Drogę
z centrum do mieszkania miała niemalże wyciętą z życiorysu.
Prowadziła machinalnie, prawie bezmyślnie zupełnie pogrążona w
przeszłości. Trzeźwość umysłu odzyskała w momencie, gdy na
podziemnym parkingu jej apartamentowca zobaczyła samochód
przyjaciółki. Wiedziała, że nie może pokazać Leire jak wiele
kosztowało ją przypadkowe spotkanie z Bartrą. Trzy głębokie
wdechy i prawdziwa Ainoha wraca do życia.
-
Wytłumacz mi jeszcze raz dlaczego dałam Ci moje klucze ?- krzyknęła
wchodząc do mieszkania. Zawsze żartowała, teraz może nieco
wymuszenie, ale musiała w innym wypadku Leire od razu po kojarzyłaby,
że coś jest nie tak.
-
Też się cieszę, że Cie widzę ! - zaśmiała się Leire
wychylając się z kuchni.
Ainoha
weszła do kuchni i z ulgą odłożyła siatki z zakupami na wyspie
kuchennej.
-
Gdzieś Ty tyle czasu była ?- westchnęła brunetka opierając się
o blat kuchenny. 'Kradnąc' z jednej z siatek nektarynę.
-
Na Boquerii...- mruknęła. Starała wykrzesać z siebie choć
odrobinę entuzjazmu.
-
Jej Ainoha jakaż pełnia życia...- zironizowała - Stało się coś
?- spojrzała na przyjaciółkę spod rzęs. Czuła, że coś jest
nie tak. Coś się wydarzyło... coś złego. Blondynka wyraźnie się
zmieszała. Potarła twarz dłońmi i przybrała bardziej pozytywną
postawę. Dziwnie sztuczną postawę....
-
Spotkałam Marca... Kazał serdecznie Cię pozdrowić- chciała
zabrzmieć jak najradośniej, bez kropli zwątpienia.
-
Marca...- przeciągnęła Leire wyraźnie szukając w głowie
jakiegoś znanego jej Marca. - Bartre ?! - wypaliła ni stąd ni zowąd. Skinęła głową.
-
Rany tyle czasu go nie widziałam...- rozmarzyła się Leire- Jak się
spotkaliście ? Co u niego ? Zmienił się ?- trajkotała jak
katarynka, zasypując ją pytaniami, a Ainoha wyraźnie się
zamyśliła.
-
Wydoroślał- mruknęła dopiero po odchrząknięciu brunetki. Nie
znalazłaby odpowiedniejszego określenia na piłkarza w tej chwili.
Uśmiechnęła się lekko i wzięła się za rozpakowywanie zakupów.
Zrobiłaby teraz wszystko żeby tylko nie siedzieć dłużej z Leire
twarzą w twarz. Prędzej czy później musiałaby wyśpiewać jej
wszystko , opowiedzieć o emocjach jakie jej towarzyszyły przy
spotkaniu młodego stopera oraz o wszystkim co się w niej teraz
dzieje, a po prostu tego nie chciała. Miała nadzieję, że ten
jeden jedyny raz Leire odpuści, że może tym razem perfekcyjnie
odegrała swoją rolę.
-
A teraz powiesz mi co się dzieje ?- usłyszała to czego słyszeć
nie chciała. - Ainoha...
Nigdy
nie pogodziła się do końca z decyzją Rafinhi, swoją zresztą
również, ale cały czas utrzymywała że tak dla nich obojga będzie
lepiej. Nie miała z nim kontaktu od trzech lat, od dwóch prawie w
ogóle o nim nie myślała, nie zastanawiała się na każdym kroku
co robi, gdzie jest i jak się czuje. Nie wariowała, gdy stojąc na
światłach obok podjeżdżało stalowo-szare Audi Q7. Nie czekała
na moment, gdy zapuka do jej drzwi. Uszanował jej prośbę. I mimo
tego, że było jej z tym cholernie źle, była mu wdzięczna.
-
Dzisiaj to w sobie przetrawię i jutro będzie dobrze, obiecuję.-
uśmiechnęła się promiennie, ale odniosła wrażenie że Leire
wcale nie kupiła tej radości.
-
A ja naprawdę myślałam, że już o nim zapomniałaś ! - szepnęła
niby do siebie. Podeszła do przyjaciółki. - Ainoha...- zaczęła
łagodnym tonem.
