niedziela, 5 marca 2017

OCTAVO




Obudziła się chwilę przed budzikiem, ale czuła się jeszcze gorzej niż w momencie jak się kładła. Najchętniej zakopałaby się w pościeli i nie wychodziła dopóki nie okaże się, że to co się wczoraj stało to tylko sen. Koszmar. Ale musiała się wziąć w garść. Rozpaczanie nie było w jej stylu. Zawsze była twarda. Teraz też musi. Nie ważne, że teraz boli jak nigdy. Wstała, rozciągnęła się i mimo wewnętrznej niechęci odsłoniła żaluzje w sypialni. Do pomieszczenia natychmiast wpadły promienie słońca. Zmrużyła oczy. Rozsunęła przesuwne drzwi szafy by wyciągnąć jakąś bluzę. Wyciągnęła dłoń i w tym momencie na jej stopy spadła ciemno-granatowa bluza jej chłopaka. Właściwie teraz chyba już nie jest jej chłopakiem. Zastanowiła się czy kiedykolwiek nim w ogóle był... Łzy zalśniły w jej oczach, gdy do jej nozdrzy dotarła woń jego perfum. Przytuliła do siebie miękki materiał patrząc na swoje łóżko. Prawa strona była nienaruszona. Jego strona. Bardzo starała się nie płakać, ale po prostu nie mogła. Przerosła ją ta sytuacja. Była zła, wściekła, miała do siebie potworny żal, do niego... Chciała krzyczeć, płakać, bić i kopać a przede wszystkim go przytulić. Ale już nie mogła. On nie był sobą. Nie chciał jej. Zabawił się.
- Dla niego to była tylko rozrywka...- szepnęła starając się przekonać samą siebie. Ze wściekłością rzuciła bluzę w kąt. Jakimś cudem zebrała w sobie tyle sił, by się umyć, wyszykować, wypić kawę i wyjść do pracy.
Szukała w torebce kluczyków zeskakując z ostatnich schodków na klatce. Wyszła z bloku trzymając je w dłoni, założyła przeciwsłoneczne okulary kierując się w stronę swojego samochodu. Zatrzymała się. Stał oparty o maskę swojego samochodu tuż obok jej Audi. Gdy ją zobaczył zerwał się półbiegiem z bukietem kwiatów. Serce znów zaczęło jej bić jak oszalałe. Jak mogła go ot tak przestać kochać ? Poczuła łzy pod powiekami i gulę zaciskającą jej gardło. Ciało jakby zupełnie odmówiło jej posłuszeństwa. Zauważyła jak się spiął, gdy podszedł. Miała nawet wrażenie, przez milisekundę, że chciał ją przytulić. Zignorowała wyciągnięty w jej kierunku bukiet z bladoróżowych piwonii, jej ukochanych kwiatów.
- Musisz dać mi szansę wyjaśnić !- zaczął lekko zachrypłym głosem, co spowodowało uderzeniową falę łez. Była jednak na tyle dumna, by nie dać im ujrzeć światła dziennego. Oczy jej lśniły jak małe latarnie. Popatrzyła na niego litościwie, kręcąc pogardliwie głową i ruszyła do samochodu.
- Ainoha, proszę...- złapał lekko jej ramię. Stali naprawdę blisko siebie. Naprawdę blisko. Uniosła głowę, spojrzała mu z bólem prosto w oczy. Chciała się odezwać, ale nie dał dojść jej do słowa.Czuł do czego zmierzać to, co chciałaby mu powiedzieć i nie mógł jej na to pozwolić. Zbliżył się jeszcze bardziej. Liczył się z tym, że zaraz zostanie spoliczkowany, jednak nic takiego się nie wydarzyło.
- Nie rozumiesz !- szepnął opierając swoje czoło o jej. - Nic nie rozumiesz...- spojrzał prosto w jej nierealnie błękitne, przepełnione żalem tęczówki. Wokół serca zacisnęła mu się obręcz. Nie mógł sobie wybaczyć, że to on jest powodem jej łez. Obiecał sobie kiedyś, że Ainoha nigdy nie będzie przez niego płakać, co więc myślał wplątując się w ten chory plan zmiany tożsamości ?! Zbliżył się jeszcze bardziej. Jego usta już niemal stykały się z jej - Wysłuchaj mnie... Daj wyjaśnić...- nieśmiało ją pocałował i nie został za to zganiony. Straciła panowanie nad sobą i zdrowy rozsądek. Wiedziała co zamierza i czekała na to z utęsknieniem. Jednak nawet jego pocałunek nie był w stanie zagoić ran, które wyrządził jej wczoraj. - Ainoha proszę...
- To ja Cię proszę Rafa...- wyszeptała. Spojrzała mu w oczy. Z trudem przyszło jej zwracanie się do niego 'Rafa'. Dla niego chyba także było to szokiem, bo bezwiednie opuścił spoczywające na jej talii dłonie. Niemal półbiegiem pokonała dystans dzielący ją od samochodu. Oparła głowę o kierownice ocierając spływające łzy. Czym prędzej odjechała z parkingu zostawiając chłopaka samego.
Całą drogę do biura ryczała jak wariatka. Bardzo chciałaby żeby nie miało to dla niej znaczenia, ale miało i to kolosalne. Siedziała dobre 10 minut w samochodzie pod biurem. Jej telefon dzwonił już pewnie milion razy. Za każdym razem na wyświetlaczu pojawiało się uśmiechnięte zdjęcie Hugo. Rafy. Wyciągnęła swoją podręczną kosmetyczkę, starając się uratować cokolwiek z jej porannego makijażu. Gdy opuchlizna pod oczami, zdradzająca łzy trochę zeszła wyszła z samochodu wchodząc do biurowca, w którym mieściła się jej firma. Przemknęła niemal niezauważalnie przez korytarz barykadując się w swoim gabinecie. Jak zapomnieć nie pomoże jej praca to już nic. Spojrzała na folder weselny leżący przed nią i wielkie J&T na jego okładce i znów poczuła się fatalnie. Odchyliła się na swoim obrotowym krześle, starając się unormować oddech i powstrzymać łzy. Zastanawiała się ile sił będzie musiała z siebie wykrzesać, w ten weekend by ślub jego brata poszedł zgodnie z planem. Nie chciała nawet myśleć, o tym jak będzie się czuła spędzając niemal cały dzień w jego obecności. Na samą myśl zaciskało jej żołądek.
- Miałaś wczoraj zadzwonić...- uniosła wzrok znad swojego komputera. Do jej gabinetu weszła uśmiechnięta Leire- Dzisiaj nawet nie powiedziałaś, że jesteś...- spojrzała na blondynkę i zauważyła, że coś jest nie tak, przyjrzała się uważniej przyjaciółce. - Ainoha, coś się stało ?
- Nie.- odparła zupełnie bez emocji. Nie chciała jej na razie martwić, ale jakby nie było sprawa nie dotyczyła tylko jej chłopaka, ale także ich przyjaciół. Leire uniosła brew jednocześnie zamykając przyjaciółce laptopa zmuszając ją tym samym do spojrzenia jej w oczy.
- Coś z Hugo ?- usłyszała cichutkie pytanie przyjaciółki. Dlaczego odniosła wrażenie, że Lei bała się zadać jej to pytanie. Uniosła wzrok do góry chroniąc się przed łzami. - Pokłóciliście się ?
- Z Rafaelem...- szepnęła patrząc wzrokiem pełnym żalu na przyjaciółkę. Pomachała sobie dłońmi przed twarzą powstrzymując słony płyn. Za bardzo ją to bolało, by grać.
- Rafaelem ?- brunetka ściągnęła brwi. Ainoha wzięła głęboki wdech i otworzyła zamkniętego przez przyjaciółkę laptopa. Włączyła przeglądarkę odwracając ekran w jej stronę.
- Hugo Gonzalez nie istnieje...- z trudem przeszło jej przez gardło. - Nigdy nie istniał...- spojrzała na przyjaciółkę, która zasłaniała dłonią usta oglądając kolejne zdjęcia.- Nie wiem jak mogłam być taką idiotką !
- Ainoha... co się wczoraj stało ?- Leire zdawała się zupełnie nie rozumieć tego co się dzieje. Dlaczego po wpisaniu w google grafika Rafinha Alcantara wyskakuje miliony zdjęć Ainohowego Hugo ?! Dlaczego Hugo to Rafael ? Dlaczego jest w stroju piłkarskim ? Miała w głowie całkowity mętlik.
- Oszukał mnie... Oszukali nas wszystkich Lei... - odwróciła komputer na swoją stronę- Marc nie ma na nazwisko Monerno tylko Bartra, jest obrońcą- pokazała jej zdjęcie bruneta w bordowo-granatowej koszulce- To Sergi Roberto, którego obie lepiej znałyśmy jako Iana, Dani Alves- spojrzała na zdjęcie Michaela, z którym tyle razy się wygłupiała. Nie wierzyła w to co widzi i słyszy. Było to dla niej nie do pojęcia. I zupełnie nie mogła sobie wyobrazić co w tej chwili może czuć jej przyjaciółka. - A to Neymar...- Ainoha włączyła ostatnie zdjęcie. Zupełnie nie widziała czemu akurat ono zabolało ją najbardziej, przecież nigdy nic między nimi nie było... - Zawodowi piłkarze, grają dla FC Barcelony i z tego co zdążyłam się zorientować są dobrzy. Miliony euro na kontach, miliony fallowersów na kontach społecznościowych, tysiące fan pageów... Nie wiem jak mogłam być na tyle głupia ! Jak mogłam się dać w tak dziecinny sposób wykorzystać !
- Alcantara...- zamyśliła się Lei jeszcze raz przyglądając się zdjęciu faceta przyjaciółki. Gdzieś już słyszała o piłkarzu o tym nazwisku....- Thiago Alcantara ! - powiedziała głośno, gdy na myśl przyszło jej imię mężczyzny. Ainoha w przyszłym tygodniu organizuje ślub piłkarzowi. Spojrzała na przyjaciółkę. Serce jej krwawiło. Blondynka zacisnęła usta w wąską linię, nie chciała ponownie się rozklejać.
- Brat- odparła jak gdyby to jej już nie dotyczyło. Jakby ją już nie ruszało. Znała ją za dobrze, żeby dać się nabrać na tą postawę obronną. Nie mogła sobie nawet wyobrazić tego jak czuje się Ainoha.
- Rozmawiałaś z nim ?- po tym pytaniu blondynka opisała przyjaciółce dzisiejsze spotkanie.
- Jak sama widzisz nie mam o czym...
- A ja myślę, że wręcz przeciwnie...- posłała jej blady uśmiech i wyszła z jej gabinetu. Czuła, że powinna dać jej chwilę czasu, ale to nie znaczy że ją zostawiła. Musiała teraz być blisko. Wychodząc z gabinetu Ainohy poczuła ukłucie w sercu. Ai została zdradzona, ale ona również poczuła się... upokorzona. Przypomniała sobie wszystkie ich spotkania, w grupie i w pojedynkę. Nie mogła uwierzyć, że grał przed nią w taki sposób. Myślała, że są przyjaciółmi... Na biurku wibrował jej telefon. Przywołała go telepatycznie.
- Leire Martinez- odebrała przychodzące połączenie, w tak inny sposób jak dotychczas. Zaśmiał się po drugiej stronie.
- Arian Da Silva... Co tak oficjalnie ?- szlag ją trafił i jeszcze ten jego pretensjonalny głos. Wiedziała, że się wygłupiał, ale ta sytuacja nie przewidywała takich zachowań.
- Arian Da Silva...- udała, że nie wie kim jest jej rozmówca- Aaaa ! Neymar ! - krzyknęła oskarżycielsko. Nastała cisza, której nie miała zamiaru przerywać. Westchnął głęboko.
- Lei... porozmawiamy ?- usłyszała pełną żalu i nadziei prośbę. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Podejrzewam, że musimy...
***
Zastanawiała się nad słowami przyjaciółki. Może faktycznie powinna wysłuchać Rafaela ? Należały jej się wyjaśnienia bogatsze niż ta ich nędzna wymiana zdań wczorajszego dnia. Długo wahała się nim w końcu wybrała numer mężczyzny. Naszły ją wątpliwości. Akurat w momencie, gdy chciała się rozłączać usłyszała swoje imię wypowiedziane jak zwykle w wyjątkowy sposób.
- Chciałam się spotkać...- zaczęła niepewnie zagryzając wargę. Wiedziała, że zaskoczy go tą prośbą. Zaskoczyła samą siebie. Potrzeba zobaczenia go była ogromna, ale przegrywała z chęcią dowiedzenia się dlaczego stało się to, co się stało.
- Kiedy tylko zechcesz...- miał taki podekscytowany głos. Taki radosny. Zacisnęła zęby i zmrużyła oczy by się nie rozpłakać. Tęskniła za nim, a widzieli się zaledwie dwa dni temu.
- Dziś ? Kończę koło 18...
- Przyjadę po Ciebie pod biuro- jego entuzjazm nie dał jej dokończyć. Warga jej zaczęła drżeć. Wzięła głęboki oddech.
- Wolałabym nie... - szepnęła - Będę czekała o 18:30 w Cantina 10.
- Ainoha !- zawołał, gdy chciała zakończyć połączenie.
- Tak ?- głos jej zadrżał, za co zganiła się w duchu. Skoro nie daje sobie rady przez telefon to jak da twarzą w twarz ?
- Dziękuję- zagryzła wargi. Odłożyła telefon i odchyliła się na swoim obrotowym krześle. Spojrzała przez okno. Krajobraz nieco dodał jej odwagi. To jej miasto i nikt nie spowoduje, że będzie się w nim źle czuła.




tragedia.

7 komentarzy:

  1. Jaka tragedia, co? Rozdział jest cudowny! :*
    Nie dziwie się zachowaniu Ainohy, ale nie dziwie się też temu co kierowało chłopakami, gdy oszukiwali dziewczyny xd Co nie zmienia faktu, że zachowali się jak gnojki XDD
    Już chce się dowiedzieć co wydarzy się w następnym rozdziale :P
    Weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Tragedia? Mi się bardzo podoba. :D
    Rozumiem obie strony, ale i tak czuje żal do chłopaków.. Mogli oklamac je na "dzień dobry", ale powinni wcześniej wyjawić prawdę. Cóż.. Czekam na kolejny rozdział, bo jestem ciekawa ich rozmowy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. <3

    Kocham to, jak rozbudzasz we mnie przeróżne, najczęściej sprzeczne, emocje! Z jednej strony nie dziwię się Ai, bo ja też bym się wkurzyła i możliwe, że nawet nie dałabym się namówić na spotkanie i rozmowę z Rafaelem. Ale z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć po części i Alcantarę, bo wiem, że zrobił to niejako z troski o swoją ukochaną...
    Niemniej jednak nie mam pojęcia, jak Ty to dalej, kochana, pociągniesz. Co wymyślisz? Pewnie mnie znowu zaskoczysz. :D Ale to dobrze! Bo ja uwielbiam Twoje pomysły i już niecierpliwie czekam na next!!
    Buziaki, kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zrobię wszystko żeby Cię zaskoczyć... a czy mi się uda ? Zobaczymy :P <3
      Buźka :**

      Usuń
  4. Jaka znów tragedia, dziewczyno?! Twoje rozdziały i obecność Rafy w sumie to nawet mobilizuje mnie do pisania o swoim Rafie :D
    Chłopaki postąpili naprawdę okropnie i tyle to ciągnęli... Ale... Ja tam bym im wybaczyła. Jakby jeszcze stanęli przede mną z bukietem kwiatów (wolę tulipany :D) i z miną zbitego psiaka, nie byłoby już wcześniejszego tematu :D
    Czekam na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń