poniedziałek, 20 marca 2017

décimo



Od trzech dni termin prywatność nie istniał w jej słowniku. Była pod telefonem 24 godziny na dobę. W końcu nie codziennie organizuje się ślub piłkarskiej gwiazdy.
Niemal od samego świtu biegała po winiarni pod Barceloną pilnując, by wszystko było idealnie. Miała wokół siebie mnóstwo pracowników, ale nie była by sobą, gdyby nie musiała dopilnować wszystkiego osobiście. Stanęła na ołtarzu zbudowanym w ogrodzie oceniając czy wszystkie krzesła są w równym rządku. Zobaczyła machającą do niej spod domu pracownicę. Wydała polecenia i podeszła do niskiej szatynki.
- Szefowo, ktoś wita gości ? - zauważyła przerażenie w jej oczach. Wcale się nie dziwiła. Była 12 a ślub zaplanowano na 16 !
- Jakich gości ?! Jest za wcześnie...- dłonią przeczesała swoje lekko pofalowane włosy, szukając idealnego rozwiązania.
- Cztery samochody właśnie próbują wjechać na teren, ale chłopaki nie wiedzą czy mają wpuszczać... - relacjonowała żywo dziewczyna. Zaczynała ją delikatnie denerwować nieporadność pracowników.
- Co to znaczy zastanawiają się ?! To są goście ! Wpuszczać ! - krzyknęła, a dziewczyna natychmiast przekazała jej instrukcje przez interkom. Zastanawiała się kogo wysłać na powitania.
- Marco ?- skontaktowała się przez słuchawkę w uchu z jednym z najlepszych swoich ludzi.
- Jestem... - usłyszała po chwili.
- Wyślij mi kogoś do powitania na już !- Mężczyzna miał w swojej ekipie 6 osób, z tego jedną wyznaczoną na powitanie ale dopiero od 14.
- Nie ma opcji. Moi są zajęci... Adrian z Maria siedzą z młodymi...
- Ok. Informuj mnie jak coś się zmieni.- przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na dziewczynę, której imienia nie mogła sobie przypomnieć. Była nowa. Rozejrzała się po terenie. Kwiaty były ustawione, ołtarz gotowy, stoły ustawione. Z trudem uznała, że nie jest tu chwilowo niezbędna.
- Szefowo bo już jadą... - niecierpliwiła się dziewczyna, ale wystarczyło jedno spojrzenie, by zamilkła.
- Joey ! -krzyknęła do dekoratora- Idę na powitanie ! Jestem pod interkomem ! - postawny mężczyzna machnął jej ręką, dając do zrozumienia, że zrozumiał. Nie miała wyboru. Brakowało jej ludzi, nie mogła pozwolić, by coś poszło nie tak. Tego zlecenia nie mogła zawalić. Spotkała się z niedowierzającym spojrzeniem brunetki. Popatrzyła na nią wymownie.
- Jak mniemam czymś się zajmujesz, tak ?- skinęła głową- To wracaj do pracy i jakby co wiesz gdzie mnie szukać...- uśmiechnęła się blado. Poprawiła włosy i swoją długą bordową suknię. Ustawiła się z listą gości przy wejściu. Chwilę później na podjeździe zaparkowały cztery Audi. Zamroczyło ją, gdy zobaczyła stalowo szarą Q7. Przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniała, że tu będzie, że to ślub jego brata organizowała. Wzięła głębokie oddechy, gdy z samochodów zaczęli wychodzić znajome jej osoby.
- Ainoha... ?- zagryzła wargę, gdy zbliżył się do niej Marc. Uśmiechnęła się blado. Musiała być profesjonalna.
- Ainoha Sanchez... jestem organizatorem tego wesela. Witam Państwa bardzo serdecznie.- przedstawiła się, bo wśród jej znajomych były osoby, które widziała pierwszy raz w życiu. Wyszukała nazwisko piłkarza na liście.