-
Leire dość ! - odsunęła się gwałtownie, bo wiedziała że
prędzej czy później skończy się to łzawym dramatem. Już raz to
przeżyła, nie chciała tego powtarzać tutaj w jej obecności. - Po
prostu po spotkaniu Marca wiele rzeczy do mnie wróciło... Dużo
sobie przypomniałam...
-
Widzieliście się ?- pokiwała przecząco głową, dzięki Bogu
dodając w duchu. - Ainoha a może...
-
Może nie Lei.
-
Wiesz jak bardzo się przyjaźnią, naprawdę myślisz, że Bartra
utrzyma język za zębami ? Jak nie Rafie to komuś innemu wyklepie,
że spotkał swoją ulubienicę... A prędzej czy później...
-
Wtedy to już kompeltnie nie będzie miało dla niego znaczenia-
popatrzyła smutno na przyjaciółkę.
-
Co zrobiłaś ?- zmrużyła oczy. Blondynka wyciągnęła przed
siebie prawą dłoń, na którą Leire spojrzała. W oczy rzucił
jej się oczywiście pierścionek, który Ainoha dostała od całej
paczki na urodziny. Sytuacja zaczęła jej się klarować. - Nie
zrobiłaś tego...- zaśmiała się z niedowierzaniem.
-
Nie miałam innego wyjścia.
***
Jak
pozbyć się powracających wspomnień ? Już raz myślała, że
uporała się z przeszłością, spotkanie z Bartrą uzmysłowiło
jej jak bardzo się myliła. Liczyła się z tym, że prędzej czy
później kogoś z nich spotka. Barcelona to wbrew pozorom nie jest
takie duże miasto. Ale czy przypuszczała, że wspomnienia wrócą z
taką siłą ? Nie. Znów zaczęła się zastanawiać co u niego, jak
sobie radzi, ma kogoś, myśli o niej czasem... ? Dziś naprawdę poczuła, że chciałaby posiedzieć z nim dłużej,
wypytać o wszystko co mogło ją ominąć przez te trzy lata,
zobaczyć się z Alvesem żeby pośmiać się z jego żartów,
pogadać z Sergio, powygłupiać się z Neymarem... Poznała ich
wszystkich jako innych ludzi, oni też ją okłamali... ale... ale do
nich nie miała takiego żalu. Oni jej nie wmawiali miłości...
Zdecydowała. Musiała naprawdę raz na zawsze zakończyć ten etap w
swoim życiu. Etap pt. 'Alcantara' musiał przestać tlić się w jej
sercu. Jak to zrobić ? Placa Catalunya, La Rambla, Parc Guell,
Tibidabo, La Barcelonetta... wszystko jej go przypominało. On był
wszędzie. Zawarła ze sobą pakt. Stopniowo będzie odwiedzać
wszytkie miejsca, których do tej pory trochę podświadomie unikała,
by na zawsze pozbyć się go z życia. By nigdy nie powtórzyła się
historia z dziś. By jak następnym razem spotka Bartrę, Da Silvę,
Alvesa, Roberto czy kogokolwiek mogła normalnie porozmawiać. By nie
musiała pilnować tego co mówi, by nie musiała ukrywać uczuć.
Miała nadzieję, że ich już wtedy nie będzie...
***
Wróciła
z Rambli... Miejsca, które może najmniej przypominało jej Rafę,
ale była na jej liście, a obiecała sobie, że odfajkuje wszystkie
pozycje. Usiadła na sofie w salonie i podciągnęła kolana pod
brodę. Plan był taki, że miała poczuć się lepiej, lżej...
