piątek, 5 maja 2017

decimosexto



Obładowany siatami próbował dostać się do mieszkania przyjaciela. Mieli harmonogram i dziś przypadał jego dzień z Rafaelem. Nogę, po operacji miał włożoną w stabilizator, więc wszyscy dwoili się i troili, by pomóc mu w codziennym funkcjonowaniu. Nie narzekał. Przyjaźnili się już kupę czasu i nie traktował tej pomocy jak przykrego obowiązku.
- Jestem ! - krzyknął z korytarza. Wyłożył wszystkie siaty na wyspę kuchenną, rzucając w pół-kalekę paczką chipsów, o które tak go prosił.
- Neymar z Roberto przyjadą... Coral ma jakąś sesje, Bruna wyjechała, a Carolina zabrała Daviego do zoo, więc uznali, że nie będą siedzieli sami... - zaśmiał się zwracając tym samym na siebie uwagę gospodarza.
- Skąd wiedziałem ?- z dziecięcym uśmiechem, uniósł dwa czteropaki piwa, które niemal natychmiast wylądowały w lodówce.
- Szybki meczyk ? Nie mogę wyjść z wprawy- zaśmiał się pomocnik sięgając po pilota od konsoli. - Bayern?- pytanie retoryczne. Zawsze grali Barcelona : Bayern, ewentualnie Arsenal lub Real. Na tyle na ile pozwalało mu kolano, ustawił sprzęt czekając aż Marc przyniesie piwo. Postawił dwie puszki na stoliku, gdy rozdzwonił się jego telefon. Posłał kumplowi pytające spojrzenie.
- Ainoha...- mruknął, a jemu serce zabiło mocniej. Nie odezwała się do niego od czasu meczu, nie odbierała jego telefonów, nie odpisywała na smsy, maile... Tym bardziej był zaskoczony jej telefonem do Bartry. Przecież powiedziałby mu, jeśli mieliby ze sobą jakikolwiek kontakt, prawda ? Nic nie robiąc sobie z jego morderczo-pytającego spojrzenia obrońca najzwyczajniej w świecie wyszedł na taras.
Dobrze wiedział, że Rafa na razie nie może wstawać, więc dokuśtykanie do tarasu nie wchodziło w grę. Mógł spokojnie przeprowadzić rozmowę z Hiszpanką, bez uporczywego spojrzenia kolegi. Wiedział, że powinni mu powiedzieć, że to Leire z Neymarem zaaranżowali przypadkowe spotkanie pod Sutton, że to oni sprowadzili ją wtedy na stadion i powiedzieliby mu to już dawno temu, gdyby sprawy między tą dwójką nie były bardziej beznadziejne niż wcześniej. Z byłą dziewczyną kumpla od feralnego dnia meczu jest w ciągłym kontakcie. Ona dzwoni głównie po to by dowiedzieć się co z Rafą, on natarczywie próbuje ją przekonać, by z nim szczerze porozmawiała. Prosi by się spróbowali dogadać. Widział ją, gdy Rafinha doznał kontuzji. Widział jak odpycha ochroniarza, by dostać się na murawę. Widział jej przerażone oczy. Może mu wmawiać cokolwiek chce... Wie, że ona go kocha. Wie też, że została zraniona i zrobi wszystko by tych dwoje było jeszcze razem.
- Jak z nim ?- usłyszał pytanie, które słyszy zawsze zaraz po 'hej'. Dziś jej głos brzmiał gorzej niż wczoraj. Była wyraźnie przybita. Z powodu Rafy ?
- Jak długo będę Cię prosił byś się z nim spotkała ? Przyjedź choć na chwilę... Odwiedź go. Nie musisz nawet słuchać co ma do powiedzenia...- zaczął swoją standardową śpiewkę. Dziewczyna głośno westchnęła, czyli jak zwykle.
- Co mówią lekarze ? Kiedy będzie mógł iść na rehabilitację ?- jak zwykle puściła jego prośby mimo uszu. Mógłby przysiąc, że nigdy nie spotkał tak upartej osoby jak Ainoha. Może miała swoje racje... Na pewno miała, ale widział jak cierpi. Jak cierpią oboje.
