środa, 29 marca 2017

undécimo




Ainoha !- jej imię wykrzyczane przez mężczyznę rozniosło się, obijając się o stragany na La Boquerii. Mimo panującego tłoku zatrzymała się. Doskonale wiedziała, że chodziło o nią. Poznała ten głos, tą nutkę dziecięcej radości. Z uśmiechem na ustach odwróciła się do mężczyzny przeciskającego się przez tłumy turystów i mieszkańców chcących zrobić zakupy. - Ainoha Sanchez Martinez...- pokiwał z niedowierzaniem głową, gdy podszedł bliżej.
- Marc...- uśmiechnęła się. Widać było, że on również ucieszył się na jej widok. Miał takie roześmiane oczy. Przyglądnęła mu się z nostalgią. Nachylił się nad nią, wiec natychmiast się zreflektowała całując znajomego w oba policzki. - Kupa czasu...- poprawiła spadającą jej z ramienia, wypełnioną po brzegi warzywami, szmacianą torbę. Brunet przyglądał jej się z nieukrywaną ekscytacją.
- No troszkę się pozmieniało...- wyszczerzył się. Można by odnieść wrażenie, że nadal nie wierzy w to, że ją spotkał. Miała rację minęło mnóstwo czasu ! Nie pozmieniało się troszkę, jak to powiedział piłkarz, pozmieniało się niemal wszystko. Już nie są tymi samymi ludźmi. Nigdy nie będą.
- To opowiadaj co u Ciebie- przeszył go nieziemski błękit jej oczu...
- Córkę mam ! - niemalże krzyknął z radości. Wiedziała i on jej tak nie pasował do dojrzałego życia ! Przecież jeszcze trzy lata temu był kompletny dzieciakiem ! W jak szybkim tempie można wydorośleć ? Nigdy nie mogła wyobrazić sobie Bartry w roli ojca.
- Wiem, gratuluję - blondynka zaśmiała się dźwięcznie.
- Czekaj, czekaj...- zmrużył oczy.- Ty...- wskazał na nią palcem- Wiesz, że mam córkę...
- Wiem też, że na imię ma Gala, jej matką a Twoją narzeczoną jest moja dawna koleżanka - poruszyła brwiami. - I, że grasz z 15 na plecach, że jesteś jedną z kluczowych postaci w klubie i że rzekomo zapewniasz spokój drużynie narodowej- zmrużyła oczy - że Daniego nie ma już w drużynie- uśmiechnęła się cwanie.
- Panie i Panowie Ainoha Sanchez jest na bieżąco z piłką nożną ! - krzyknął. Paru przechodniów się zatrzymało, większość patrzyła na nich z zaciekawieniem, a znalazł się nawet jeden starszy pan ewidentnie jej tego gratulujący. Uśmiechnęła się ukazując perfekcyjne, białe zęby. - Kawa ?- spojrzał z nadzieją. Skinęła głową. Mężczyzna mimo jej wyraźnych sprzeciwów zabrał jej torbę z zakupami i ruszył w stronę znanej kawiarni.
- Zmieniło się coś ?- zapytał upijając łyka karmelowego machiatto.
- Zależy o co pytasz...- spojrzała na niego spod wachlarza długich czarnych rzęs. Domyślała się o co pytał, jednak miała nadzieje, że mimo wszystko powstrzyma się od zadania tego pytania.
- Wiesz z jakim numerem gram w drużynie, domyślam się, że wiesz jeszcze więcej...- wzruszyła ramionami- Zainteresowałaś się piłką czy kimś konkretnym... ?- starał się wyczytać coś z jej oczu, znał tylko jedną osobę, której ta trudna sztuka się udawała. Uśmiechnęła się.
- Marc nie poruszajmy tego...
- Bo ?
- Bo nie ma o czym mówić...- oznajmiła pogodnie.
- Wiesz co by mi zrobił, jakby się dowiedział że Cię spotkałem ? Ainoha proszę Cię...- zaczął ale nie dane mu było skończyć.
- Marc nie. Dla mnie ten temat jest zamknięty... Mówiłam Ci wtedy powtórzę teraz... Nie interesuje mnie miano WAG. Nikogo nie oceniam, ale ja nie jestem jak tamte dziewczyny. Nie dałabym sobie rady żyjąc na świeczniku. Nie jestem zainteresowana dzieleniem się z całym światem moim życiem prywatnym. Pozowaniem na ściankach. Oglądaniem meczów pod ostrzałem fleszy. I najważniejsze... -westchnęła, chciała ukryć jak było jej żal- ...nie można zbudować prawdziwej fajnej relacji na kłamstwie.
- Więc tylko o to chodzi ? O to, że chciał Cię chronić ?- uśmiechnęła się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Naprawdę nie miała ochoty wracać do tamtych dni. Dla niej ten temat się zamknął zanim się zaczął - Tak Ainoha on chciał Cię w ten sposób ochronić...- rozkręcał się więc uznała, że to ostatni moment na przerwanie tego monologu nim zajdzie to za daleko.
- Marc, Marc, Marc...- uśmiechnęła się zwracając tym samym uwagę piłkarza.
- Powiedz mi szczerze czy oprócz tego, że poznałaś go jako właściciela klubu a nie piłkarza jest jakikolwiek inny powód ? - spuściła wzrok. Spojrzała na swoją prawą dłoń. Wzięła głęboki wdech unosząc ją w górę.
- Jeden. Jestem zaręczona...

***

Drogę z centrum do mieszkania miała niemalże wyciętą z życiorysu. Prowadziła machinalnie, prawie bezmyślnie zupełnie pogrążona w przeszłości. Trzeźwość umysłu odzyskała w momencie, gdy na podziemnym parkingu jej apartamentowca zobaczyła samochód przyjaciółki. Wiedziała, że nie może pokazać Leire jak wiele kosztowało ją przypadkowe spotkanie z Bartrą. Trzy głębokie wdechy i prawdziwa Ainoha wraca do życia.
- Wytłumacz mi jeszcze raz dlaczego dałam Ci moje klucze ?- krzyknęła wchodząc do mieszkania. Zawsze żartowała, teraz może nieco wymuszenie, ale musiała w innym wypadku Leire od razu pokojarzyłaby, że coś jest nie tak.
- Też się cieszę, że Cie widzę ! - zaśmiała się Leire wychylając się z kuchni.
Ainoha weszła do kuchni i z ulgą odłożyła siatki z zakupami na wyspie kuchennej.
- Gdzieś Ty tyle czasu była ?- westchnęła brunetka opierając się o blat kuchenny. 'Kradnąc' z jednej z siatek nektarynę.
- Na Boquerii...- mruknęła. Starała wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu.
- Jej Ainoha jakaż pełnia życia...- zironizowała - Stało się coś ?- spojrzała na przyjaciółkę spod rzęs. Czuła, że coś jest nie tak. Coś się wydarzyło... coś złego. Blondynka wyraźnie się zmieszała. Potarła twarz dłońmi i przybrała bardziej pozytywną postawę. Dziwnie sztuczną postawę....
- Spotkałam Marca... Kazał serdecznie Cię pozdrowić- chciała zabrzmieć jak najradośniej, bez kropli zwątpienia.
- Marca...- przeciągnęła Leire wyraźnie szukając w głowie jakiegoś znanego jej Marca. - Bartre ?! - wypaliła ni stąd ni zowąd. Skinęła głową.
- Rany tyle czasu go nie widziałam...- rozmarzyła się Leire- Jak się spotkaliście ? Co u niego ? Zmienił się ?- trajkotała jak katarynka, zasypując ją pytaniami, a Ainoha wyraźnie się zamyśliła.
- Wydoroślał- mruknęła dopiero po odchrząknięciu brunetki. Nie znalazłaby odpowiedniejszego określenia na piłkarza w tej chwili. Uśmiechnęła się lekko i wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Zrobiłaby teraz wszystko żeby tylko nie siedzieć dłużej z Leire twarzą w twarz. Prędzej czy później musiałaby wyśpiewać jej wszystko , opowiedzieć o emocjach jakie jej towarzyszyły przy spotkaniu młodego stopera oraz o wszystkim co się w niej teraz dzieje, a po prostu tego nie chciała. Miała nadzieję, że ten jeden jedyny raz Leire odpuści, że może tym razem perfekcyjnie odegrała swoją rolę.
- A teraz powiesz mi co się dzieje ?- usłyszała to czego słyszeć nie chciała. - Ainoha...
Nigdy nie pogodziła się do końca z decyzją Rafaela, swoją zresztą również, ale cały czas utrzymywała że tak dla nich obojga będzie lepiej. Nie miała z nim kontaktu od trzech lat, od dwóch prawie w ogóle o nim nie myślała, nie zastanawiała się na każdym kroku co robi, gdzie jest i jak się czuje. Nie wariowała, gdy stojąc na światłach obok podjeżdżało stalowo-szare Audi Q7. Nie czekała na moment, gdy zapuka do jej drzwi. Uszanował jej prośbę. I mimo tego, że było jej z tym cholernie źle, była mu wdzięczna.
- Dzisiaj to w sobie przetrawię i jutro będzie dobrze, obiecuję.- uśmiechnęła się promiennie, ale odniosła wrażenie że Leire wcale nie kupiła tej radości.
- A ja naprawdę myślałam, że już o nim zapomniałaś ! - szepnęła niby do siebie. Podeszła do przyjaciółki. - Ainoha...- zaczęła łagodnym tonem.
- Leire dość ! - odsunęła się gwałtownie, bo wiedziała że prędzej czy później skończy się to łzawym dramatem. Już raz to przeżyła, nie chciała tego powtarzać tutaj w jej obecności. - Po prostu po spotkaniu Marca wiele rzeczy do mnie wróciło... Dużo sobie przypomniałam...
- Widzieliście się ?- pokiwała przecząco głową, dzięki Bogu dodając w duchu. - Ainoha a może...
- Może nie Lei.
- Wiesz jak bardzo się przyjaźnią, naprawdę myślisz, że Bartra utrzyma język za zębami ? Jak nie Rafie to komuś innemu wyklepie, że spotkał swoją ulubienicę... A prędzej czy później...
- Wtedy to już kompeltnie nie będzie miało dla niego znaczenia- popatrzyła smutno na przyjaciółkę.
- Co zrobiłaś ?- zmrużyła oczy. Blondynka wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, na którą Leire spojrzała. W oczy rzucił jej się oczywiście pierścionek, który Ainoha dostała od całej paczki na urodziny. Sytuacja zaczęła jej się klarować. - Nie zrobiłaś tego...- zaśmiała się z niedowierzaniem.
- Nie miałam innego wyjścia.
***

