Pełen
stadion.
Wrzawa na trybunach.
Wiadomo było, że zwycięstwa, które
decyduje o mistrzostwie, nikt im już nie wydrze. Świętujący
kibice wyśpiewujący hymn a`capella. Wykrzykiwane nazwiska
poszczególnych piłkarzy. Zachwyty. Ta atmosfera udzieliła się
również jej. Zapomniała w jakich okolicznościach pojawiła się w
tych okolicach po raz pierwszy. Przeszła jej złość na Leire i
Neymara za ukartowanie tego wyjścia, wciągnięcie ją na trybuny
niemalże siłą. Zapomniała, że była zła na niego, zapomniała
o żalu. Wszystko to rekompensował jego szczery uśmiech. Widziała
jak dużo radości czerpie z gry. Widziała jak cieszy się, z tego
że już za chwilę zapewni sobie wygraną w lidze. Była z niego
dumna. Pierwszy raz widziała jak gra. Pierwszy raz miała okazję
oglądać prawdziwego Rafaela. Gdzieś w środku zaczęła żałować,
że nie chciał by była tego częścią. Choć prawdopodobnie nigdy
nie powie tego ani Lei ani Meli, była im wdzięczna, że ją tutaj
przyprowadziły. Ponad 90 tysięcy ludzi czekało już tylko na
końcowy gwizdek. Większa połowa z tego czekała, by eksplodować
radością. Melisa przytuliła ją gratulując pierwszego triumfu.
Obie się zaśmiały. Naprawdę dawno na jej ustach nie gościł
równie szczery uśmiech.
Jęk zawodu ogarnia cały stadion.
Nastaje cisza...
Odwróciła się z uśmiechem na ustach w stronę murawy. Szybko zszedł on jednak z jej ust. Zamarła. Wypatrywała go na murawie. Leżał niemal ją przygryzając. Zwijał się z bólu. Ogarniał całe jego ciało. Mimo sporej odległości dostrzega łzy w jego oczach.
- Rafa
!- jęknęła. Strach zawładnął jej ciałem. Poczuła dodającą
otuchy dłoń, siedzącej nad nią Melisy, na ramieniu. Obserwowała
krzyczącego w stronę ławki Neymara, żywiołowo reagującego
Sergiego i chodzącego w kółko zdezorientowanego Marca. Spojrzała
na ławkę rezerwowych. Wszyscy stali, cały sztab trenerski chodził
wokół wyznaczonej linii, starając się dostrzec co się dzieje z
ich graczem. Czuła, że jest źle. Mimo zachowania wszystkich
obecnych na murawie modliła się, by nie stało się nic poważnego.
Poczuła piekące pod powiekami łzy, gdy na płytę stadionu
wbiegły służby medyczne. To co między nimi zaszło właśnie
przestało mieć znaczenie. Musiała przy nim być. Wybiegła z
sektora, w którym siedzieli. Wszystko wokół znikło. Widziała
tylko jego. Ogarnął ją paraliżujący wręcz strach. Zbiegała po
schodkach do bramki prowadzącej na murawę. Szok- jedyne słowo
opisujące sytuację na stadionie. Dobiegła do barierek przy ławce
rezerwowych, w chwili gdy zabierali go na nosze. Kibice wstali z
miejsc bijąc brawa. Twarz miał schowaną w dłonie, ale i tak
widziała ten grymas bólu. Ciężko oddychał. Nie mogła go
zostawić, nie było takiej opcji.
-
Tutaj nie można przejść !- znikąd wyrósł przed nią ochroniarz
tamując drogę.
-
Jestem jego dziewczyną ! - wydarła się, przekrzykując nasilające
się oklaski. Nawet nie patrzyła na mężczyznę w kuloodpornej
kamizelce. Teraz ważny był tylko Rafa. Nigdy nie myślała, że
można się o kogoś tak bać.
-
Przepuśćcie ją !- krzyknął Sergi, a osoba ze sztabu trenerskiego
po konsultacji z zawodnikiem z numerem 20 nakazał ją puścić.
Popatrzyli po sobie z pomocnikiem, widziała tą troskę w jego
oczach. Nie czuła, że po policzku niekontrolowanie spłynęła jej pierwsza łza.
Ochroniarz ustąpił a ona pobiegła za ekipą medyczną do tunelu,
gdzie akurat wnoszono piłkarza.
-
Rafael ! - krzyknęła rozpaczliwie biegnąc za noszami. Mimo
potwornego bólu uniósł się na łokciach. Myślał, że zbliżająca
się do niego w czarnej koszulce blondynka, jest wytworem jego
wyobraźni. Była ostatnią osobą, której spodziewałby się
zobaczyć. Teraz nawet ból wydał mu się mniejszy. Zatrzymali ją
jakiś metr od niego. Nie zdążył zareagować.
