środa, 7 grudnia 2016

SEGUNDO




- Ainoha... Ainoha.... AINOHA ! - mogłaby przysiąc, że słyszy głos swojej mamy. Problem był jednak w tym, że gimnazjum skończyła wieki temu, a mama mieszka na drugim końcu miasta. Mimo to leniwie otworzyła jedno oko i omal nie dostała zawału. Wielki zionący alkoholem potwór  vel Sofie leżał jakieś 10 cm od jej twarzy błagając o pomoc.
- Soff... odsuń się śmierdzisz wódą ! - skrzywiła się podnosząc się na łokciach. Spodziewała się zawrotu głowy bądź jakiegoś ołowiu przywiązanego do szyi ale nic takiego nie miało miejsca. Rozejrzała się po sypialni. Bałagan, wszędzie bałagan... Omiatając pokój wzrokiem zrobiła krótką listę obecności. Sofie, jakżeby inaczej, jest i zionie. Margott śpi jak zabita po jej lewej stronie, Leire i Blanka zwinięte w dwa kłębki na kanapie na przeciwko.
- Ainoha błagam... Ja umieram...- zionący alkoholem potwór znów przemówił
- Sofie, gdzie wyście były ?!
- No jak wyszłaś, to się martwiłyśmy... Leire postanowiła wyjść za tobą, no ale jak napisałaś smsa, że jesteś w mieszkaniu, to jakby zboczyłyśmy z kursu...- szatynka zrobiła słodkie oczka. - Ja naprawdę zaraz umrę, proszę Cię...- zmroziła przyjaciółkę wzrokiem, ale co miała zrobić ? Czekanie aż obudzą się wszystkie i zaczną jęczeć jak Sofie nie wydało jej się najlepszym pomysłem. A ona sama... czuła się normalnie, nic jej nie było, więc dlaczego miałaby patrzeć na umieranie koleżanek ? Zebrała się w miarę szybko. Rzęsy maznęła lekko tuszem, włosy spięła w wysokiego koka, włożyła jasne jeansy, beżową bluzę, białe AirMaxy, narzuciła na siebie jeszcze granatową wiatrówkę i wyszła. Dzień był naprawdę ładny, choć chłodniejszy niż poprzednie. Rozglądnęła się wokół stojąc na stopniu prowadzącym do klatki schodowej. Drzewa w parku po drugiej stronie ulicy z dnia na dzień stawały się bardziej czerwone a powietrze ostrzejsze. Jesień, którą tak kochała zbliżała się wielkimi krokami. Uśmiechnęła się sama do siebie, wsunęła na nos okulary chroniące przed wciąż ostrym słońcem i dziarskim krokiem ruszyła po podstawowy zestaw ratunkowy dla swojego 'teamu'.

***

- Cześć Ainoha...- usłyszała za plecami.  Nie sądziła, ze jeszcze kiedyś usłyszy ten głos. Stała właśnie przy lodówce z gotowymi sałatkami i ani śniła się odwracać do nieznajomego znajomego.
- Śledzisz mnie ?- uśmiechnęła się pod nosem sięgając po swoją ukochaną sałatkę z mozarellą, z oliwkami dla dziewczyn i na wyższą półkę po tą z gyrosem dla Leire. Stanęła na palcach i już prawie miała ją w dłoni, ale ją ubiegł. Uśmiechnął się uroczo podając jej plastikowy pojemnik. Gdy delikatnie musnął jej dłoń swoją przeszedł ją dreszcz. Przyglądał jej się z nie mniejszą fascynacją niż w klubie. Zaczynał ją peszyć, więc uśmiechnęła się wdzięcznie i odeszła w kolejną alejkę zanim oblała się soczystym rumieńcem. Wrzuciła do koszyka mleko i pięć jogurtów.
- Nie zdążyłem Ci wczoraj podziękować...- szedł za nią. Znów się uśmiechnęła i znów się do niego nie odwróciła.  Chciała sprawdzić jak będzie reagował na jej brak zainteresowania. - Tak szybko wyszłaś... Zrobiłem coś ?
- Szybko wyszłam ? Wcale nie...- wrzuciła do koszyka kawę i szła dalej, ale zaszedł jej drogę. Teraz nie miała wyjścia, musiała spojrzeć mu w oczy. Był przystojniejszy niż go zapamiętała.
- Chciałabym przejść...- spojrzała na niego wymownie.
- Tam ?- wskazał ręką za siebie. Starał się zrobić wszystko, by móc zobaczyć jej uśmiech.
- Yhm... tam - skinęła głowa i uśmiechnęła się. Zabawny był. - Do kasy- minęła go, więc za nią podbiegł.
- Minutka ! Lecę po kefiry i zaraz wracam. Zaczekasz na mnie ?- przeszył ją brąz jego tęczówek. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Nie mogła zrobić nic innego jak tylko skinąć głową. Jednak tylko jak mężczyzna zniknął z pola jej widzenia, ogarnęła się i poszła do kasy. Chciała przed nim chyba trochę uciec. Uciec przed jego urokiem. No i może nie do końca chciała a powinna...
- Przepraszam... moja dziewczyna stoi tam w kolejce, donoszę bo zapomniała...- usłyszała za sobą, gdy wykładała towary na taśmę. Tym razem się odwróciła i napotkała roześmianą twarz jej nocnego towarzysza przepychającego się między klientami stojącymi w kolejce wprost do niej. - Kochanie, twoje kefiry...- uśmiechnął się do niej kładąc cztery kubki obok jej zakupów. Przewróciła oczami i bardzo starała się nie parsknąć śmiechem. Po skasowaniu i zapłaceniu za zakupy wyszła ze sklepu zostawiając przy kasie nieco zadziwionego chłopaka. Każdy, kto ją znał nie uważał za zbytnio wylewną czy przesadnie uczuciową. Ale ten chłopak był inny... Który to już raz dziś usłyszała swoje imię ? Podbiegł do niej, znów wywołując uśmiech na jej twarzy.
- Znowu to robisz...- zmrużył śmiesznie oczy. Parsknęła śmiechem.
- Co robię ?
- Uciekasz- puścił jej oczko. - Ode mnie się nie ucieka- pouczył ją. Mógłby patrzeć w jej oczy godzinami. Całej jej mógłby się przyglądać non stop.
- Nie uciekam, mam cztery kobiece zwłoki w mieszkaniu- zamachała mu przed oczami torbą.
- No co Ty nie powiesz...- uśmiechnął się unosząc reklamówkę z kefirami.
- No właśnie... Naprawdę muszę iść... Miło było Cię spotkać...- popatrzyła na niego wymownie, bo przecież nie znała jego imienia.
- Hugo- wyciągnął dłoń w jej stronę, co znów ją rozśmieszyło. Nie należało zrobić tego wczoraj ?
- ...Hugo- oznajmiła.
- I co to już ? Znikasz ?!- skinęła głową.
- Chyba ustaliliśmy, że musimy ratować zwłoki ?- uśmiechnęła się.
- Ok, to zapisz mi swój numer i zapraszam Cię na kawę jutro, albo na kolację... Albo i na kawę i na kolację... 18, pasuje Ci ?- zaśmiała się.
- Nie dajesz za wygraną, co ?  - spojrzała na niego spod długich, gęstych, czarnych rzęs. Jemu zrobiło się gorąco, a ona chciała by trwało to jak najdłużej. Normalnie każdego innego chłopaka by pogoniła, ale on nie był każdym... Nie chciała żeby był... Wyszczerzył się łobuzersko i skinął głową.
- Masz chwilę czasu ? - skinął ochoczo głową- Nie zginą bez Ciebie ?- wskazała na siatkę z kefirami.
- Myślę, że mogą jeszcze poczekać... - zagadnął tajemniczo próbując cokolwiek wyczytać z jej oczu. Wzięła głęboki wdech.
- Numeru nie dostaniesz. Nie zgadzam się ani na kawę ani na kolację- popatrzyła na niego wymownie.- Ale jak chcesz możemy się przejść...  Tu niedaleko są moje umarlaki, możesz mnie odprowadzić pod blok...- uśmiechnęła się, ale nie bardziej niż on. Zgodziłby się chyba na wszystko co by mu zaproponowała. Oczy mu rozbłysły z radości. Wreszcie dostrzegł cień szansy.  Wyciągnęła w jego stronę jedną z reklamówek. Przejął obie. Mimo jej wyraźnych sprzeciwów. Wiedziała, że z nim nie wygra. Przyglądnęła mu się uważniej i chyba trochę to trwało, bo chłopak parsknął śmiechem.
- Będziemy tak stać cały dzień żebyś mogła na mnie patrzeć ?- zaśmiał się, a ona spłonęła rumieńcem, dźgnęła go w bok i ruszyła przed siebie. Dobiegł do niej co chwila szturchając ją ramieniem i szczerząc się głupkowato. Od zaczepki do zaczepki przeszli do normalnej rozmowy, podczas której co chwila któreś wybuchało śmiechem.
- To tu...- zatrzymała się przy wejściu do jednego z czterech apartamentowców.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie dałaś mi swój adres...- wskazał brodą na tabliczkę wiszącą nad jej głową z ulicą i numerem domu. - ...a nie chcesz mi dać numeru telefonu ?- Uśmiechnęła się łobuzersko. Miała asa w rękawie.
- Ani razu z moich ust nie padło, że to moje mieszkanie... - uniosła cwaniacko brew- jak już mówiłam w środku są 4 dziewczyny, nie uważasz że mieszkanie może być jednej z nich ?
- Nie mam pewności, że nie jest twoje... Pozostaje mi jedno...
- Będziesz tutaj siedział i czekał aż może pewnego dnia rano wyjdę z klatki- parsknęła śmiechem.
- Tak długo aż nie dostanę Twojego numeru telefonu- zagadnął cwaniacko. Był pewny siebie i ta pewność go w tym momencie zgubiła. Ainoha popatrzyła na niego jak na kosmitę. Po czym parsknęła śmiechem. Wzięła od niego siatki i ucałowała oba policzki w podzięce. Odwróciła się wchodząc do klatki. Mężczyzna się nie poruszył.
- Pamiętaj żeby się cieplej ubierać, bo robi się coraz zimniej- puściła mu oczko- Pa Hugo.
- Do zobaczenia Ainoha - uśmiechnął się chytrze, wiedział że prędzej czy później postawi na swoim.
Weszła do mieszkania z uśmiechem na ustach, co nie uszło uwadze przyjaciółek zalegających w różnych kątach salonu.
- No ładnie...- prychnęła Leire- My umieramy a Ty sobie spacerki urządzasz...
- Gdzieś Ty była ?!- warknęła Sofie wyrywając jej jedną z siatek, wyrzuciła całą zawartość na stół, rzucając się łapczywie na kubeczek jogurtu.
- Oczy Ci się świecą ! - wyszczerzyła się Leire, gdy podawała jej tabletkę i szklankę wody do popicia. Natychmiast u jej boku znalazła się Sofie.
- I to jak koło młyńskie na Tibidabo latem ! - blondynka wyszczerzyła się. Za nic w świecie nie mogła przestać się uśmiechać. Skłamałaby, jeśli powiedziałaby że czuje się tak pierwszy raz w życiu. Ale tym razem...
- Spotkałam go...- uśmiechnęła się nieśmiało. Zawstydzała ją ta sytuacja. Przecież nawet go nie znała...
- Ale kogo ?!- palnęła Sofie.
- Jak to kogo...- Leire zamachała brwiami, patrząc wymownie na Soff.- I jak ? - zwróciła się do najbliższej przyjaciółki. Ta wzruszyła ramionami.
- Szczerze ?- brunetka skinęła głową- Zbyt pięknie Leire...- puściła jej oczko wychodząc do kuchni.







***

Liczę na Wasze opinie :D
Pozdrawiam, 
Laila 

7 komentarzy:

  1. "I to jak koło młyńskie na Tibidabo latem !" - kocham Cię za to porównanie!!! <3 Jesteś moją Mistrzynią i wiesz, że to się nigdy nie zmieni.
    Buziaki, moja droga :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawę uwielbiam Twoje opowiadania! Tyle razy to już pisałam, a jeszcze mi się nie znudziło :D
    Super rozdział, czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na nowy rozdział: http://hasta-que-llegues-tu-ff.blogspot.com/

      Usuń
    2. Tak bardzo Ci dziękuję ! :D
      Już biegnę ! :*

      Usuń
  3. Wreszcoe dodarłam!
    Jeju jak świetnie piszesz :D
    Bardzo mi się tutaj podoba i na pewno tutaj zostanę do końca :P
    Weny ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i jest mi niezmiernie miło !
      Zapraszam do śledzenia historii :)
      Pozdrawiam ! ♥

      Usuń