- Jutro ma zdjęcie szwów, zobaczymy co powiedzą... O 13 w klubie... - zaczął.
- Marc, proszę...
- To ja Cię proszę Ainoha ! Po co ta bezsensowna szarpanina ? Zamiast mnie i chłopaków to Ty tutaj powinnaś być. On nie potrzebuje nas, ojca wyrzuca, bo od meczu wspomina ciągle o Tobie, potrzebuje Ciebie... Zadręcza się myślą, że naprawdę wychodzisz za mąż !
- Nie powiedziałeś mu ! - spanikowała. Przewrócił oczami. Jakże oni go denerwowali ! Jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że wychodzi się za mąż ?! Dla niego niepojęte ! Ale z drugiej strony... jak można wmówić komuś, kogo się kocha, że jest się kimś innym niż się jest...
- Nie powiedziałem...- potarł twarz dłońmi. Uznał, że może musi zadziałać inaczej, skoro Ainoha najbardziej się boi, że Rafa pozna prawdę o braku narzeczonego. Najlepszym działaniem będzie szantaż ! - Ale powiem, jeśli sama tego nie zrobisz... To jest  bez sensu !
- Nie zrobisz tego...- syknęła. Miała racje, on nie, ale za Da Silvę już pewny nie był.
- Pozdrów go ode mnie...- złagodniała. W pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał. Ona sama przestraszyła się wypowiedzianych słów.- Nie ! Nie słuchaj mnie... Nie chcę żeby wiedział, że mamy ze sobą kontakt...- za późno pomyślał, patrząc w stronę drzwi wejściowych. W salonie jakby się zaludniło. Skinął głową do Neymara. Jako jedyny był wtajemniczony w jego akcje z Leire, jak Da Silva w jego stałe kontakty z dziewczyną.
- Ainoha proszę Cię...
- Marc, nie ! Naprawdę przestanę dzwonić, jeśli za każdym razem nasza rozmowa będzie przebiegała w ten sam sposób...
- Nie przestaniesz. Za bardzo się o niego martwisz... - cisza. Trafił. Nie była nawet w stanie zaprzeczyć.
- Dbajcie o niego... Buziaki.- mruknęła kończąc połączenie.
Wszedł do salonu, gdzie na sofie wyłożony, z usztywnioną nogą ułożoną na poduszce leżał jego najlepszy przyjaciel. Niepotrzebnie mówił mu kto dzwoni. Nie musiałby teraz ignorować jego spojrzenia.
- Masz z nią kontakt...- miało być pytanie, wyszło bardziej oskarżenie. Spojrzał na Da Silvę, ten na Roberto. Już był pewny, że Ney wyklepał wszystko Sergiemu. Utrzymywanie tego w tajemnicy przed Rafą przestało mieć sens. Prędzej czy później i tak się dowie. Spojrzał na napastnika, który lekko skinął głową, dając mu pozwolenie na działanie. Pokiwał głową.
- Martwi się o Ciebie...- usiadł na fotelu na przeciwko klubowego kolegi. Sięgnął po swoje piwo upijając solidny łyk. Spojrzenie Rafy dosłownie go paliło.
- Nie odbiera ode mnie telefonów, nie odpisuje na smsy to nazywasz troską ?- zamilkli. Co miał powiedzieć ? Każda odpowiedź była do bani. A poza tym cała trójka czuła się współwinna sytuacji panującej między parą. Pomocnik schował twarz w dłoniach, przejeżdżając po niej parę razy, wypuścił ciężko powietrze z płuc. - Wiecie, że po meczu miałem nadzieję na to, że wszystko będzie dobrze ? Myślałem, że mi wybaczyła...- prychnął- Ból mi chyba sparaliżował pewne części mózgu....
Patrzyli po sobie, jeden na drugiego. Czas mu powiedzieć... Padło na Neymara. On wymyślił, on powie.
- Rafa... um... Ainoha nie przyszła na stadion z własnej woli...- skrzywił się- Ona nawet nie wiedziała o tym meczu. Zaplanowaliśmy to z Leire...- piłkarz uśmiechnął się.
