- Ziemia do Ainohy... - głos przyjaciółki wyrwał ją z letargu. Musiała przyznać, że od dłuższego czasu ignorowała rozmowę koleżanek i zupełnie nie wiedziała o co chodzi.
- Hmm ? - uśmiechnęła się lekko, nieco zmieszana.
- Nadajemy do Ciebie od pięciu minut, co jest ?- zmarszczyła brwi dziewczyna siedząca najbliżej. Nie zdążyła się odezwać, wyręczyła ją najlepsza przyjaciółka.
- Nie co a kto ! - niemal krzyknęła z przejęcia szatynka, patrząc gdzieś za ramię blondynki - Twoje ciacho idzie ! - nim zdążyła zareagować czterech przystojnych chłopaków stanęło przy ich boksie. Serce zabiło jej mocniej, gdy spojrzała w oczy tego z lekko wygolonymi bokami głowy i zawadiackim uśmiechem. Któryś z jego kolegów zreflektował się i odezwał się jako pierwszy. Prawdopodobny 'sprawca' zajścia był zbyt zajęty błękitem oczu dziewczyny, która zwróciła jego uwagę zaraz po wejściu do klubu. Nie mógłby sobie darować, gdyby nie spróbował jej poznać.
- Cześć- starała się przenieść wzrok na wysokiego bruneta w błękitnej koszuli, ale było to bardzo ciężkie zadanie, bo mężczyzna stojący naprzeciw niej co raz posyłał jej spojrzenia. Bardzo chciała skupić się na tym, ale jedno pytanie rzucone z nadzieją w jej kierunku zaprzepaściły wszelkie próby.
- Zatańczysz ?- uśmiechnął się cwanie. Niby od niechcenia wzruszyła ramionami, wstała zignorowała wyciągniętą w jej kierunku dłoń i ruszyła na parkiet. Nie wiedziała jakie miał układy w tym klubie (a mieć je po prostu musiał ! ), ale akurat w momencie gdy przepychała się przez tłumy na parkiecie DJ zaczął zwalniać tępo. Wiadomo, że kołysanki nie puścił, ale grał zdecydowanie wolniej i bardziej... romantycznie niż zwykle. Nieznajomy chłopak bardzo jej się podobał, ale ona nie była z tych, które sikają na widok ładnego chłopca w majty. Szła przodem tanecznym krokiem, miała już obrane godne miejsce, jednak nie dane jej było do niego dotrzeć. Poczuła w talii mocny uścisk i chwilę później czuła oddech towarzysza na jej policzku. Byli blisko. Zbyt blisko. Spojrzał jej głęboko w oczy, jakby chciał ją rozszyfrować, czytać jak z otwartej księgi, ale ona uśmiechnęła się cwanie i obróciła. Rozpoczęli 'walkę' On ją przyciągał do siebie, Ona się odsuwała. Nie rozmawiali. Nie musieli. Ich ciała mówiły wszystko. Jej mówiło chyba nawet więcej niż chciała powiedzieć. Za każdym razem, gdy przyciągał ją do siebie, dotykał jej twarzy czy chociaż patrzył jej w oczy przez jej ciało przechodziły ciarki. Winę za to zwalała na wypity alkohol. I mimo tego, że wiedziała w jaki sposób owy płyn działa na jej ciało, mogłaby sobie dać rękę uciąć, że w zupełnie niewytłumaczalny dla niej sposób teraz działo się coś magicznego.