-
Puść mnie ! Jestem jego dziewczyną ! - warknęła na jednego z
fizjoterapeutów. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z sensu wypowiadanych słów. Serce mu zabiło szybciej, gdy usłyszał to co wykrzyczała, gdy zobaczył jej upór.
-
Ainoha...- uwierzył. Była tu. Ścisnęła mocno jego dłoń,
gładząc jego lekko zarośnięty policzek. -Co tu robisz ?-
uśmiechnął się lekko. Oczy miała pełne łez. Poczuł się
winny.- Wszystko będzie dobrze...- uśmiechnął się pocieszająco
i splótł ich palce. Naprawdę w to uwierzył. Uwierzył, że od
teraz wszystko będzie tak, jak być powinno.
-
Nigdy więcej mnie tak nie strasz ! - szepnęła. Zmuszona była
puścić jego dłoń. Oddaliła się, dała działać lekarzom. Ona
się tam na nic nie zda. Oparła się o ścianę tuż przy drzwiach,
za którymi parę minut temu zniknął Rafael. Nie myślała o
niczym. Modliła się, by wszystko było w porządku.
-
Ainoha ! - usłyszała swoje imię, a chwilę później tkwiła w
ramionach Bartry. Spojrzała po grupie mężczyzn stojących wokół.
Patrzyli na nią nieco podejrzliwie.
- Co z nim ?- wzruszyła ramionami. Skąd ma wiedzieć ? Nie jest lekarzem ! Chłopak potarł przyjaźnie jej ramię, zapukał i wraz z Neymarem zniknęli za drzwiami.
- Będzie dobrze...- uśmiechnął się pokrzepiająco Roberto.- dziewczyno piłkarza...- puścił jej oczko. Zignorowała go. Chyba nigdy się tak o nikogo nie bała.
- Będzie dobrze...- uśmiechnął się pokrzepiająco Roberto.- dziewczyno piłkarza...- puścił jej oczko. Zignorowała go. Chyba nigdy się tak o nikogo nie bała.
-
Koniec zbiegowiska ! Do szatni ! Pique, Roberto na konferencję !-
krzyknął wchodzący na korytarz mężczyzna w białej koszuli. Po
tym jak szybko wykonali rozkazy domyśliła się, że jest trenerem.
Skinął do niej głową, gdy przechodził obok. Blado się
uśmiechnęła, obserwując jak on także znika za drzwiami gabinetu
lekarskiego.
Wariowała siedząc na bordowym korytarzu. Czekała. Nie wiedziała na co, ale czekała. Musiała się dowiedzieć co z nim. Musiała się upewnić, że jest ok. Docierały do niej jakieś strzępki rozmów pracowników i zagłuszany szum ze stadionu.
Nagle poczuła się głupio... Przecież nie była jego rodziną, dziewczyną, nawet nie wie czy była koleżanką... Nie powinno jej tu być. Podniosła swoją torebkę z ziemi, zdecydowała, że idzie w momencie, gdy z gabinetu wyszły dwie osoby. Zatrzymała się widząc ich miny. Stało się coś złego.... Widziała te pełne bólu spojrzenia
Nagle poczuła się głupio... Przecież nie była jego rodziną, dziewczyną, nawet nie wie czy była koleżanką... Nie powinno jej tu być. Podniosła swoją torebkę z ziemi, zdecydowała, że idzie w momencie, gdy z gabinetu wyszły dwie osoby. Zatrzymała się widząc ich miny. Stało się coś złego.... Widziała te pełne bólu spojrzenia
-
Co jest... ?- bardziej wyszeptała niż wypowiedziała. Głos jej się
łamał, a narastająca w gardle gula znacznie utrudniała
komunikowanie się.
-
Zerwane wiązadła... - mruknął Marc. Zmarszczyła brwi. Nie
wiedziała co to oznacza.
-
Kurwa mać ! - ryknął Neymar uderzając pięścią w ścianę.
Wzdrygnęła się, a w oczach ponownie zalśniły jej łzy.
-
Co najmniej pół roku bez piłki...-wytłumaczył Marc, zdawał
sobie sprawę, że dziewczyna nie do końca może wiedzieć o co
chodzi. To co dla niej zabrzmiało jak wyrok, dla nich było
prawdziwym wyrokiem. Mogła tylko domyślać się, w jakim stanie
psychicznym jest Rafael. - Prosił żebyś na niego zaczekała... -
Stchórzyła. Starła pojedynczą łzę i zebrała w sobie wszystkie,
absolutnie wszystkie siły.
-
Życzcie mu zdrowia...- wyszeptała. Odwróciła się pokonując
drżenie wargi. Stali osłupiali. Zupełnie nie rozumieli jakim cudem
tych dwoje nie potrafiło się dogadać. Nie zdążyła odejść za
daleko. Starała się nie słyszeć otwieranych drzwi. Głosów.