- Łzy w jej oczach i wykrzyczenie lekarzom, niechcącym jej do mnie dopuścić, że jest moją dziewczyną też ?- spojrzał na nich spod brwi. Spuścili głowy. O tym, co powiedziała nie wiedzieli. Pojawił się płomyk nadziei ?- Tak myślałem... Nie jestem idiotą. Wiem, że nie przyszła na stadion sama z siebie. Podejrzewam, że Sutton też było ustawione, mam rację ?- spojrzał na nich, kiwając głową-...mam.
- Narzeczony też nie istnieje, co ?- mruknął. Sergio parsknął śmiechem. Pozostała dwójka nie. Blondyn spoważniał. Czyli jednak nie był do końca wtajemniczony. Pozostałą dwójkę wcięło. Tego się nie spodziewali. Uśmiechnął się pod nosem, ale był to raczej pusty uśmiech. Oczy nadal miał przybite.
- Skąd wiesz ?- niepewnie odezwał się Marc.
- Była w klubie sama. W przeciwieństwie do zaręczonej Leire nie wisiała na telefonie. W niedzielne popołudnie dała się wkręcić w mecz. Miała łzy w oczach jak zobaczyła mnie na noszach. Słowa 'nigdy więcej mnie tak nie strasz' też jakoś niespecjalnie pasują wypowiadane pod adresem byłego chłopaka, mając w zanadrzu ślub....Wykłóciła się, że jest moją dziewczyną... Wystarczy ?
- Dwa razy...- spojrzeli wszyscy na Roberto.- Wykłóciła się o Ciebie dwa razy... Jak leżałeś na murawie przepychała się przez całe trybuny, by dotrzeć do tunelu. Zatrzymała ją ochrona. Wydarła się, że jest Twoją dziewczyną i jej miejsce jest przy Tobie. Byłem przy tym Rafa. To nie była gra. Tak realistycznie nie da się zagrać... Trzęsła się jak galareta a oczy miała przepełnione panicznym strachem i łzami- słowa Sergiego przybiły go jeszcze bardziej.
- Naprawdę zrobiłem już chyba wszystko co można było...- mruknął zachrypniętym głosem szukając potwierdzenia swoich słów w twarzach kolegów.

***

Siedziała w samochodzie pod apartamentowcem w centrum miasta. W dłoni miętoliła karteczkę z adresem, który dostała od uszczęśliwionego Marca dziś rano. Dlaczego nie wyszła ? Przecież była tylko zwykłą znajomą chcącą odwiedzić kontuzjowanego kolegę... Bała się, że te zwykłe odwiedziny dla niej nie będą takie zwykłe, że odegrają w jej życiu większą rolę niż powinny. Zmobilizowała się, wzięła głęboki oddech, pozbierała wszystkie swoje rzeczy i wyszła z samochodu. Do klatki zmierzała na miękkich nogach. Już miała dzwonić domofonem do mieszkania 36, gdy młody chłopak wyszedł z klatki, przepuszczając ją w drzwiach. Uśmiechnęła się wdzięcznie i skierowała się do windy. Jazda na 10 piętro dłużyła się w nieskończoność. Nawet się nie zawahała pukając do ciemnych dębowych drzwi. Przyszłaś tylko zobaczyć jak się czuje nic więcej- powtarzała sobie w głowie jak mantrę czekając na gospodarza. 
Skakał po kanałach w TV. Zastanawiał się jak to jest, że wykupujesz pełny pakiet, masz 300 kanałów, a nie masz co oglądać ?! Od tej zajmującej czynności oderwało go pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar wiszący za sobą. Chłopaki weszli by jak do siebie, ojciec miał klucze, a innych gości się nie spodziewał. Pomału zwlókł się z kanapy, sięgąjąc po kule pokuśtykał do wejścia. Oparł jedną z kul o szafkę na buty tuż przy drzwiach, by móc otworzyć. 
- Ainoha...- otworzył szerzej oczy. Była ostatnią osobą jakiej by się tu spodziewał. Nie przypuszczał nawet, że zna jego nowy adres. 