***
Był nią oczarowany. Absolutnie oczarowany. Nie wiedziała kim jest. Nie rozpoznała go. Traktowała go normalnie, a może nawet odrobinę zbyt oschle co bardzo go kręciło. Jeśli mógłby powiedzieć co na pierwszy rzut oka jest w niej niezwykłego, nie zastanawiałby się ani sekundy natychmiast odpowiedziałby- oczy. Niepospolite, tak niebieskie, że aż niemożliwe. Przyglądał się im dłuższy czas, nie stwierdził obecności soczewek. Były jej. Naturalne. Równie niesamowite jak ich właścicielka. Spodobała mu się jej pewność siebie i niedostępność. Doskonale wiedział, że znał całą masę dziewczyn, które w takiej sytuacji przeszłyby do tak zwanego ataku. Dziewczyny prowokujące, starające się za wszelką cenę zwrócić na siebie jego uwagę, dążące do tylko jednego celu. Ona i pod tym względem była wyjątkowa. W jej przypadku to on musiał stawać niemalże na rzęsach. Nie oczekiwał od niej niczego, cieszył się, że pozwala mu być na tyle blisko. Nie starał się jej przytłaczać, wkraczać do akcji... Jej malinowe wargi aż prosiły się o to by je pocałować, były do tego stworzone, były stworzone specjalnie dla niego, przynajmniej bardzo by chciał by tak było. Mimo tej silnej potrzeby nie mógł sobie na to pozwolić. Nie znał jej kompletnie, nawet nie wiedział jak ma na imię ale czuł, że to właśnie ona była kobietą o której wspominała mu kiedyś babcia. Wrócił do jej słów "... pewnego dnia ją poznasz. Oczaruje Cię. Rzuci na kolana. Zapomnisz jak się nazywasz. Jedyne na czym będzie Ci zależało to na jej bezpieczeństwie i szczęściu. Będziesz ją szanował jak żadną inną, jak nic innego... i za nic w świecie nie zrobisz nic przeciwko niej. Nigdy. To właśnie będzie ten moment, w którym wpadniesz jak ta śliwka w kompot. Zakochasz się po same uszy. Staniesz się księciem chroniącym księżniczkę..." Zaśmiał się, gdy uzmysłowił sobie, że pierwszy raz myśli w ten sposób o dziewczynie nie znając nawet jej imienia. Zwariował ! Chciał żeby ta chwila trwała wiecznie.
***
Trochę czasu zleciało, gdy uznała że należy przerwać tą sielankę. Kątem oka dostrzegła koleżanki bawiące się w towarzystwie nowo poznanych chłopców. Nie chciała im przeszkadzać a uznała że najwyższy moment się wycofać. Jeszcze chwila a za nic w świecie nikt by jej od niego nie odciągnął. Uśmiechnęła się do bruneta obejmującego ją w talii i delikatnie oderwała jego dłonie ze swojego ciała. Bynajmniej mu się to nie spodobało. Jej również. Nie mogła sobie poradzić z walącym jak oszalałe sercem. Musiała głęboko odetchnąć i walczyć ze sobą by się nie odwrócić. Wtedy byłaby już stracona. Oddaliła się już na parę naprawdę dobrych kroków, gdy silnie szarpnął ją za dłoń. Wiedziała co zrobić. Wykonała perfekcyjny obrót, którego nie powstydziłyby się nawet najlepsze primabaleriny, w końcu wieloletnia nauka nie poszła w las, jej falowane długie gęste włosy zawirowały wokół jej twarzy przykrywając większą jej część. Położyła dłonie na jego torsie, spojrzał w jej nieprawdopodobnie wręcz niebieskie oczyska i na pełne zaróżowione wargi. Odgarnęła z twarzy włosy ukazując swe piękno w pełnej krasie. Musnęła ustami jego policzek zostawiając go całkowicie oszołomionego na środku parkietu, pośród bujających się w rytm nadal wolniejszej muzyki.
***
Widział jak macha koleżankom na pożegnanie i wychodzi z klubu. Wybiegł za nią, ale było już za późno. Zniknęła. Jako, że nagle i dość niespodziewanie stracił zainteresowanie płcią przeciwną skupioną w klubie, postanowił dołączyć do przyjaciół. Wśród nich bawiły się przecież koleżanki blondynki. Musiał zrobić wszystko by wyciągnąć od nich informacje na jej temat. Podszedł do grupki ludzi siedzących na wysokich krzesełkach przy barze, zajął wolne miejsce obok Marca.
- Gdzie Ainoha ?- Oczy mu rozbłysły na dźwięk jej imienia. Upił podstawionego przez przyjaciela piwa. Siedem par oczu wpatrywało się w niego jak zaczarowane oczekując na jakąkolwiek odpowiedź. Wzruszył ramionami.