Jak pozbyć się powracających wspomnień ? Już raz myślała, że uporała się z przeszłością, spotkanie z Bartrą uzmysłowiło jej jak bardzo się myliła. Liczyła się z tym, że prędzej czy później kogoś z nich spotka. Barcelona to wbrew pozorom nie jest takie duże miasto. Ale czy przypuszczała, że wspomnienia wrócą z taką siłą ? Nie. Znów zaczęła się zastanawiać co u niego, jak sobie radzi, ma kogoś, myśli o niej czasem... ? Podczas spotkania z Bartrą naprawdę poczuła, że chciałaby posiedzieć z nim dłużej, wypytać o wszystko co mogło ją ominąć przez te trzy lata, zobaczyć się z Alvesem żeby pośmiać się z jego żartów, pogadać z Sergio, powygłupiać się z Neymarem... Poznała ich wszystkich jako innych ludzi, oni też ją okłamali... ale... ale do nich nie miała takiego żalu. Oni jej nie wmawiali miłości... Zdecydowała. Musiała naprawdę raz na zawsze zakończyć ten etap w swoim życiu. Etap pt. 'Alcantara' musiał przestać tlić się w jej sercu. Jak to zrobić ? Placa Catalunya, La Rambla, Parc Guell, Tibidabo, La Barcelonetta... wszystko jej go przypominało. Był wszędzie. Zawarła ze sobą pakt. Stopniowo będzie odwiedzać wszystkie miejsca, których do tej pory trochę podświadomie unikała, by na zawsze pozbyć się go z życia. By nigdy nie powtórzyła się historia z dziś. By jak następnym razem spotka Bartrę, Da Silvę, Alvesa, Roberto czy kogokolwiek mogła normalnie porozmawiać. By nie musiała pilnować tego co mówi, by nie musiała ukrywać uczuć. Miała nadzieję, że ich już wtedy nie będzie. Wraca Ainoha. Całkiem nowa Ainoha. 




Zauważyłyście, że pierwsza część rozdziału jest prologiem ?
Skąd taki zabieg ? 
Tym fragmentem rozstajemy się z 'przeszłością' naszych bohaterów,
od teraz każdy rozdział, będzie miał miejsce w 'rzeczywistości'.
Jeśli się zrozumieliśmy... 
Witam 3 lata później... 



