Umówiła się z Ariano-Neymarem u niego. Miejsce publiczne odpadało, bo bałaby się, że mogliby ją zamknąć za publiczne zabójstwo, swoje mieszkanie skreśliła na samym początku, znała najkrótszą drogę do noży kuchennych. Wpisała kod do bramy, bywała tu tyle razy, że znała go na pamięć, nie miała jednak na tyle odwagi by wejść jak gdyby nigdy nic do środka, jak zwykle... Zapukała do drzwi i czekała na gospodarza. Stanął w drzwiach z przepraszającą miną. Była tak wściekła, że ledwo potrafiła nad sobą zapanować.
- Jak mogliście być takimi idiotami ?! - krzycząc wparowała jak tornado do salonu. Nie była tam sama. Spojrzała po twarzach, jeszcze dziś rano powiedziałaby, przyjaciół. Kiwała głową patrząc na nich z niedowierzaniem, z pogardą...
- Cześć Leire...- odwróciła się. Za jej plecami oparty o szafkę stał Hugo Rafael. Serce jej nieco zmiękło, gdy zobaczyła jego oczy. To już nie był smutek, to była rozpacz.
- Hej...- mruknęła. Objęła się dłońmi. W tym momencie zrozumiała, że to ona będzie pośrednikiem między nim a Ainohą. Po to ją tutaj ściągnęli. Ściągnął. Spojrzała z żalem na wchodzącego do salonu gospodarza.
- Przepraszam...- wiedział, że to on zawiódł ją najbardziej i wcale by się nie zdziwił, gdyby teraz wyszła. Skinęła głową, dając mu do zrozumienia by przestał.
- Muszę wiedzieć...- szepnęła. Patrzyła na Neymara, ale przeniosła wzrok na Rafę. Ona się tutaj nie liczyła. Ainoha cierpiała milion razy bardziej. -... to wszystko... - przewróciła oczami, czuła że zaczynają się szklić. Nie spodziewała się, że będzie ją to tyle kosztowało-...to też była część waszej gry ?
- Nie udawałem miłości Leire...- wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, czy mogę Wam wierzyć... Chyba nie do końca zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście. Z tego co zrobiłeś...- poprawiła się znów mówiąc tylko do chłopaka przyjaciółki. Usiadł na przeciw niej na fotelu chowając twarz w dłoniach. Spojrzała na chłopaków siedzących po jej lewej stronie na sofie. Każdy z nich posyłał jej przepraszające spojrzenie. Poczuła dłonie Neymara na swoich barkach. Uniosła wzrok, spojrzała na niego i pokręciła głową. Zrozumiał, z pewnym ociągnięciem zabrał swoje dłonie z jej ramion. Złapała się za głowę. - Możecie mi to jakoś wytłumaczyć, bo ja naprawdę nie łapię...- szepnęła rozpaczliwie. Nie chciała, by tak wyszło, ale po prostu nie dała sobie rady z targającymi nią emocjami. Popatrzyła wymownie na gospodarza.
- Jesteśmy zawodowymi piłkarzami...- przewróciła oczami, dalej to do niej nie docierało - Lei... Nie masz pojęcia jak wygląda nasze życie. Wokół trąbią, że życie piłkarzy jest zajebiste... Zarabiasz kupę kasy za robienie czegoś co kochasz... Ale to są tylko pozory. Nikt nie zwraca uwagi na to ile masz wyrzeczeń, że rezygnujesz praktycznie ze swojego życia. Nigdy nikomu nie możesz zaufać na 100%. Nie masz pewności, czy ktoś spędza z Tobą czas bo Cie po prostu lubi czy ze względu na Twoją osobę, sławę, pieniądze... Gdy spotkaliśmy Was wtedy w klubie...- uśmiechnął się na wspomnienie tamtego dnia, Leire także- Widziałaś co się działo między Ainohą a Rafą. Nie znałyście nas. Byliśmy anonimowi. Anonimowi w Barcelonie ! To co początkowo miało być ochroną naszych dup, przerodziło się w ochronę Was. Życie niemal pod ostrzałem aparatów jest naprawdę trudne. Piłkarze to już nie tylko sportowcy, robią z nas celebrytów, biegają za nami po mieście, wchodzą niemalże do łóżka. Termin prywatność nie funkcjonuje...
- Przez osiem miesięcy żyłyśmy nieświadome waszych osób a Ty mi mówisz, że prywatność nie istnieje ?!- krzyknęła- Ile razy pojawialiśmy się w miejscach publicznych ?! Ile razy siedzieliśmy w restauracjach pełnych ludzi, w parkach ? Ile razy byliśmy w kinie ?! Nigdy nikt Was nie zaczepił, nie poprosił o zdjęcie, nikt nigdy nie zrobił zdjęcia Nam, żadna z nas nigdy nie pojawiła się w gazetach ! Skoro nie macie w ogóle prywatności to jak do jasnej cholery dokonaliście takiej zasłony ? Jak udało Wam się to ciągnąć tyle czasu ?!