Jak było ? Tak samo. Nie, skłamała było gorzej...znacznie gorzej. Zerknęła na leżącą na szklanym stoliku kartę papieru. Zostały dwie pozycje. Na ostatnią nawet nie patrzyła, wiedziała, że nie jest gotowa. Miała więc tylko jedną opcję... Zerwała się na równe nogi i poszła się przebrać. Wystrojona w legginsy i dłuższą bluzę wyszła z klatki. Za każdym razem jak sobie z czymś nie radziła wychodziła pobiegać, przewietrzyć głowę. On ją tego nauczył, jemu pomagało, jej także. Tym razem jednak nie wybrała parku w pobliżu, tym razem wsiadła do samochodu, który umożliwi jej dostanie się na drugi kraniec Barcelony. Pierwszy raz od trzech lat chciała się tam znaleźć. Gdy dotarła na miejsce zapadał zmrok. Ucieszył ją fakt, że na parkingu było pusto. Była sama i mogła spokojnie wyrzucić z głowy balast w postaci zawodników lokalnego klubu. Zaparkowała samochód i niemal natychmiast pobiegła przed siebie po szutrowej drodze. Biegła ile sił w nogach. Sama siebie nie poznawała, nogi same ją niosły. W głowie cały czas odtwarzała sceny sprzed paru lat. To on pokazał jej to miejsce, to tutaj zmuszał ją do biegania, to tutaj dzięki niemu stała się zapaloną biegaczką, na samym początku to tutaj się spotykali. Przebiegła całą zamierzoną trasę na pełnym biegu. Poczuła to wszystko w momencie, gdy dobiegła na szczyt. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, zsunęła się na ziemię nie mogąc złapać oddechu. Miała wrażenie, że rozrywa jej płuca. Tylko sobie znanym sposobem wdrapała się na murek odgradzający ścieżkę od urwiska, usiadła nim obejmując dłońmi kolana. U jej stóp malowała się nocna panorama Barcelony. Stała się przywrócić w sobie "funkcje życiowe". Czuła jak jej umysł pomału się oczyszcza, jak pozbywa się chęci pozabijania wszystkich wokół. Czuła, że ma coraz mniejszą potrzebę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo kochała i jak bardzo została zraniona. Patrząc przed siebie kasowała wszystkie wspomnienia z Alcantarą związane z tym miejscem. Przy tych ważniejszych, milszych lub po prostu najprzyjemniejszych w oczach zalśniły jej łzy. Tę, która akurat spływała po jej policzku starła rękawem szarej bluzy. Usłyszała szmery za sobą, odwróciła się w stronę biegacza, który tak jak ona chwilę wcześniej wyczerpany dotarł na szczyt. Pochylił się opierając łokcie o kolana. Zaczerpnął głośno powietrza. Normalnie pewnie byłaby przerażona obecnością jakiegoś faceta w ciemnym lesie, ale teraz miała prawie 100 % pewność, że jej nie dostrzegł i pełne poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tego miejsca. Miała odwracać wzrok, gdy mężczyzna wyprostował się a z głowy zsunął kaptur. Serce jej zamarło. Poznałaby go wszędzie. Nie było mowy o pomyłce. Zmierzał w jej kierunku, więc czym prędzej wróciła do kontemplacji panoramy miasta modląc się już chyba na głos żeby jednak zmienił plany i obrał sobie inny cel odpoczynku. Poruszyła się nieznacznie naciągając szczelniej na twarz kaptur. Usiała w takiej pozycji by w każdej chwili móc uciec bez okazania mężczyźnie twarzy.
Jak było ? Tak samo. Nie, skłamała było gorzej...znacznie gorzej. Zerknęła na leżącą na szklanym stoliku kartę papieru. Zostały dwie pozycje. Na ostatnią nawet nie patrzyła, wiedziała, że nie jest gotowa. Miała więc tylko jedną opcję... Zerwała się na równe nogi i poszła się przebrać. Wystrojona w legginsy i dłuższą bluzę wyszła z klatki. Za każdym razem jak sobie z czymś nie radziła wychodziła pobiegać, przewietrzyć głowę. On ją tego nauczył, jemu pomagało, jej także. Tym razem jednak nie wybrała parku w pobliżu, tym razem wsiadła do samochodu, który umożliwi jej dostanie się na drugi kraniec Barcelony. Pierwszy raz od trzech lat chciała się tam znaleźć. Gdy dotarła na miejsce zapadał zmrok. Ucieszył ją fakt, że na parkingu było pusto. Była sama i mogła spokojnie wyrzucić z głowy balast w postaci zawodników lokalnego klubu. Zaparkowała samochód i niemal natychmiast pobiegła przed siebie po szutrowej drodze. Biegła ile sił w nogach. Sama siebie nie poznawała, nogi same ją niosły. W głowie cały czas odtwarzała sceny sprzed paru lat. To on pokazał jej to miejsce, to tutaj zmuszał ją do biegania, to tutaj dzięki niemu stała się zapaloną biegaczką, na samym początku to tutaj się spotykali. Przebiegła całą zamierzoną trasę na pełnym biegu. Poczuła to wszystko w momencie, gdy dobiegła na szczyt. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, zsunęła się na ziemię nie mogąc złapać oddechu. Miała wrażenie, że rozrywa jej płuca. Tylko sobie znanym sposobem wdrapała się na murek odgradzający ścieżkę od urwiska, usiadła nim obejmując dłońmi kolana. U jej stóp malowała się nocna panorama Barcelony. Stała się przywrócić w sobie "funkcje życiowe". Czuła jak jej umysł pomału się oczyszcza, jak pozbywa się chęci pozabijania wszystkich wokół. Czuła, że ma coraz mniejszą potrzebę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo kochała i jak bardzo została zraniona. Patrząc przed siebie kasowała wszystkie wspomnienia z Alcantarą związane z tym miejscem. Przy tych ważniejszych, milszych lub po prostu najprzyjemniejszych w oczach zalśniły jej łzy. Tę, która akurat spływała po jej policzku starła rękawem szarej bluzy. Usłyszała szmery za sobą, odwróciła się w stronę biegacza, który tak jak ona chwilę wcześniej wyczerpany dotarł na szczyt. Pochylił się opierając łokcie o kolana. Zaczerpnął głośno powietrza. Normalnie pewnie byłaby przerażona obecnością jakiegoś faceta w ciemnym lesie, ale teraz miała prawie 100 % pewność, że jej nie dostrzegł i pełne poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tego miejsca. Miała odwracać wzrok, gdy mężczyzna wyprostował się a z głowy zsunął kaptur. Serce jej zamarło. Poznałaby go wszędzie. Nie było mowy o pomyłce. Zmierzał w jej kierunku, więc czym prędzej wróciła do kontemplacji panoramy miasta modląc się już chyba na głos żeby jednak zmienił plany i obrał sobie inny cel odpoczynku. Poruszyła się nieznacznie naciągając szczelniej na twarz kaptur. Usiała w takiej pozycji by w każdej chwili móc uciec bez okazania mężczyźnie twarzy.
-
O rany ale mnie Pani wystraszyła...- usłyszała tą chrypę, którą
tak bardzo kochała i za którą tak bardzo tęskniła. Z oczu
spłynęła jej pojedyncza łza. - Nie spodziewałem się tutaj
nikogo o tej porze...- nie podchodź bliżej, jęknęła w sobie.
Zacisnęła dłonie w piąstki. - Siedzi pani w moim ulubionym
miejscu...- nie dawał za wygraną, mimo tego że ona nie wydobyła z
siebie ani jednego dźwięku. Cała się trzęsła. Co tutaj robił ?
Wiedziała, że biegał wieczorami tylko wtedy, gdy go coś gryzło.
Marc się wygadał ?!
- Mogę ?- usłyszała pytanie, nawet na niego
nie popatrzyła, wiedziała że chodzi mu o to, żeby usiąść obok.
Skinęła głową, w dalszym ciągu milcząc. Usiadł plecami do niej. Po szmerze podłoża uznała, że musiał wyprostować nogi. Miała nadzieję, że
posiedzi sobie chwilę i pójdzie. Zbyt dużo czasu minęło by mógł
ją poznać. W przeciwieństwie do niego, zmieniła się - Pięknie
jest, co nie ? - czuła na sobie jego wzrok. Nie wiedzieć skąd miała pewność, że jej nie rozpozna. Z jednej strony bardzo zmieniła się fizycznie od ich ostatniego spotkania, po drugie znaczną część jej twarzy zasłaniał kaptur, po trzecie było na tyle ciemno, że mogła czuć się w miarę bezpiecznie. Zmusiła się tylko do wydobycia z siebie cichego
"yhm". Wiedziała, że się uśmiechnął. Oczami wyobraźni
zobaczyła te skrzące brylanciki w jego oczach. - Carretera de les
aigues to nietypowe miejsce na bieganie o tej porze. Zwłaszcza dla
kobiety...- znów się odezwał wbijając w jej ciało mnóstwo
igiełek. Znów skinęła głową. Uniosła dłoń, by zetrzeć
mimowolnie spływające po jej twarzy łzy.
