Od
trzech dni termin prywatność nie istniał w jej słowniku. Była
pod telefonem 24 godziny na dobę. W końcu nie codziennie organizuje
się ślub piłkarskiej gwiazdy.
Niemal od samego świtu biegała
po winiarni pod Barceloną pilnując, by wszystko było idealnie.
Miała wokół siebie mnóstwo pracowników, ale nie była by sobą,
gdyby nie musiała dopilnować wszystkiego osobiście. Stanęła na
ołtarzu zbudowanym w ogrodzie oceniając czy wszystkie krzesła są w
równym rządku. Zobaczyła machającą do niej spod domu pracownicę.
Wydała polecenia i podeszła do niskiej szatynki.
-
Szefowo, ktoś wita gości ? - zauważyła przerażenie w jej oczach.
Wcale się nie dziwiła. Była 12 a ślub zaplanowano na 16 !
-
Jakich gości ?! Jest za wcześnie...- dłonią przeczesała swoje
lekko pofalowane włosy, szukając idealnego rozwiązania.
-
Cztery samochody właśnie próbują wjechać na teren, ale chłopaki
nie wiedzą czy mają wpuszczać... - relacjonowała żywo
dziewczyna. Zaczynała ją delikatnie denerwować nieporadność
pracowników.
-
Co to znaczy zastanawiają się ?! To są goście ! Wpuszczać ! -
krzyknęła, a dziewczyna natychmiast przekazała jej instrukcje
przez interkom. Zastanawiała się kogo wysłać na powitania.
-
Marco ?- skontaktowała się przez słuchawkę w uchu z jednym z
najlepszych swoich ludzi.
-
Jestem... - usłyszała po chwili.
-
Wyślij mi kogoś do powitania na już !- Mężczyzna miał w swojej
ekipie 6 osób, z tego jedną wyznaczoną na powitanie ale dopiero od
14.
-
Nie ma opcji. Moi są zajęci... Adrian z Maria siedzą z młodymi...
-
Ok. Informuj mnie jak coś się zmieni.- przeniosła swoje spojrzenie
z powrotem na dziewczynę, której imienia nie mogła sobie
przypomnieć. Była nowa. Rozejrzała się po terenie. Kwiaty były
ustawione, ołtarz gotowy, stoły ustawione. Z trudem uznała, że
nie jest tu chwilowo niezbędna.
-
Szefowo bo już jadą... - niecierpliwiła się dziewczyna, ale
wystarczyło jedno spojrzenie, by zamilkła.
-
Joey ! -krzyknęła do dekoratora- Idę na powitanie ! Jestem pod
interkomem ! - postawny mężczyzna machnął jej ręką, dając do
zrozumienia, że zrozumiał. Nie miała wyboru. Brakowało jej ludzi,
nie mogła pozwolić, by coś poszło nie tak. Tego zlecenia nie
mogła zawalić. Spotkała się z niedowierzającym spojrzeniem
brunetki. Popatrzyła na nią wymownie.
-
Jak mniemam czymś się zajmujesz, tak ?- skinęła głową- To
wracaj do pracy i jakby co wiesz gdzie mnie szukać...- uśmiechnęła
się blado. Poprawiła włosy i swoją długą bordową suknię.
Ustawiła się z listą gości przy wejściu. Chwilę później na
podjeździe zaparkowały cztery Audi. Zamroczyło ją, gdy zobaczyła
stalowo szarą Q7. Przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniała,
że tu będzie, że to ślub jego brata organizowała. Wzięła
głębokie oddechy, gdy z samochodów zaczęli wychodzić znajome jej
osoby.
-
Ainoha... ?- zagryzła wargę, gdy zbliżył się do niej Marc.
Uśmiechnęła się blado. Musiała być profesjonalna.
-
Ainoha Sanchez... jestem organizatorem tego wesela. Witam Państwa
bardzo serdecznie.- przedstawiła się, bo wśród jej znajomych były
osoby, które widziała pierwszy raz w życiu. Wyszukała nazwisko
piłkarza na liście.
