Obudziła
się chwilę przed budzikiem, ale czuła się jeszcze gorzej niż w
momencie jak się kładła. Najchętniej zakopałaby się w pościeli
i nie wychodziła dopóki nie okaże się, że to co się wczoraj
stało to tylko sen. Koszmar. Ale musiała się wziąć w garść.
Rozpaczanie nie było w jej stylu. Zawsze była twarda. Teraz też
musi. Nie ważne, że teraz boli jak nigdy. Wstała, rozciągnęła
się i mimo wewnętrznej niechęci odsłoniła żaluzje w sypialni.
Do pomieszczenia natychmiast wpadły promienie słońca. Zmrużyła
oczy. Rozsunęła przesuwne drzwi szafy by wyciągnąć jakąś
bluzę. Wyciągnęła dłoń i w tym momencie na jej stopy spadła
ciemno-granatowa bluza jej chłopaka. Właściwie teraz chyba już
nie jest jej chłopakiem. Zastanowiła się czy kiedykolwiek nim w
ogóle był... Łzy zalśniły w jej oczach, gdy do jej nozdrzy
dotarła woń jego perfum. Przytuliła do siebie miękki materiał
patrząc na swoje łóżko. Prawa strona była nienaruszona. Jego
strona. Bardzo starała się nie płakać, ale po prostu nie mogła.
Przerosła ją ta sytuacja. Była zła, wściekła, miała do siebie
potworny żal, do niego... Chciała krzyczeć, płakać, bić i kopać
a przede wszystkim go przytulić. Ale już nie mogła. On nie był
sobą. Nie chciał jej. Zabawił się.
-
Dla niego to była tylko rozrywka...- szepnęła starając się
przekonać samą siebie. Ze wściekłością rzuciła bluzę w kąt.
Jakimś cudem zebrała w sobie tyle sił, by się umyć, wyszykować,
wypić kawę i wyjść do pracy.
Szukała w torebce kluczyków zeskakując z ostatnich schodków na klatce. Wyszła z bloku trzymając je w dłoni, założyła przeciwsłoneczne okulary kierując się w stronę swojego samochodu. Zatrzymała się. Stał oparty o maskę swojego samochodu tuż obok jej Audi. Gdy ją zobaczył zerwał się półbiegiem z bukietem kwiatów. Serce znów zaczęło jej bić jak oszalałe. Jak mogła go ot tak przestać kochać ? Poczuła łzy pod powiekami i gulę zaciskającą jej gardło. Ciało jakby zupełnie odmówiło jej posłuszeństwa. Zauważyła jak się spiął, gdy podszedł. Miała nawet wrażenie, przez milisekundę, że chciał ją przytulić. Zignorowała wyciągnięty w jej kierunku bukiet z bladoróżowych piwonii, jej ukochanych kwiatów.
Szukała w torebce kluczyków zeskakując z ostatnich schodków na klatce. Wyszła z bloku trzymając je w dłoni, założyła przeciwsłoneczne okulary kierując się w stronę swojego samochodu. Zatrzymała się. Stał oparty o maskę swojego samochodu tuż obok jej Audi. Gdy ją zobaczył zerwał się półbiegiem z bukietem kwiatów. Serce znów zaczęło jej bić jak oszalałe. Jak mogła go ot tak przestać kochać ? Poczuła łzy pod powiekami i gulę zaciskającą jej gardło. Ciało jakby zupełnie odmówiło jej posłuszeństwa. Zauważyła jak się spiął, gdy podszedł. Miała nawet wrażenie, przez milisekundę, że chciał ją przytulić. Zignorowała wyciągnięty w jej kierunku bukiet z bladoróżowych piwonii, jej ukochanych kwiatów.
-
Musisz dać mi szansę wyjaśnić !- zaczął lekko zachrypłym
głosem, co spowodowało uderzeniową falę łez. Była jednak na tyle dumna, by nie dać im ujrzeć światła
dziennego. Oczy jej lśniły jak małe latarnie. Popatrzyła
na niego litościwie, kręcąc pogardliwie głową i ruszyła do
samochodu.
-
Ainoha, proszę...- złapał lekko jej ramię. Stali naprawdę blisko
siebie. Naprawdę blisko. Uniosła głowę, spojrzała mu z bólem
prosto w oczy. Chciała się odezwać, ale nie dał dojść jej do
słowa.Czuł do czego zmierzać to, co chciałaby mu powiedzieć i
nie mógł jej na to pozwolić. Zbliżył się jeszcze bardziej.