- Marc, zapraszam...- uśmiechnęła się przyjaźnie do oniemiałego piłkarza. Na zmianę zamykał i otwierał usta. Byli prawie 100 km od Barcelony, nie mógł uwierzyć, że ją tu spotkał ! Odwrócił się gwałtownie.
- Ainoha... - szepnął. Nie wierzył. Co robiła na ślubie jego brata ? Uniosła wzrok. Stał dokładnie na przeciw niej. W czarnym smokingu pod muszką prezentował się nad wyraz elegancko. 
- Rafael Alcantara...- jego nazwisko z trudem przeszło jej przez gardło. Musiała odchrząknąć, by pozbyć się budującej się guli-... jako świadka zapraszam Pana na piętro. Sandra Panu wszystko wytłumaczy...- stał jak wryty. Jak ona pięknie wyglądała ! Nie miał pojęcia, że to właśnie ona jest organizatorką, którą niemal pod niebiosa wychwalała jego przyszła bratowa.
- Ainoha...- złapał ją na wysokości łokcia zbliżając się znacznie. Naprawdę dzieliła ich minimalna odległość. Gdy poczuła zapach jego perfum, mocniej ścisnęło jej żołądek. Stali w równej linii, ramię w ramę. Uniosła wzrok. Popatrzyła mu najpierw ze złością w oczy, po czym spojrzała wymownie na miejsce, gdzie zacisnął dłoń. Znacznie poluzował uścisk.
- Puść mnie- syknęła. Całą sytuację z niemałym zaciekawieniem obserwowali pozostali goście. Puścił ją odsuwając się nieznacznie. Przeniosła wzrok na wysokiego bruneta trzymającego za rękę brunetkę w długiej granatowej sukni.
- Lorena Lopez, Cristian Tello- przedstawili się, by mogła zaznaczyć ich na liście. Miała wrażenie, że wyraźnie przyglądają się jej każdemu ruchowi. Odznaczyła nazwiska pozostałych par. Miała nadzieję, że Rafael zniknie razem z nimi w ogrodach, jednak on twardo stał w tym samym miejscu, czekając aż skończy.
- Musimy porozmawiać...- zaczął, gdy zostali sami.
- Pracuję to raz, nie mam o czym z Tobą rozmawiać to dwa... - mruknęła, w ogóle na niego nie patrząc.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że organizujesz wesele Thiago ?- spojrzała na niego spod ukosa.
- Bo nie powiedziałeś mi, że jest Twoim bratem...
- Kiedyś zrozumiesz, że chciałem Cię ochronić...- wyszeptał całując ją w głowę. Zaplatał dłonie na jej brzuchu. Przymknęła oczy. Rozkoszowała się nim i było jej z tym tak dobrze. Poczuła, że delikatnie stara się ją odwrócić do siebie. Pozwoliła mu na to. Pozwoliła, by przytulił ją do swojej klatki, by znacznie zbliżył swoją twarz do jej. Delikatnie musnął jej wargi...
- Przepraszam...- mruknął, a ona otrzeźwiała. Odzyskała zdrowy rozsądek, wyobrażenia znikły, odsunęła od siebie marzenia o pocałunku. Spojrzała z prawdziwą nienawiścią prosto w jego czekoladowe tęczówki.
- Ja Ci już nie wierzę w ani jedno słowo...- wyszeptała. - Muszę wracać do pracy... - oznajmiła wyplątując się z jego objęć i zniknęła w środku hotelu.
***
- To Julia stała na balkonie, Romeo czekał na dole- przestraszył go głos Thiago. Myślał, że jest tutaj sam. Stał na tym balkonie już pewnie od dobrej godziny.- Co Ty tu w ogóle robisz ?- starszy brat spojrzał na niego z wyrzutem wychylając się za balustradę. - Aaaaa- wyszczerzył się i zamachał brwiami. Zignorował to. Wiedział, że nie powinno go tu być, że powinien teraz wspierać brata, w czymś pomóc, ale nie mógł... Nie radził sobie z jej odejściem. Całą drogę z Barcelony spędził na pracy nad sobą, obiecał sobie, że dziś nie pomyśli o niej nawet przez chwilę, że nie będzie się obwiniał. Dziś to Julia i Thiago mieli być na pierwszym miejscu. Ale wszystko się zmieniło, gdy ją zobaczył przy wejściu. Gdyby nie reakcja Bartry myślałby, że ma omamy, że zwariował. Wcale by go to nie zdziwiło... Z jednej strony nie mógł sobie wybaczyć tego co zrobił, z drugiej nie mógł pojąć, jak mogła nie rozumieć tego, że chciał ją w ten sposób chronić. Ona nie rozumiała tego świata. On sam chyba nie ogarniał go do końca. - Organizatorka...- mruknął szczęśliwy Thiago, dźgając go pod żebra. Młodszy z braci Alcantara potarł twarz dłońmi. - Ainoha...