-
Marc, zapraszam...- uśmiechnęła się przyjaźnie do oniemiałego
piłkarza. Na zmianę zamykał i otwierał usta. Byli prawie 100 km
od Barcelony, nie mógł uwierzyć, że ją tu spotkał ! Odwrócił
się gwałtownie.
-
Ainoha... - szepnął. Nie wierzył. Co robiła na ślubie jego brata ?
Uniosła wzrok. Stał dokładnie na przeciw niej. W czarnym smokingu pod muszką
prezentował się nad wyraz elegancko.
-
Rafael Alcantara...- jego nazwisko z trudem przeszło jej przez gardło. Musiała
odchrząknąć, by pozbyć się budującej się guli-... jako świadka
zapraszam Pana na piętro. Sandra Panu wszystko wytłumaczy...- stał
jak wryty. Jak ona pięknie wyglądała ! Nie miał pojęcia, że to
właśnie ona jest organizatorką, którą niemal pod niebiosa
wychwalała jego przyszła bratowa.
-
Ainoha...- złapał ją na wysokości łokcia zbliżając się
znacznie. Naprawdę dzieliła ich minimalna odległość. Gdy poczuła
zapach jego perfum, mocniej ścisnęło jej żołądek. Stali w równej linii, ramię w ramę. Uniosła wzrok. Popatrzyła mu najpierw
ze złością w oczy, po czym spojrzała wymownie na miejsce, gdzie
zacisnął dłoń. Znacznie poluzował uścisk.
-
Puść mnie- syknęła. Całą sytuację z niemałym
zaciekawieniem obserwowali pozostali goście. Puścił ją odsuwając się nieznacznie. Przeniosła wzrok na wysokiego bruneta
trzymającego za rękę brunetkę w długiej granatowej sukni.
-
Lorena Lopez, Cristian Tello- przedstawili się, by mogła zaznaczyć
ich na liście. Miała wrażenie, że wyraźnie przyglądają się
jej każdemu ruchowi. Odznaczyła nazwiska pozostałych par. Miała
nadzieję, że Rafael zniknie razem z nimi w ogrodach, jednak
on twardo stał w tym samym miejscu, czekając aż skończy.
-
Musimy porozmawiać...- zaczął, gdy zostali sami.
-
Pracuję to raz, nie mam o czym z Tobą rozmawiać to dwa... -
mruknęła, w ogóle na niego nie patrząc.
-
Dlaczego nie powiedziałaś mi, że organizujesz wesele Thiago ?-
spojrzała na niego spod ukosa.
-
Bo nie powiedziałeś mi, że jest Twoim bratem...
-
Kiedyś zrozumiesz, że chciałem Cię ochronić...- wyszeptał
całując ją w głowę. Zaplatał dłonie na jej brzuchu. Przymknęła
oczy. Rozkoszowała się nim i było jej z tym tak dobrze. Poczuła,
że delikatnie stara się ją odwrócić do siebie. Pozwoliła mu na
to. Pozwoliła, by przytulił ją do swojej klatki, by znacznie
zbliżył swoją twarz do jej. Delikatnie musnął jej wargi...
- Przepraszam...- mruknął, a ona otrzeźwiała. Odzyskała zdrowy rozsądek, wyobrażenia znikły, odsunęła od siebie marzenia o pocałunku. Spojrzała z prawdziwą nienawiścią prosto w jego czekoladowe tęczówki.
-
Ja Ci już nie wierzę w ani jedno słowo...- wyszeptała. - Muszę
wracać do pracy... - oznajmiła wyplątując się z jego objęć i
zniknęła w środku hotelu.
***
-
To Julia stała na balkonie, Romeo czekał na dole- przestraszył go
głos Thiago. Myślał, że jest tutaj sam. Stał na tym balkonie już
pewnie od dobrej godziny.- Co Ty tu w ogóle robisz ?- starszy brat
spojrzał na niego z wyrzutem wychylając się za balustradę. -
Aaaaa- wyszczerzył się i zamachał brwiami. Zignorował to.
