To
tylko zwykłe wyjście do restauracji. Wchodzisz, uśmiechasz się,
starasz się być w miarę miła, jesz i wychodzisz... Zwykła
kolacja Ainoha- tłukła sobie do głowy od samego rana. Nie mogła
sobie poradzić z paraliżującym strachem i chęcią jak
najszybszego odwołania spotkania oraz ekscytacją, która gdzieś w
niej się tliła, nie dając o sobie zapomnieć. Gdyby tego było
mało to od samiuteńkiego rana musiała się użerać z palącym
wręcz wzrokiem przyjaciółki. Czy ona nie mogła zrozumieć, że
umówiła się z tym Hugo tylko po to by dał jej spokój ?! Przecież
taka była prawda, więc zupełnie nie rozumiała dlaczego coraz
częściej łapała się na tym, że w gruncie rzeczy cieszy się na
to spotkanie. Przez spotkanie oczywiście rozumiała wyjście kumpli
nie wyjście potencjalnej pary. Piątki miała dość luźne,
potrafiła sobie tak zorganizować obowiązki, że zwykle w okolicach
13 była już w swoim mieszkaniu, zwyczajowo szykując się na jakieś
piątkowe wyjście. Tak było tym razem, z tym że nigdy nie miała
problemów z wyborem stylizacji. A dziś ? Stała już masę czasu
przeszukując niemal wszystkie półki z ciuchami. Sukienki,
spódnice, spodnie, koszule... nic nie wydawało jej się odpowiednie
na spotkanie nieznajomych znajomych. Jeszcze ta niepewność gdzie
pójdą. Zawsze miała kontrolę nad swoim życiem. Swoim i innych.
Uwielbiała kontrolować sytuację, a teraz nawet nie wiedziała
gdzie idzie, więc skąd mogła wiedzieć jak ma się ubrać.
Po
całych latach świetlnych spędzonych przed szafami, po zrobieniu z
mieszkania istnego śmietnika wystrojona i pachnąca punkt 19 wyszła
ze swojej klatki. Nie musiała się rozglądać, przyciągnął jej
spojrzenie. Stał oparty o stalowo-szare audi, biała koszula z
rozpiętymi trzema pierwszymi guzikami podkreślała jego ciemniejszą
karnację i dodawała mu nieco zadziorności. Złapała małą
torebeczkę w obie dłonie i niepewnie podeszła do mężczyzny,
któremu oczy wręcz zaświeciły się na jej widok. Długie blond
włosy podkręcone na końcach unosiły się i opadały z każdym jej
krokiem. Który to już raz tonął w błękicie jej oczu ? Jej
wygląd ? Ścięło go z nóg. Przez chwilę zapomniał jak się
oddycha. Jedno jest pewne, jeśli ona naprawdę zdecyduje, że to ich
pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie to po nim...
-
Ślinisz się...- oznajmiła jak gdyby nigdy nic, gdy podeszła
bliżej. Wystawiła dłoń w geście powitania. Mówi ślinisz się
na mój widok jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie !-
pomyślał. Zastanawiał się na ile to jej pewność siebie na ile
gra pozorów.
-
Pięknie wyglądasz...- udał, że nie słyszał jej wcześniejszej
uwagi. Minął także jej wystawioną w jego kierunku dłoń kierując
się bezpośrednio w kierunku jej policzka. Nie zdążyła
zareagować, musnął je ustami. Zauważył, że jego zachowanie
zdecydowanie jej się nie spodobało. Zauważył, że nie lubiła
tracić kontroli. Teraz miała jeszcze gorzej. W ogóle nie miała
kontroli nad sytuacją. Widział to w jej oczach. nie wiedziała czy
wsiąść z nim do samochodu czy może lepiej wziąć nogi za pas.
-
Ty też niczego sobie...- mruknęła lekko zawstydzona. Ooo czyżby
udało mu się ją zawstydzić ? Punkt dla niego ! Odchrząknęła.
Znów złapała go na tym jak się na nią gapi. Wiedziała, że
powinna wiać gdzie pieprz rośnie, bo przecież nie wiadomo kim on
do cholery jest, ale jakoś ją to bawiło... Mogłaby nawet pokusić
się o zdecydowanie przesadzone na chwilę obecną wyrażenie, że
między nimi wyraźnie iskrzy. Zreflektował się i otworzył jej
drzwi od samochodu. W czterech susach pokonał jego długość i
zasiadł za kierownicą. Chwilę później wyjeżdżali z ulicy
blondynki.
