***

- Cześć Ainoha...- usłyszała za plecami.  Nie sądziła, ze jeszcze kiedyś usłyszy ten głos. Stała właśnie przy lodówce z gotowymi sałatkami i ani śniła się odwracać do nieznajomego znajomego.
- Śledzisz mnie ?- uśmiechnęła się pod nosem sięgając po swoją ukochaną sałatkę z mozarellą, z oliwkami dla dziewczyn i na wyższą półkę po tą z gyrosem dla Leire. Stanęła na palcach i już prawie miała ją w dłoni, ale ją ubiegł. Uśmiechnął się uroczo podając jej plastikowy pojemnik. Gdy delikatnie musnął jej dłoń swoją przeszedł ją dreszcz. Przyglądał jej się z nie mniejszą fascynacją niż w klubie. Zaczynał ją peszyć, więc uśmiechnęła się wdzięcznie i odeszła w kolejną alejkę zanim oblała się soczystym rumieńcem. Wrzuciła do koszyka mleko i pięć jogurtów.
- Nie zdążyłem Ci wczoraj podziękować...- szedł za nią. Znów się uśmiechnęła i znów się do niego nie odwróciła.  Chciała sprawdzić jak będzie reagował na jej brak zainteresowania. - Tak szybko wyszłaś... Zrobiłem coś ?
- Szybko wyszłam ? Wcale nie...- wrzuciła do koszyka kawę i szła dalej, ale zaszedł jej drogę. Teraz nie miała wyjścia, musiała spojrzeć mu w oczy. Był przystojniejszy niż go zapamiętała.
- Chciałabym przejść...- spojrzała na niego wymownie.
- Tam ?- wskazał ręką za siebie. Starał się zrobić wszystko, by móc zobaczyć jej uśmiech.
- Yhm... tam - skinęła głowa i uśmiechnęła się. Zabawny był. - Do kasy- minęła go, więc za nią podbiegł.
- Minutka ! Lecę po kefiry i zaraz wracam. Zaczekasz na mnie ?- przeszył ją brąz jego tęczówek. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Nie mogła zrobić nic innego jak tylko skinąć głową. Jednak tylko jak mężczyzna zniknął z pola jej widzenia, ogarnęła się i poszła do kasy. Chciała przed nim chyba trochę uciec. Uciec przed jego urokiem. No i może nie do końca chciała a powinna...
- Przepraszam... moja dziewczyna stoi tam w kolejce, donoszę bo zapomniała...- usłyszała za sobą, gdy wykładała towary na taśmę. Tym razem się odwróciła i napotkała roześmianą twarz jej nocnego towarzysza przepychającego się między klientami stojącymi w kolejce wprost do niej. - Kochanie, twoje kefiry...- uśmiechnął się do niej kładąc cztery kubki obok jej zakupów. Przewróciła oczami i bardzo starała się nie parsknąć śmiechem. Po skasowaniu i zapłaceniu za zakupy wyszła ze sklepu zostawiając przy kasie nieco zadziwionego chłopaka. Każdy, kto ją znał nie uważał za zbytnio wylewną czy przesadnie uczuciową. Ale ten chłopak był inny... Który to już raz dziś usłyszała swoje imię ? Podbiegł do niej, znów wywołując uśmiech na jej twarzy.
- Znowu to robisz...- zmrużył śmiesznie oczy. Parsknęła śmiechem.
- Co robię ?
- Uciekasz- puścił jej oczko. - Ode mnie się nie ucieka- pouczył ją. Mógłby patrzeć w jej oczy godzinami. Całej jej mógłby się przyglądać non stop.
- Nie uciekam, mam cztery kobiece zwłoki w mieszkaniu- zamachała mu przed oczami torbą.
- No co Ty nie powiesz...- uśmiechnął się unosząc reklamówkę z kefirami.
- No właśnie... Naprawdę muszę iść... Miło było Cię spotkać...- popatrzyła na niego wymownie, bo przecież nie znała jego imienia.
- Hugo- wyciągnął dłoń w jej stronę, co znów ją rozśmieszyło. Nie należało zrobić tego wczoraj ?
- ...Hugo- oznajmiła.
- I co to już ? Znikasz ?!- skinęła głową.
- Chyba ustaliliśmy, że musimy ratować zwłoki ?- uśmiechnęła się.
- Ok, to zapisz mi swój numer i zapraszam Cię na kawę jutro, albo na kolację... Albo i na kawę i na kolację... 18, pasuje Ci ?- zaśmiała się.