poniedziałek, 20 marca 2017

décimo



Od trzech dni termin prywatność nie istniał w jej słowniku. Była pod telefonem 24 godziny na dobę. W końcu nie codziennie organizuje się ślub piłkarskiej gwiazdy.
Niemal od samego świtu biegała po winiarni pod Barceloną pilnując, by wszystko było idealnie. Miała wokół siebie mnóstwo pracowników, ale nie była by sobą, gdyby nie musiała dopilnować wszystkiego osobiście. Stanęła na ołtarzu zbudowanym w ogrodzie oceniając czy wszystkie krzesła są w równym rządku. Zobaczyła machającą do niej spod domu pracownicę. Wydała polecenia i podeszła do niskiej szatynki.
- Szefowo, ktoś wita gości ? - zauważyła przerażenie w jej oczach. Wcale się nie dziwiła. Była 12 a ślub zaplanowano na 16 !
- Jakich gości ?! Jest za wcześnie...- dłonią przeczesała swoje lekko pofalowane włosy, szukając idealnego rozwiązania.
- Cztery samochody właśnie próbują wjechać na teren, ale chłopaki nie wiedzą czy mają wpuszczać... - relacjonowała żywo dziewczyna. Zaczynała ją delikatnie denerwować nieporadność pracowników.
- Co to znaczy zastanawiają się ?! To są goście ! Wpuszczać ! - krzyknęła, a dziewczyna natychmiast przekazała jej instrukcje przez interkom. Zastanawiała się kogo wysłać na powitania.
- Marco ?- skontaktowała się przez słuchawkę w uchu z jednym z najlepszych swoich ludzi.
- Jestem... - usłyszała po chwili.
- Wyślij mi kogoś do powitania na już !- Mężczyzna miał w swojej ekipie 6 osób, z tego jedną wyznaczoną na powitanie ale dopiero od 14.
- Nie ma opcji. Moi są zajęci... Adrian z Maria siedzą z młodymi...
- Ok. Informuj mnie jak coś się zmieni.- przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na dziewczynę, której imienia nie mogła sobie przypomnieć. Była nowa. Rozejrzała się po terenie. Kwiaty były ustawione, ołtarz gotowy, stoły ustawione. Z trudem uznała, że nie jest tu chwilowo niezbędna.
- Szefowo bo już jadą... - niecierpliwiła się dziewczyna, ale wystarczyło jedno spojrzenie, by zamilkła.
- Joey ! -krzyknęła do dekoratora- Idę na powitanie ! Jestem pod interkomem ! - postawny mężczyzna machnął jej ręką, dając do zrozumienia, że zrozumiał. Nie miała wyboru. Brakowało jej ludzi, nie mogła pozwolić, by coś poszło nie tak. Tego zlecenia nie mogła zawalić. Spotkała się z niedowierzającym spojrzeniem brunetki. Popatrzyła na nią wymownie.
- Jak mniemam czymś się zajmujesz, tak ?- skinęła głową- To wracaj do pracy i jakby co wiesz gdzie mnie szukać...- uśmiechnęła się blado. Poprawiła włosy i swoją długą bordową suknię. Ustawiła się z listą gości przy wejściu. Chwilę później na podjeździe zaparkowały cztery Audi. Zamroczyło ją, gdy zobaczyła stalowo szarą Q7. Przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniała, że tu będzie, że to ślub jego brata organizowała. Wzięła głębokie oddechy, gdy z samochodów zaczęli wychodzić znajome jej osoby.
- Ainoha... ?- zagryzła wargę, gdy zbliżył się do niej Marc. Uśmiechnęła się blado. Musiała być profesjonalna.
- Ainoha Sanchez... jestem organizatorem tego wesela. Witam Państwa bardzo serdecznie.- przedstawiła się, bo wśród jej znajomych były osoby, które widziała pierwszy raz w życiu. Wyszukała nazwisko piłkarza na liście.
- Marc, zapraszam...- uśmiechnęła się przyjaźnie do oniemiałego piłkarza. Na zmianę zamykał i otwierał usta. Byli prawie 100 km od Barcelony, nie mógł uwierzyć, że ją tu spotkał ! Odwrócił się gwałtownie.
- Ainoha... - szepnął. Nie wierzył. Co robiła na ślubie jego brata ? Uniosła wzrok. Stał dokładnie na przeciw niej. W czarnym smokingu pod muszką prezentował się nad wyraz elegancko. 
- Rafael Alcantara...- jego nazwisko z trudem przeszło jej przez gardło. Musiała odchrząknąć, by pozbyć się budującej się guli-... jako świadka zapraszam Pana na piętro. Sandra Panu wszystko wytłumaczy...- stał jak wryty. Jak ona pięknie wyglądała ! Nie miał pojęcia, że to właśnie ona jest organizatorką, którą niemal pod niebiosa wychwalała jego przyszła bratowa.
- Ainoha...- złapał ją na wysokości łokcia zbliżając się znacznie. Naprawdę dzieliła ich minimalna odległość. Gdy poczuła zapach jego perfum, mocniej ścisnęło jej żołądek. Stali w równej linii, ramię w ramę. Uniosła wzrok. Popatrzyła mu najpierw ze złością w oczy, po czym spojrzała wymownie na miejsce, gdzie zacisnął dłoń. Znacznie poluzował uścisk.
- Puść mnie- syknęła. Całą sytuację z niemałym zaciekawieniem obserwowali pozostali goście. Puścił ją odsuwając się nieznacznie. Przeniosła wzrok na wysokiego bruneta trzymającego za rękę brunetkę w długiej granatowej sukni.
- Lorena Lopez, Cristian Tello- przedstawili się, by mogła zaznaczyć ich na liście. Miała wrażenie, że wyraźnie przyglądają się jej każdemu ruchowi. Odznaczyła nazwiska pozostałych par. Miała nadzieję, że Rafael zniknie razem z nimi w ogrodach, jednak on twardo stał w tym samym miejscu, czekając aż skończy.
- Musimy porozmawiać...- zaczął, gdy zostali sami.
- Pracuję to raz, nie mam o czym z Tobą rozmawiać to dwa... - mruknęła, w ogóle na niego nie patrząc.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że organizujesz wesele Thiago ?- spojrzała na niego spod ukosa.
- Bo nie powiedziałeś mi, że jest Twoim bratem...
- Kiedyś zrozumiesz, że chciałem Cię ochronić...- wyszeptał całując ją w głowę. Zaplatał dłonie na jej brzuchu. Przymknęła oczy. Rozkoszowała się nim i było jej z tym tak dobrze. Poczuła, że delikatnie stara się ją odwrócić do siebie. Pozwoliła mu na to. Pozwoliła, by przytulił ją do swojej klatki, by znacznie zbliżył swoją twarz do jej. Delikatnie musnął jej wargi...
- Przepraszam...- mruknął, a ona otrzeźwiała. Odzyskała zdrowy rozsądek, wyobrażenia znikły, odsunęła od siebie marzenia o pocałunku. Spojrzała z prawdziwą nienawiścią prosto w jego czekoladowe tęczówki.
- Ja Ci już nie wierzę w ani jedno słowo...- wyszeptała. - Muszę wracać do pracy... - oznajmiła wyplątując się z jego objęć i zniknęła w środku hotelu.
***
- To Julia stała na balkonie, Romeo czekał na dole- przestraszył go głos Thiago. Myślał, że jest tutaj sam. Stał na tym balkonie już pewnie od dobrej godziny.- Co Ty tu w ogóle robisz ?- starszy brat spojrzał na niego z wyrzutem wychylając się za balustradę. - Aaaaa- wyszczerzył się i zamachał brwiami. Zignorował to. Wiedział, że nie powinno go tu być, że powinien teraz wspierać brata, w czymś pomóc, ale nie mógł... Nie radził sobie z jej odejściem. Całą drogę z Barcelony spędził na pracy nad sobą, obiecał sobie, że dziś nie pomyśli o niej nawet przez chwilę, że nie będzie się obwiniał. Dziś to Julia i Thiago mieli być na pierwszym miejscu. Ale wszystko się zmieniło, gdy ją zobaczył przy wejściu. Gdyby nie reakcja Bartry myślałby, że ma omamy, że zwariował. Wcale by go to nie zdziwiło... Z jednej strony nie mógł sobie wybaczyć tego co zrobił, z drugiej nie mógł pojąć, jak mogła nie rozumieć tego, że chciał ją w ten sposób chronić. Ona nie rozumiała tego świata. On sam chyba nie ogarniał go do końca. - Organizatorka...- mruknął szczęśliwy Thiago, dźgając go pod żebra. Młodszy z braci Alcantara potarł twarz dłońmi. - Ainoha...
- Sanchez...- gdy dokończył czuł na sobie zdziwione spojrzenie brata.
- Znacie się ?- jednego razu, gdy wrócił po jednej z pierwszej randek z Ainohą, w domu niespodziewanie czekał na niego brat. Widział przecież, że zachowuje się inaczej. Zawsze był radosny, ale to był inny jej rodzaj. Opowiedział mu o niej, pominął fakt, że nie wiedziała kim jest.
- Ainoha - popatrzył wymownie na brata. Zrozumiał. Przypomniał sobie rozmowę o niej. Uśmiechnął się jeszcze szerzej przyglądając się stojącej przy wejściu blondynce. Musiał przyznać, że Rafa miał dobry gust. Niewątpliwie była piękną kobietą.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że organizatorką mojego wesela jest moja przyszła bratowa ?!- wiedział jak wzięło jego młodszego brata. Nigdy go takiego nie widział. Trochę się zdziwił, że przyszedł na ślub sam, ale już wcześniej wiedział, że dziewczyna jego brata nie dostanie wolnego. Skąd mógł wiedzieć, że nie dostanie wolnego, bo organizuje ten ślub ?! Zaniepokoiła go mina Rafy, który spojrzał na blondynkę raz jeszcze i wszedł do środka.