- Nie przeszkadzam ?- mruknęła lekko zawstydzona. Spojrzała na niego spod wachlarza długich rzęs w taki sposób, że zrobiło mu się gorąco. 
- Nie, no coś Ty. Wejdź, zapraszam...  - Uśmiechnął się szeroko, starając się umożliwić jej wejście do środka. Nie mógł nawet określić jak bardzo się ucieszył, gdy ją zobaczył. Blondynka nieco niepewnie przekroczyła próg mieszkania. Zaprowadził ją do salonu. Rozglądnęła się po pomieszczeniu. Musiała przyznać, że było bardzo ładnie. Przestronnie. Spojrzała na jego włożone w stabilizator prawe kolano.
- Przyszłam zobaczyć jak się trzymasz...- zaschło jej w gardle, stąd chrypka w jej głosie. Czuła na sobie piekące spojrzenie piłkarza, co powodowało, że poziom jej zawstydzenia osiągał swoje maximum, co było dziwne chociażby przez wzgląd na to, że trochę czasu ze sobą spędzili. - Nie patrz tak na mnie, peszysz mnie...- burknęła, a on bezczelnie parsknął śmiechem. 
- To Ainohę Sanchez można zawstydzić ?  Tęskniłem za Tobą...- oznajmił. Spojrzała na niego ze strachem, a on w zamian popatrzył na nią jak kiedyś... Starała się nie zwracać na to uwagi, ale naprawdę się nie dało. Spuściła wzrok.
- Rafa...
- Napijesz się czegoś ?- uśmiechnął się. Czuł, że jak da jej skończyć, nie będzie przyjemnie. - Kawy, herbaty ,wody, coli, soku, wina, piwa, wódki ?- zaśmiała się. Zaczynała się powoli rozluźniać. Może jednak potrafili ze sobą normalnie rozmawiać ?
- Coli.- widziała jakie problemy sprawia mu jeszcze poruszanie się. Zrobiło jej się go żal. Chciała mu pomóc.- Rafa, może mi powiedz gdzie co masz, a ja się obsłużę...
- Jesteś moim gościem- sprzeciwił się. Puściła mu oczko mijając w drodze do kuchni. Miał ją łączoną z salonem, więc spokojnie mógł ją nawigować. Wiedział, że nie wygra. - W lodówce z prawej strony są puszki, trzecia szafka po lewej szklanki.
- Jak noga ?- zagadnęła krzątając się po kuchni mężczyzny. 
- Ściągnęli mi gips, zdjęli szwy, karzą czekać... Za dwa tygodnie zaczynam rehabilitację. Ale mówią, że sezon już skończyłem...- posmutniał.
- Poddajesz się ? Niemożliwe...- prychnęła, a on się zaśmiał. O to właśnie jej chodziło. Serce by jej pękło jakby siedział tu przybity. Chwilę później wróciła do salonu z napojami, usiadła na dwuosobowej kanapie na przeciwko piłkarza, który znów intensywnie się w nią wpatrywał. Uśmiechnęła się.
- Co ?- spojrzała zaczepnie. Zdecydowanie zaczynała się czuć lepiej. Tęskniła za nim. Jakikolwiek by nie był po prostu za nim tęskniła. Wzruszył ramionami.
- Po tym co się stało na meczu nie odbierałaś ode mnie telefonów, nie odpisywałaś na smsy...- otworzyła swoją Colę, sobie nie przyniosła szklanki, zawsze najbardziej smakowało jej prosto z puszki. 
- Miałam dużo pracy...- próbowała się jakoś wywinąć. Skinął głową. Znał ją na tyle by wiedzieć, że jest to jedynie dobra wymówka. 
- Długo się nie widzieliśmy...- pochylił się nieco nad dzielącym ich stolikiem. Wpatrywał się w nią intensywnie. Sprawdzał czy było coś co się zmieniło. A może chciał utrwalić sobie jej twarz w pamięci na następne lata ? Popatrzyła na niego oskarżycielsko. Znał to spojrzenie ! Może była dla niego jeszcze jakaś szansa ?- Przepraszam...- miał nadzieję, że kiedyś zrozumie, że pewnego dnia to szczere przepraszam wszystko naprawi. Zauważył jak zaczyna drgać jej warga. Już wiedział, że o nim nie zapomniała. Przyglądał się uważnie jak wstaje z sofy i podchodzi do ciągnącego się przez całą długość salonu okna. Zaplotła dłonie na piersi. Znów podburzył jej pewność siebie. Znów udało mu się ją złamać. 
- Piękny masz tutaj widok...- uśmiechnął się pod nosem. Tego akurat mógł się spodziewać. O niewygodnych tematach się nie rozmawia. 
- Ainoha możemy wreszcie porozmawiać ?- spojrzał na nią z ukosa. Odwróciła się po chwili przyglądając mu się niepewnie. Całkowicie wyszła ze swojej strefy bezpieczeństwa. 
- Przecież rozmawiamy...- mruknęła, na powrót tonąc w malującej się u jej stóp Barcelonie. 
- Nie tak jak kiedyś...- mruknął przeczesując dłonią włosy. Zastygła. Poczuła jak znacznie zwęża jej się gardło. Zacisnęła dłonie w pięści jakby ta czynność miała dodać jej odwagi.
- Minęły trzy lata. Już nic nie będzie jak kiedyś...-uśmiechnęła się blado. Bardzo starała się przekonać go, że absolutnie nic nie czuje. Z marnym skutkiem... Dawniej wszyscy wokół śmiali się, że nie musieli rozmawiać, wystarczyło, że spojrzał w jej oczy i wiedział o wiele więcej niż chciały przekazać słowa. 
- Ai, przepraszam....
- Który raz ? - wyczuł ten wyrzut w jej głosie - Rafa minęły trzy lata...- oznajmiła dobitniej, jakby wcześniej miał nie zrozumieć. 
- I nic się nie zmieniło...- w dalszym ciągu była zajęta tym co działo się na zewnątrz. Dostrzegł jednak cień kpiącego uśmiechu na jej ustach. 
- Zmieniło się... Już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi...- starała się nieco złagodzić jego zapał. Nie mogła dopuścić by się rozhuśtał, bo wtedy przepadliby oboje. Nie wytrzymał dłużej.
- Pamiętam jak biegłaś tunelem za noszami na Camp Nou. Słyszałem co powiedziałaś lekarzowi, wiem też że to samo usłyszał ochroniarz...- przestraszyła się. Bardzo nie chciała by jej oczy zaczęły się szklić, ale ciężko było jej to powstrzymać. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Po jaką cholerę to roztrząsał ?!- Po co to wszystko ? Po co była ta szopka ?!- uniósł głos. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy.
- Szopka ?! Bałam się o Ciebie ! - krzyknęła, zaskakując tym wyznaniem samą siebie. Mimo tego, że serce mu pękało na widok jej załzawionych oczu, na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Poczuł dumę. - Pomimo tego jakim kretynem jesteś...- dodała ciszej, półszeptem.
- Ai...
- Kaleko jesteśmy ! - dobiegł do nich głos Marca i trzask drzwiami. Nim się spostrzegli w salonie stali ich znajomi. Pospiesznie odwróciła twarz do okna ścierając pojedyncze łzy. On schował twarz w dłoniach. Nie tak to miało wyglądać. Z ust Marca, Neymara i Sergio również zszedł początkowy szok spowodowany widokiem Ainohi ale także późniejsze promienne uśmiechy. Chyba wybrali sobie najgorszy moment z możliwych. Marc dając dziś hiszpance adres Rafinhi nie przypuszczał, że zjawi się tego samego dnia, o ile można mówić, że przypuszczał że zjawi się kiedykolwiek. 
- Chyba przyszliśmy nie w porę...- szturchnął kolegów dając znak do ewakuacji. 
- Nie, zostańcie. - zareagowała natychmiast blondynka - Ja i tak już wychodzę...-podeszła do sofy zabierając z niej kurtkę i torebkę. 
- Ainoha, proszę Cię...- niemalże jęknął błagalnie, przecierając kolejny już raz twarz.
- Przyszłam tylko sprawdzić jak się masz.- zareagowała dość ostro, ale trzeba byłby być ślepym żeby nie widzieć jak tych dwoje do siebie ciągnie. - Jak widzę wszystko jest w porządku...- spojrzała na niego czekając na jakąkolwiek reakcję. Nie doczekała się. Spuścił wzrok, a ona skinęła głową. 
- Pa chłopaki- powiedziała, nie żegnając się z żadnym z nich.
- Sanchez stój ! - zatrzymał ją nieznoszący sprzeciwu ostry ton Marca. Stanęła. Tego to się nie spodziewała. Odwróciła się zdziwiona, z wyraźnie uniesioną prawą brwią. Popatrzyła na siedzącego na fotelu Alcantarę, który z podobną minę wpatrywał się w klubowego kolegę, a potem na dumnego Neymara. - Siadaj ! - nakazał wskazując dłonią na sofę. Teraz zaczęło ją to bawić. Zapowiadała się niezła terapia grupowa z terapeutą Bartrą na czele. Uśmiechnęła się. 
- Marc naprawdę się spieszę, wpadłam tylko na chwilę...- uśmiechnęła się słodko, wiedziała że to na Marca zawsze działało- Zgadamy się jeszcze, dobrze ?
- Za następne trzy lata ?- zdziwił ją ten ton. Przestało jej się to podobać. To co się stało nie było jej winą. 
- Jak trzeba będzie... - odparła w najbardziej bolesny sposób jaki mogła. - Trzymajcie się - uśmiechnęła się blado i wyszła z mieszkania piłkarza.

4 komentarze:

  1. Kocham Cię za Twój styl i nienawidzę za to, ile wymyślasz komplikacji i w którym momencie kończysz rozdział! A więc związek czytelnik-autor wręcz idealny! <3
    Ai mi zaimponowała tym, że jednak odważyła się odwiedzić Rafę i wysiliła na krótką rozmowę. Rafa dobrze zrobił, że wszystko wygarnął. To niegłupi chłopak i rozumie, że jak Sanchez mówi lekarzowi, że jest jego dziewczyną, to jej na nim, do cholery, zależy! Czekam jednak na ich dłuższą, szczerą rozmowę. Miałam na nią nadzieję dziś, ale cóż - chłopcy przyszli jak zwykle nie w porę. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, prawda?
    Tak więc czekam, moja droga na kolejny, emocjonujący rozdział, którym rozłożysz mnie na łopatki. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam sposób w jaki zawsze komplikujesz sytuację. Już myślałam że padną sobie w ramiona, ale jednak nie.. On cierpi, ona też.. Jak to jest że ona jest taka uparta. Kocha Rafę, co widać na kilometr ale jednocześnie się tego wypiera.. No cóż.. Niektóre laski już takie są.. Oczywiście czekam na kolejny rozdział :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopacy to powinni zamknąć ich teraz w jakimś ciasnym pomieszczeniu i nie wypuszczać aż się nie dogadają! Z Rafą by w sumie było łatwo, bo to w końcu kaleka... Ai mogła by się trochę stawiać, ale twarde chłopy są to dali by radę :P To jest najlepszy pomysł XDD
    A tak na serio to rozdział oczywiście przecudowny! :D
    To jak tworzysz całą atmosferę, wszystkie sytuację sprawia, że czytanie jest niesamowitą przyjemnością! :P
    Czekam na kolejne wydarzenia ;)
    Weny ♥


    P.S. Zapraszam też jeszcze raz na prolog mojej nowej historii. Liczę bardzo na opinię, które pomogą mi zdecydować czy rozwijać to opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, w końcu jestem i ja!
    Przecież najlepiej jeszcze bardziej pokomplikować, zamiast usiąść i porozmawiać! Brawo, Ai! Chłopaki chcieli dobrze, a ona dalej swoje.. Ehhh...
    Ale choć tyle, że zrobiła pierwszy krok i przyszła do Rafy. On kiedyś nabroił, ale teraz mi jest go bardzo szkoda :(

    OdpowiedzUsuń