Wiedział, że nie powinno go tu być, że powinien teraz wspierać brata, w czymś pomóc, ale nie mógł... Nie radził sobie z jej
odejściem. Całą drogę z Barcelony spędził na pracy nad sobą,
obiecał sobie, że dziś nie pomyśli o niej nawet przez chwilę, że
nie będzie się obwiniał. Dziś to Julia i Thiago mieli być na
pierwszym miejscu. Ale wszystko się zmieniło, gdy ją zobaczył
przy wejściu. Gdyby nie reakcja Bartry myślałby, że ma omamy, że
zwariował. Wcale by go to nie zdziwiło... Z jednej strony nie mógł
sobie wybaczyć tego co zrobił, z drugiej nie mógł pojąć, jak
mogła nie rozumieć tego, że chciał ją w ten sposób chronić.
Ona nie rozumiała tego świata. On sam chyba nie ogarniał go do
końca. - Organizatorka...- mruknął szczęśliwy Thiago, dźgając
go pod żebra. Młodszy z braci Alcantara potarł twarz dłońmi. -
Ainoha...
-
Sanchez...- gdy dokończył czuł na sobie zdziwione spojrzenie
brata.
-
Znacie się ?- jednego razu, gdy wrócił po jednej z pierwszej
randek z Ainohą, w domu niespodziewanie czekał na niego brat.
Widział przecież, że zachowuje się inaczej. Zawsze był radosny,
ale to był inny jej rodzaj. Opowiedział mu o niej, pominął fakt,
że nie wiedziała kim jest.
-
Ainoha - popatrzył wymownie na brata. Zrozumiał. Przypomniał sobie
rozmowę o niej. Uśmiechnął się jeszcze szerzej przyglądając
się stojącej przy wejściu blondynce. Musiał przyznać, że Rafa
miał dobry gust. Niewątpliwie była piękną kobietą.
-
Dlaczego mi nie powiedziałeś, że organizatorką mojego wesela jest
moja przyszła bratowa ?!- wiedział jak wzięło jego młodszego
brata. Nigdy go takiego nie widział. Trochę się zdziwił, że
przyszedł na ślub sam, ale już wcześniej wiedział, że
dziewczyna jego brata nie dostanie wolnego. Skąd mógł wiedzieć,
że nie dostanie wolnego, bo organizuje ten ślub ?! Zaniepokoiła go
mina Rafy, który spojrzał na blondynkę raz jeszcze i wszedł do
środka.
-
Rafa ?- coś mu w tym nie grało. Poszedł za bratem. Zobaczył go
siedzącego na sofie, chowającego twarz w dłoniach. Już wiedział,
że jest źle. - Rozstaliście się ?- pokiwał przecząco głową.
-
Nigdy nie byliśmy razem...- mruknął. Thiago się zaśmiał. Ile
razy rozmawiał z nim o tajemniczej dziewczynie ? Wiedział, że się
spotykają. Podejrzewał, że brat się zakochał. Z opowiadań
wynikało, że ona też.
-
Jak to nie byliście razem, przecież...
-
Pamiętasz jak Ci o niej mówiłem ? Jak się poznaliśmy ?- skinął
głową. Oczywiście, że pamiętał. - A pamiętasz jak Bartra
opowiadał Ci o zabawie w klubie ? Że poznaliśmy dziewczyny, które
nas nie znały, więc wymyśliliśmy sobie nowe osobowości...
-
Hugo Gonzalez ! Żartujesz w życiu tego nie zapomnę !- zaśmiał
się. Młodszy jednak z trudem skinął głową. Zaczął wiązać
fakty, ale nie sądził, że jego brat mógłby być na tyle głupi,
żeby ciągnąć coś takiego tak długi czas.