- Rafa ?- coś mu w tym nie grało. Poszedł za bratem. Zobaczył go siedzącego na sofie, chowającego twarz w dłoniach. Już wiedział, że jest źle. - Rozstaliście się ?- pokiwał przecząco głową.
- Nigdy nie byliśmy razem...- mruknął. Thiago się zaśmiał. Ile razy rozmawiał z nim o tajemniczej dziewczynie ? Wiedział, że się spotykają. Podejrzewał, że brat się zakochał. Z opowiadań wynikało, że ona też.
- Jak to nie byliście razem, przecież...
- Pamiętasz jak Ci o niej mówiłem ? Jak się poznaliśmy ?- skinął głową. Oczywiście, że pamiętał. - A pamiętasz jak Bartra opowiadał Ci o zabawie w klubie ? Że poznaliśmy dziewczyny, które nas nie znały, więc wymyśliliśmy sobie nowe osobowości...
- Hugo Gonzalez ! Żartujesz w życiu tego nie zapomnę !- zaśmiał się. Młodszy jednak z trudem skinął głową. Zaczął wiązać fakty, ale nie sądził, że jego brat mógłby być na tyle głupi, żeby ciągnąć coś takiego tak długi czas.
- To jest jedna historia. - teraz to starszy brat przetarł twarz dłońmi zastanawiając się czym mógł się kierować tworząc taką szopkę. - W zeszłym tygodniu powiedziałem jej prawdę...- mruknął. Thiago nie wierzył. Naprawdę nie wierzył. Jak można było być aż takim kretynem.- Zerwała ze mną wszystkie kontakty...
- A Ty jesteś zdziwiony ?- krzyknął. Zdziwił go nieco tak podniesiony głos brata. - Kurde Rafa, co Ty myślałeś ciągnąc to przez tyle czasu ?! - wydarł się. Naprawdę był wściekły.
- Chciałem ją chronić...- szepnął. Wiedział, że brat ma rację.
- Przed czym ?! - zaśmiał się w tej złości. - Pozwoliłeś by się w Tobie zakochała. Sam się zakochałeś, a mimo to wmawiałeś jej, że jesteś kimś zupełnie innym ! Jak mogłeś oszukiwać ją przez tyle miesięcy ?! I jeszcze jesteś zdziwiony, że dziewczyna nie chce Cie znać ? Rafa przed czym ty ją chciałeś chronić przed sobą ?!- wydarł się.
- Dobrze wiesz jak wygląda nasze życie ! Przed tym chciałem ją chronić ! - wstał patrząc wymownie na starszego brata. Ten tylko lekko się uśmiechnął.
- Julia wygląda, jakby sobie z czymś nie radziła ? - zaczął bardzo spokojnym tonem. Był jego młodszym bratem, musiał mu przecież jakoś pomóc- Jakby czuła się przytłoczona ? Zagubiona ? Thaisa musi uciekać przed paparazzo ? Czuje się osaczona ? A na przykład Lorena ? Maite ?- pokiwał przecząco głową. - Więc jedyne przed czym mogłeś ją chronić to byłeś Ty sam... Kochasz ją ?- przyjrzał mu się uważniej. Wiedział, że nie skłamie.
- Kocham- usłyszał z jego ust po raz pierwszy. Uśmiechnął się lekko.
- I boisz się przyznać sam przed sobą, że chciałeś ochronić sam siebie. Bałeś się, że polubi Cię przez pryzmat tego co robisz. Że będzie chciała czas spędzać nie z prawdziwym Tobą, tylko Rafinhą. Bałeś się Rafa. Bałeś się, że możesz ją stracić. I co warto było kłamać ?- popatrzył bratu w oczy. Stał jak osłupiały. Wiedział, że ma rację. Poklepał go po ramieniu i ruszył do drzwi.
- Naprawdę robiłem to dla jej dobra i naprawdę zrobiłbym wszystko, żeby ją ochronić...
- Wystarczyło być sobą- Thiago odwrócił się.
- Kocham ją....
- To dlaczego jej po prostu nie zaufałeś ? - nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie. Natomiast zobaczył łzy w jego oczach. Do pokoju z hukiem wparowała Thaisa.
- Wszyscy Was szukają ! - wydarła się na obu. Zatrzymała się, gdy zobaczyła ich miny. - Wszystko w porządku ?- spojrzała opiekuńczo na Rafaela.
- Ta... taka braterska pogawędka !- zaśmiał się najstarszy z braci zarzucając rękę na ramię brata.
- Czas się ożenić...- spojrzał na swój zegarek. Uśmiechnął się szeroko obejmując rodzeństwo.
***
Była naprawdę dobrym obserwatorem. Z pewną nostalgią przyglądała się przyjaciołom młodych zgromadzonych wokół basenu. Stała na uboczu, miała tu idealny widok na cały ogród. Pozwoliła sobie nawet wypić lampkę szampana, na którego tak gorąco namawiał współpracujący z nią kelner Paco. Spojrzała na cały teren, jej ekipa wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Była dumna z tego przedsięwzięcia. Dumna, że cały ślub wyszedł tak pięknie.
- Marc ! - młody mężczyzna stojący z partnerką przy basenie machał do przechodzącego Bartry. Przyglądała się im od dłuższego czasu. Wygłupiali się w trójkę więc uznała, że dobrze się znają. Co chwila docierał do niej dźwięczny śmiech kolegi. Zaplotła dłonie na piersi, upijając małego łyka z kryształowego kieliszka. Podświadomie wyszukała go w tłumie gości przy stolikach. Bardzo się starał, ale ona widziała, że coś jest nie tak. Coś go gryzło. Zastanawiała się czy... Nie. Nie powinna. To była jego wina. To on ją oszukał. Ale to ona podjęła decyzję... Przeniosła wzrok z powrotem na parę przy basenie i Marca.
- Zrób nam zdjęcie...- Marc wziął wyciągnięty w jego stronę telefon. Para ustawiła się, a on starał się złapać jak najlepsze światło. Oczywiście w swoim błazeńskim stylu, który tak bardzo ją rozczulał.
- Tello uśmiech !- zaśmiał się. Pstryknął fotki. - Na instagram ?- oddał telefon dziewczynie piłkarza.
- No niech ludzie wiedzą, że Julia i Thiago biorą ślub !- zaśmiał się brunet wybierając z ukochaną najlepsze ujęcie. Wyciągnęła swój telefon i wyszukała mężczyznę na portalu, chwilę później odnalazła profil jego kobiety. Trzy minuty później zrobione chwilę wcześniej zdjęcie miało 20 tyś serduszek. Przeraziło ją to. Ona sama czułaby się co najmniej dziwnie, gdyby każde opublikowane przez nią zdjęcie znajdywało się na stronach poświęconych 'stowarzyszeniu WAGS'.
- Ainoha...- rozmyślania przerwał jej głos w słuchawce w uchu.
- Jestem, Marco.
- Potrzebuję Cię na sali.
- Już idę...- mruknęła. Bała się, że coś się stało. Coś co może zaważyć nad atrakcyjnością wesela, więc czym prędzej popędziła do budynku. Starała się przemknąć niezauważona obok Bartry. Ale jak to bywa im bardziej się starasz, tym gorzej Ci wychodzi.
- Ai ! - zawołał za nią, by chwilę później dołączyć do niej w drodze na salę weselną. - Jak się bawisz ?- wyszczerzył ją. Wspominała już jak ją rozczulał i bawił ? Uśmiechnęła się.
- Marc, ja tu pracuję- puściła mu oczko.
- Idę ! Powiedz Margo żeby wysłała kelnerów na zewnątrz !- nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mówiła do słuchawki, ale piłkarz nie mógł o tym wiedzieć, to też patrzył na nią jak na wariatkę. Parsknęła śmiechem odchylając włosy pokazując piłkarzowi małą słuchawkę z mikrofonem w uchu. - Jak już mówiłam pracuję. Jak Ty się bawisz ? Powiedz, że wszystko jest okej, a ślub wyszedł pięknie - skrzyżowała palce, żeby nie zapeszyć. Zaśmiał się.
- Widziałaś, żeby na jakimkolwiek ślubie wszyscy goście ryczeli ?! Nigdy ! Najlepszy ślub na jakim do tej pory byłem, przyrzekam ! Aż sam bym się hajtnął !- uśmiechnął się promiennie kładąc sobie rękę na piersi. - Nie wiedziałem, że organizujesz wesela...- spojrzał na nią z ukosa.
- A ja nie wiedziałam, że jesteś piłkarzem- puściła mu oczko, ale poczuł się głupio. - Jesteśmy kwita.
- Rozmawialiście ?- spojrzała na niego pytająco. Głową wskazał na stojącego przed wejściem ze znajomymi Rafę. Pokręciła głową.- Może...
- Mówiłam Ci już... nie interesuje mnie dzielenie się swoją prywatnością z całym światem. Nie odnalazłabym się w życiu na świeczniku. Mnie nie rajcuje grzanie się w świetle jego sławy i na pewno nie nadaję się na WAG...-Uśmiechnęła się blado. Wspięła się na palcach i musnęła policzek kolegi. - Naprawdę miło Cię było poznać Marc...- wyszeptała. Stanął w bezruchu. Pożegnała się z nim.
- Ainoha ! - zawołał za nią, ale się nie odwróciła. Nie słyszała przez dudniącą muzykę wydobywającą się ze środka lub po prostu tak było łatwiej.
- Rafa ! - krzyknął. Bez reakcji. - Rafinha ! - przekrzyczał muzykę i wszystkie rozmowy wokół, bo nagle zebrał wszystkie spojrzenia. Jego także. Skinął mu głową wskazując na znikającą w hotelu hiszpankę. Porozumieli się bez słów. Zrozumiał, że dzieje się coś złego. Przeprosił znajomych i pobiegł za blondynką.