-
Matko coś się stało ?!- prawie krzyknął przestraszony. Musiał
się jej przyglądać. Pokiwała przecząco głową. - Też tak
mam... - nie zareagowała więc kontynuował- Jak coś leży na sercu
albo w głowie to najlepiej iść pobiegać... Też przyszedłem
oczyścić głowę. Normalnie o tej porze nie biegam...- uśmiechnęła
się. Dobrze go znała. - Czasami lepiej jest się wygadać
nieznajomym...- westchnął- Nawet nie wiesz... mogę do Ciebie mówić
na 'Ty' ? - skinęła głową. Nie wiedział czemu do niej zagaduje,
skoro nie było żadnego odzewu, ale skinięcie głową odebrał
jako znak do kontynuacji. Nie miał po prostu z kim o tym pogadać,
wyżalić się... Kumple go nie rozumieją... od trzech lat nikt go
nie rozumie, więc czemu miałby nie zrobić tego przed kompletnie
nieznajomą kobietą pośrodku niczego ? - Myślałaś kiedyś żeby
cofnąć czas ? - kolejne skinięcie. - Nawet nie wiesz jak bardzo
chciałbym to zrobić...- uśmiechnął się pod nosem. - Tak w ogóle... jak już wysłuchujesz moich żali to
jestem Rafael...- zobaczyła dłoń podsuniętą niemal pod samą jej
twarz. Zadziałał impuls. Nieposkromiona chęć zobaczenia go.
Utonięcia w tych czekoladowych oczach. Pożegnania... Ale uznała,
że po prostu nie może. Zignorowała przyjaźnie wystawioną do niej
dłoń. Odwróciła się plecami do niego zeskakując z murka, naciągnęła kaptur szczelniej i bez słowa odeszła. Modliła się by za nią nie pobiegł, by nie dociekał co
mogło się stać 'nieznajomej' kobiecie. Była już dobry kawałek
drogi od szczytu, gdy wreszcie dała upust emocjom i po prostu się
popłakała. Droga powrotna zajęła jej mniej czasu. Na parkingu
stały dwa samochody. Jej białe Audi i, była tego pewna, jego
stalowo-szara Q7. Wsiadła do środka mocno zaciskając dłonie na
kierownicy. Wzięła dwa głębokie oddechy i przedostatnie miejsce
na jej liście zostało odznaczone. Ainoha Sanchez jest już prawie
wolna. Miała nadzieję uwolnić się od duchów przeszłości aby w
jej życiu już nigdy nie było miejsca dla Rafaela Alcantary.
***
Zaniepokoiło
go zachowanie tej dziewczyny. W pierwszej chwili, gdy odeszła uznał,
że przecież nie będzie biegł za jakąś obcą babką ciemną
nocą, ale po chwili dotarło do niego, że mogło jej się coś
stać. Nienawidził, gdy budziła się w nim chęć niesienia pomocy
wszystkim wokół. Żył w zakłamaniu... nie potrafisz pomóc sobie,
pomóż innym... Potruchtał więc w kierunku, w którym biegła
dziewczyna. W głowie wciąż odtwarzał dzisiejszą rozmowę z
Bartrą. Właśnie dzięki niemu znalazł się tutaj, w takim a nie
innym stanie... właściwie wszystko dzięki niej...
Parę
dobrych dni temu na treningu zauważył, że z Marciem jest coś nie
tak. Chodził taki zamyślony... zupełnie jak nie on. Cała drużyna
zachodziła w głowę co mogło się stać. Jednak Marc milczał jak
zaklęty. On się nie poddawał, byli kumplami, mógł się nawet
pokusić o stwierdzenie, że najlepszymi. Musiał wyciągnąć od
przyjaciela co się dzieje. Koniec końców, po wielu próbach rozmów przyznał, że martwi go stan zdrowia Gali. Czy to kupił ?
Oczywiście ! Widział przecież, że kumpel świata poza córką nie
widzi i wcale nie zdziwiło go, że grypa malutkiej mogła go tak
przestraszyć. On sam był w małej Gali zakochany do szaleństwa i
choć nigdy tego nie przyznał zazdrościł Marcowi rodziny. Dziś,
późnym popołudniem pojawił się pod domem obrońcy z ogromnym
misiem dla swojej ulubienicy. Spędził miły wieczór w towarzystwie
przyjaciół, upewnił się, że z Galą już dobrze i wrócił do
siebie. Tym bardziej zdziwiła go wieczorna wizyta przyjaciela w jego
domu. Zasiadł struty na sofie i kazał mu również usiąść.
Opowiedział o niedawnym spotkaniu z Ainohą Sanchez. Na sam dźwięk
jej imienia i nazwiska zrobiło mu się gorąco. Wspomnienia nie
musiały wracać, one w nim żyły cały czas. Okłamał ją,
oszukał, dla jej dobra, ale to nie miało znaczenia. Ona twierdziła,
że się nią zabawił. Nie dała mu dojść do słowa. Nie dała
wytłumaczyć. Nie chciała słuchać zapewnień o jego miłości.
Wtedy właśnie wyciągnął od przyjaciela prawdziwy pobyt jego
wizyty.