- Nie dajesz za wygraną, co ?  - spojrzała na niego spod długich, gęstych, czarnych rzęs. Jemu zrobiło się gorąco, a ona chciała by trwało to jak najdłużej. Normalnie każdego innego chłopaka by pogoniła, ale on nie był każdym... Nie chciała żeby był... Wyszczerzył się łobuzersko i skinął głową.
- Masz chwilę czasu ? - skinął ochoczo głową- Nie zginą bez Ciebie ?- wskazała na siatkę z kefirami.
- Myślę, że mogą jeszcze poczekać... - zagadnął tajemniczo próbując cokolwiek wyczytać z jej oczu. Wzięła głęboki wdech.
- Numeru nie dostaniesz. Nie zgadzam się ani na kawę ani na kolację- popatrzyła na niego wymownie.- Ale jak chcesz możemy się przejść...  Tu niedaleko są moje umarlaki, możesz mnie odprowadzić pod blok...- uśmiechnęła się, ale nie bardziej niż on. Zgodziłby się chyba na wszystko co by mu zaproponowała. Oczy mu rozbłysły z radości. Wreszcie dostrzegł cień szansy.  Wyciągnęła w jego stronę jedną z reklamówek. Przejął obie. Mimo jej wyraźnych sprzeciwów. Wiedziała, że z nim nie wygra. Przyglądnęła mu się uważniej i chyba trochę to trwało, bo chłopak parsknął śmiechem.
- Będziemy tak stać cały dzień żebyś mogła na mnie patrzeć ?- zaśmiał się, a ona spłonęła rumieńcem, dźgnęła go w bok i ruszyła przed siebie. Dobiegł do niej co chwila szturchając ją ramieniem i szczerząc się głupkowato. Od zaczepki do zaczepki przeszli do normalnej rozmowy, podczas której co chwila któreś wybuchało śmiechem.
- To tu...- zatrzymała się przy wejściu do jednego z czterech apartamentowców.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie dałaś mi swój adres...- wskazał brodą na tabliczkę wiszącą nad jej głową z ulicą i numerem domu. - ...a nie chcesz mi dać numeru telefonu ?- Uśmiechnęła się łobuzersko. Miała asa w rękawie.
- Ani razu z moich ust nie padło, że to moje mieszkanie... - uniosła cwaniacko brew- jak już mówiłam w środku są 4 dziewczyny, nie uważasz że mieszkanie może być jednej z nich ?
- Nie mam pewności, że nie jest twoje... Pozostaje mi jedno...
- Będziesz tutaj siedział i czekał aż może pewnego dnia rano wyjdę z klatki- parsknęła śmiechem.
- Tak długo aż nie dostanę Twojego numeru telefonu- zagadnął cwaniacko. Był pewny siebie i ta pewność go w tym momencie zgubiła. Ainoha popatrzyła na niego jak na kosmitę. Po czym parsknęła śmiechem. Wzięła od niego siatki i ucałowała oba policzki w podzięce. Odwróciła się wchodząc do klatki. Mężczyzna się nie poruszył.
- Pamiętaj żeby się cieplej ubierać, bo robi się coraz zimniej- puściła mu oczko- Pa Hugo.
- Do zobaczenia Ainoha - uśmiechnął się chytrze, wiedział że prędzej czy później postawi na swoim.
Weszła do mieszkania z uśmiechem na ustach, co nie uszło uwadze przyjaciółek zalegających w różnych kątach salonu.
- No ładnie...- prychnęła Leire- My umieramy a Ty sobie spacerki urządzasz...
- Gdzieś Ty była ?!- warknęła Sofie wyrywając jej jedną z siatek, wyrzuciła całą zawartość na stół, rzucając się łapczywie na kubeczek jogurtu.
- Oczy Ci się świecą ! - wyszczerzyła się Leire, gdy podawała jej tabletkę i szklankę wody do popicia. Natychmiast u jej boku znalazła się Sofie.
- I to jak koło młyńskie na Tibidabo latem ! - blondynka wyszczerzyła się. Za nic w świecie nie mogła przestać się uśmiechać. Skłamałaby, jeśli powiedziałaby że czuje się tak pierwszy raz w życiu. Ale tym razem...
- Spotkałam go...- uśmiechnęła się nieśmiało. Zawstydzała ją ta sytuacja. Przecież nawet go nie znała...
- Ale kogo ?!- palnęła Sofie.
- Jak to kogo...- Leire zamachała brwiami, patrząc wymownie na Soff.- I jak ? - zwróciła się do najbliższej przyjaciółki. Ta wzruszyła ramionami.
- Szczerze ?- brunetka skinęła głową- Zbyt pięknie Leire...- puściła jej oczko wychodząc do kuchni.







***

Liczę na Wasze opinie :D
Pozdrawiam, 
Laila