-
To jest jedna historia. - teraz to starszy brat przetarł twarz
dłońmi zastanawiając się czym mógł się kierować tworząc taką
szopkę. - W zeszłym tygodniu powiedziałem jej prawdę...- mruknął. Thiago nie wierzył. Naprawdę nie wierzył. Jak można było być aż takim
kretynem.- Zerwała ze mną wszystkie kontakty...
-
A Ty jesteś zdziwiony ?- krzyknął. Zdziwił go nieco tak
podniesiony głos brata. - Kurde Rafa, co Ty myślałeś ciągnąc to
przez tyle czasu ?! - wydarł się. Naprawdę był wściekły.
-
Chciałem ją chronić...- szepnął. Wiedział, że brat ma rację.
-
Przed czym ?! - zaśmiał się w tej złości. - Pozwoliłeś by się
w Tobie zakochała. Sam się zakochałeś, a mimo to wmawiałeś jej,
że jesteś kimś zupełnie innym ! Jak mogłeś oszukiwać ją przez
tyle miesięcy ?! I jeszcze jesteś zdziwiony, że dziewczyna nie
chce Cie znać ? Rafa przed czym ty ją chciałeś chronić przed
sobą ?!- wydarł się.
-
Dobrze wiesz jak wygląda nasze życie ! Przed tym chciałem ją
chronić ! - wstał patrząc wymownie na starszego brata. Ten tylko
lekko się uśmiechnął.
-
Julia wygląda, jakby sobie z czymś nie radziła ? - zaczął bardzo
spokojnym tonem. Był jego młodszym bratem, musiał mu przecież
jakoś pomóc- Jakby czuła się przytłoczona ? Zagubiona ? Thaisa
musi uciekać przed paparazzo ? Czuje się osaczona ? A na przykład
Lorena ? Maite ?- pokiwał przecząco głową. - Więc jedyne przed
czym mogłeś ją chronić to byłeś Ty sam... Kochasz ją ?-
przyjrzał mu się uważniej. Wiedział, że nie skłamie.
-
Kocham- usłyszał z jego ust po raz pierwszy. Uśmiechnął się
lekko.
-
I boisz się przyznać sam przed sobą, że chciałeś ochronić sam
siebie. Bałeś się, że polubi Cię przez pryzmat tego co robisz.
Że będzie chciała czas spędzać nie z prawdziwym Tobą, tylko
Rafinhą. Bałeś się Rafa. Bałeś się, że możesz ją stracić.
I co warto było kłamać ?- popatrzył bratu w oczy. Stał jak
osłupiały. Wiedział, że ma rację. Poklepał go po ramieniu i
ruszył do drzwi.
-
Naprawdę robiłem to dla jej dobra i naprawdę zrobiłbym wszystko,
żeby ją ochronić...
-
Wystarczyło być sobą- Thiago odwrócił się.
-
Kocham ją....
-
To dlaczego jej po prostu nie zaufałeś ? - nie otrzymał
odpowiedzi na swoje pytanie. Natomiast zobaczył łzy w jego oczach.
Do pokoju z hukiem wparowała Thaisa.
-
Wszyscy Was szukają ! - wydarła się na obu. Zatrzymała się, gdy
zobaczyła ich miny. - Wszystko w porządku ?- spojrzała opiekuńczo
na Rafaela.
-
Ta... taka braterska pogawędka !- zaśmiał się najstarszy z braci
zarzucając rękę na ramię brata.
-
Czas się ożenić...- spojrzał na swój zegarek. Uśmiechnął się
szeroko obejmując rodzeństwo.
***
Była
naprawdę dobrym obserwatorem. Z pewną nostalgią przyglądała się
przyjaciołom młodych zgromadzonych wokół basenu. Stała na
uboczu, miała tu idealny widok na cały ogród. Pozwoliła sobie
nawet wypić lampkę szampana, na którego tak gorąco namawiał
współpracujący z nią kelner Paco. Spojrzała na cały teren, jej
ekipa wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Była dumna z tego
przedsięwzięcia. Dumna, że cały ślub wyszedł tak pięknie.