'Ainoha jest zaręczona, przykro mi Rafa...' dźwięczało w jego uszach. Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Zostawił kumpla samego. Czego się spodziewał ? Że taka piękna dziewczyna spędzi życie samotnie ? Musiał się liczyć z tym, że pewnego dnia wyjdzie za mąż, założy rodzinę... Liczył się z tym. Ale gdzieś w nim cały czas żyło przekonanie, że kiedyś mu wybaczy. Mimo tego, że minęły trzy lata, wciąż nie mógł zapomnieć... Nie mógł sobie wybaczyć... Miał nadzieje, że kiedyś porozmawiają, czekał na to, aż będzie gotowa, liczył, że zrozumie. Że jeszcze kiedyś znów będą szczęśliwi...
Błąkał się jakiś czas po okolicy nie wiedząc co ze sobą zrobić. Serce samo zaprowadziło go w to miejsce. Na parkingu stał jeden samochód, zaparkował obok. Ubrał swoją bluzę, zarzucił kaptur na głowę, po czym zerwał się sprintem i ruszył przed siebie. W ich miejsce. I tak właśnie znalazł się tutaj... Bieganie miało mu pomóc oczyścić umysł. Nie pomogło... Dotarł na parking, w stronę którego zmierzała również nieznajoma dokładnie w momencie, gdy białe Audi wjeżdżało na pustą ulicę. Uznał, że kobieta jest bezpieczna. Rozejrzał się jeszcze dookoła, postanowił, że jest gotowy wrócić do domu. Stanąć oko w oko z życiem.
'Ainoha jest zaręczona, przykro mi Rafa...' dźwięczało w jego uszach. Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Zostawił kumpla samego. Czego się spodziewał ? Że taka piękna dziewczyna spędzi życie samotnie ? Musiał się liczyć z tym, że pewnego dnia wyjdzie za mąż, założy rodzinę... Liczył się z tym. Ale gdzieś w nim cały czas żyło przekonanie, że kiedyś mu wybaczy. Mimo tego, że minęły trzy lata, wciąż nie mógł zapomnieć... Nie mógł sobie wybaczyć... Miał nadzieje, że kiedyś porozmawiają, czekał na to, aż będzie gotowa, liczył, że zrozumie. Że jeszcze kiedyś znów będą szczęśliwi...
Błąkał się jakiś czas po okolicy nie wiedząc co ze sobą zrobić. Serce samo zaprowadziło go w to miejsce. Na parkingu stał jeden samochód, zaparkował obok. Ubrał swoją bluzę, zarzucił kaptur na głowę, po czym zerwał się sprintem i ruszył przed siebie. W ich miejsce. I tak właśnie znalazł się tutaj... Bieganie miało mu pomóc oczyścić umysł. Nie pomogło... Dotarł na parking, w stronę którego zmierzała również nieznajoma dokładnie w momencie, gdy białe Audi wjeżdżało na pustą ulicę. Uznał, że kobieta jest bezpieczna. Rozejrzał się jeszcze dookoła, postanowił, że jest gotowy wrócić do domu. Stanąć oko w oko z życiem.
***
Wpadła
do domu jak tornado. Zatrzasnęła drzwi na wszystkie możliwe zamki
po czym bezwiednie zsunęła się na podłogę. Zupełnie nie
kontrolowała swojego ciała. Z jednej strony była niesamowicie
dumna z tego, że nie dała mu się rozpoznać, że nie rozsypała
się na kawałeczki, z drugiej...
Starała się stłamsić buzujące w niej emocje. Nie mogła dopuścić do tego by wszystko rozpoczęło się na nowo. Musiała się z tego wyleczyć. Wyleczyć z miłości, o której końcu sama zadecydowała. Gdy nieco ochłonęła weszła do ciemnego salonu. Jej wzrok powędrował na małą karteczkę złożoną na stole. Przypomniała sobie dlaczego w ogóle to robiła... Miała poczuć się lepiej, uwolnić od przeszłości. Jednak nie czuła się lepiej... Jej perfekcyjny plan się nie powiódł. Czuła się coraz gorzej... Ale przecież sobie obiecała. Musiała to zrobić. Odfajkowała wzrokiem listę miejsc, które już odwiedziła. Przy niektórych zatrzymała się pamięcią na dłużej. Przecież poszczególnych miejsca unikała nie bez przyczyny w końcu ! Zamiast pozbyć się wspomnień, tylko je w sobie ożywiła. Na liście pozostał ostatni odnośnik. Najgorszy. Najbardziej kojarzący się z nim. Miejsce, w którym naprawdę nie była ani razu od ich rozstania. Nie była nawet w jego pobliżu. Musi to zrobić szybko, jak zrywa się plaster. Wiedziała, że bez ostatniego przystanku nie ruszy z miejsca. Te ostatnie pięć liter działało jak żrąca substancja bezlitośnie wdzierająca się do jej serca. Jutro czas na GUELL- powiedziała sama do siebie.