- Sanchez...- gdy dokończył czuł na sobie zdziwione spojrzenie brata.
- Znacie się ?- jednego razu, gdy wrócił po jednej z pierwszej randek z Ainohą, w domu niespodziewanie czekał na niego brat. Widział przecież, że zachowuje się inaczej. Zawsze był radosny, ale to był inny jej rodzaj. Opowiedział mu o niej, pominął fakt, że nie wiedziała kim jest.
- Ainoha - popatrzył wymownie na brata. Zrozumiał. Przypomniał sobie rozmowę o niej. Uśmiechnął się jeszcze szerzej przyglądając się stojącej przy wejściu blondynce. Musiał przyznać, że Rafa miał dobry gust. Niewątpliwie była piękną kobietą.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że organizatorką mojego wesela jest moja przyszła bratowa ?!- wiedział jak wzięło jego młodszego brata. Nigdy go takiego nie widział. Trochę się zdziwił, że przyszedł na ślub sam, ale już wcześniej wiedział, że dziewczyna jego brata nie dostanie wolnego. Skąd mógł wiedzieć, że nie dostanie wolnego, bo organizuje ten ślub ?! Zaniepokoiła go mina Rafy, który spojrzał na blondynkę raz jeszcze i wszedł do środka.
- Rafa ?- coś mu w tym nie grało. Poszedł za bratem. Zobaczył go siedzącego na sofie, chowającego twarz w dłoniach. Już wiedział, że jest źle. - Rozstaliście się ?- pokiwał przecząco głową.
- Nigdy nie byliśmy razem...- mruknął. Thiago się zaśmiał. Ile razy rozmawiał z nim o tajemniczej dziewczynie ? Wiedział, że się spotykają. Podejrzewał, że brat się zakochał. Z opowiadań wynikało, że ona też.
- Jak to nie byliście razem, przecież...
- Pamiętasz jak Ci o niej mówiłem ? Jak się poznaliśmy ?- skinął głową. Oczywiście, że pamiętał. - A pamiętasz jak Bartra opowiadał Ci o zabawie w klubie ? Że poznaliśmy dziewczyny, które nas nie znały, więc wymyśliliśmy sobie nowe osobowości...
- Hugo Gonzalez ! Żartujesz w życiu tego nie zapomnę !- zaśmiał się. Młodszy jednak z trudem skinął głową. Zaczął wiązać fakty, ale nie sądził, że jego brat mógłby być na tyle głupi, żeby ciągnąć coś takiego tak długi czas.
- To jest jedna historia. - teraz to starszy brat przetarł twarz dłońmi zastanawiając się czym mógł się kierować tworząc taką szopkę. - W zeszłym tygodniu powiedziałem jej prawdę...- mruknął. Thiago nie wierzył. Naprawdę nie wierzył. Jak można było być aż takim kretynem.- Zerwała ze mną wszystkie kontakty...
- A Ty jesteś zdziwiony ?- krzyknął. Zdziwił go nieco tak podniesiony głos brata. - Kurde Rafa, co Ty myślałeś ciągnąc to przez tyle czasu ?! - wydarł się. Naprawdę był wściekły.
- Chciałem ją chronić...- szepnął. Wiedział, że brat ma rację.