Weszła do sali, gdzie w najlepsze trwało przyjęcie weselne. Przemknęła przez parkiet kierując się w stronę chodzącego nerwowo Marco. Ich praca praktycznie właśnie się skończyła. Teraz mieli zostać już tylko ich kelnerzy, ochroniarze i zaledwie parę osób do przypilnowania całości.
- No jesteś wreszcie ! - pociągnął ją za sobą, do ich centrum dowodzenia.
- Co się dzieje ? - dopiero teraz zauważyła, że zgromadził się tu niemalże cały sztab jej ludzi. Zaczęła się denerwować. To chyba było ich pierwsze tak duże zlecenie i zdecydowanie pierwsze dla znanej osoby.
- Ainoha ! - usłyszała pisk za sobą, a gdy się odwróciła 'napadła' na nią Julia, panna młoda. Uśmiechnęła się promiennie, przytulając kobietę. - Chcieliśmy Wam serdecznie podziękować- złapała świeżo upieczonego męża za rękę. - Nie wiem jak tego dokonaliście, ale wszyscy są absolutnie oczarowani. Stworzyliście coś niesamowitego i sprawiliście, że przeżyliśmy naprawdę najlepszy dzień w swoim życiu. Nie spodziewałam się, że wszystko wyjdzie aż tak pięknie. I jestem prze szczęśliwa, że udało się uniknąć żadnych niemiłych sytuacji. I że mimo wszystko- spojrzała kątem oka na męża- udało się utrzymać uroczystość w tajemnicy i mimo ilości gości sprawić, że stała się rodzinna i kameralna- zauważyła błyszczące brylanciki w jej oczach. Uśmiechnęła się promiennie. - Dziękujemy- ucałowała ją w oba policzki. Gdy młodzi wyszli spojrzała na swój uśmiechnięty i gratulujący sobie zespół.
- A ja myślałam, że coś się stało ! - trzepnęła lekko ramię Marco wtulając się w niego. Naprawdę był to dla nich nie lada test i najwyższej klasy sprawdzian, który zdali na 6 z plusem. Strasznie żałowała, że nie było przy nich Leire, ale ona organizowała przyjęcie w Barcelonie. Miała poczucie, że to wesele przejdzie do historii ich firmy jako jedno z najlepszych i niewykluczone, że ustawi ją bardzo wysoko na rynku.
- Przepraszam jeszcze na chwilę... - zza drzwi wychyliła się postać Thiago.
- Możemy jeszcze coś zrobić ?- uśmiechnął się podekscytowany Marco.
- Tym razem, jakbym mógł...- piłkarz zmieszał się nieznacznie- Mógłbym porozmawiać chwilkę z szefową ?- uśmiechnął się do niej. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy, a nogi stają się miękkie. Skinęła głową.
- W takim razie, do zobaczenia jutro ekipo- wzięła swoje rzeczy, uśmiechnęła się promiennie do swoich pracowników, zostawiając wszystko pod opieką Adriana i Marii.
Dała się przepuścić Panu Młodemu w drzwiach. Wyszła do holu, ale piłkarz poprowadził ją na zewnątrz. Zaczęła się niepokoić. Uśmiechnęła się niemrawo, gdy stanął naprzeciw jej. Zbierał się w sobie. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Wiedział, że jakby Rafa wiedział, prawdopodobnie by go zatłukł, ale też wiedział ile razy pomagał mu z Julią. Ile razy w fatalnych sytuacjach pomagał im z nich wyjść. Był mu to winny. Musiał mu pomóc. Zmieszała się. Przyglądał jej się uporczywie, ale się nie odzywał.
- Mogę jeszcze w czymś pomóc ?- zaczęła niepewnie. Wziął głęboki oddech.
- Trochę nie moja sprawa...- zaczął, uśmiechnęła się pewniej. Mogła się spodziewać.
- Chodzi o Rafaela ?- spojrzała na piłkarza. Starała się zagrać. Nie chciała pokazać jak bardzo jej zależy, co czuje... Podjęła przecież decyzję.
- Ainoha...- zdziwiła się trochę, bo o ile z żoną piłkarza była na 'ty', to z nim nie. Ale rozumiała, że wymagała tego od niego sytuacja. Przed nią już nie stał klient- Thiago, stał starszy brat- Thiago. - Wiem jakim kretynem jest mój brat...
- Ciężko się nie zgodzić...- mruknęła, a on się zaśmiał.
- No właśnie. - spoważniał- Nie chcę go bronić, bo absolutnie nie popieram jego zachowania, ale jest moim młodszym bratem i wiem, że wpadł jak śliwka w kompot. Widzę jak cierpi przez to co się stało...- przełknęła gorzko ślinę. - Nie chcę go ani zanadto usprawiedliwiać ani namawiać Cię do rzucenia mu się w ramiona, ale chcę Ci powiedzieć o jednej rzeczy...- popatrzył jej w oczy. Wcale nie dziwił się bratu, że w nich tonął. - Wiem od Marca o Guellu. Wiem kiedy Cię tam zabrał...- zmarszczyła brwi. Nie wiedziała o co chodzi.- Dla Rafy ten park to jest świętość. Za dzieciaka spędzał tam tyle czasu, że w końcu zaprzyjaźnił się z dozorcami. Jest prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która może tam wchodzić o każdej porze dnia i nocy. Wiesz dlaczego Ci o tym mówię ?- pokręciła głową. - Jak chciałem oświadczyć się Julii, poprosiłem by poprosił Johana, dozorcę, o możliwość wejścia tam wieczorem, po zamknięciu. - uśmiechnęła się lekko gdy przypomniała sobie tamte spotkanie- Nie zgodził się. Mimo tego, że wiedział o moich planach. Odmówił mi. Wiesz, że oprócz Rafy i dozorców nikt nigdy nie był tam w nocy ?- ponownie na nią spojrzał - No i teraz oprócz Ciebie. Powiedział mi wtedy, że to miejsce jest tylko jego. I że jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek tam z nim wejdzie, to będzie to jego żona - zaczynała czuć zbierające się pod powiekami łzy. Nie spodziewała się takiego wyznania. - Nie chcę Cię mamić tą historią, ale znam swojego brata. Widzę jak się zachowywał a jak zachowuje się teraz. Widzę jak dużo stracił. - nic nie mogła zrobić, pojedyncza łza spływała po jej policzku - ...musisz zrozumieć, że on nie chciał Cię skrzywdzić...- zaplotła dłonie na piersi. Gula w jej gardle narastała z każdym jego słowem. - Życie ze sportowcem jest trudne. Sam wiem najlepiej. Mama, tata, brat, siostra, kuzyni...- uśmiechnął się. Czuła jakby bał się zacząć. Bał się, że go pogoni.- Zabrzmi to teraz bardzo samolubnie, ale... sportowcy żyją w blasku chwały...- wiedziała do czego zmierza. Wiedziała, że ta szopka z Hugo, początkowo była testem. Wiedziała, ona wszystko to wiedziała. Ale nie mogła.- Zaufanie to podstawa...- to zdanie zadziałało na nią zdecydowanie cucąco. Poczuła się zraniona jeszcze bardziej.
- A jak ja mam mu zaufać skoro od pierwszego dnia mnie okłamywał ?- spytała oskarżycielsko. Brat jej byłego chłopaka spuścił wzrok. Tak myślała. - Może i to co mówiłeś o Guellu jest prawdą, ale dla mnie miłość to przede wszystkim szczerość...
- Ai...- po plecach przeszedł jej dreszcz. Stał za nią. Podszedł tak cicho, że nawet go nie słyszeli. Sądząc po minie Thiago, też go nie widział. Zesztywniała. Jedną ręką starła pozostałości po łzach. Wzięła głęboki oddech prostując się. Odchrząknęła.
- Tutaj moja praca się kończy. Bardzo dziękuję za współpracę- wyciągnęła dłoń do starszego Alcantary. Niepewnie i dopiero po chwili uścisnął ją.- Życzę wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia. Do widzenia.- odwróciła się z zamiarem opuszczenia posiadłości. Zaszedł jej drogę. Złapał jej brodę, by móc spojrzeć w oczy. Zmroziło go. Pokręcił głową. Nie czekał przytulił ją do siebie z całej siły. Nie zauważyli nawet, w którym momencie zniknął Thiago.
- To wszystko co Ci mówił, to była prawda Ai...- zapewnił całując ją w czoło. Skinęła głową.
- To co mówiłam ja, też... Naprawdę żałuję Rafa...- wyszeptała zostawiając go samego. Gonienie jej nie przyniosłoby żadnego rezultatu. Rozmowa z Thiago uzmysłowiła mu, że tak naprawdę się mylił. Zrozumiał, że to on popełnił błąd. Że to wszystko to była jego wina. Zrozumiał, że musi pozwolić jej odejść. Niezależnie od tego jak bardzo będzie bolało. A bolało jak cholera. Widział jak jedyna kobieta, którą naprawdę kochał odchodzi raz na zawsze i nie mógł nic zrobić. Jakoś nagle stracił ochotę na cokolwiek. Nie mógł zrobić żadnej, z głupich rzeczy jakie przyszły mu do głowy. Wciąż był świadkiem na trwającym weselu brata. Zacisnął zęby i wrócił na salę. Wszyscy jego znajomi dobrze się bawili. Spojrzał na brata, który tańczył z żoną na parkiecie. Szczęście i miłość biła od nich na kilometr. Rzucił wiązankę przekleństw pod swoim adresem. Usiadł przy barze. Wysokie krzesełka były puste. Chwilę później opróżniał kolejny kieliszek z tequillą.
- Rafa ! - Bartra położył mu dłoń na ramieniu. Usiadł obok. W zasadzie wcale nie musiał na niego patrzeć, by wiedzieć co się stało. Skinął głową.

- Odeszła. 



CHCIELIŚCIE WESELE MACIE WESELE...
ALE CZY ABY NA PEWNO TAK TO MIAŁO SIĘ POTOCZYĆ ??
DO NASTĘPNEGO ! :D

środa, 15 marca 2017

noveno




Umówiła się z Ariano-Neymarem u niego. Miejsce publiczne odpadało, bo bałaby się, że mogliby ją zamknąć za publiczne zabójstwo, swoje mieszkanie skreśliła na samym początku, znała najkrótszą drogę do noży kuchennych. Wpisała kod do bramy, bywała tu tyle razy, że znała go na pamięć, nie miała jednak na tyle odwagi by wejść jak gdyby nigdy nic do środka, jak zwykle... Zapukała do drzwi i czekała na gospodarza. Stanął w drzwiach z przepraszającą miną. Była tak wściekła, że ledwo potrafiła nad sobą zapanować.
- Jak mogliście być takimi idiotami ?! - krzycząc wparowała jak tornado do salonu. Nie była tam sama. Spojrzała po twarzach, jeszcze dziś rano powiedziałaby, przyjaciół. Kiwała głową patrząc na nich z niedowierzaniem, z pogardą...
- Cześć Leire...- odwróciła się. Za jej plecami oparty o szafkę stał Hugo Rafael. Serce jej nieco zmiękło, gdy zobaczyła jego oczy. To już nie był smutek, to była rozpacz.
- Hej...- mruknęła. Objęła się dłońmi. W tym momencie zrozumiała, że to ona będzie pośrednikiem między nim a Ainohą. Po to ją tutaj ściągnęli. Ściągnął. Spojrzała z żalem na wchodzącego do salonu gospodarza.
- Przepraszam...- wiedział, że to on zawiódł ją najbardziej i wcale by się nie zdziwił, gdyby teraz wyszła. Skinęła głową, dając mu do zrozumienia by przestał.
- Muszę wiedzieć...- szepnęła. Patrzyła na Neymara, ale przeniosła wzrok na Rafę. Ona się tutaj nie liczyła. Ainoha cierpiała milion razy bardziej. -... to wszystko... - przewróciła oczami, czuła że zaczynają się szklić. Nie spodziewała się, że będzie ją to tyle kosztowało-...to też była część waszej gry ?
- Nie udawałem miłości Leire...- wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, czy mogę Wam wierzyć... Chyba nie do końca zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście. Z tego co zrobiłeś...- poprawiła się znów mówiąc tylko do chłopaka przyjaciółki. Usiadł na przeciw niej na fotelu chowając twarz w dłoniach. Spojrzała na chłopaków siedzących po jej lewej stronie na sofie. Każdy z nich posyłał jej przepraszające spojrzenie. Poczuła dłonie Neymara na swoich barkach. Uniosła wzrok, spojrzała na niego i pokręciła głową. Zrozumiał, z pewnym ociągnięciem zabrał swoje dłonie z jej ramion. Złapała się za głowę. - Możecie mi to jakoś wytłumaczyć, bo ja naprawdę nie łapię...- szepnęła rozpaczliwie. Nie chciała, by tak wyszło, ale po prostu nie dała sobie rady z targającymi nią emocjami. Popatrzyła wymownie na gospodarza.
- Jesteśmy zawodowymi piłkarzami...- przewróciła oczami, dalej to do niej nie docierało - Lei... Nie masz pojęcia jak wygląda nasze życie. Wokół trąbią, że życie piłkarzy jest zajebiste... Zarabiasz kupę kasy za robienie czegoś co kochasz... Ale to są tylko pozory. Nikt nie zwraca uwagi na to ile masz wyrzeczeń, że rezygnujesz praktycznie ze swojego życia. Nigdy nikomu nie możesz zaufać na 100%. Nie masz pewności, czy ktoś spędza z Tobą czas bo Cie po prostu lubi czy ze względu na Twoją osobę, sławę, pieniądze... Gdy spotkaliśmy Was wtedy w klubie...- uśmiechnął się na wspomnienie tamtego dnia, Leire także- Widziałaś co się działo między Ainohą a Rafą. Nie znałyście nas. Byliśmy anonimowi. Anonimowi w Barcelonie ! To co początkowo miało być ochroną naszych dup, przerodziło się w ochronę Was. Życie niemal pod ostrzałem aparatów jest naprawdę trudne. Piłkarze to już nie tylko sportowcy, robią z nas celebrytów, biegają za nami po mieście, wchodzą niemalże do łóżka. Termin prywatność nie funkcjonuje...
- Przez osiem miesięcy żyłyśmy nieświadome waszych osób a Ty mi mówisz, że prywatność nie istnieje ?!- krzyknęła- Ile razy pojawialiśmy się w miejscach publicznych ?! Ile razy siedzieliśmy w restauracjach pełnych ludzi, w parkach ? Ile razy byliśmy w kinie ?! Nigdy nikt Was nie zaczepił, nie poprosił o zdjęcie, nikt nigdy nie zrobił zdjęcia Nam, żadna z nas nigdy nie pojawiła się w gazetach ! Skoro nie macie w ogóle prywatności to jak do jasnej cholery dokonaliście takiej zasłony ? Jak udało Wam się to ciągnąć tyle czasu ?!
- Każde nasze wyjścia były planowane...- do dyskusji włączył się Rafa. Starła łzę spływającą po policzku. - Mamy kogoś, kto zarządza mediami, więc każde wspólne zdjęcie było blokowane. Spotykaliśmy się zawsze z naszej inicjatywy, w naszych miejscach, na naszych warunkach...- z każdym jego słowem po twarzy hiszpanki niekontrolowanie spływały łzy, które natychmiast ścierała. Wszystko zaczęło jej się układać w miarę logiczną układankę. Nie mogła w to uwierzyć. Naprawdę nie mogła wyjść z szoku. To było jakieś nierealne przedsięwzięcie pr-owe
- Chcieliśmy Wam powiedzieć...- mruknął wcześniej milczący Bartra.
- Kiedy ? - spojrzała zaczepnie spod brwi na chłopaka. Spuścił wzrok.
- Naprawdę lepiej było wymyślić Hugo Gonzaleza ? O czym Ty myślałeś ciągnąc to tyle czasu ?!- uparcie wgapiała się w Brazylijczyka.
- Jak ją zobaczyłem w klubie, pomyślałem tylko super dziewczyna. Później ta dziewczyna pozwoliła mi się poznać, pozwoliła się do siebie zbliżyć i wtedy zrozumiałem, że wyznanie jej prawdy doszczętnie zniszczy to co się między nami zaczęło dziać... Wiem jakie to głupie, ale naprawdę bałem się, że jak jej powiem, że jestem piłkarzem, to odejdzie, a już wtedy się zakochiwałem. Ja ją naprawdę kocham i wszystko co zrobiłem, zrobiłem by ją chronić ! I wiem, że możesz mnie teraz nienawidzić, ale musisz mi pomóc. Proszę Cię Leire ! - nie spodziewała się, że zobaczy w jego oczach łzy. I to chyba był ten moment, w którym zrozumiała jak bardzo ważna dla niego jest jej przyjaciółka.
***
Do restauracji przyjechała sporo przed czasem. Usiadła w najodleglejszym krańcu. Zdala od wszystkich. Przysięgła sobie, że nie uroni ani jednej łzy, że nie będzie więcej płakać z winy tego człowieka. Wiedziała po co przyszła i miała nadzieję, że uda jej się ten plan zrealizować w 100 %. Emocje wzięły górę, gdy zobaczyła go zbliżającego się do stolika, przy którym siedziała. Włożył jej ulubioną koszulkę. Zachwycała się jego wyglądem, za każdym razem gdy miał ją na sobie. Zawsze lubiła go w bordowym, mówiła że świetnie kontrastuje z jego karnacją. Zganiła się za te myśli. On już nie był jej Hugiem. Był obcym Rafaelem.
- Cześć...- mruknął jej na ucho, gdy pozwoliła pocałować się w policzek na przywitanie.
- Hej...- wyszeptała uważnie rejestrując każdy jego ruch. 
- Jesteś głodna ?- zapytał z troską, gdy podszedł do nich kelner.
- Dużą colę poproszę...- uśmiechnęła się blado do młodego chłopaka, ignorując pytanie współtowarzysza.
- Dwa razy- dodał piłkarz odkładając kartę na bok. Kelner skinął głową i odszedł zostawiając ich w kompletnej ciszy. Żadne nie miało odwagi wykonać pierwszego kroku. Ona uporczywie prześwietlała go wzrokiem. Wariował od błękitu jej tęczówek. Wszyscy wokół śmiali się, że jest jedyną osobą, która potrafi wszystko wyczytać z jej oczu. Teraz wiedział, aż za dużo. Czuła, że sam z siebie się nie odezwie, a siedzenie i patrzenie w jej ukochane oczy sprowadzi ją na dno. Kelner przyniósł ich zamówienie.
- Chcę tylko wiedzieć dlaczego...- spojrzała na niego z żalem. Przygryzła lekko dolną wargę, bo czuła że zaczyna drżeć. Nie zobaczy jej łez. Nie da mu tej satysfakcji.
- Bo Cię kocham...- odparł jakby to była oczywista oczywistość. Prychnęła.
- Przestań pieprzyć ! - uniosła się - Nie tworzy się fałszywej tożsamości z miłości ! Do czego byłam Ci potrzebna ? Powiedz mi co chciałeś osiągnąć ?- głos jej się łamał, ale postanowiła sobie, że będzie dzielna i musiała dotrzymać obietnicy.-Zadeptałeś moją pewność siebie... Człowieku Ty mnie zniszczyłeś ! Chciałeś mieć satysfakcję, że rozkochasz w sobie głupią naiwną dziewczynę ?! Gratulacje, udało Ci się ! - sprawiała mu tym ból. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak wielki. Docierało do niego, że naprawdę ją skrzywdził. A nigdy, przenigdy nie chciał do tego dopuścić.
- Ainoha posłuchaj...- starał się jej przerwać, ale nie dawała za wygraną.
- Jak mogłeś zrobić coś takiego...- rozklejała się. Zacisnęła dłonie w piąstki jakby to miało jej pomóc zebrać resztki sił.
- Ainoha, wysłuchaj mnie...- nachylił się nad stolikiem, by mieć jak najlepszy dostęp do jej oczu.- Początkowo, przyznaję chroniłem siebie, ale z czasem.... Zakochałem się i nie było ważniejszej rzeczy niż ochronienie Ciebie przed tym co mogło Cię spotkać. - powtórzył jej dokładnie to, co parę godzin wcześniej powiedział Leire. Modlił się by zrozumiała.
- Skoro chciałeś mnie chronić... Dlaczego powiedziałeś mi o tym teraz ?- schował twarz w dłonie.
- Nic nie rozumiesz...- wyszeptał. Mylił się, rozumiała. Naprawdę starała się go zrozumieć i o ile zamysł miał nie najgorszy to wykonanie fatalne. To był ten moment, w którym już nie mogła dłużej utrzymywać emocji na wodzy. Głos jej drżał, w gardle tkwiła gula, a z oczu lały się strumienie łez.
- To Ty Rafa nie rozumiesz... Nie rozumiesz na czym polega związek. Nie da się zbudować szczerej relacji na kłamstwie. Spędziłeś ze mną osiem miesięcy i nie miałeś skrupułów udawać kogoś innego. Okłamywałeś mnie każdego dnia... W żadnym momencie nie byłeś sobą...- skorzystał z tego, że ugrzęzł jej głos. Musiała wiedzieć jak ważna jest dla niego.
- Bałem się, że jak poznasz prawdę to przykleisz mi metkę wiecznie zdradzającego piłkarza... bałem się, że mnie zostawisz...
- Teraz się nie boisz ?- wyszeptała ścierając kolejne łzy. Zacisnęło ją w dołku, gdy zobaczyła łzy u niego.
- Byłem sobą Ai... Każdego dnia, w każdej chwili, w każdym dotyku, spojrzeniu... to byłem ja.- to już nie było zwykłe wyznanie, zapewnienie, to był okrzyk rozpaczy. Pokręciła smutno głową.
- Już Ci mówiłam... Rafaela, który tutaj siedzi, nie było wtedy w Guellu, nie biegał ze mną w Aigues, to nie on mnie pocałował wtedy przed restauracją... W tamtym chłopaku się zakochałam. Niezależnie od tego czy byłby właścicielem klubu czy światowej sławy piłkarzem. On by mnie tak perfidnie nie oszukał... Jego tutaj nie ma. Mogłeś mi po prostu zaufać...- zatonęła w jego czekoladowych tęczówkach- skoro rzekomo mnie kochałeś...
- Kochanie, musisz mi uwierzyć...- wyszeptał rozpaczliwie. Czuł, że ją traci. Ujął jej leżące na stoliku dłonie w swoje i przysunął sobie do ust. Patrzył jej głęboko w oczy, podczas gdy ona kiwała z niedowierzaniem głową. Delikatnie uwolniła swoje dłonie.

- Uszanuj moją prośbę i zostaw mnie w spokoju Rafa.- zobaczył w jej oczach to czego tak bardzo się obawiał. Skreśliła go. Na zawsze wykreśliła go ze swojego życia. 






niedziela, 5 marca 2017

OCTAVO




Obudziła się chwilę przed budzikiem, ale czuła się jeszcze gorzej niż w momencie jak się kładła. Najchętniej zakopałaby się w pościeli i nie wychodziła dopóki nie okaże się, że to co się wczoraj stało to tylko sen. Koszmar. Ale musiała się wziąć w garść. Rozpaczanie nie było w jej stylu. Zawsze była twarda. Teraz też musi. Nie ważne, że teraz boli jak nigdy. Wstała, rozciągnęła się i mimo wewnętrznej niechęci odsłoniła żaluzje w sypialni. Do pomieszczenia natychmiast wpadły promienie słońca. Zmrużyła oczy. Rozsunęła przesuwne drzwi szafy by wyciągnąć jakąś bluzę. Wyciągnęła dłoń i w tym momencie na jej stopy spadła ciemno-granatowa bluza jej chłopaka. Właściwie teraz chyba już nie jest jej chłopakiem. Zastanowiła się czy kiedykolwiek nim w ogóle był... Łzy zalśniły w jej oczach, gdy do jej nozdrzy dotarła woń jego perfum. Przytuliła do siebie miękki materiał patrząc na swoje łóżko. Prawa strona była nienaruszona. Jego strona. Bardzo starała się nie płakać, ale po prostu nie mogła. Przerosła ją ta sytuacja. Była zła, wściekła, miała do siebie potworny żal, do niego... Chciała krzyczeć, płakać, bić i kopać a przede wszystkim go przytulić. Ale już nie mogła. On nie był sobą. Nie chciał jej. Zabawił się.
- Dla niego to była tylko rozrywka...- szepnęła starając się przekonać samą siebie. Ze wściekłością rzuciła bluzę w kąt. Jakimś cudem zebrała w sobie tyle sił, by się umyć, wyszykować, wypić kawę i wyjść do pracy.
Szukała w torebce kluczyków zeskakując z ostatnich schodków na klatce. Wyszła z bloku trzymając je w dłoni, założyła przeciwsłoneczne okulary kierując się w stronę swojego samochodu. Zatrzymała się. Stał oparty o maskę swojego samochodu tuż obok jej Audi. Gdy ją zobaczył zerwał się półbiegiem z bukietem kwiatów. Serce znów zaczęło jej bić jak oszalałe. Jak mogła go ot tak przestać kochać ? Poczuła łzy pod powiekami i gulę zaciskającą jej gardło. Ciało jakby zupełnie odmówiło jej posłuszeństwa. Zauważyła jak się spiął, gdy podszedł. Miała nawet wrażenie, przez milisekundę, że chciał ją przytulić. Zignorowała wyciągnięty w jej kierunku bukiet z bladoróżowych piwonii, jej ukochanych kwiatów.
- Musisz dać mi szansę wyjaśnić !- zaczął lekko zachrypłym głosem, co spowodowało uderzeniową falę łez. Była jednak na tyle dumna, by nie dać im ujrzeć światła dziennego. Oczy jej lśniły jak małe latarnie. Popatrzyła na niego litościwie, kręcąc pogardliwie głową i ruszyła do samochodu.
- Ainoha, proszę...- złapał lekko jej ramię. Stali naprawdę blisko siebie. Naprawdę blisko. Uniosła głowę, spojrzała mu z bólem prosto w oczy. Chciała się odezwać, ale nie dał dojść jej do słowa.Czuł do czego zmierzać to, co chciałaby mu powiedzieć i nie mógł jej na to pozwolić. Zbliżył się jeszcze bardziej. Liczył się z tym, że zaraz zostanie spoliczkowany, jednak nic takiego się nie wydarzyło.
- Nie rozumiesz !- szepnął opierając swoje czoło o jej. - Nic nie rozumiesz...- spojrzał prosto w jej nierealnie błękitne, przepełnione żalem tęczówki. Wokół serca zacisnęła mu się obręcz. Nie mógł sobie wybaczyć, że to on jest powodem jej łez. Obiecał sobie kiedyś, że Ainoha nigdy nie będzie przez niego płakać, co więc myślał wplątując się w ten chory plan zmiany tożsamości ?! Zbliżył się jeszcze bardziej. Jego usta już niemal stykały się z jej - Wysłuchaj mnie... Daj wyjaśnić...- nieśmiało ją pocałował i nie został za to zganiony. Straciła panowanie nad sobą i zdrowy rozsądek. Wiedziała co zamierza i czekała na to z utęsknieniem. Jednak nawet jego pocałunek nie był w stanie zagoić ran, które wyrządził jej wczoraj. - Ainoha proszę...
- To ja Cię proszę Rafa...- wyszeptała. Spojrzała mu w oczy. Z trudem przyszło jej zwracanie się do niego 'Rafa'. Dla niego chyba także było to szokiem, bo bezwiednie opuścił spoczywające na jej talii dłonie. Niemal półbiegiem pokonała dystans dzielący ją od samochodu. Oparła głowę o kierownice ocierając spływające łzy. Czym prędzej odjechała z parkingu zostawiając chłopaka samego.
Całą drogę do biura ryczała jak wariatka. Bardzo chciałaby żeby nie miało to dla niej znaczenia, ale miało i to kolosalne. Siedziała dobre 10 minut w samochodzie pod biurem. Jej telefon dzwonił już pewnie milion razy. Za każdym razem na wyświetlaczu pojawiało się uśmiechnięte zdjęcie Hugo. Rafy. Wyciągnęła swoją podręczną kosmetyczkę, starając się uratować cokolwiek z jej porannego makijażu. Gdy opuchlizna pod oczami, zdradzająca łzy trochę zeszła wyszła z samochodu wchodząc do biurowca, w którym mieściła się jej firma. Przemknęła niemal niezauważalnie przez korytarz barykadując się w swoim gabinecie. Jak zapomnieć nie pomoże jej praca to już nic. Spojrzała na folder weselny leżący przed nią i wielkie J&T na jego okładce i znów poczuła się fatalnie. Odchyliła się na swoim obrotowym krześle, starając się unormować oddech i powstrzymać łzy. Zastanawiała się ile sił będzie musiała z siebie wykrzesać, w ten weekend by ślub jego brata poszedł zgodnie z planem. Nie chciała nawet myśleć, o tym jak będzie się czuła spędzając niemal cały dzień w jego obecności. Na samą myśl zaciskało jej żołądek.
- Miałaś wczoraj zadzwonić...- uniosła wzrok znad swojego komputera. Do jej gabinetu weszła uśmiechnięta Leire- Dzisiaj nawet nie powiedziałaś, że jesteś...- spojrzała na blondynkę i zauważyła, że coś jest nie tak, przyjrzała się uważniej przyjaciółce. - Ainoha, coś się stało ?