Starała się stłamsić buzujące w niej emocje. Nie mogła dopuścić do tego by wszystko rozpoczęło się na nowo. Musiała się z tego wyleczyć. Wyleczyć z miłości, o której końcu sama zadecydowała. Gdy nieco ochłonęła weszła do ciemnego salonu. Jej wzrok powędrował na małą karteczkę złożoną na stole. Przypomniała sobie dlaczego w ogóle to robiła... Miała poczuć się lepiej, uwolnić od przeszłości. Jednak nie czuła się lepiej... Jej perfekcyjny plan się nie powiódł. Czuła się coraz gorzej... Ale przecież sobie obiecała. Musiała to zrobić. Odfajkowała wzrokiem listę miejsc, które już odwiedziła. Przy niektórych zatrzymała się pamięcią na dłużej. Przecież poszczególnych miejsca unikała nie bez przyczyny w końcu ! Zamiast pozbyć się wspomnień, tylko je w sobie ożywiła. Na liście pozostał ostatni odnośnik. Najgorszy. Najbardziej kojarzący się z nim. Miejsce, w którym naprawdę nie była ani razu od ich rozstania. Nie była nawet w jego pobliżu. Musi to zrobić szybko, jak zrywa się plaster. Wiedziała, że bez ostatniego przystanku nie ruszy z miejsca. Te ostatnie pięć liter działało jak żrąca substancja bezlitośnie wdzierająca się do jej serca. Jutro czas na GUELL- powiedziała sama do siebie.
Na
miejsce postanowiła przyjechać autobusem. Przeciskała się przez
tłumy rozentuzjazmowanych turystów chcących zwiedzić bajkowy
świat Gaudiego. Dla niej samej to było coś więcej niż tylko
park. To miejsce znaczyło dla niej więcej niż jakiekolwiek inne w
Barcelonie. Miała z nim związanych masę wspomnień... To między
innymi tutaj zabrał ją na ich pierwsze prawdziwe spotkanie. To On
zaprowadził ją tutaj ciemną nocą, by pokazać prawdziwą magię
tego miejsca... Usiadła na ławce na uboczu. Miała widok na
centralną część parku. Mózg zafundował jej film z
przeszłości...
-
Guell ?! - wybałuszyła oczy, gdy podjechał na parking. - W nocy
?!- popatrzyła na niego jak na wariata. Wystawił rękę w jej
kierunku. Myślał, że ją złapie, ale oczywiście nie... zamiast
złapać jego dłoń blondynka splotła swoje ręce na piersi patrząc
na niego wyczekująco. - Kim Ty jesteś albo komu zapłaciłeś za
to, że możesz późną nocą wchodzić do Parku ?!- zaśmiał się.
-
Ma się znajomości- uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął
pierś. - Zakładam, że nigdy nie widziałaś Guella w blasku
księżyca i bez tłumów turystów... - wyczytał z jej błyszczących
jak diamenciki oczu, że jej zaimponował, chociaż prawdopodobnie
nigdy tego nie przyzna.- Zapraszam...- ukłonił się nisko,
powtórnie podając jej dłoń. Tym razem niepewnie ją złapała.
Triumfował.
Szli
główną ścieżką prowadzącą do najdłuższej ławki na świcie.
Spacerowali powoli. Ona napawała się otaczającą ją
rzeczywistością, wszechobecną ciszą, pustym parkiem skąpanym w
blasku księżyca. On napawał się jej widokiem. Niespecjalnie
wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony
rozpierała ją duma (?), radość... Nikt nigdy nie zaprowadził jej
w takie miejsce.
-
Okłamałeś mnie... - wyrwała go z kompletnego letargu. Spojrzał
na nią zdziwiony. O dziwo na jej ustach malował się piękny
uśmiech. - To miała nie być randka...- powiedziała
oskarżycielskim tonem. Parsknął śmiechem.
-
Myślisz, że zabrałbym Cię na randkę do Parku, do którego możesz
pójść w każdej chwili ?