- Musiała iść...- oznajmił jak gdyby nigdy nic. Jakby to go w ogóle nie interesowało. Ale wystarczyło, że ktoś widział go dwie godziny wcześniej i wiedział, że wyjście blondynki miało olbrzymie znaczenie. Spojrzał na siedzącą obok Bartry szatynkę. Gdy oznajmił, że Ainoha wyszła, natychmiast chwyciła za swój telefon komórkowy. Skończyła pisać wiadomość i schowała telefon do małej torebki.
- Miło było poznać Panowie, ale na mnie już czas, dziewczyny ?- zwróciła się do koleżanek, które zaczęły się zbierać. Uniósł lekko kąciki ust. Strasznie zabawnie to wyglądało. Coś jak w tych filmach, gdzie ta najwredniejsza koleżanka rządzi całą resztą. Czarna rozkazała, reszta robi.
- Nie musisz się denerwować, nic jej nie zrobiłem...- burknął obojętnym tonem, patrząc jak żegna się z Bartrą. Czekoladowo oka przeniosła na niego swój wzrok i uśmiechnęła się ironicznie.
- Nie o nią się martwię Hugo- puściła mu oczko na pożegnanie i poszła, a za nią cała świta.
- Hugo ?!- powtórzył, ale dziewczyny nie mogły tego usłyszeć. Spojrzał na szczerzącego się Bartrę, Daniego, Roberto i Neya- Jest coś o czym powinienem wiedzieć ?- zmrużył oczy.
- Nie... chyba nie... Hugo...- Dani o mało co nie wybuchł śmiechem.
- Mów !- nakazał najbliżej siedzącemu obrońcy. - Jaki Hugo i coście wymyśli ?
- Będziesz zachwycony ! Dziewczyny nas nie znają... Żadnego...- wyraźnie go to ucieszyło. Pokręcił głową. Najstarszy a naprawdę najbardziej dziecinny z nich wszystkich ! A jemu naprawdę się ta dziewczyna podobała. Naprawdę !
- Chodzi o to, że one nie wiedzą kim jesteśmy... Stary ! - Ucieszył się Bartra klepiąc go w plecy. Oczy mu lśniły jak latarnie na ulicy.- Trafiliśmy zajebiste laski, wszystkie stąd i zupełnie nie mają pojęcia o klubie ani o zawodnikach ! Rozumiesz o co chodzi ? - zrozumiał, świetnie zrozumiał i musiał przyznać, że to był chyba jeden z lepszych planów Bartry.
- Ok, jestem Hugo... coś więcej na mój temat ?- uniósł brew patrząc po kolegach.
- Hugo Gonzalez, właściciel tego klubu. 25 latek, skończyłeś PR i marketing na Uniwersytecie Katalońskim- Brazylijczyk zaśmiał się.
- Właściciel klubu... Hugo Gonzalez... ?- spojrzał na Bartrę i omal nie parsknął śmiechem. - Mogłeś się bardziej postarać...
- E tam... - prychnęła 15-stka- Ja jestem Marc, Marc Montero, Twój najlepszy kumpel, pracuję jako skaut dla La Massi- wyszczerzył się.
- Wiedziały co to La Massia ?
- Nie, myślały że to jakieś duże przedsiębiorstwo... Neymar, skoro nas nie poznają to i jego nazwiska nie znają więc zostajemy przy Da Silva zmieniamy imię Arian, Brazylijczyk, przyjechał na studia i tak jakoś się z nami skumał. Rok od Ciebie starszy, pracuje w dziale sportowym Mundo Deportivo. Michael Alves- wskazał na klubowego obrońcę- właściciel firmy reklamowej. Sergio, Ian Sanchez pracuje z Arianem w Mundo...
*********************************************************************************
Zaczynamy !
Pierwszy rozdział, w którym poznajemy główny wątek historii.
Zapraszam do czytania i wyrażania swojej opinii.
Dziękuję,
Laila.