-
Marc ! - młody mężczyzna stojący z partnerką przy basenie machał
do przechodzącego Bartry. Przyglądała się im od dłuższego
czasu. Wygłupiali się w trójkę więc uznała, że dobrze się
znają. Co chwila docierał do niej dźwięczny śmiech kolegi.
Zaplotła dłonie na piersi, upijając małego łyka z kryształowego
kieliszka. Podświadomie wyszukała go w tłumie gości przy
stolikach. Bardzo się starał, ale ona widziała, że coś jest nie
tak. Coś go gryzło. Zastanawiała się czy... Nie. Nie powinna. To
była jego wina. To on ją oszukał. Ale to ona podjęła decyzję...
Przeniosła wzrok z powrotem na parę przy basenie i Marca.
-
Zrób nam zdjęcie...- Marc wziął wyciągnięty w jego stronę
telefon. Para ustawiła się, a on starał się złapać jak
najlepsze światło. Oczywiście w swoim błazeńskim stylu, który
tak bardzo ją rozczulał.
-
Tello uśmiech !- zaśmiał się. Pstryknął fotki. - Na instagram
?- oddał telefon dziewczynie piłkarza.
-
No niech ludzie wiedzą, że Julia i Thiago biorą ślub !- zaśmiał
się brunet wybierając z ukochaną najlepsze ujęcie. Wyciągnęła swój telefon i
wyszukała mężczyznę na portalu, chwilę później odnalazła profil jego kobiety. Trzy minuty później zrobione
chwilę wcześniej zdjęcie miało 20 tyś serduszek. Przeraziło ją
to. Ona sama czułaby się co najmniej dziwnie, gdyby każde
opublikowane przez nią zdjęcie znajdywało się na stronach
poświęconych 'stowarzyszeniu WAGS'.
-
Ainoha...- rozmyślania przerwał jej głos w słuchawce w uchu.
-
Jestem, Marco.
-
Potrzebuję Cię na sali.
-
Już idę...- mruknęła. Bała się, że coś się stało. Coś co
może zaważyć nad atrakcyjnością wesela, więc czym prędzej
popędziła do budynku. Starała się przemknąć niezauważona obok
Bartry. Ale jak to bywa im bardziej się starasz, tym gorzej Ci
wychodzi.
-
Ai ! - zawołał za nią, by chwilę później dołączyć do niej w
drodze na salę weselną. - Jak się bawisz ?- wyszczerzył ją.
Wspominała już jak ją rozczulał i bawił ? Uśmiechnęła się.
-
Marc, ja tu pracuję- puściła mu oczko.
-
Idę ! Powiedz Margo żeby wysłała kelnerów na zewnątrz !-
nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mówiła do słuchawki, ale
piłkarz nie mógł o tym wiedzieć, to też patrzył na nią jak na
wariatkę. Parsknęła śmiechem odchylając włosy pokazując
piłkarzowi małą słuchawkę z mikrofonem w uchu. - Jak już
mówiłam pracuję. Jak Ty się bawisz ? Powiedz, że wszystko jest
okej, a ślub wyszedł pięknie - skrzyżowała palce, żeby nie
zapeszyć. Zaśmiał się.
-
Widziałaś, żeby na jakimkolwiek ślubie wszyscy goście ryczeli ?!
Nigdy ! Najlepszy ślub na jakim do tej pory byłem, przyrzekam ! Aż
sam bym się hajtnął !- uśmiechnął się promiennie kładąc
sobie rękę na piersi. - Nie wiedziałem, że organizujesz
wesela...- spojrzał na nią z ukosa.
-
A ja nie wiedziałam, że jesteś piłkarzem- puściła mu oczko, ale
poczuł się głupio. - Jesteśmy kwita.
-
Rozmawialiście ?- spojrzała na niego pytająco. Głową wskazał na
stojącego przed wejściem ze znajomymi Rafę. Pokręciła głową.-
Może...
-
Mówiłam Ci już... nie interesuje mnie dzielenie się swoją
prywatnością z całym światem. Nie odnalazłabym się w życiu na
świeczniku. Mnie nie rajcuje grzanie się w świetle jego sławy i
na pewno nie nadaję się na WAG...-Uśmiechnęła się blado.
Wspięła się na palcach i musnęła policzek kolegi. - Naprawdę
miło Cię było poznać Marc...- wyszeptała. Stanął w bezruchu.
Pożegnała się z nim.
-
Ainoha ! - zawołał za nią, ale się nie odwróciła. Nie słyszała
przez dudniącą muzykę wydobywającą się ze środka lub po prostu
tak było łatwiej.
-
Rafa ! - krzyknął. Bez reakcji. - Rafinha ! - przekrzyczał muzykę
i wszystkie rozmowy wokół, bo nagle zebrał wszystkie spojrzenia.
Jego także. Skinął mu głową wskazując na znikającą w hotelu
hiszpankę. Porozumieli się bez słów. Zrozumiał, że dzieje się
coś złego. Przeprosił znajomych i pobiegł za blondynką.
Weszła
do sali, gdzie w najlepsze trwało przyjęcie weselne. Przemknęła
przez parkiet kierując się w stronę chodzącego nerwowo Marco. Ich
praca praktycznie właśnie się skończyła. Teraz mieli zostać już
tylko ich kelnerzy, ochroniarze i zaledwie parę osób do
przypilnowania całości.
-
No jesteś wreszcie ! - pociągnął ją za sobą, do ich centrum
dowodzenia.
-
Co się dzieje ? - dopiero teraz zauważyła, że zgromadził się tu
niemalże cały sztab jej ludzi. Zaczęła się denerwować. To chyba
było ich pierwsze tak duże zlecenie i zdecydowanie pierwsze dla
znanej osoby.
-
Ainoha ! - usłyszała pisk za sobą, a gdy się odwróciła
'napadła' na nią Julia, panna młoda. Uśmiechnęła się
promiennie, przytulając kobietę. - Chcieliśmy Wam serdecznie
podziękować- złapała świeżo upieczonego męża za rękę. - Nie
wiem jak tego dokonaliście, ale wszyscy są absolutnie oczarowani.
Stworzyliście coś niesamowitego i sprawiliście, że przeżyliśmy
naprawdę najlepszy dzień w swoim życiu. Nie spodziewałam się, że
wszystko wyjdzie aż tak pięknie. I jestem prze szczęśliwa, że
udało się uniknąć żadnych niemiłych sytuacji. I że mimo
wszystko- spojrzała kątem oka na męża- udało się utrzymać
uroczystość w tajemnicy i mimo ilości gości sprawić, że stała
się rodzinna i kameralna- zauważyła błyszczące brylanciki w jej
oczach. Uśmiechnęła się promiennie. - Dziękujemy- ucałowała
ją w oba policzki. Gdy młodzi wyszli spojrzała na swój
uśmiechnięty i gratulujący sobie zespół.
-
A ja myślałam, że coś się stało ! - trzepnęła lekko ramię
Marco wtulając się w niego. Naprawdę był to dla nich nie lada test
i najwyższej klasy sprawdzian, który zdali na 6 z plusem. Strasznie
żałowała, że nie było przy nich Leire, ale ona organizowała
przyjęcie w Barcelonie. Miała poczucie, że to wesele przejdzie do
historii ich firmy jako jedno z najlepszych i niewykluczone, że
ustawi ją bardzo wysoko na rynku.
-
Przepraszam jeszcze na chwilę... - zza drzwi wychyliła się postać
Thiago.
-
Możemy jeszcze coś zrobić ?- uśmiechnął się podekscytowany
Marco.
-
Tym razem, jakbym mógł...- piłkarz zmieszał się nieznacznie-
Mógłbym porozmawiać chwilkę z szefową ?- uśmiechnął się do
niej. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy, a nogi stają się
miękkie. Skinęła głową.
-
W takim razie, do zobaczenia jutro ekipo- wzięła swoje rzeczy,
uśmiechnęła się promiennie do swoich pracowników, zostawiając
wszystko pod opieką Adriana i Marii.
Dała
się przepuścić Panu Młodemu w drzwiach. Wyszła do holu, ale
piłkarz poprowadził ją na zewnątrz. Zaczęła się niepokoić.
Uśmiechnęła się niemrawo, gdy stanął naprzeciw jej. Zbierał
się w sobie. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Wiedział, że
jakby Rafa wiedział, prawdopodobnie by go zatłukł, ale też
wiedział ile razy pomagał mu z Julią. Ile razy w fatalnych
sytuacjach pomagał im z nich wyjść. Był mu to winny. Musiał mu
pomóc. Zmieszała się. Przyglądał jej się uporczywie, ale się
nie odzywał.
-
Mogę jeszcze w czymś pomóc ?- zaczęła niepewnie. Wziął głęboki
oddech.
-
Trochę nie moja sprawa...- zaczął, uśmiechnęła się pewniej.
Mogła się spodziewać.
-
Chodzi o Rafaela ?- spojrzała na piłkarza. Starała się zagrać.
Nie chciała pokazać jak bardzo jej zależy, co czuje... Podjęła
przecież decyzję.
-
Ainoha...- zdziwiła się trochę, bo o ile z żoną piłkarza była
na 'ty', to z nim nie. Ale rozumiała, że wymagała tego od niego
sytuacja. Przed nią już nie stał klient- Thiago, stał starszy
brat- Thiago. - Wiem jakim kretynem jest mój brat...
-
Ciężko się nie zgodzić...- mruknęła, a on się zaśmiał.
-
No właśnie. - spoważniał- Nie chcę go bronić, bo absolutnie nie
popieram jego zachowania, ale jest moim młodszym bratem i wiem, że
wpadł jak śliwka w kompot. Widzę jak cierpi przez to co się
stało...- przełknęła gorzko ślinę. - Nie chcę go ani zanadto
usprawiedliwiać ani namawiać Cię do rzucenia mu się w ramiona,
ale chcę Ci powiedzieć o jednej rzeczy...- popatrzył jej w oczy.
Wcale nie dziwił się bratu, że w nich tonął. - Wiem od Marca o
Guellu. Wiem kiedy Cię tam zabrał...- zmarszczyła brwi. Nie
wiedziała o co chodzi.- Dla Rafy ten park to jest świętość. Za
dzieciaka spędzał tam tyle czasu, że w końcu zaprzyjaźnił się z
dozorcami. Jest prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która
może tam wchodzić o każdej porze dnia i nocy. Wiesz dlaczego Ci o
tym mówię ?- pokręciła głową. - Jak chciałem oświadczyć się
Julii, poprosiłem by poprosił Johana, dozorcę, o możliwość
wejścia tam wieczorem, po zamknięciu. - uśmiechnęła się lekko
gdy przypomniała sobie tamte spotkanie- Nie zgodził się. Mimo
tego, że wiedział o moich planach. Odmówił mi. Wiesz, że oprócz
Rafy i dozorców nikt nigdy nie był tam w nocy ?- ponownie na nią
spojrzał - No i teraz oprócz Ciebie. Powiedział mi wtedy, że to
miejsce jest tylko jego. I że jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek tam z
nim wejdzie, to będzie to jego żona - zaczynała czuć zbierające
się pod powiekami łzy. Nie spodziewała się takiego wyznania. -
Nie chcę Cię mamić tą historią, ale znam swojego brata. Widzę
jak się zachowywał a jak zachowuje się teraz. Widzę jak dużo
stracił. - nic nie mogła zrobić, pojedyncza łza spływała po jej
policzku - ...musisz zrozumieć, że on nie chciał Cię
skrzywdzić...- zaplotła dłonie na piersi. Gula w jej gardle
narastała z każdym jego słowem. - Życie ze sportowcem jest
trudne. Sam wiem najlepiej. Mama, tata, brat, siostra, kuzyni...-
uśmiechnął się. Czuła jakby bał się zacząć. Bał się, że
go pogoni.- Zabrzmi to teraz bardzo samolubnie, ale... sportowcy żyją
w blasku chwały...- wiedziała do czego zmierza. Wiedziała, że ta
szopka z Hugo, początkowo była testem. Wiedziała, ona wszystko to
wiedziała. Ale nie mogła.- Zaufanie to podstawa...- to zdanie
zadziałało na nią zdecydowanie cucąco. Poczuła się zraniona
jeszcze bardziej.
-
A jak ja mam mu zaufać skoro od pierwszego dnia mnie okłamywał ?-
spytała oskarżycielsko. Brat jej byłego chłopaka spuścił wzrok.
Tak myślała. - Może i to co mówiłeś o Guellu jest prawdą, ale
dla mnie miłość to przede wszystkim szczerość...
-
Ai...- po plecach przeszedł jej dreszcz. Stał za nią. Podszedł
tak cicho, że nawet go nie słyszeli. Sądząc po minie Thiago, też
go nie widział. Zesztywniała. Jedną ręką starła pozostałości
po łzach. Wzięła głęboki oddech prostując się. Odchrząknęła.
-
Tutaj moja praca się kończy. Bardzo dziękuję za współpracę-
wyciągnęła dłoń do starszego Alcantary. Niepewnie i dopiero po
chwili uścisnął ją.- Życzę wszystkiego co najlepsze na nowej
drodze życia. Do widzenia.- odwróciła się z zamiarem opuszczenia
posiadłości. Zaszedł jej drogę. Złapał jej brodę, by móc
spojrzeć w oczy. Zmroziło go. Pokręcił głową. Nie czekał
przytulił ją do siebie z całej siły. Nie zauważyli nawet, w
którym momencie zniknął Thiago.
-
To wszystko co Ci mówił, to była prawda Ai...- zapewnił całując
ją w czoło. Skinęła głową.
-
To co mówiłam ja, też... Naprawdę żałuję Rafa...- wyszeptała
zostawiając go samego. Gonienie jej nie przyniosłoby żadnego
rezultatu. Rozmowa z Thiago uzmysłowiła mu, że tak naprawdę się
mylił. Zrozumiał, że to on popełnił błąd. Że to wszystko to
była jego wina. Zrozumiał, że musi pozwolić jej odejść.
Niezależnie od tego jak bardzo będzie bolało. A bolało jak
cholera. Widział jak jedyna kobieta, którą naprawdę kochał
odchodzi raz na zawsze i nie mógł nic zrobić. Jakoś nagle stracił
ochotę na cokolwiek. Nie mógł zrobić żadnej, z głupich rzeczy
jakie przyszły mu do głowy. Wciąż był świadkiem na trwającym
weselu brata. Zacisnął zęby i wrócił na salę. Wszyscy jego
znajomi dobrze się bawili. Spojrzał na brata, który tańczył z
żoną na parkiecie. Szczęście i miłość biła od nich na
kilometr. Rzucił wiązankę przekleństw pod swoim adresem. Usiadł
przy barze. Wysokie krzesełka były puste. Chwilę później
opróżniał kolejny kieliszek z tequillą.
-
Rafa ! - Bartra położył mu dłoń na ramieniu. Usiadł obok. W
zasadzie wcale nie musiał na niego patrzeć, by wiedzieć co się
stało. Skinął głową.
-
Odeszła.
CHCIELIŚCIE WESELE MACIE WESELE...
ALE CZY ABY NA PEWNO TAK TO MIAŁO SIĘ POTOCZYĆ ??
DO NASTĘPNEGO ! :D