- Przed czym ?! - zaśmiał się w tej złości. - Pozwoliłeś by się w Tobie zakochała. Sam się zakochałeś, a mimo to wmawiałeś jej, że jesteś kimś zupełnie innym ! Jak mogłeś oszukiwać ją przez tyle miesięcy ?! I jeszcze jesteś zdziwiony, że dziewczyna nie chce Cie znać ? Rafa przed czym ty ją chciałeś chronić przed sobą ?!- wydarł się.
- Dobrze wiesz jak wygląda nasze życie ! Przed tym chciałem ją chronić ! - wstał patrząc wymownie na starszego brata. Ten tylko lekko się uśmiechnął.
- Julia wygląda, jakby sobie z czymś nie radziła ? - zaczął bardzo spokojnym tonem. Był jego młodszym bratem, musiał mu przecież jakoś pomóc- Jakby czuła się przytłoczona ? Zagubiona ? Thaisa musi uciekać przed paparazzo ? Czuje się osaczona ? A na przykład Lorena ? Maite ?- pokiwał przecząco głową. - Więc jedyne przed czym mogłeś ją chronić to byłeś Ty sam... Kochasz ją ?- przyjrzał mu się uważniej. Wiedział, że nie skłamie.
- Kocham- usłyszał z jego ust po raz pierwszy. Uśmiechnął się lekko.
- I boisz się przyznać sam przed sobą, że chciałeś ochronić sam siebie. Bałeś się, że polubi Cię przez pryzmat tego co robisz. Że będzie chciała czas spędzać nie z prawdziwym Tobą, tylko Rafinhą. Bałeś się Rafa. Bałeś się, że możesz ją stracić. I co warto było kłamać ?- popatrzył bratu w oczy. Stał jak osłupiały. Wiedział, że ma rację. Poklepał go po ramieniu i ruszył do drzwi.
- Naprawdę robiłem to dla jej dobra i naprawdę zrobiłbym wszystko, żeby ją ochronić...
- Wystarczyło być sobą- Thiago odwrócił się.
- Kocham ją....
- To dlaczego jej po prostu nie zaufałeś ? - nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie. Natomiast zobaczył łzy w jego oczach. Do pokoju z hukiem wparowała Thaisa.
- Wszyscy Was szukają ! - wydarła się na obu. Zatrzymała się, gdy zobaczyła ich miny. - Wszystko w porządku ?- spojrzała opiekuńczo na Rafaela.
- Ta... taka braterska pogawędka !- zaśmiał się najstarszy z braci zarzucając rękę na ramię brata.
- Czas się ożenić...- spojrzał na swój zegarek. Uśmiechnął się szeroko obejmując rodzeństwo.
***
Była naprawdę dobrym obserwatorem. Z pewną nostalgią przyglądała się przyjaciołom młodych zgromadzonych wokół basenu. Stała na uboczu, miała tu idealny widok na cały ogród. Pozwoliła sobie nawet wypić lampkę szampana, na którego tak gorąco namawiał współpracujący z nią kelner Paco. Spojrzała na cały teren, jej ekipa wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Była dumna z tego przedsięwzięcia. Dumna, że cały ślub wyszedł tak pięknie.
- Marc ! - młody mężczyzna stojący z partnerką przy basenie machał do przechodzącego Bartry. Przyglądała się im od dłuższego czasu. Wygłupiali się w trójkę więc uznała, że dobrze się znają. Co chwila docierał do niej dźwięczny śmiech kolegi. Zaplotła dłonie na piersi, upijając małego łyka z kryształowego kieliszka. Podświadomie wyszukała go w tłumie gości przy stolikach. Bardzo się starał, ale ona widziała, że coś jest nie tak. Coś go gryzło. Zastanawiała się czy... Nie. Nie powinna. To była jego wina. To on ją oszukał. Ale to ona podjęła decyzję... Przeniosła wzrok z powrotem na parę przy basenie i Marca.
- Zrób nam zdjęcie...- Marc wziął wyciągnięty w jego stronę telefon. Para ustawiła się, a on starał się złapać jak najlepsze światło. Oczywiście w swoim błazeńskim stylu, który tak bardzo ją rozczulał.