Liczył się z tym, że zaraz zostanie spoliczkowany, jednak nic
takiego się nie wydarzyło.
-
Nie rozumiesz !- szepnął opierając swoje czoło o jej. - Nic nie
rozumiesz...- spojrzał prosto w jej nierealnie błękitne, przepełnione żalem tęczówki. Wokół serca zacisnęła mu się obręcz.
Nie mógł sobie wybaczyć, że to on jest powodem jej łez. Obiecał
sobie kiedyś, że Ainoha nigdy nie będzie przez niego płakać, co
więc myślał wplątując się w ten chory plan zmiany tożsamości
?! Zbliżył się jeszcze bardziej. Jego usta już niemal stykały
się z jej - Wysłuchaj mnie... Daj wyjaśnić...- nieśmiało ją
pocałował i nie został za to zganiony. Straciła panowanie nad
sobą i zdrowy rozsądek. Wiedziała co zamierza i czekała na to z
utęsknieniem. Jednak nawet jego pocałunek nie był w stanie zagoić
ran, które wyrządził jej wczoraj. - Ainoha proszę...
-
To ja Cię proszę Rafa...- wyszeptała. Spojrzała mu w oczy. Z
trudem przyszło jej zwracanie się do niego 'Rafa'. Dla niego chyba
także było to szokiem, bo bezwiednie opuścił spoczywające na jej
talii dłonie. Niemal półbiegiem pokonała dystans dzielący ją od
samochodu. Oparła głowę o kierownice ocierając spływające łzy.
Czym prędzej odjechała z parkingu zostawiając chłopaka samego.
Całą
drogę do biura ryczała jak wariatka. Bardzo chciałaby żeby nie
miało to dla niej znaczenia, ale miało i to kolosalne. Siedziała
dobre 10 minut w samochodzie pod biurem. Jej telefon dzwonił już
pewnie milion razy. Za każdym razem na wyświetlaczu pojawiało się
uśmiechnięte zdjęcie Hugo. Rafy. Wyciągnęła swoją podręczną
kosmetyczkę, starając się uratować cokolwiek z jej porannego
makijażu. Gdy opuchlizna pod oczami, zdradzająca łzy trochę
zeszła wyszła z samochodu wchodząc do biurowca, w którym mieściła
się jej firma. Przemknęła niemal niezauważalnie przez korytarz
barykadując się w swoim gabinecie. Jak zapomnieć nie pomoże jej
praca to już nic. Spojrzała na folder weselny leżący przed nią i
wielkie J&T na jego okładce i znów poczuła się fatalnie.
Odchyliła się na swoim obrotowym krześle, starając się unormować oddech i
powstrzymać łzy. Zastanawiała się ile sił będzie musiała z
siebie wykrzesać, w ten weekend by ślub jego brata poszedł zgodnie
z planem. Nie chciała nawet myśleć, o tym jak będzie się czuła
spędzając niemal cały dzień w jego obecności. Na samą myśl
zaciskało jej żołądek.
-
Miałaś wczoraj zadzwonić...- uniosła wzrok znad swojego
komputera. Do jej gabinetu weszła uśmiechnięta Leire- Dzisiaj
nawet nie powiedziałaś, że jesteś...- spojrzała na blondynkę i
zauważyła, że coś jest nie tak, przyjrzała się uważniej
przyjaciółce. - Ainoha, coś się stało ?
-
Nie.- odparła zupełnie bez emocji. Nie chciała jej na razie
martwić, ale jakby nie było sprawa nie dotyczyła tylko jej
chłopaka, ale także ich przyjaciół. Leire uniosła brew
jednocześnie zamykając przyjaciółce laptopa zmuszając ją tym
samym do spojrzenia jej w oczy.
-
Coś z Hugo ?- usłyszała cichutkie pytanie przyjaciółki. Dlaczego
odniosła wrażenie, że Lei bała się zadać jej to pytanie.
Uniosła wzrok do góry chroniąc się przed łzami. - Pokłóciliście się
?
-
Z Rafaelem...- szepnęła patrząc wzrokiem pełnym żalu na
przyjaciółkę. Pomachała sobie dłońmi przed twarzą
powstrzymując słony płyn. Za bardzo ją to bolało, by grać.
-
Rafaelem ?- brunetka ściągnęła brwi. Ainoha wzięła głęboki
wdech i otworzyła zamkniętego przez przyjaciółkę laptopa.
Włączyła przeglądarkę odwracając ekran w jej stronę.
-
Hugo Gonzalez nie istnieje...- z trudem przeszło jej przez gardło.
- Nigdy nie istniał...- spojrzała na przyjaciółkę, która
zasłaniała dłonią usta oglądając kolejne zdjęcia.- Nie wiem
jak mogłam być taką idiotką !
-
Ainoha... co się wczoraj stało ?- Leire zdawała się zupełnie nie
rozumieć tego co się dzieje. Dlaczego po wpisaniu w google grafika
Rafinha Alcantara wyskakuje miliony zdjęć Ainohowego Hugo ?!
Dlaczego Hugo to Rafael ? Dlaczego jest w stroju piłkarskim ? Miała
w głowie całkowity mętlik.
-
Oszukał mnie... Oszukali nas wszystkich Lei... - odwróciła
komputer na swoją stronę- Marc nie ma na nazwisko Monerno tylko
Bartra, jest obrońcą- pokazała jej zdjęcie bruneta w
bordowo-granatowej koszulce- To Sergi Roberto, którego obie lepiej
znałyśmy jako Iana, Dani Alves- spojrzała na zdjęcie Michaela, z
którym tyle razy się wygłupiała. Nie wierzyła w to co widzi i
słyszy. Było to dla niej nie do pojęcia. I zupełnie nie mogła
sobie wyobrazić co w tej chwili może czuć jej przyjaciółka. - A
to Neymar...- Ainoha włączyła ostatnie zdjęcie. Zupełnie nie
widziała czemu akurat ono zabolało ją najbardziej, przecież nigdy
nic między nimi nie było... - Zawodowi piłkarze, grają dla FC
Barcelony i z tego co zdążyłam się zorientować są dobrzy. Miliony euro na kontach, miliony fallowersów na kontach społecznościowych, tysiące fan
pageów... Nie wiem jak mogłam być na tyle głupia ! Jak mogłam
się dać w tak dziecinny sposób wykorzystać !
-
Alcantara...- zamyśliła się Lei jeszcze raz przyglądając się
zdjęciu faceta przyjaciółki. Gdzieś już słyszała o piłkarzu o
tym nazwisku....- Thiago Alcantara ! - powiedziała głośno, gdy na
myśl przyszło jej imię mężczyzny. Ainoha w przyszłym tygodniu
organizuje ślub piłkarzowi. Spojrzała na przyjaciółkę. Serce
jej krwawiło. Blondynka zacisnęła usta w wąską linię, nie chciała ponownie się rozklejać.
-
Brat- odparła jak gdyby to jej już nie dotyczyło. Jakby ją już
nie ruszało. Znała ją za dobrze, żeby dać się nabrać na tą
postawę obronną. Nie mogła sobie nawet wyobrazić tego jak czuje
się Ainoha.
-
Rozmawiałaś z nim ?- po tym pytaniu blondynka opisała przyjaciółce dzisiejsze spotkanie.
-
Jak sama widzisz nie mam o czym...
-
A ja myślę, że wręcz przeciwnie...- posłała jej blady uśmiech
i wyszła z jej gabinetu. Czuła, że powinna dać jej chwilę czasu,
ale to nie znaczy że ją zostawiła. Musiała teraz być blisko.
Wychodząc z gabinetu Ainohy poczuła ukłucie w sercu. Ai została zdradzona, ale ona również poczuła się... upokorzona. Przypomniała sobie wszystkie ich spotkania, w
grupie i w pojedynkę. Nie mogła uwierzyć, że grał przed nią w
taki sposób. Myślała, że są przyjaciółmi... Na biurku wibrował
jej telefon. Przywołała go telepatycznie.
-
Leire Martinez- odebrała przychodzące połączenie, w tak inny
sposób jak dotychczas. Zaśmiał się po drugiej stronie.
-
Arian Da Silva... Co tak oficjalnie ?- szlag ją trafił i jeszcze
ten jego pretensjonalny głos. Wiedziała, że się wygłupiał, ale
ta sytuacja nie przewidywała takich zachowań.
-
Arian Da Silva...- udała, że nie wie kim jest jej rozmówca- Aaaa !
Neymar ! - krzyknęła oskarżycielsko. Nastała cisza, której nie
miała zamiaru przerywać. Westchnął głęboko.
-
Lei... porozmawiamy ?- usłyszała pełną żalu i nadziei prośbę.
Zacisnęła dłonie w pięści.
-
Podejrzewam, że musimy...
***
Zastanawiała
się nad słowami przyjaciółki. Może faktycznie powinna wysłuchać
Rafaela ? Należały jej się wyjaśnienia bogatsze niż ta ich
nędzna wymiana zdań wczorajszego dnia. Długo wahała się nim w
końcu wybrała numer mężczyzny. Naszły ją wątpliwości. Akurat
w momencie, gdy chciała się rozłączać usłyszała swoje imię
wypowiedziane jak zwykle w wyjątkowy sposób.
-
Chciałam się spotkać...- zaczęła niepewnie zagryzając wargę.
Wiedziała, że zaskoczy go tą prośbą. Zaskoczyła samą siebie.
Potrzeba zobaczenia go była ogromna, ale przegrywała z chęcią
dowiedzenia się dlaczego stało się to, co się stało.
-
Kiedy tylko zechcesz...- miał taki podekscytowany głos. Taki
radosny. Zacisnęła zęby i zmrużyła oczy by się nie rozpłakać.
Tęskniła za nim, a widzieli się zaledwie dwa dni temu.
-
Dziś ? Kończę koło 18...
-
Przyjadę po Ciebie pod biuro- jego entuzjazm nie dał jej dokończyć.
Warga jej zaczęła drżeć. Wzięła głęboki oddech.
-
Wolałabym nie... - szepnęła - Będę czekała o 18:30 w Cantina
10.
-
Ainoha !- zawołał, gdy chciała zakończyć połączenie.
-
Tak ?- głos jej zadrżał, za co zganiła się w duchu. Skoro nie
daje sobie rady przez telefon to jak da twarzą w twarz ?
-
Dziękuję- zagryzła wargi. Odłożyła telefon i odchyliła się na
swoim obrotowym krześle. Spojrzała przez okno. Krajobraz nieco
dodał jej odwagi. To jej miasto i nikt nie spowoduje, że będzie
się w nim źle czuła.
tragedia.
Jaka tragedia, co? Rozdział jest cudowny! :*
OdpowiedzUsuńNie dziwie się zachowaniu Ainohy, ale nie dziwie się też temu co kierowało chłopakami, gdy oszukiwali dziewczyny xd Co nie zmienia faktu, że zachowali się jak gnojki XDD
Już chce się dowiedzieć co wydarzy się w następnym rozdziale :P
Weny ♥
Cierpliwości :D
Usuń♥♥♥
Tragedia? Mi się bardzo podoba. :D
OdpowiedzUsuńRozumiem obie strony, ale i tak czuje żal do chłopaków.. Mogli oklamac je na "dzień dobry", ale powinni wcześniej wyjawić prawdę. Cóż.. Czekam na kolejny rozdział, bo jestem ciekawa ich rozmowy. :)
♥
Usuń<3
OdpowiedzUsuńKocham to, jak rozbudzasz we mnie przeróżne, najczęściej sprzeczne, emocje! Z jednej strony nie dziwię się Ai, bo ja też bym się wkurzyła i możliwe, że nawet nie dałabym się namówić na spotkanie i rozmowę z Rafaelem. Ale z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć po części i Alcantarę, bo wiem, że zrobił to niejako z troski o swoją ukochaną...
Niemniej jednak nie mam pojęcia, jak Ty to dalej, kochana, pociągniesz. Co wymyślisz? Pewnie mnie znowu zaskoczysz. :D Ale to dobrze! Bo ja uwielbiam Twoje pomysły i już niecierpliwie czekam na next!!
Buziaki, kochana ;*
Na pewno zrobię wszystko żeby Cię zaskoczyć... a czy mi się uda ? Zobaczymy :P <3
UsuńBuźka :**
Jaka znów tragedia, dziewczyno?! Twoje rozdziały i obecność Rafy w sumie to nawet mobilizuje mnie do pisania o swoim Rafie :D
OdpowiedzUsuńChłopaki postąpili naprawdę okropnie i tyle to ciągnęli... Ale... Ja tam bym im wybaczyła. Jakby jeszcze stanęli przede mną z bukietem kwiatów (wolę tulipany :D) i z miną zbitego psiaka, nie byłoby już wcześniejszego tematu :D
Czekam na kolejny rozdział!!!