Chciała się nie zatrzymać, naprawdę bardzo tego chciała.
-
Ainoha !- zawołał ją. Nie chciała się odwracać. Wiedziała, że
pęknie jej serce. Nie miała prawa tu być. Być przy nim... On ją
tego prawa pozbawił. Dlaczego więc to zrobiła ? Jego przepełnione
fizycznym bólem oczy, teraz wyrażały dodatkowo niedowierzanie. Nie
wiedział jak to się stało, że była na meczu, ale wiedział, że
musiał coś dla niej znaczyć. Inaczej nie biegła by za nim, nie
miałaby łez w oczach. Spojrzała na jego zabandażowane kolano, na
kule którymi się odpychał kuśtykając w jej stronę. Marc, Ney i
dwóch mężczyzn uważnie przyglądali się tej sytuacji.
Uśmiechnęła się blado, gdy podszedł. Robiła wszystko by
powstrzymać łzy. Czuła, że powie jej coś z czym nie poradzi
sobie przez następne miesiące. Musiała być szybsza.
-
Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia...- wyszeptała przez
zaciśnięte gardło, patrząc mu prosto w oczy. Chciała go
przytulić, ale w ostatniej chwili cofnęła się, pocieszająco
pocierając jego ramię. Miała oczy pełne łez i robiła wszystko
by żadna nie spłynęła po jej twarzy.
-
Chyba nie dane było mi jeszcze poznać dziewczyny mojego syna...-
usłyszała coś co rozbiło ją doszczętnie. Dostała obuchem w głowę... W serce... Poczuła jakby nagle
zabrakło jej powietrza. Spojrzała ponad piłkarza, na zmierzającego
ku nim średniego wieku mężczyznę. Ney i Marc stojący jeszcze
dalej spuścili wzrok. Przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na
Rafaela.
-
Przepraszam, powinnam już pójść...- wyszeptała i przyspieszonym
krokiem uciekła opustoszałego korytarza. Parę minut później wraz
z ostatnimi wiwatującymi kibicami opuszczała stadion. Nikt nie
zwracał uwagi na zapłakaną drobną blondynkę.
TO BYŁO NIESAMOWITE
OdpowiedzUsuńNie, że okropna kontuzja Rafy, ale to jak opisałaś emocje towarzyszące przy tym... Ona musi się przełamać i wrócić do niego, bo przecież oboje wciąż się kochają! Musi się coś wydarzyć, by przyszła do niego, by porozmawiali, by mu pomogła w tym czasie...
Taki smutaśny rozdział po takim radosnym wieczorze, no wiesz? :D
O. Mój. Boże.
OdpowiedzUsuńNie mam słów.
Zbieram szczękę z podłogi.
Idealnie napisany, pełen emocja rozdział.
Z każdą nową częścią coraz bardziej mnie zaskakujesz.
Uwielbiam Twój styl i wiesz, że pozostanę Ci wierna.
Czekam na Twoją książkę.
Czekam na next.
Kocham.
<3
Brak mi jakiejkolwiek słów.. Powaliłaś mnie tym rozdziałem. Tyle emocji bohaterów i zarazem moich podczas czytania.. Naprawdę mistrzostwo świata!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny. 💕
Dzisiaj specjalna reklama ;P
OdpowiedzUsuńZapraszam na post z okazji mojego 5-lecia na blogspocie http://myonlymystory.blogspot.com/2017/04/5.html
Oraz na prolog nowego opowiadania
http://frommontsaintmicheltoparis.blogspot.com/2017/04/prologue.html
Pozdrawiam ♥
P.S. U Ciebie zaległości nadrobię jutro! Obiecuje!
Jestem! Na początek przepraszam za nieobecność, ale już na następnych wykładach mam zaliczenia i do tego różne prezentację i projekty... Ale postaram się teraz znajdywać chociaż wieczorem czas na czytanie i komentowanie :D
UsuńRozdział jest... wow! Po prostu świetny!
To wszystko było na prawdę niesamowite ;)
I taki jakby wykonany mały krok do przełamania :P Znaczy mam nadzieję ^_^
Weny ♥
Zapraszam też do Milagros :D
Usuńhttp://ekghymsbkdjs.blogspot.com/2017/05/decimo-decision-y-la-complicacion.html
Piękne, wzruszające, obłędne, pełne emocji i nie wiem co jeszcze ;-) czekam na więcej :-*
OdpowiedzUsuń48 year old Analyst Programmer Cami Bicksteth, hailing from Thornbury enjoys watching movies like Joe and Machining. Took a trip to Su Nuraxi di Barumini and drives a Duesenberg SJ Roadster. mozesz dowiedziec sie wiecej
OdpowiedzUsuń