-
A nie ?
-
Nie. Na randkę zabrałbym Cię w jakieś odjazdowe miejsce.
-
Parku, przez który w ciągu dnia przewija się jakiś triliard
ludzi, a po którym teraz spacerujemy sami i to w nocnej scenerii nie
nazwiesz odjazdowym miejscem ?! - zaśmiała się. Nie była pewna
czy tylko się z nią droczy, czy może mówi na poważnie. Pokiwał
przecząco głową.- No to uważaj, bo jeszcze chwila i ja się na tą
randkę wproszę ! - jej dźwięczny śmiech rozniósł się echem po
okolicy.
-
Na to właśnie liczyłem...- mruknął poważnie powodując, że z
jej ust zszedł uśmiech.
Zamrugała
parę razy. Zabierał ja tutaj jeszcze wielokrotnie, a ona za każdym
razem zakochiwała się w tym miejscu na nowo. Mimo tego, że na
każdej randce starał się ją zaskakiwać chyba nigdy nie zrobił
na niej takiego wrażenia jak tamtej nocy. I to chyba właśnie wtedy
przestała na niego patrzeć jak na kolegę... To był dzień, w
którym przepadła.
Wychyliła
się ze swojego bezpiecznego miejsca. Musiała zderzyć się z
elementami parku. Z arkadami, które pamiętają niezliczoną ilość
ich pocałunków i uścisków, schodami, które pamiętają jedną z
ich naprawdę nielicznych kłótni i w końcu tą cholerną
najdłuższą ławkę świata, na której po raz pierwszy usłyszała
zapewnienie o miłości. Otaczał ją ogrom ludzi, ogrom wakacyjnego
szczęścia i spełnienia a ona czuła się samotna. Para młodych
ludzi, pewnie niewiele młodszych niż oni wtedy przebiegła obok
niej. Zupełnie nie przejmowali się otoczeniem. Wszechobecni turyści
zdawali się dla nich zupełnie nie istnieć. Trzymali się za ręce,
śmiali się w głos, świata poza sobą nie widzieli... Niespełna
cztery lata temu Oni wyglądali tak samo a ich randka nie randka
zakończyła się w tym samym miejscu. Gdy ten chłopak pocałował
dziewczynę, podświadomość przypomniała jej co czuła gdy On
całował ją. Dotknęła swoich ust. Dla niej to koniec. Guell
właśnie stracił całą swoją magię. Ostatni raz spojrzała na
panoramę miasta. Jeszcze raz przypomniała sobie wszystkie chwile
jakie tutaj spędziła i bezwzględnie 'wcisnęła' delete w swoim
mózgu kasując wszystko. Letni wiatr wiejący od morza rozwiał jej
włosy, przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Poczuła jakby
właśnie otrzymała błogosławieństwo od bogów do rozpoczęcia
nowego życia.
LIPA.
tekst kursywą, to wspomnienia Ainohi
Lipa to może w tym lesie była, a nie tu! Rozdział był świetny, bo był Rafa :D Zawsze miałam go za szaleńca z duszą romantyka i wrażliwca :D
OdpowiedzUsuńJednak żałuję, że wtedy nie zdał sobie sprawy, że to ona! Nadal czekam na ich konfrontację :D
Lipa? Nawet tego komentować nie będę xd
OdpowiedzUsuńJa tam naszej bohaterce nie wierzę. Nie wierzę w to, że usunęła wspomnienia. Tak się nie da. I nie da się "odkochać". Bo jeśli się kocha to na zawsze. Także czekam na ich spotkanie - i oby tym razem porozmawiać i żeby Rafa ją poznał, a ona przyznała, że nie jest zaręczona.
Buziaki!
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńJak zwykle zaległości, które miałam do nadrobienia musiały okazać się zwyczajnie fantastyczne :-) już jestem ciekawa co będzie dalej:-*
OdpowiedzUsuńŁee tam, nie da się tak po prostu zapomnieć... można na chwile wyciszyć myśli, ale co jak wrócą ze zdwojoną siłą? xd
OdpowiedzUsuńJedno spotkanie już zaliczone... szkoda, że się Rafa to ciul i nie przypatrzył się lepiej z kim rozmawia XDD
Ale no cóż... Trzeba czekać dalej :P
Weny ❤️
Zapraszam do Milagros ♥ http://ekghymsbkdjs.blogspot.com/2017/04/noveno-anhelo.html
Usuń