- Każde nasze wyjścia były planowane...- do dyskusji włączył się Rafa. Starła łzę spływającą po policzku. - Mamy kogoś, kto zarządza mediami, więc każde wspólne zdjęcie było blokowane. Spotykaliśmy się zawsze z naszej inicjatywy, w naszych miejscach, na naszych warunkach...- z każdym jego słowem po twarzy hiszpanki niekontrolowanie spływały łzy, które natychmiast ścierała. Wszystko zaczęło jej się układać w miarę logiczną układankę. Nie mogła w to uwierzyć. Naprawdę nie mogła wyjść z szoku. To było jakieś nierealne przedsięwzięcie pr-owe
- Chcieliśmy Wam powiedzieć...- mruknął wcześniej milczący Bartra.
- Kiedy ? - spojrzała zaczepnie spod brwi na chłopaka. Spuścił wzrok.
- Naprawdę lepiej było wymyślić Hugo Gonzaleza ? O czym Ty myślałeś ciągnąc to tyle czasu ?!- uparcie wgapiała się w Brazylijczyka.
- Jak ją zobaczyłem w klubie, pomyślałem tylko super dziewczyna. Później ta dziewczyna pozwoliła mi się poznać, pozwoliła się do siebie zbliżyć i wtedy zrozumiałem, że wyznanie jej prawdy doszczętnie zniszczy to co się między nami zaczęło dziać... Wiem jakie to głupie, ale naprawdę bałem się, że jak jej powiem, że jestem piłkarzem, to odejdzie, a już wtedy się zakochiwałem. Ja ją naprawdę kocham i wszystko co zrobiłem, zrobiłem by ją chronić ! I wiem, że możesz mnie teraz nienawidzić, ale musisz mi pomóc. Proszę Cię Leire ! - nie spodziewała się, że zobaczy w jego oczach łzy. I to chyba był ten moment, w którym zrozumiała jak bardzo ważna dla niego jest jej przyjaciółka.
***
Do restauracji przyjechała sporo przed czasem. Usiadła w najodleglejszym krańcu. Zdala od wszystkich. Przysięgła sobie, że nie uroni ani jednej łzy, że nie będzie więcej płakać z winy tego człowieka. Wiedziała po co przyszła i miała nadzieję, że uda jej się ten plan zrealizować w 100 %. Emocje wzięły górę, gdy zobaczyła go zbliżającego się do stolika, przy którym siedziała. Włożył jej ulubioną koszulkę. Zachwycała się jego wyglądem, za każdym razem gdy miał ją na sobie. Zawsze lubiła go w bordowym, mówiła że świetnie kontrastuje z jego karnacją. Zganiła się za te myśli. On już nie był jej Hugiem. Był obcym Rafaelem.
- Cześć...- mruknął jej na ucho, gdy pozwoliła pocałować się w policzek na przywitanie.
- Hej...- wyszeptała uważnie rejestrując każdy jego ruch.
- Jesteś głodna ?- zapytał z troską, gdy podszedł do nich kelner.
- Dużą colę poproszę...- uśmiechnęła się blado do młodego chłopaka, ignorując pytanie współtowarzysza.
- Dwa razy- dodał piłkarz odkładając kartę na bok. Kelner skinął głową i odszedł zostawiając ich w kompletnej ciszy. Żadne nie miało odwagi wykonać pierwszego kroku. Ona uporczywie prześwietlała go wzrokiem. Wariował od błękitu jej tęczówek. Wszyscy wokół śmiali się, że jest jedyną osobą, która potrafi wszystko wyczytać z jej oczu. Teraz wiedział, aż za dużo. Czuła, że sam z siebie się nie odezwie, a siedzenie i patrzenie w jej ukochane oczy sprowadzi ją na dno. Kelner przyniósł ich zamówienie.
- Chcę tylko wiedzieć dlaczego...- spojrzała na niego z żalem. Przygryzła lekko dolną wargę, bo czuła że zaczyna drżeć. Nie zobaczy jej łez. Nie da mu tej satysfakcji.
- Bo Cię kocham...- odparł jakby to była oczywista oczywistość. Prychnęła.
- Przestań pieprzyć ! - uniosła się - Nie tworzy się fałszywej tożsamości z miłości ! Do czego byłam Ci potrzebna ? Powiedz mi co chciałeś osiągnąć ?- głos jej się łamał, ale postanowiła sobie, że będzie dzielna i musiała dotrzymać obietnicy.-Zadeptałeś moją pewność siebie... Człowieku Ty mnie zniszczyłeś ! Chciałeś mieć satysfakcję, że rozkochasz w sobie głupią naiwną dziewczynę ?! Gratulacje, udało Ci się ! - sprawiała mu tym ból. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak wielki. Docierało do niego, że naprawdę ją skrzywdził. A nigdy, przenigdy nie chciał do tego dopuścić.