- Tello uśmiech !- zaśmiał się. Pstryknął fotki. - Na instagram ?- oddał telefon dziewczynie piłkarza.
- No niech ludzie wiedzą, że Julia i Thiago biorą ślub !- zaśmiał się brunet wybierając z ukochaną najlepsze ujęcie. Wyciągnęła swój telefon i wyszukała mężczyznę na portalu, chwilę później odnalazła profil jego kobiety. Trzy minuty później zrobione chwilę wcześniej zdjęcie miało 20 tyś serduszek. Przeraziło ją to. Ona sama czułaby się co najmniej dziwnie, gdyby każde opublikowane przez nią zdjęcie znajdywało się na stronach poświęconych 'stowarzyszeniu WAGS'.
- Ainoha...- rozmyślania przerwał jej głos w słuchawce w uchu.
- Jestem, Marco.
- Potrzebuję Cię na sali.
- Już idę...- mruknęła. Bała się, że coś się stało. Coś co może zaważyć nad atrakcyjnością wesela, więc czym prędzej popędziła do budynku. Starała się przemknąć niezauważona obok Bartry. Ale jak to bywa im bardziej się starasz, tym gorzej Ci wychodzi.
- Ai ! - zawołał za nią, by chwilę później dołączyć do niej w drodze na salę weselną. - Jak się bawisz ?- wyszczerzył ją. Wspominała już jak ją rozczulał i bawił ? Uśmiechnęła się.
- Marc, ja tu pracuję- puściła mu oczko.
- Idę ! Powiedz Margo żeby wysłała kelnerów na zewnątrz !- nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mówiła do słuchawki, ale piłkarz nie mógł o tym wiedzieć, to też patrzył na nią jak na wariatkę. Parsknęła śmiechem odchylając włosy pokazując piłkarzowi małą słuchawkę z mikrofonem w uchu. - Jak już mówiłam pracuję. Jak Ty się bawisz ? Powiedz, że wszystko jest okej, a ślub wyszedł pięknie - skrzyżowała palce, żeby nie zapeszyć. Zaśmiał się.
- Widziałaś, żeby na jakimkolwiek ślubie wszyscy goście ryczeli ?! Nigdy ! Najlepszy ślub na jakim do tej pory byłem, przyrzekam ! Aż sam bym się hajtnął !- uśmiechnął się promiennie kładąc sobie rękę na piersi. - Nie wiedziałem, że organizujesz wesela...- spojrzał na nią z ukosa.
- A ja nie wiedziałam, że jesteś piłkarzem- puściła mu oczko, ale poczuł się głupio. - Jesteśmy kwita.
- Rozmawialiście ?- spojrzała na niego pytająco. Głową wskazał na stojącego przed wejściem ze znajomymi Rafę. Pokręciła głową.- Może...
- Mówiłam Ci już... nie interesuje mnie dzielenie się swoją prywatnością z całym światem. Nie odnalazłabym się w życiu na świeczniku. Mnie nie rajcuje grzanie się w świetle jego sławy i na pewno nie nadaję się na WAG...-Uśmiechnęła się blado. Wspięła się na palcach i musnęła policzek kolegi. - Naprawdę miło Cię było poznać Marc...- wyszeptała. Stanął w bezruchu. Pożegnała się z nim.
- Ainoha ! - zawołał za nią, ale się nie odwróciła. Nie słyszała przez dudniącą muzykę wydobywającą się ze środka lub po prostu tak było łatwiej.
- Rafa ! - krzyknął. Bez reakcji. - Rafinha ! - przekrzyczał muzykę i wszystkie rozmowy wokół, bo nagle zebrał wszystkie spojrzenia. Jego także. Skinął mu głową wskazując na znikającą w hotelu hiszpankę. Porozumieli się bez słów. Zrozumiał, że dzieje się coś złego. Przeprosił znajomych i pobiegł za blondynką.
Weszła do sali, gdzie w najlepsze trwało przyjęcie weselne. Przemknęła przez parkiet kierując się w stronę chodzącego nerwowo Marco. Ich praca praktycznie właśnie się skończyła. Teraz mieli zostać już tylko ich kelnerzy, ochroniarze i zaledwie parę osób do przypilnowania całości.