-
Jak już i tak zamknąłeś mnie w tym żelaznym czołgu...-
rozglądnęła się po samochodzie, palcami delikatnie przesuwając
po kokpicie udając brak satysfakcji. Droczyła się. Spojrzała na
niego kątem oka, wiedziała że faceci nie lubią jak ktoś
niepochlebnie wypowiada się o ich samochodzie. Żelazna zasada,
którą nauczył ją tata - skoro kupił taki samochód to był to
najlepszy samochód z możliwych. Niemal niezauważalnie się
wzdrygnął i napiął. Trafiła w punkt !- ... i nie mam jak z tego
zwiać... to może powiesz mi teraz gdzie mnie zabierasz ? - uniósł
zadziornie brew.
-
Po Twoim wyznaniu najchętniej gdzieś na klify, żebym miał
pewność, że AUĆ ! - nie dane mu było dokończyć, blondynka ile
sił w rękach trzepnęła jego ramię, patrząc z miną mordercy. -
Kochaniutka zapamiętaj... Jeśli facet kupił samochód, to znaczy
że jest to najlepszy samochód na Ziemi ! - zaśmiała się
dźwięcznie. Bingo ! On również nieznacznie uniósł końcówki
ust. - Nie wiem czego od niego chcesz... - pogładził z troską
kierownicę.- Ma ładny, niepowtarzalny kolor, jest postawny, ma
ciekawą sylwetkę... A w ogóle widziałaś światła ?! w nocy to
jest KOSMOS !- zwrócił uwagę na te bardziej wizualne zalety
swojego 'dziecka'. Wiele razy słyszał rozmowę kobiet o
samochodach, zawsze skupiały się na wyglądzie samochodów.
Wydawało mu się, że na innych rzeczach się po prostu nie znały...
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Po czym parsknęła śmiechem.
-
Serio ?! Jeździsz najnowszą SQ7, masz silnik co najmniej V8 i dwie
turbiny ! Koleś ! Prawie 450 KM a Ty mi o jakimś lakierze mówisz
?! - trajkotała jak nakręcona nie zważając nawet na to, że stoją
na światłach, a mężczyzna wgapia się w nią pożądliwie.
Spojrzała na niego i natychmiast się speszyła. Opadła miękko na
siedzenie unikając jego spojrzenia.
-
Ogólnie tak dużo wiesz czy tylko na temat tego danego modelu ?-
wcale nie zmienił sposobu swojego patrzenia. Czuła, że płonie.
-
Wiem trochę więcej niż przeciętny samochodowy laik...- mruknęła
ledwo słyszalnie. Poczuła się nieco pewniej.
-
Wyjdź za mnie ! - krzyknął, a ona się zaśmiała. Przybliżyła
się, opierając oba łokcie na dzielącym ich podłokietniku.
Spojrzała mu w oczy, które naprawdę były blisko !
-
Zielone... - szepnęła i zaśmiała się dźwięcznie widząc
najpierw zahipnotyzowane spojrzenie Hugo, a później jego
zakłopotanie.
-
El Barco...- mruknął wcale na nią nie patrząc.
-
Hm ?- zapatrzyła się na mijany krajobraz, niespecjalnie wiedziała
o czym mówi jej nowy kolega.
-
Jedziemy do El Barco...- Uśmiechnęła się. Kolejny punkt dla niej
! W starciu kto kogo zawstydzi szli łeb w łeb. W bezpośrednim
starciu osobowościowym Hugo wysiadł mniej więcej, gdy zobaczył ją
wtedy w klubie, Ainoha właśnie zaczynała swoją drogę w otchłań
Pana Gonzaleza.
***
-
Przepraszam Państwa bardzo, ale Państwo ze stolika obok nie mogą
zjeść w spokoju posiłku, mogliby... mogliby Państwo zachowywać
się nieco ciszej... ? - parsknęli śmiechem i wcale nie chodziło
im o tego biednego zestresowanego młodego kelnera, którego
wydelegowano do ucieszenia ich. Zupełnie nie wiedział co się z nim
dzieje, ta dziewczyna miała w sobie coś w czymś się zatracał.
Tracił kontakt z otaczającym go światem. Byli tylko oni. On i ta
piękna blondynka. Jako, że Hugo nie reagował skinęła głową, po
czym uśmiechnęła się przepraszająco do starszej pary siedzącej
nieopodal ich. Zjedli już dawno temu, teraz po prostu oddali się
rozmowie. Może ciut przygłośnej jak się okazało.
-
Idziemy ?- spojrzał na nią spod rzęs. Ale spojrzał na nią w taki
sposób, że zrobiło jej się gorąco.
-
Idziemy- oznajmiła tonąc w jego oczach. Nie zdążyła zareagować
a mężczyzna już stał za nią odsuwając jej krzesło. Speszyła
się, ale miała nadzieję, że tego nie zauważył. Puścił ją
przodem, oboje jeszcze raz przeprosili staruszków za zakłócanie
kolacji i wyszli śmiejąc się w najlepsze.
Z
restauracji na parking prowadziła dość długa, urocza alejka pełna
kwiatów i światełek. Złapał ją za dłoń. Spuściła wzrok
uśmiechając się lekko. On zagryzł wargę. To, że nie wyrwała
swojej dłoni potraktował jako sukces. Testował ją. Chciał
wiedzieć na ile może sobie pozwolić. Na ile może z nią zagrać.
A ona za wszelką cenę starała się uspokoić. Wyluzować... Nic
się przecież nie działo. Splotła ich palce w silniejszym uścisku.
Do tej pory to on trzymał ją. Odeszła od niego na odległość ich
rąk. Odwróciła się, gdy zorientowała się, że stoi w miejscu i
się jej przygląda. Uśmiechnęła się.
-
No i co teraz Panie Hugo... ?- uniosła zadziornie brew. Naprawdę
była ciekawa dalszego planu młodego Hiszpana. Mówił, że El Barco
to początek ich spotkania. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmiało.
Nie uzyskała odpowiedzi. Przynajmniej nie taką o jakiej myślała.
Przyciągnął ją do siebie i nie czekając na pozwolenie musnął
jej usta. Liczył na to, że go spoliczkuje. Chciał to zrobić zaraz
po tym jak ją zobaczył, a teraz... teraz już czuł, że musiał !
Pierwszy raz czuje się w ten sposób w obecności dziewczyny !
Zesztywniała. Nie rozumiała co się dzieje. Działo się samo. Jej
dłoń powędrowała na jego policzek, a chwilę później jej wargi
muskały jego. Skończyło się równie szybko i niespodziewanie jak
się zaczęło. Nie puszczając jego dłoni odwróciła się i
pociągnęła zdezorientowanego mężczyznę za sobą. To miało być
spotkanie po którym uwolni się od natręta. Jak więc mogła sobie
wytłumaczyć radość jaką sprawił jej tym pocałunkiem i
generalnie swoją obecnością ?! Ainoha Sanchez pierwszy raz w
życiu nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Pierwszy raz
zupełnie straciła kontrolę !
Odkąd
wsiedli do samochodu żadne się nie odezwało. Blondynce było po
prostu głupio. Czuła, że brnie w coś co nie ma żadnego sensu i
że to dla chłopaka skończy się tragicznie.
-
Nie odzywasz się...- mruknął, patrząc cały czas na pogrążoną w
ciemności drogę.
-
Faktycznie te światła to kosmos...- uśmiechnęła się. Musiała
zejść z tematu i zrobić coś by rozluźnić atmosferę, bo inaczej
chyba by się podusili. Zaśmiał się... Skąd wiedział, że na
pewno nie poruszy tego co stało się parę chwil temu. Rozbrajała
go ta dziewczyna.
-
Mam Cię przeprosić ?- zaśmiał się patrząc na nią kątem oka.
Tym razem to ona uśmiechnęła się cwanie.
-
Za co ? Stało się coś ?- spojrzała na niego zadziornie. No i
przepadłeś- mruknął w sobie.
-
Nic...- szepnął półszeptem karcąc się w myślach za to, że
przeszło mu przez myśl, że reakcja Ainohy może być inna.
-
No właśnie. Nic nie było, więc nie mamy za co się
przepraszać...- oparła łokieć o drzwi. - To jakie plany na teraz
? Bo z tego co się orientuję, to mieszkam w drugiej części
miasta...- zauważył cień szczerego uśmiechu na jej ustach.
-
Zobaczysz kocie...
-
Nie jestem Twoim kotem.- odparła stanowczo.
-
Jeszcze nie wiesz, że kiedyś będziesz...- puścił jej oczko.
Podczas gdy ona myślała, że tylko żartuje on mówił całkowicie
szczerze. Takiej chemii i iskry nie było między żadnymi
'znajomymi'.
***
-
Guell ?! - wybałuszyła oczy, gdy podjechał na parking. - Wiesz,
która jest godzina ?!- popatrzyła na niego jak na wariata. Wystawił
rękę w jej kierunku. Myślał, że ją złapie, ale oczywiście
nie... zamiast złapać jego dłoń blondynka splotła swoje ręce na
piersi patrząc na niego wyczekująco. - Kim Ty jesteś albo komu
zapłaciłeś za to, że możesz późną nocą wchodzić do Parku
?!- zaśmiał się.
-
Ma się znajomości- uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął
pierś. - Zakładam, że nigdy nie widziałaś Guella w blasku
księżyca i bez tłumów turystów... - wyczytał z jej błyszczących
jak diamenciki oczu, że jej zaimponował, chociaż prawdopodobnie
nigdy tego nie przyzna.- Zapraszam...- ukłonił się nisko,
powtórnie podając jej dłoń. Tym razem niepewnie ją złapała.
Triumfował.
Szli
główną ścieżką prowadzącą do najdłuższej ławki na świecie.
Spacerowali powoli. Ona napawała się otaczającą ją
rzeczywistością, wszechobecną ciszą, pustym parkiem skąpanym w
blasku księżyca. On napawał się jej widokiem. Niespecjalnie
wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony
rozpierała ją duma (?), radość... Nikt nigdy nie zaprowadził jej
w takie miejsce.
-
Okłamałeś mnie... - wyrwała go z kompletnego letargu. Spojrzał
na nią zdziwiony. O dziwo na jej ustach malował się piękny
uśmiech. - To miała nie być randka...- powiedziała
oskarżycielskim tonem. Parsknął śmiechem.
-
Myślisz, że zabrałbym Cię na randkę do Parku, do którego możesz
pójść w każdej chwili ?
-
A nie ?
-
Nie. Na randkę zabrałbym Cię w jakieś odjazdowe miejsce.
-
Parku, przez który w ciągu dnia przewija się jakiś triliard
ludzi, a po którym teraz spacerujemy sami i to w nocnej scenerii nie
nazwiesz odjazdowym miejscem ?! - zaśmiała się. Nie była pewna
czy tylko się z nią droczy, czy może mówi na poważnie. Pokiwał
przecząco głową.- No to uważaj, bo jeszcze chwila i ja się na tą
randkę wproszę ! - jej dźwięczny śmiech rozniósł się echem po
okolicy.
-
Na to właśnie liczyłem...- mruknął poważnie powodując, że z
jej ust zszedł uśmiech.
*********************************************************************************
Jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów,
więc jestem bardzo ciekawa Waszych opinii :)
Cholera, muszę chwilę odsapnąć i zebrać szczękę z podłogi...
OdpowiedzUsuńPark Gaudiego. W nocy. Bez turystów. Ja bym chyba na jej miejscu na zawał zeszła! To miejsce jest cholernie piękne i cudowne za dnia, z tryliardem ludzi, a tak "po prywatnemu"? Cholera! To musi być nieziemski odjazd! <3
Ty wiesz, że kocham Twój styl i Twoje historie, więc... Nie będę się powtarzać.
Albo się powtórzę - czekam na kolejny rozdział o naszej księżniczce. ;*
Ze trzy dni śnił mi się Güell po napisaniu tego fragmentu :D
UsuńMagiczne miejsce <3
;***
Ja chce Rafaela w takim wydaniu tu i teraz! :D
OdpowiedzUsuńBrakuje mi słów żeby opisać mój zachwyt nad rozdziałem! I D E A L N Y!
Czekam na kolejny kochana <3
W takim razie Rafę razy dwa poproszę ! :P
UsuńDZIĘKUJĘ kochana ! :**
A ja się wcale nie zdziwiłam.. Rafa, znaczy się - Hugo, jest idealny pod każdym najmniejszym względem, więc tylko zazdroszczę tej dziewczynie, że to padło na nią!
OdpowiedzUsuńWciąż tylko boli mnie to, że on ją okłamał kim naprawdę jest!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNa początek... Nie potrawię znaleźć usprawiedliwienia i sama się dziwie, że nie skomentowałam ostatnich dwóch rozdziałów... To chyba moje roztrzepanie, więc bardzo, bardzo przepraszam!
OdpowiedzUsuńJeju, jak mi się tutaj bardzo wszystko podoba!
Nie kłamię!
Czytanie tego to sama przyjemność :D
R... znaczy Hugo jest cudowny *.* Da się gdzieś takiego kupić? XDDD
Już czekam na kolejny :P
Weny ♥
Zapraszam też do mnie na szóskę :P http://ekghymsbkdjs.blogspot.com/2017/01/sexto-quiero.html
Usuń