- Ainoha posłuchaj...- starał się jej przerwać, ale nie dawała za wygraną.
- Jak mogłeś zrobić coś takiego...- rozklejała się. Zacisnęła dłonie w piąstki jakby to miało jej pomóc zebrać resztki sił.
- Ainoha, wysłuchaj mnie...- nachylił się nad stolikiem, by mieć jak najlepszy dostęp do jej oczu.- Początkowo, przyznaję chroniłem siebie, ale z czasem.... Zakochałem się i nie było ważniejszej rzeczy niż ochronienie Ciebie przed tym co mogło Cię spotkać. - powtórzył jej dokładnie to, co parę godzin wcześniej powiedział Leire. Modlił się by zrozumiała.
- Skoro chciałeś mnie chronić... Dlaczego powiedziałeś mi o tym teraz ?- schował twarz w dłonie.
- Nic nie rozumiesz...- wyszeptał. Mylił się, rozumiała. Naprawdę starała się go zrozumieć i o ile zamysł miał nie najgorszy to wykonanie fatalne. To był ten moment, w którym już nie mogła dłużej utrzymywać emocji na wodzy. Głos jej drżał, w gardle tkwiła gula, a z oczu lały się strumienie łez.
- To Ty Rafa nie rozumiesz... Nie rozumiesz na czym polega związek. Nie da się zbudować szczerej relacji na kłamstwie. Spędziłeś ze mną osiem miesięcy i nie miałeś skrupułów udawać kogoś innego. Okłamywałeś mnie każdego dnia... W żadnym momencie nie byłeś sobą...- skorzystał z tego, że ugrzęzł jej głos. Musiała wiedzieć jak ważna jest dla niego.
- Bałem się, że jak poznasz prawdę to przykleisz mi metkę wiecznie zdradzającego piłkarza... bałem się, że mnie zostawisz...
- Teraz się nie boisz ?- wyszeptała ścierając kolejne łzy. Zacisnęło ją w dołku, gdy zobaczyła łzy u niego.
- Byłem sobą Ai... Każdego dnia, w każdej chwili, w każdym dotyku, spojrzeniu... to byłem ja.- to już nie było zwykłe wyznanie, zapewnienie, to był okrzyk rozpaczy. Pokręciła smutno głową.
- Już Ci mówiłam... Rafaela, który tutaj siedzi, nie było wtedy w Guellu, nie biegał ze mną w Aigues, to nie on mnie pocałował wtedy przed restauracją... W tamtym chłopaku się zakochałam. Niezależnie od tego czy byłby właścicielem klubu czy światowej sławy piłkarzem. On by mnie tak perfidnie nie oszukał... Jego tutaj nie ma. Mogłeś mi po prostu zaufać...- zatonęła w jego czekoladowych tęczówkach- skoro rzekomo mnie kochałeś...
- Kochanie, musisz mi uwierzyć...- wyszeptał rozpaczliwie. Czuł, że ją traci. Ujął jej leżące na stoliku dłonie w swoje i przysunął sobie do ust. Patrzył jej głęboko w oczy, podczas gdy ona kiwała z niedowierzaniem głową. Delikatnie uwolniła swoje dłonie.
- Uszanuj moją prośbę i zostaw mnie w spokoju Rafa.- zobaczył w jej oczach to czego tak bardzo się obawiał. Skreśliła go. Na zawsze wykreśliła go ze swojego życia.
No i się stało - poryczałam się. ZNOWU. :'(
OdpowiedzUsuńCzekam na kontynuację, bo to się tak nie może skończyć, prawda? Och, błagam, napraw to! ;*
Zobaczę co będzie się dało zrobić :P :*
Usuńa do końca jeszcze daaaaleko :D
Nieeee :( jak moglas zakończyć w takim momencie?
OdpowiedzUsuńCzekam na kontynuację!
A miałam nie płakać xd
OdpowiedzUsuńAle przecież będzie dobrze, prawda? :)
Jestem niemal pewna, że na ślubie Thiago wydarzy się coś :D
Weny ♥
Zapraszam też na ósemką do Marca i Mili D:
Usuńhttp://ekghymsbkdjs.blogspot.com/2017/03/octavo-testimo-milagros.html
Na ślubie na pewno COŚ się wydarzy, ale co... ? :D
UsuńJuż do Ciebie lecę ! :*
Kretyni, kretyni i jeszcze raz kretyni. Chyba pod każdym rozdziałem ich krytykuję, ale taka prawda... też czekam na to wesele Thiago i Julii! Czuję, że będzie ciekawie!
OdpowiedzUsuń