- Nie.- odparła zupełnie bez emocji. Nie chciała jej na razie martwić, ale jakby nie było sprawa nie dotyczyła tylko jej chłopaka, ale także ich przyjaciół. Leire uniosła brew jednocześnie zamykając przyjaciółce laptopa zmuszając ją tym samym do spojrzenia jej w oczy.
- Coś z Hugo ?- usłyszała cichutkie pytanie przyjaciółki. Dlaczego odniosła wrażenie, że Lei bała się zadać jej to pytanie. Uniosła wzrok do góry chroniąc się przed łzami. - Pokłóciliście się ?
- Z Rafaelem...- szepnęła patrząc wzrokiem pełnym żalu na przyjaciółkę. Pomachała sobie dłońmi przed twarzą powstrzymując słony płyn. Za bardzo ją to bolało, by grać.
- Rafaelem ?- brunetka ściągnęła brwi. Ainoha wzięła głęboki wdech i otworzyła zamkniętego przez przyjaciółkę laptopa. Włączyła przeglądarkę odwracając ekran w jej stronę.
- Hugo Gonzalez nie istnieje...- z trudem przeszło jej przez gardło. - Nigdy nie istniał...- spojrzała na przyjaciółkę, która zasłaniała dłonią usta oglądając kolejne zdjęcia.- Nie wiem jak mogłam być taką idiotką !
- Ainoha... co się wczoraj stało ?- Leire zdawała się zupełnie nie rozumieć tego co się dzieje. Dlaczego po wpisaniu w google grafika Rafinha Alcantara wyskakuje miliony zdjęć Ainohowego Hugo ?! Dlaczego Hugo to Rafael ? Dlaczego jest w stroju piłkarskim ? Miała w głowie całkowity mętlik.
- Oszukał mnie... Oszukali nas wszystkich Lei... - odwróciła komputer na swoją stronę- Marc nie ma na nazwisko Monerno tylko Bartra, jest obrońcą- pokazała jej zdjęcie bruneta w bordowo-granatowej koszulce- To Sergi Roberto, którego obie lepiej znałyśmy jako Iana, Dani Alves- spojrzała na zdjęcie Michaela, z którym tyle razy się wygłupiała. Nie wierzyła w to co widzi i słyszy. Było to dla niej nie do pojęcia. I zupełnie nie mogła sobie wyobrazić co w tej chwili może czuć jej przyjaciółka. - A to Neymar...- Ainoha włączyła ostatnie zdjęcie. Zupełnie nie widziała czemu akurat ono zabolało ją najbardziej, przecież nigdy nic między nimi nie było... - Zawodowi piłkarze, grają dla FC Barcelony i z tego co zdążyłam się zorientować są dobrzy. Miliony euro na kontach, miliony fallowersów na kontach społecznościowych, tysiące fan pageów... Nie wiem jak mogłam być na tyle głupia ! Jak mogłam się dać w tak dziecinny sposób wykorzystać !
- Alcantara...- zamyśliła się Lei jeszcze raz przyglądając się zdjęciu faceta przyjaciółki. Gdzieś już słyszała o piłkarzu o tym nazwisku....- Thiago Alcantara ! - powiedziała głośno, gdy na myśl przyszło jej imię mężczyzny. Ainoha w przyszłym tygodniu organizuje ślub piłkarzowi. Spojrzała na przyjaciółkę. Serce jej krwawiło. Blondynka zacisnęła usta w wąską linię, nie chciała ponownie się rozklejać.
- Brat- odparła jak gdyby to jej już nie dotyczyło. Jakby ją już nie ruszało. Znała ją za dobrze, żeby dać się nabrać na tą postawę obronną. Nie mogła sobie nawet wyobrazić tego jak czuje się Ainoha.
- Rozmawiałaś z nim ?- po tym pytaniu blondynka opisała przyjaciółce dzisiejsze spotkanie.
- Jak sama widzisz nie mam o czym...
- A ja myślę, że wręcz przeciwnie...- posłała jej blady uśmiech i wyszła z jej gabinetu. Czuła, że powinna dać jej chwilę czasu, ale to nie znaczy że ją zostawiła. Musiała teraz być blisko. Wychodząc z gabinetu Ainohy poczuła ukłucie w sercu. Ai została zdradzona, ale ona również poczuła się... upokorzona. Przypomniała sobie wszystkie ich spotkania, w grupie i w pojedynkę. Nie mogła uwierzyć, że grał przed nią w taki sposób. Myślała, że są przyjaciółmi... Na biurku wibrował jej telefon. Przywołała go telepatycznie.
- Leire Martinez- odebrała przychodzące połączenie, w tak inny sposób jak dotychczas. Zaśmiał się po drugiej stronie.
- Arian Da Silva... Co tak oficjalnie ?- szlag ją trafił i jeszcze ten jego pretensjonalny głos. Wiedziała, że się wygłupiał, ale ta sytuacja nie przewidywała takich zachowań.
- Arian Da Silva...- udała, że nie wie kim jest jej rozmówca- Aaaa ! Neymar ! - krzyknęła oskarżycielsko. Nastała cisza, której nie miała zamiaru przerywać. Westchnął głęboko.
- Lei... porozmawiamy ?- usłyszała pełną żalu i nadziei prośbę. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Podejrzewam, że musimy...
***
Zastanawiała się nad słowami przyjaciółki. Może faktycznie powinna wysłuchać Rafaela ? Należały jej się wyjaśnienia bogatsze niż ta ich nędzna wymiana zdań wczorajszego dnia. Długo wahała się nim w końcu wybrała numer mężczyzny. Naszły ją wątpliwości. Akurat w momencie, gdy chciała się rozłączać usłyszała swoje imię wypowiedziane jak zwykle w wyjątkowy sposób.
- Chciałam się spotkać...- zaczęła niepewnie zagryzając wargę. Wiedziała, że zaskoczy go tą prośbą. Zaskoczyła samą siebie. Potrzeba zobaczenia go była ogromna, ale przegrywała z chęcią dowiedzenia się dlaczego stało się to, co się stało.
- Kiedy tylko zechcesz...- miał taki podekscytowany głos. Taki radosny. Zacisnęła zęby i zmrużyła oczy by się nie rozpłakać. Tęskniła za nim, a widzieli się zaledwie dwa dni temu.
- Dziś ? Kończę koło 18...
- Przyjadę po Ciebie pod biuro- jego entuzjazm nie dał jej dokończyć. Warga jej zaczęła drżeć. Wzięła głęboki oddech.
- Wolałabym nie... - szepnęła - Będę czekała o 18:30 w Cantina 10.
- Ainoha !- zawołał, gdy chciała zakończyć połączenie.
- Tak ?- głos jej zadrżał, za co zganiła się w duchu. Skoro nie daje sobie rady przez telefon to jak da twarzą w twarz ?
- Dziękuję- zagryzła wargi. Odłożyła telefon i odchyliła się na swoim obrotowym krześle. Spojrzała przez okno. Krajobraz nieco dodał jej odwagi. To jej miasto i nikt nie spowoduje, że będzie się w nim źle czuła.




tragedia.