- No jesteś wreszcie ! - pociągnął ją za sobą, do ich centrum dowodzenia.
- Co się dzieje ? - dopiero teraz zauważyła, że zgromadził się tu niemalże cały sztab jej ludzi. Zaczęła się denerwować. To chyba było ich pierwsze tak duże zlecenie i zdecydowanie pierwsze dla znanej osoby.
- Ainoha ! - usłyszała pisk za sobą, a gdy się odwróciła 'napadła' na nią Julia, panna młoda. Uśmiechnęła się promiennie, przytulając kobietę. - Chcieliśmy Wam serdecznie podziękować- złapała świeżo upieczonego męża za rękę. - Nie wiem jak tego dokonaliście, ale wszyscy są absolutnie oczarowani. Stworzyliście coś niesamowitego i sprawiliście, że przeżyliśmy naprawdę najlepszy dzień w swoim życiu. Nie spodziewałam się, że wszystko wyjdzie aż tak pięknie. I jestem prze szczęśliwa, że udało się uniknąć żadnych niemiłych sytuacji. I że mimo wszystko- spojrzała kątem oka na męża- udało się utrzymać uroczystość w tajemnicy i mimo ilości gości sprawić, że stała się rodzinna i kameralna- zauważyła błyszczące brylanciki w jej oczach. Uśmiechnęła się promiennie. - Dziękujemy- ucałowała ją w oba policzki. Gdy młodzi wyszli spojrzała na swój uśmiechnięty i gratulujący sobie zespół.
- A ja myślałam, że coś się stało ! - trzepnęła lekko ramię Marco wtulając się w niego. Naprawdę był to dla nich nie lada test i najwyższej klasy sprawdzian, który zdali na 6 z plusem. Strasznie żałowała, że nie było przy nich Leire, ale ona organizowała przyjęcie w Barcelonie. Miała poczucie, że to wesele przejdzie do historii ich firmy jako jedno z najlepszych i niewykluczone, że ustawi ją bardzo wysoko na rynku.
- Przepraszam jeszcze na chwilę... - zza drzwi wychyliła się postać Thiago.
- Możemy jeszcze coś zrobić ?- uśmiechnął się podekscytowany Marco.
- Tym razem, jakbym mógł...- piłkarz zmieszał się nieznacznie- Mógłbym porozmawiać chwilkę z szefową ?- uśmiechnął się do niej. Poczuła jak krew odchodzi jej z twarzy, a nogi stają się miękkie. Skinęła głową.
- W takim razie, do zobaczenia jutro ekipo- wzięła swoje rzeczy, uśmiechnęła się promiennie do swoich pracowników, zostawiając wszystko pod opieką Adriana i Marii.
Dała się przepuścić Panu Młodemu w drzwiach. Wyszła do holu, ale piłkarz poprowadził ją na zewnątrz. Zaczęła się niepokoić. Uśmiechnęła się niemrawo, gdy stanął naprzeciw jej. Zbierał się w sobie. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Wiedział, że jakby Rafa wiedział, prawdopodobnie by go zatłukł, ale też wiedział ile razy pomagał mu z Julią. Ile razy w fatalnych sytuacjach pomagał im z nich wyjść. Był mu to winny. Musiał mu pomóc. Zmieszała się. Przyglądał jej się uporczywie, ale się nie odzywał.
- Mogę jeszcze w czymś pomóc ?- zaczęła niepewnie. Wziął głęboki oddech.
- Trochę nie moja sprawa...- zaczął, uśmiechnęła się pewniej. Mogła się spodziewać.
- Chodzi o Rafaela ?- spojrzała na piłkarza. Starała się zagrać. Nie chciała pokazać jak bardzo jej zależy, co czuje... Podjęła przecież decyzję.
- Ainoha...- zdziwiła się trochę, bo o ile z żoną piłkarza była na 'ty', to z nim nie. Ale rozumiała, że wymagała tego od niego sytuacja. Przed nią już nie stał klient- Thiago, stał starszy brat- Thiago. - Wiem jakim kretynem jest mój brat...
- Ciężko się nie zgodzić...- mruknęła, a on się zaśmiał.
- No właśnie. - spoważniał- Nie chcę go bronić, bo absolutnie nie popieram jego zachowania, ale jest moim młodszym bratem i wiem, że wpadł jak śliwka w kompot. Widzę jak cierpi przez to co się stało...- przełknęła gorzko ślinę. - Nie chcę go ani zanadto usprawiedliwiać ani namawiać Cię do rzucenia mu się w ramiona, ale chcę Ci powiedzieć o jednej rzeczy...- popatrzył jej w oczy. Wcale nie dziwił się bratu, że w nich tonął. - Wiem od Marca o Guellu. Wiem kiedy Cię tam zabrał...- zmarszczyła brwi. Nie wiedziała o co chodzi.- Dla Rafy ten park to jest świętość. Za dzieciaka spędzał tam tyle czasu, że w końcu zaprzyjaźnił się z dozorcami. Jest prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która może tam wchodzić o każdej porze dnia i nocy. Wiesz dlaczego Ci o tym mówię ?- pokręciła głową. - Jak chciałem oświadczyć się Julii, poprosiłem by poprosił Johana, dozorcę, o możliwość wejścia tam wieczorem, po zamknięciu. - uśmiechnęła się lekko gdy przypomniała sobie tamte spotkanie- Nie zgodził się. Mimo tego, że wiedział o moich planach. Odmówił mi. Wiesz, że oprócz Rafy i dozorców nikt nigdy nie był tam w nocy ?- ponownie na nią spojrzał - No i teraz oprócz Ciebie. Powiedział mi wtedy, że to miejsce jest tylko jego. I że jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek tam z nim wejdzie, to będzie to jego żona - zaczynała czuć zbierające się pod powiekami łzy. Nie spodziewała się takiego wyznania. - Nie chcę Cię mamić tą historią, ale znam swojego brata. Widzę jak się zachowywał a jak zachowuje się teraz. Widzę jak dużo stracił. - nic nie mogła zrobić, pojedyncza łza spływała po jej policzku - ...musisz zrozumieć, że on nie chciał Cię skrzywdzić...- zaplotła dłonie na piersi. Gula w jej gardle narastała z każdym jego słowem. - Życie ze sportowcem jest trudne. Sam wiem najlepiej. Mama, tata, brat, siostra, kuzyni...- uśmiechnął się. Czuła jakby bał się zacząć. Bał się, że go pogoni.- Zabrzmi to teraz bardzo samolubnie, ale... sportowcy żyją w blasku chwały...- wiedziała do czego zmierza. Wiedziała, że ta szopka z Hugo, początkowo była testem. Wiedziała, ona wszystko to wiedziała. Ale nie mogła.- Zaufanie to podstawa...- to zdanie zadziałało na nią zdecydowanie cucąco. Poczuła się zraniona jeszcze bardziej.
- A jak ja mam mu zaufać skoro od pierwszego dnia mnie okłamywał ?- spytała oskarżycielsko. Brat jej byłego chłopaka spuścił wzrok. Tak myślała. - Może i to co mówiłeś o Guellu jest prawdą, ale dla mnie miłość to przede wszystkim szczerość...
- Ai...- po plecach przeszedł jej dreszcz. Stał za nią. Podszedł tak cicho, że nawet go nie słyszeli. Sądząc po minie Thiago, też go nie widział. Zesztywniała. Jedną ręką starła pozostałości po łzach. Wzięła głęboki oddech prostując się. Odchrząknęła.
- Tutaj moja praca się kończy. Bardzo dziękuję za współpracę- wyciągnęła dłoń do starszego Alcantary. Niepewnie i dopiero po chwili uścisnął ją.- Życzę wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia. Do widzenia.- odwróciła się z zamiarem opuszczenia posiadłości. Zaszedł jej drogę. Złapał jej brodę, by móc spojrzeć w oczy. Zmroziło go. Pokręcił głową. Nie czekał przytulił ją do siebie z całej siły. Nie zauważyli nawet, w którym momencie zniknął Thiago.
- To wszystko co Ci mówił, to była prawda Ai...- zapewnił całując ją w czoło. Skinęła głową.
- To co mówiłam ja, też... Naprawdę żałuję Rafa...- wyszeptała zostawiając go samego. Gonienie jej nie przyniosłoby żadnego rezultatu. Rozmowa z Thiago uzmysłowiła mu, że tak naprawdę się mylił. Zrozumiał, że to on popełnił błąd. Że to wszystko to była jego wina. Zrozumiał, że musi pozwolić jej odejść. Niezależnie od tego jak bardzo będzie bolało. A bolało jak cholera. Widział jak jedyna kobieta, którą naprawdę kochał odchodzi raz na zawsze i nie mógł nic zrobić. Jakoś nagle stracił ochotę na cokolwiek. Nie mógł zrobić żadnej, z głupich rzeczy jakie przyszły mu do głowy. Wciąż był świadkiem na trwającym weselu brata. Zacisnął zęby i wrócił na salę. Wszyscy jego znajomi dobrze się bawili. Spojrzał na brata, który tańczył z żoną na parkiecie. Szczęście i miłość biła od nich na kilometr. Rzucił wiązankę przekleństw pod swoim adresem. Usiadł przy barze. Wysokie krzesełka były puste. Chwilę później opróżniał kolejny kieliszek z tequillą.
- Rafa ! - Bartra położył mu dłoń na ramieniu. Usiadł obok. W zasadzie wcale nie musiał na niego patrzeć, by wiedzieć co się stało. Skinął głową.

- Odeszła. 



CHCIELIŚCIE WESELE MACIE WESELE...
ALE CZY ABY NA PEWNO TAK TO MIAŁO SIĘ POTOCZYĆ ??
DO NASTĘPNEGO ! :D

11 komentarzy:

  1. Thiago jest tu moim mistrzem i bohaterem, najpierw przez rozmowę z Rafą, a później z Ai. Może jednak coś z tego będzie?
    Omomom *.* Stara ekipa 91' ♡ Tello z Lloreną! I Maite, a skoro Maite to i Montoya :D Zaczynałam pisać, kiedy rodził się ich czas. To był najlepszy okres!
    Czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże... Dopiero poryczałam się, czytając książkę i wkurzając na to, że nie mam jej drugiej części, a Ty właśnie sprawiłaś, że poryczałam się po raz kolejny!! Tak mi się serce ściska na myśl o tej dwójce.. Nie wiem, jak postąpiłabym na miejscu Ai. To wszystko jest takie skomplikowane... Czekam na kolejny rozdział, kochana i zapraszam na moje nowe opowiadanie! loca-como-yo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę nie płakać ! :C
      Mam nadzieję, że to TA nowość, na którą tak bardzo czekam <3

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze jak mi brakowało tego opowiadania <3 Jest normalnie cudowne i z ogromną ciekawością zastanawiam co będzie dalej ;-) zapraszam też do siebie bo postanowiłam wznowić oba opowiadania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie się działo, tyle chyba nieskromnie mogę powiedzieć xD
      Zapraszam do śledzenia historii i z przyjemnością zajrzę do Ciebie ! :D

      Usuń
    2. To tym bardziej czekam z niecierpliwością ;-)

      Usuń
  5. No i znowu płaczę... (Siostra mi mówi, że mam iść z tym do psychologa bo to się robi chorę ale ćśś )XDD
    Faktycznie nie tak sobie to wyobrażałam, ale no może to jeszcze potoczy się w kierunki ich wspólnego szczęścia ;)
    Weny ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płakać mi tutaj proszę ! :P
      Może, może... zobaczymy do końca tej historii daleko :D <3

      Usuń
  6. Smutek, smuteczek :(
    Wierzę w to, że ich wspólna przyszłość jest jeszcze możliwa. ♥
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń